Streszczenie odcinka: brak
Galeria screenów:tutaj Download:tutaj Polskie napisy:tutaj
Ostatnio zmieniony przez ToAr dnia Wto 2:33, 07 Kwi 2009, w całości zmieniany 2 razy
_________________ Toaroraptorus vel Szpon Sprawiedliwości
Bywają rozstania niezależne od dwojga.Bolesne bo żadne go nie chce. Wysłany:
Wto 4:01, 17 Lut 2009
Moim zdaniem jeden z najlepszych z 5 serii więcej napiszę jak ochłonę
_________________ avek ukradziony Juniuś, nie mogłam się powstrzymać i nie spoilerować banerek wynaleziony na fanpopie Moje siostrzyczka Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Fani Bones głosujcie na serial TUTAJ Wysłany:
Wto 4:07, 17 Lut 2009
Kolejny odcinek, po którym mam ochotę powiedzieć tylko "Co to było?". Od jakiegoś już czasu (konkretnie od 4 odcinków) odnoszę wręcz nieodparte wrażenie, że mój ukochany serial leci na łeb, na szyję. Nie wzbudza we mnie już tak wielkich emocji, nie bawi, nie intryguje, czasami wręcz nuży. Przyczyn takiego stanu rzeczy upatruję w maksymalnie pogmatwanym odcinku 5x12, w którym to moje wielkie nadzieje na Huddy z prawdziwego zdarzenia zostały pogrzebane żywcem... Ale do rzeczy [będzie krótko i bezboleśnie ]:
Duuuży plus za przypadek medyczny, za rozmowę House'a z pacjentem, w której to najbardziej skryty lekarz pod słońcem odsłania cząstkę siebie [coś jak w 3x12 "One day, one room"]. Plus za 4mana i 13, za ich niecny plan i widowiskową kłótnię. Plus również dla Wilsona, który chyba nie byłby sobą, gdyby czegoś nie "namotał". Minus natomiast za Huddy - spłaszczone do granic możliwości, nie wywołujące u mnie najmniejszych emocji, zredukowane praktycznie do kilku ostatnich scen... Nie pojmuję, jak zdanie "House jest ważną częścią mojego życia" mogło zostać wypowiedziane przez Cuddy w sposób tak maksymalnie beznamiętny!?! Po takim tekście, każdy huddymaniak powinien dostać palpitacji serca, powinien przykleić się do monitora, zacząć kompulsywnie wciskać "replay" etc. Ja, tymczasem, trwałam dalej w niezmiennej pozie, do ostatnich minut czekając na jakiś zwrot akcji, na jakiś przebłysk House'a lub Cuddy. Nie doczekałam się. Znowu. Co się, natomiast tyczy kwestii stricte technicznych: brak dynamiki i płynnych przejść pomiędzy scenami [przez co odcinek trochę się "dłużył"]. Amen.
_________________ Nancy: "What to do if you meet a mountain lion. Give the mountain lion some room. Don’t make eye contact. Talk to the lion softly..." Are you sure this isn’t what to do if you want to date a mountain lion? Wysłany:
Sro 13:36, 18 Lut 2009
mie najbardziej zaskoczyło to, że najpierw Cuddy zaprasza Housa a potem odmawia choć chce żeby przyszedł.potem po rozmowie z Cameron chce go zaprosić ale nie mozę tego powiedzieć.
House też mógł sam z siebie przyjśc zawsze tak robił ze zjawiał sie bez zapowiedzi u niej.NIe rozumiem tej ich miłości, czy oni mogóle bedą już razem Tak bardzo bym tego chciała....
_________________
Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*
"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you" Wysłany:
Sro 16:21, 18 Lut 2009
rocket queen wszystko napisała, to dokładnie moje odczucia po tym odcinku.
Ale mam zamiar obejrzeć jeszcze raz ze spokojem, bo oglądałam już późno i mózg mi się wyłączał - myślałam, że to dlatego tak odbieram (dość obojętnie), ale rocket mi uzmysłowiła, że nie jestem sama. Po powtórnym obejrzeniu będę wiedziała na pewno .
_________________
Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
przesadziłam... Wysłany:
Sro 17:56, 18 Lut 2009
mie najbardziej zaskoczyło to, że najpierw Cuddy zaprasza Housa a potem odmawia choć chce żeby przyszedł.potem po rozmowie z Cameron chce go zaprosić ale nie mozę tego powiedzieć.
House też mógł sam z siebie przyjśc zawsze tak robił ze zjawiał sie bez zapowiedzi u niej.NIe rozumiem tej ich miłości, czy oni mogóle bedą już razem Tak bardzo bym tego chciała....
Szanse na bycie razem wydają się zmniejszać z minuty na minutę... House w dalszym ciągu nie potrafi zaakceptować dziecka Cuddy, nie potrafi pogodzić się z faktem, że to właśnie Rachel jest na pierwszym planie i życie Lisy toczy się wokół niej. A skoro nie wypracował żadnego sposobu radzenia sobie, wykorzystuje swoją sprawdzoną metodę i okrywa się płaszczykiem cynizmu i tumiwisizmu, dając wszystkim do zrozumienia, że tak naprawdę mu nie zależy. Pewnie ma nadzieję, że w ten sposób wpłynie za zachowanie Cuddy... Sama Lisa sprawia natomiast wrażenie kobiety, która coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że dobrze zrobiła adoptując małą Rachel. Przestały dręczyć ją myśli o tym, że jest beznadzieją matką, że nie pogodzi pracy z wychowaniem córki. Nieoceniony wpływ na zmianę sposobu myślenia Lisy miał oczywiście Wilson. Tak naprawdę, tylko on ciągle jej pomagał, on z nią rozmawiał, rozwiewał wątpliwości. Był przy niej zawsze wtedy, gdy przeżywała "kryzys". I w tym momencie rodzi się pytanie, jak zachowa się Cuddy? Rozważna kobieta, widząc, że ma na wyciągnięcie ręki tak pomocnego, ciepłego, opiekuńczego i zakochanego w niej faceta, nie pozwoliłaby mu dłużej czekać. Romantyczna natomiast, posłuchałaby własnego serca: odrzuciła wspomniany już wcześniej ideał, licząc na to, że obiekt jej westchnień zmieni nastawienie, uświadomi sobie, jak wielkim uczuciem darzy właśnie ją i wróci do niej w podskokach... Na chwilę obecną, górę bierze pierwiastek rozwagi i rozsądku, dlatego obstawiam Wuddy (pomimo tych wszystkich spojrzeń, jakimi Cuddy obdarzyła Grega w 5x12)
_________________ Nancy: "What to do if you meet a mountain lion. Give the mountain lion some room. Don’t make eye contact. Talk to the lion softly..." Are you sure this isn’t what to do if you want to date a mountain lion? Wysłany:
Sro 18:47, 18 Lut 2009
Widzę że niezbyt pozytywne opinie, a mi się bardzo podobało ! dialogi House/Wilson +House/Cuddy + Wilson/Cuddy
ciekawy przypadek medyczny
nie za dużo 14, tylko akurat i ten niecny plan
Minusy - za mało Huddy !
_________________ avek ukradziony Juniuś, nie mogłam się powstrzymać i nie spoilerować banerek wynaleziony na fanpopie Moje siostrzyczka Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Fani Bones głosujcie na serial TUTAJ Wysłany:
Sro 21:42, 18 Lut 2009
Mimo iż zgodzę się z osobami które uważały ostatnie odcinki za nieprezentujące tzw."House Level" to ucieszył mnie docinek nr.15.Powróciły intrygi,fajne dialogi i tematy ważne(wiara) poruszane przez bohaterów serialu.To utwierdziło mnie w przekonaniu,że ten serial będzie mnie ciszył przez kolejne godziny wieczornego oglądania.Myślę że dojdzie do połączenia House'a z Cuddy,lecz będzie to wymagało jeszcze kilku dobrych odcinków.Jestem dobrej myśli,choć uważam że zmieni to diametralnie dotychczasowy charakter serialu.Czekając na kolejny odcinek analizował bede ten ostatni,gdyż na 100% warto.
jak dla mnie odcinek rewelacyjny
romans house i cuddy rozwija się bardzo powoli i widać ze jest to coś naprawdę szczególnego . dialogi rewelacyjne ale jak dla mnie nadal za mało Wilsona.
Ten odcinek też jakoś nie wzbudził we mnie wielkich emocji (zresztą tak jak ostanie) Nie wiem na czym to polega, ale najwidoczniej serial się kiepści. Choć wierzę, że taki stan rzeczy nie potrwa długo, w końcu każdy serial ma te gorsze odcinki.
Ogromny plus za przypadek, rozmowy House'a z pacjentem rewelacyjne, w ogóle wreszcie pojawił się przypadek godny uwagi. Nie przepadam za 14, uważam, że za bardzo się na nich skupiają, ale kłótnia była super i dałam się im nabrać
Jeśli chodzi o Huddy to... niby wydarzyło się do tej pory wiele, ale tak naprawdę nic się nie zmieniło. House zachowuje się jak obrażony dzieciak, bo Cuddy zamiast nim bawi się z córeczką. Brakuje tego napięcia, błysku w oku, który sprawiał, że śliniłam się przed monitorem bo tak świetnie ze sobą rozmawiali, patrzyli na siebie
W tym momencie myślę, że najlepszy byłby Wuddy, min. dlatego, że Wilson jest jedyną osobą, która wspierała i pomagała Cuddy.
W sumie dobrze, że Cuddy nie powiedziała House'owi, że chciałaby, żeby przyszedł, bo on znowu palnąłby coś, zranił ją i tak to by się skończyło.
_________________ "Successes only last until someone screws them up. Failures are forever" "People get what they get. It has nothing to do with what they deserve" Wysłany:
Pią 23:07, 28 Sie 2009
najbardziej mi się podobała scena przy fortepianie..
cześć właśnie czekałem aż ktoś ten temat poruszy a mianowicie mam pytanie... co to jest za piosenka (albo piosenki) które house gra na fortepianie bo gdzieś je kiedyś słyszałem ale nie umiem sobie przypomnieć kto to grał... a może mi się to tylko ubzdurało najbardziej zależy mi na ostatniej piosence (trwa ok. 30 sek), którą gra house... za pomoc byłbym bardzo wdzięczny
Całość (ostatnie 2:30 minuty odcinka) to autorska kompozycja Hugh Lauriego zatytuowana "Cuddy's Serenade". Może Ci coś przypominać, może Laurie się na czymś (bardziej lub mniej świadomie) wzorował albo tylko brzmi podobnie do czegoś innego, ale prawdopodobnie coś Ci się ubzdurało ;p
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach