Pani House

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pani House




Skoro jest to miejsce, gdzie można podzielić się swą twórczością na ten temat to ośmielę się zamieścić swoje opowiadanie... Wink
Pierwszy raz na forum, aczkolwiek nie w ogóle... Wink

House Gregory, Medical Doctor.



Pani House

Ani on, ani ona nie chcieli tego przyznać za żadne skarby świata. Ale zarówno wiedzieli, razem i każde z osobna, że to jest obecje status quo. Już od dawna coś wisiało w powietrzu, ale ciągle jakieś czynniki zewnętrzne im przeszkadzały, o ile można nazwać tak gdy mężczyzna stoi przez naprawdę długi czas pod oknem kobiety a następnie odwraca się i odchodzi.
Wszyscy w około wiedzieli. Mimo, że skończyło się na jednym skradzionym pocałunku. Niektórzy mieli nadzieję, że Greg w końcu by odpuścił im troszeczkę, inni mieli na względzie to, żeby ich narzaczone nie zaczęły zabiegać bardziej o jego względy niż swych przyszłych ślubnych, ale tylko tak naprawdę jedna osoba podchodziła do tego normalnie, po ludzku, co może się wydać nieco śmieszne, bo James Wilson miał swoje dziwactwa, zresztą daleko mu było w tej kwestii do swojego najlepszego przyjaciela Gregorego Hause'a.
Ale nawet Wilson nie rozumiał go, bo nigdy mu nie przyszło do głowy, że jego najlepszy przyjaciel będący zarazem kawałem cynicznego dupka który ciągle musi sobie wynajdować nowe gierki a także notorycznie denerwował Wilsona (zresztą ten nigdy długo nie pozostawał mu dłużny) może tęsknić za normalnym życiem, które jeszcze tak nie dawno wydawałoby się było jego udziałem.
Naprawdę kochał Stacy, ale wciąż nie mógł jej wybaczyć, że to przez nią stał się tym kim nigdy nie chciał ostatecznie zostać. Spędzili po rozwodzie jeszcze później kilka nocy, było cudownie, ale świntusząc z zamężną byłą żoną wciąż na dnie jego świadomości, a może już na szczycie podświadomości tkwiła głęboko ta zadra.
Nikt już nie pamiętał jaki był przedtem. Tylko on doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Natomiast wszyscy do okoła powtarzali, że zawsze taki był, bzdura wierutna. Chciał znów być szczęśliwy, nawet musząc się podpierać laską przy każdym kroku i uchodząc za uzależnionego od środków przeciwbólowych cynika.
Nikt tego nie rozumiał. Na czele z Wilsonem... i Cuddy. Jak bardzo potrzebował Vicodinu. Nie było to uzależnienie. Już kilkukrotnie udowodnił, że jeżeli z jakiś powodów noga przestawała go boleć nie wziął złamanej połówki tabletki w pomarańczowym opakowaniu.
To się zaczęło znacznie wcześniej. Ani Greg ani Lisi, jak wkrótce zaczął na nią pieszczotliwie mówić nie byli w stanie stwierdzić kiedy.
Ich uczucie rodziło się powoli na przekór wszystkim przeciwieństwom losu. Wbrew im samym.
Ale tym co ich niewątpliwie do siebie zbliżyło był instynkt macieżyński. Lisi Wzięła pod swój dach noworodka aby ją wychować na dobrą i grzeczną dziewczynkę. Ale prawdziwie iskrzyć zaczęło się kilka dni wcześniej, gdy poprzednia dziewczynka, którą miała adoptować została zatrzymana przez matkę.
- Szkoda. Byłabyś wspaniałą matką - powiedział naprawde szczeże Greg, a Cuddy jak zwykle rozpętała z tego typu uwagi prawdziwe piekło.
Wracając samotnie tamtego wieczoru do domu miała nawet przez chwile myśli samobójcze.
Myśli, które nie ustąpiły tak same z siebie, bo już miała powlec się w kierunku apteczki w celu zażycia całego opakowania leków nasercowych (wolała to niż męczyć się z proszkami od bólu głowy), gdy nagle i niespodziewanie w drzwiach stanął on.
Podszedł bliżej i ją po prostu pocałował po czym wyszedł bez słowa.
Trwało to jeszcze w sumie dość długo zanim oboje doszli do wniosku, że nie potrzebnie kryją się ze swymi uczuciami.
Potem chwila, jedna mała chwila w innym szpitalu, gdzie Greg trafił po wypadku na swoim motocyklu, gdy Lisi z pełnią troski dotknęła jego zranionego policzka. Chwila ta minęła zanim ktokolwiek zdążył ją utrwalić, ale pozostawiła po sobie coś między nimi.
Potem samobójstwo Kutnera. Greg już kilka godzin później był przekonany wbrew wszystkim pozostałym, że go zamordowano.
Te kilka dni, kiedy Cuddy zaczęła się troszczyć o niego, ale nadal nic z tego nie wynikało.
Wszystko zmieniło się, gdy Lisa stanęła pewnego wieczoru w jego drzwiach i oznajmiła, że Kutner został naprawdę zamordowany. Chciała odejść, ale coś sprawiło, że zgodziła się na filiżankę herbaty.
Kilka minut później już się rozbierali nawzajem.
Mała była wówczas z niańką, wójkiem Jamesem. A mamusia i tatuś robili bardzo niegrzeczne rzeczy w tym samym czasie.
Została na noc, a rano zamiast udać się do pracy jak każdego ranka osobno wsiadła do samochodu, Greg z nią, bo motor był wciąż w trakcie naprawy. Ale coś sprawiło, że skręciła nie w tą stronę co trzeba.
Niedługo później siedzieli obok siebie w samolocie lecącym do Vegas.
Jakie to dziecinne. Uciekali, aby jak małolaty wziąć potajemny ślub w najlepszym miejscu do tego na świecie.
Samolot leciał długo, ale nawet się nie obejrzeli gdy wylądował.
W tym czasie praktycznie co pięć minut komórka któregoś z nich się odzywała za sprawą Wilsona, a oni nawet nie odrzucali połączeń, tylko wyłączyli dzwonki i nic ich nie obchodziło.
W Las Vegas spędzili dwie i pół godziny.
W przeciągu tego czasu zdążyli wziąć ślub i wsiąść w powrotny samolot.
- To dopiero będzie skandal - stwierdziła w pewnym momencie Lisi.
- Wiesz co, Lisi, chyba nic mnie to nie obchodzi.
Pierwszy raz nazwał ją w ten sposób.
Wilson był wściekły na nich jak nigdy w życiu, tylko nawet sam sobie nie potrafił odpowiedzieć na pytanie dlaczego.
Czy dlatego, że uciekli, czy że wzieli ślub, czy że zostawili go nie racząc wysłać nawet głupiego SMSa, czy że nic mu nie powiedzieli?
Trzasnął drzwiami wejściowymi do domu doktor Lisy Cuddy im przed nosem.
Greg objął świeżo poślubioną małżonkę i zaprowadził do sypialni. Nie dane im było powtórzyć nic z ostatnio spędzonej razem wspólnie nocy.
Wziął po raz pierwszy na ręce Rachel. I w tym momencie po raz pierwszy dociera do niego co właśnie narobił. Ale nie ma zamiaru się już wycofać.
Łzy zaczynają mu lecieć po policzku. Starając się to jakoś ukryć podszedł do okna i wpatrywał się w dal zasłanianą przez równy rząd domów po drógiej stronie ulicy, jednak żadnego z nich nie dostrzegając. Ale jego próba skrycia swych uczuć spaliła na panewce, żona momentalnie go rozszyfrowała.
Ale wcale nie to było tym, o czym myślał. To było cudowne uczucie trzymać tą malutką istotkę w ramionach i nie przejmować się niczym. Stali tak we trójkę długo, bardzo długo. On z małą przy oknie odwrócony plecami do Lisy opartej o framugę otwartych drzwi.
- Będziesz wspaniałym ojcem Greg. - powiedziała w końcu.
Słowa te zdawały się do niego nie docierać, ale jednak.
Znów zapadło milczenie.
- Tak, na pewno, ale jedno wiem. Nie pozwolę nigdy mojej córce zmarnować życia jak ja... idąc na medycynę.
Podniecalo ją to jak starał się ukrywać swe prawdziwe uczucia za ironią. Robił to tak perfekcyjnie, że wszystkich potrafił zwieść. Ale jej dłużej nie oszuka już w ten sposób, choć wciąż nie zmieniało to faktu, że jej się to podobało, nawet bardzo.
Niedługo później położyli się spać. Państwo House zamieszkali w domu panny Cuddy.
Przed snem na szafkę nocną po swojej stronie łóżka rzucił niedbale opakowanie Vicodinu.
W nocy kilkukrotnie wstawał budzony przez małą, głównie w celu jej nakarmienia, ale i przewinąć ją raz było trzeba. Lisi tymczasem pierwszy raz odkąd ta kruszynka pojawiła się w jej życiu przespała całą noc.
W końcu Greg wziął połorzył małą między nimi i cała trójka Housów utuliła się na te kilka chwil do snu.
Rano Lisi zauważyła, ze zdumieniem ale i mieszaniną różnych pozytywnych odczuć, że ani jedna tabletka nie ubyła z opakowania ciśniętego wieczorem przez Gregorego obok lampki i budzika.[/fick]



_________________
House Gregory. Doctor of Medicine.
Everyone lies!

-=> DJ M@fi0z0 <=-

PostWysłany: Pią 1:37, 17 Kwi 2009
House Gregory
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 16 Kwi 2009

Posty: 5

Miasto: New Jersy, United States
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Mała była wówczas z niańką, wójkiem Jamesem. A mamusia i tatuś robili bardzo niegrzeczne rzeczy w tym samym czasie.

hahaha
Fajny fick, taki inny, ślub w Vegas i ta atmosfera Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 7:25, 17 Kwi 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sam pomysł, lekki, zabawny styl, dobór słownictwa podoba mi sie. Technika niestety kuleje. W moim odczuciu maiło to byc cośc lekkiego, niesfornego, zabawnego. I językowo tak własnie jest. Ale nie technicznie. Zdania sa ciężkie, męczą czytelnika, bo po prostu sa za długie. Dla przykładu:

Już od dawna coś wisiało w powietrzu, ale ciągle jakieś czynniki zewnętrzne im przeszkadzały, o ile można nazwać tak gdy mężczyzna stoi przez naprawdę długi czas pod oknem kobiety a następnie odwraca się i odchodzi.

Zdanie trzykrotnie złozone. Zanim doszłam do końca, nie wiedziałam juz jak to sie ma do jego poczatku. Choć tu akurat zawiodła również składnia.


Niektórzy mieli nadzieję, że Greg w końcu by odpuścił im troszeczkę, inni mieli na względzie to, żeby ich narzaczone nie zaczęły zabiegać bardziej o jego względy niż swych przyszłych ślubnych, ale tylko tak naprawdę jedna osoba podchodziła do tego normalnie, po ludzku, co może się wydać nieco śmieszne, bo James Wilson miał swoje dziwactwa, zresztą daleko mu było w tej kwestii do swojego najlepszego przyjaciela Gregorego Hause'a.


Tak... to niestety jedno zdanie. Zaczynasz jakąś myśl, a potem ciągniesz zdanie w nieskończoność, wrzucając po drodze wszystko co przyjdzie Ci do głowy. Mysli nie sa uporządkowane. Czy to celowy zabieg artystyczny? Czy to miał być swobodny strumień świadomości jak w Ulissesie Joyce`a? Jesli tak, to nie zdało to egzaminu w miniaturce.

Jeszcze inna kwestia to akapity. Gdyby to był druk, to widać by było klasyczny akapit, czyli takie wcięcie, u Ciebie jest odstęp, ale lepiej by sie czytało, gdyby było to jeszcze oddzielone wolna przestrzenią, czyli po prostu "enterem".

Moim zdaniem, jesli skrócisz te kobylaste zdania i uporządkujesz nieco swoje mysli, będzie dobrze. A nawet bardzo dobrze. Bo sam w sobie tekst jest oryginalny i fajnie napisany.

Pozdrawiam
T.



_________________

PostWysłany: Pią 10:01, 17 Kwi 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ciekawie napisany fik, fajny pomysł na przedstawienie wydarzeń. Mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz Very Happy



PostWysłany: Nie 13:58, 19 Kwi 2009
runiu
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 28 Gru 2008

Posty: 101

Miasto: Gorzów Wlkp.
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

runiu napisał:
Ciekawie napisany fik, fajny pomysł na przedstawienie wydarzeń. Mam nadzieję, że jeszcze coś napiszesz Very Happy


Na pewno, już mam nowy pomysł, znacznie podobno lepszy, aczkolwiek chwilkę znaleźć aby spisać to.



_________________
House Gregory. Doctor of Medicine.
Everyone lies!

-=> DJ M@fi0z0 <=-

PostWysłany: Nie 16:08, 19 Kwi 2009
House Gregory
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 16 Kwi 2009

Posty: 5

Miasto: New Jersy, United States
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.07851 sekund, Zapytań SQL: 14