Historia dwojga nieznajomych [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Historia dwojga nieznajomych [M]

Po powrocie, na rozgrzewkę, taka miniaturka. To jej druga wersja, zdaje mi się, że lepsza niz pierwsza. W dodatku dla mnie to taki przerywnik od Świata niewidzianego (którego następna część pojawi się kiedy zmobilizuję się, żeby przepisać ja na komputer - opdczas wyjazdu nie mogłam powstrzymać się od pisania Razz - i wróci Erato, żeby ja sprawdzić).
Wersja niezbetowana, więc proszę o tolerancję dla błędów. Po powrocie Erato, pojawi się wersja po korekcie.
Aha i jeszcze jedno - jeśli administracja uważa, że to powinno się znaleźć w Innych, proszę to tam przenieść. Ja jednak sądzę, że to staje się Huddy właśnie dlatego, że niem nie jest.
Dedyk dla GoSs, bo swoimi sms-ami nie pozwoliła mi oderwać się od House'a ani na chwilę, nawet podczas wyjazdu Very Happy




Wyobraźmy sobie, że jedna rzecz ułożyła się inaczej. Wyobraźmy sobie, że Greg House nigdy nie został wydalony z John Hopkins Medical School. Że nigdy nie spotkał Lisy Cuddy, Jamesa Wilsona ani nawet Stacy. Co w takim razie mogłoby się z nimi stać…?

*
Na podjazd wjechał samochodem. Motor porzucił niedługo po studiach – nie z własnej woli co prawda. Laura nie życzyła sobie, żeby jej dziecko urodziło się bez ojca.
– Dopóki byłeś nie przejmującym się niczym i nieodpowiedzialnym studentem, to było w porządku – mówiła – ale jako ojciec musisz się nauczyć, że każde działanie ma swoje konsekwencje. I przekażesz tę mądrość dzieciom, bo nie pozwolę ci się zabić na jakimś ostrym zakręcie.
Tak więc, przyparty do muru – i raz zaszantażowany – zrezygnował z dwukołowca.
Wysiadł, zatrzasnął drzwi. Szybkim krokiem ruszył do domu. Przekręcił klucz w zamku i wszedł do środka.
Na schodach natychmiast rozległ się tupot stóp. Po chwili stały przed nim dzieci. Pięcioletnia dziewczynka i ośmioletni chłopiec.
– Czołem, tato – powiedziały chórkiem.
Uśmiechnął się całkiem mimowolnie.
– Czołem, potwory – odpowiedział.
Sam się sobie dziwił, że miał z nimi taki dobry kontakt… Może miało to coś wspólnego z tym, że ze wszystkich sił starał się nie zamienić we własnego ojca. A może z tym, że Laura się o to postarała. Zawsze znalazła jakis pretekst, żeby to jemu kazać się nimi zajmować… A kiedy tylko urodziło się ich pierwsze dziecko, położyła mu je na rękach i powiedziała:
– Patrz. To twoja córka. Zależy od ciebie. Tylko od ciebie, rozumiesz? To twoja decyzja jakim ojcem będziesz.
Tymczasem z kuchni dobiegło go powitanie najstarszego potomka:
– Hej, tato!
Dawno minęły czasy, kiedy piętnastoletnia już córka zbiegała po schodach razem z resztą rodzeństwa. Wszedł do kuchni, by zobaczyć ją przy mikrofalówce, wyciągając podgrzany właśnie obiad.
Maluchy natychmiast wpadły za nim do środka i zajęły miejsca. DO jedzenia zawsze pierwsi.
– Mama się spóźni – poinformowała go Blythe.
Nie był specjalnie zdziwiony. To się często zdarzało.
– Jak w szkole? – zadał rutynowe pytanie.
Dziewczyna przewróciła oczami.
– Normalnie.
– To znaczy?
– To znaczy nic nowego. Zwykłe lekcje. Piątka z matmy. Norma.
Uniósł brwi. Widział, jak kręciła się niespokojnie. Zupełnie jak jej matka, kiedy próbowała coś ukryć.
– No, powiedz.
Skrzywiła się lekko.
– Wyjeżdżam – poinformowała go bez ogródek.
– Ach tak.
– Do Londynu. Nasz zespół dostał możliwość zagrania na kilku koncertach. To wie…
– …lka szansa i ty nie chcesz jej zaprzepaścić – wszedł jej w słowo. – Dobra.
– Serio?
– Jasne.
– Dzięki, tato! – Pocałowała go w policzek i uciekła do swojego pokoju.
Przewrócił oczami i wbił spojrzenie w dwójkę pozostałych dzieci.
– Czy skoro Blythe może, to my też?
– Jak będziesz w jej wieku – oznajmił House.
– Ale…
– Josh, koniec dyskusji – uciął.
Naburmuszony chłopiec wstał od stołu, zostawiając niedojedzoną tortillę.
Dziewczynka spojrzała na jego talerz.
– Skoro on nie chce, to ja mogę dokończyć?
Wzruszył ramionami.
– Zjedz, jeśli chcesz. Chociaż ja bym nie ryzykował… Kto wie, co on dzisiaj wkładał do ust.
– Mrówki. Chwalił się, że zjadł najwięcej ze wszystkich chłopaków – poinformowała go dziewczynka.
– Wolałem tego nie wiedzieć – mruknął.
Rose rzuciła mu śliczny uśmiech i poszła śladem rodzeństwa, najwyraźniej nie decydując się na dojadanie po Joshu.
Nagle rozległ się pisk opon. Wstał od stołu, nasłuchując odgłosów przed domem. Dotarł do niego stukot obcasów na podjeździe, a po chwili do domu weszła niewysoka, jasnowłosa kobieta.
– Czołem, mamo! – rozległo się z salonu.
Spóźniła się. Było po obiedzie, czas filmu nikomu domowej kolekcji, więc nikomu nie chciało się biec.
Wyszedł do przedsionka, gdzie jego żona właśnie zdejmowała buty. Wyprostowała się, cmoknęła go w policzek.
– Co na obiad?
– Twoje dziecię przygotowało tortillę.
Spojrzała na niego podejrzliwie.
– Jaki miała w tym interes?
– Chce jechać do Londynu.
– Aha…
– Pozwoliłem jej.
– Aha?
– Wielka szansa i te sprawy.
– No tak. Musiałeś wysłuchać wykładu o tym, że ją ograniczamy, czy zgodziłeś się, zanim zdążył nastąpić?
Na jego ustach pojawił się wesoły uśmieszek.
– Uprzedziłem fakty.
Przewróciła oczami i weszła do kuchni.

Wieczorem, kiedy Laura położyła się już spać, a dzieci przynajmniej sen udawały, Greg siedział w swoim ulubionym fotelu, na tarasie. Patrzył w niebo.
Miał wszystko, czego mógłby sobie życzyć mężczyzna w jego wieku – wymarzoną pracę, kochającą żonę, trójkę wspaniałych dzieci… Laura była przy nim od samego początku. Zaczęło się od jednej nocy, a potem… Pojawiła się znowu, na progu jego mieszkania. Nie chciała niczego, po prostu weszła i powiedziała, że ma ochotę na herbatę. Skołowany, przyrządził napój. Po pół godziny wesołej pogawędki wstała i wyszła. Tak po prostu, jak gdyby nigdy nic. Podczas piątej takiej wizyty poinformowała go, że jest z nim w ciąży. Kończył wtedy studia, jej zostały jeszcze trzy lata. Ona postanowiła nie rezygnować z nauki, więc siłą rzeczy po porodzie on musiał często zajmować się dziećmi. Zaproponował jej małżeństwo. Nie planował tego, po prostu kiedy raz wybrali się do sklepu z rzeczami dla dzieci, by kupić kołyskę zrozumiał, że najłatwiej będzie mu, jeśli jego dziecko będzie miało szczęśliwą rodzinę – no właśnie, rodzinę. Tego samego wieczora się oświadczył. To Laura pomogła mu zwalczyć duchy z przeszłości – koszmary z życia, powracające we śnie. To ona nauczyła go miłości – bo na początku jej nie kochał, choć nigdy się do tego nie przyznał. To ona sprawiła, że nauczył się śmiać jak każdy inny człowiek.
Wreszcie to ona sprawiła, że nigdy nie żałował, że tak właśnie potoczył się jego los. Może nie była to historia rodem z romantycznej powieści, ale… to było życie. A w życiu nie można mieć wszystkiego.
Nie tęsknił za wielką miłością, bo nigdy jej nie zaznał. Nie wiedział, co tracił, więc mu tego nie brakowało… Może to i dobrze.

*
Teraz chyba powinna zamieszać… za chwilę, najpierw jeszcze to. I tu podpisze. O, i jeszcze ten papier przeczyta…
Naleśnik chyba zaczynał się powoli przypalać, więc oderwała wzrok od dokumentów i obróciła go na drugą stronę. Typowe – przecież nie zdążyłaby z pracą, gdyby nie wykonywała jej podczas gotowania.
Parówki już się zagotowały – o czym dała znać bulgocząca woda – więc wyłączyła gaz. Wtedy dobiegły ją kilka głosy, kroki i dźwięk otwieranych drzwi. Już po chwili do środka wkroczyła jej rodzina.
– Cześć, mamo! – zawołała od progu dziewczynka. – Narysowałam dzisiaj ładny obrazek i pani powiedziała, że mogłabym chodzić na lekcje plastyki – mówiła dalej, zdejmują płaszczyk. Po chwili ukazała się w drzwiach kuchni. Kontynuowała, zajmując miejsce przy stole. – Kiedy pani powiedziała Kevinowi, że ładnie śpiewa, on się zapisał do szkoły muzycznej na lekcje i kiedyś będzie sławnym piosenkarzem. A ja bym chciała być malarką… Więc zapiszesz mnie mamo?
Tymczasem śladem córki do kuchni wkroczył jej mąż. Andy zajął miejsce i spojrzał na Lisę pytająco.
– A co na to tata? – zapytała wymijająco.
– Tata powiedział, że jeśli ty się zgodzisz, to mogę oznajmiła, zanim mężczyzna zdążył się odezwać.
Westchnęła teatralnie i spojrzała uważnie na córkę.
– W porządku, ale pod jednym warunkiem.
Mała wydała z siebie radosny pisk i pokiwała ochoczo głową.
– Od dziś codziennie sprzątasz pokój. Musisz mieć tam miejsce, żeby mieć gdzie trzymać swoje nowe prace.
Dziewczynce trochę zrzedła mina. Najbardziej na świecie nienawidziła sprzątania. Miała to po ojcu.
– To jak będzie, Di?
– Umowa stoi – powiedziała z tak poważnym wyrazem twarzy, że Lisa poczuła, że ma ochotę, by wybuchnąć śmiechem.
– W porządku, więc poszukamy dla ciebie jakichś lekcji– oznajmiła, nakładając córce na talerz naleśnik z parówką i ketchupem.
Diana uśmiechnęła się szeroko.
– Super – oznajmiła. – Ale będą mi zazdrościć w przedszkolu.
Andy parsknął śmiechem. Lisa obróciła się do niego.
– Jak było w pracy?
Wzruszył ramionami.
– Dziurawe zęby, próchnica… Norma. A u ciebie?
Uśmiechnęła się delikatnie.
– Papierkowa robota, zgody na zabiegi… Norma.
Sami nie wiedzieli, kiedy to się zaczęło. W każdym razie od lat, niezmiennie padało to pytanie i niezmienna odpowiedź na nie. Jedna z tych rzeczy, tworzących codzienne życie.
– Dziś piątek – zauważył Andy.
Lisa mimowolnie się uśmiechnęła. To właśnie on, zawsze, najbardziej pilnował piątków.
– Więc co to za film? – zapytała wesoło.
– Sto jeden dalmatyńczyków – oznajmiła Diana.
To zawsze ona wybierała co będą oglądać w piątkowy wieczór. Tka tradycja. A że miała dopiero pięć lat, zwykle były to produkcje dla dzieci.
Mimo to, nikt nie miał nic przeciwko.
– Ten z tym przystojnym aktorem? – zapytała Lisa z pokrętnym uśmiechem.
Andy rzucił jej mordercze spojrzenie.

Diana już spała, Andy też. Tylko ona stała przy otwartym oknie i, opierając się o parapet, patrzyła w niebo.
Dostała od życia wszystko, czego tylko mogła chcieć. Miała wspaniałego męża, kochaną córeczkę, świetną pracę.
Kochała Andy’ego. Cóż, tak przynajmniej sądziła. Poznali się pod koniec studiów. On podrywał ją pół, zanim w końcu zdecydowała się z nim umówić. A potem okazało się, że jest świetnym, przystojnym, zabawnym facetem. Odstawiła na bok marzenia o wielkiej, romantycznej miłości i wyszła za niego. Długo starali się o dziecko, więc kiedy w końcu po latach urodziła się Diana, byli wniebowzięci. Stali się wzorową rodziną i żadne z nich nie miało poczucia, że czegoś mu brakuje.
Jedyną rzeczą, jakiej Lisa nauczyła się z tych wszystkich książek i historii było to, że przez tę jedyną miłość zawsze się cierpi. A ona nie chciała cierpieć, więc cieszyła się tym, co miała.
Nie wiedziała, co w zamian za to cierpienie może uzyskać, co obecnie traciła, ale… może to i dobrze…

*
Nigdy się nie spotkali, ich ścieżki nigdy się nie skrzyżowały. Nie przeżyli tej wielkiej miłości, przygody… Oboje byli szczęśliwi osobno.
Może to i dobrze…

KONIEC



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Wto 10:40, 04 Sie 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetne historie scribo, wręcz boskie Smile Takie "inne" opowiadanie czasami jest potrzebne. Gratulacje Wink



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Wto 13:23, 04 Sie 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

takie inne opowiadanie bardzo ciekawe
Greg i Lisa nigdy się nie spotkali... bardzo dobry pomysł



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Wto 13:53, 04 Sie 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Brawo. Po prostu brawo. Wykonanie może w tym wypadku nie jest powalające, za to przed pomysłem chylę nisko czoło.



PostWysłany: Czw 20:07, 21 Sty 2010
hattrick
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 18 Cze 2009
Pochwał: 41

Posty: 9231

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Swietny fik gratuluję Very Happy



_________________

PostWysłany: Pią 15:19, 22 Sty 2010
Mrukasia
Chirurg ogólny
Chirurg ogólny



Dołączył: 31 Sie 2009
Pochwał: 24

Posty: 2776

Miasto: Tam gdzie diabeł mówi dobranoc
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bravo!wykrzyknik
Świetny fick, ale...
Nieważne. Miniaturka jest rewelacyjna, pomysł też.
Gratuluję Tobie oraz pomagającej Ci osobie.



PostWysłany: Nie 19:40, 28 Lut 2010
basiag95
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 01 Lut 2010

Posty: 97

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.05112 sekund, Zapytań SQL: 14