Czerwiec [7/7] [Z]
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Czerwiec [7/7] [Z]

Pff... no i wychodzi na to, że jak zaczełam pisać o Housie, to już nie mogę przestać... Naszedł mnie pomysł na nowego ficka. Właściwie naszedł mnie dwa dni temu, ale dzisiaj, po dokończeniu "Być" zabrałam się za to.
Przeszłoś zaznaczam kursywą.
Cóż, mam tylko nadzieję, że sie spodoba. Odcinek pierwszy bardzo krótki, ale mogę obiecać, że następne będą duuużo dłuższe ^^.




Odc. 1

Promyczki czerwcowego słońca oświetlały wnętrze szpitala, rzucając błyszczące odblaski na ściany. Dzień był niezwykle piękny. Pielęgniarki postanowiły jak najmniej skrzywdzić ludzi swoimi plotkami, pacjenci jakoś chętniej zdrowieli, a lekarze z większym niż zwykle entuzjazmem chodzili po korytarzach.
Cały ten sielankowy obrazek burzył nie kto inny jak Gregory House wlekący się za Lisą Cuddy w kierunku przychodni.
– Ale mamooo… – spróbował jeszcze raz przekonać ją o tym, że pacjentom lepiej będzie bez niego. Czemu miał im zepsuć taki piękny dzień?
– Nie przeginaj House, albo jak na mamę przystało dam Ci klapsa w tyłek, który przy okazji mógłby przywlec się do przychodni odrobinę szybciej.
– A ja mogę dać klapsa Tobie? – zainteresował się nagle Greg.
– Tylko w tych licznych chwilach gdy oddajesz się fantazjom, oblewając się zimną wodą z prysznica – odparła rozbawiona.
Zrezygnowany pokręcił głową. Rozejrzał się w poszukiwaniu weny do dalszej kłótni. Jego wzrok błądził po ścianach, podłodze, suficie, przechodzących pacjentach, rozmawiających pielęgniarkach. I wtedy ją zobaczył. Nie wenę; Ją.
Wyprostował się. Przyspieszył kroku, wymijając zdezorientowaną panią dyrektor i podszedł prosto do kobiety opierającej się o blat recepcji. Cuddy zatrzymała się, kompletnie zaskoczona. Co…?
Tymczasem kobieta odwróciła się słysząc zbliżające się kroki. Zlustrowała wzrokiem całą sylwetkę diagnosty, zatrzymując się przy oczach.
– Masz laskę – powiedział takim tonem, jakby mówiła o pogodnie.
– A ty balony – odparł, wskazując głową siatkę, którą trzymała w ręce. W środku faktycznie było całe mnóstwo nie nadmuchanych jeszcze baloników.
Uniosła jedną brew do góry.
– Uwielbiam te chwile, gdy nawzajem obrzucamy się sksistowskimi komentarzami – oznajmiła uśmiechając się szeroko.
– O tak. Wtedy czuję, że żyję – zgodził się House.
Miał ochotę jeszcze postać i pogapić się na nią, jak za starych dobrych czasów, jednak ciekawość była silniejsza od wszystkiego innego.
– A co ty tu właściwie robisz? Stęskniłaś się?
Uśmiechnęła się łobuzersko, a w jej oczach pojawił się znajomy błysk.
– Jest czerwiec. Zauważyłeś?
Czy zauważył? Co rok, przez cały miesiąc chodził jak struty, zastanawiając się, jakby to było, gdyby ich czerwiec trwał wiecznie.
– Zawsze dotrzymujesz danego słowa, co?
– Prawie – zgodziła się. Tym razem to on uniósł brew. Prawie?
– Nie odpowiedziałaś na moje pytanie – zauważył.
– Faktycznie – przyznała.
– Więc?
– Jestem przejazdem. Ale może zostanę na stałe. Szukam pracy – wyjaśniła. – A tu znalazłam się dlatego, że chciałam odwiedzić dzieci z onkologii. – Nigdy nie umiała ukrywać przed nim prawdy wystarczając długo, by zniechęcić go do dalszych odpytywanek.
– Dalej chcesz mieć swojego małego potwora? – spytał z krzywym uśmiechem. Zawsze miała słabość do dzieci.
– Dalej wyrażasz chęć zostania jego ojcem, czy też już znalazłeś jakąś inną samotną kobietę, którą udało ci się zapłodnić? – odgryzła się.
Uwielbiał to. Ich słowne gierki, przepychanki. Wrócił myślami do ich pierwszego spotkania…
To był koniec czerwca. Miał dwadzieścia lat i własnie kończył pierwszy rok studiów. Słońce pięknie świeciło, ciepły wiatr rozwiewał włosy, a wilgotne powietrze pozostawiało w nich kropelki rosy. Greg zatrzymał motor przed dużym, ładnym domem. Zsiadł, ściągnął kask. Na sobie miał tylko dżinsy i wymiętą, czarną koszulę, rozpięta do połowy klaty i z podwiniętymi rękawami. Uśmiechał się pod nosem. Umówił się z Danem na rundkę na motorach po okolicy, a później mieli wstąpić na imprezę w pobliskim klubie.
House przeszedł alejką między krzewami róży, przeskoczył kilka stopni schodków i nacisnął dzwonek. Oczywiście, Dan jak zwykle miał się spóźnić. Drzwi otworzyła mu szczupła czternastolatka o burzy brązowych loków na głowie i intensywnie zielonych oczach. Nigdy wcześniej Greg nie sądził, że ktoś może mieć taką barwę tęczówek. Chyba dopiero wyszła spod prysznica, bo ubrana była tylko w krótki, biały szlafrok, a na jej skórze połyskiwały kropelki wody. Dziewczyna zmierzyła go krytycznym spojrzeniem, po czym cofnęła się o krok, dając mu znak, by wszedł do środka. Przekroczył próg. To musiała być siostra Dana. Tak, kumpel chyba kiedyś coś o niej wspominał. Już w przedpokoju świetnie było słychać ryczącą muzykę. Mimowolnie zaczął kiwać głową do rytmu
– Jeśli chcesz tańczyć, nie krępuj się – powiedziała z łobuzerskim uśmiechem i wyzywającym błyskiem oczach.
– Nie widzę tu rury – odparł z czystej przekory.
Zielonooka ruchem głowy wskazała mu kąt przedpokoju.
– Striptiz na wieszaku? – zaproponowała z kokieteryjnym uśmiechem. To był pierwszy raz, gdy ktoś zagiął Grega House’a.

Szczerzył się do niej jak głupek. Od tak dawna jej nie widział, mimo to od razu ją rozpoznał, gdy tylko ja zobaczył. Jej oczu nie dało się pomylić z żadnymi innymi. Jego też.
– Dobrze, że wróciłaś – powiedział po prostu.
Dziewczyna przewróciła oczami, po czym delikatnie dotknęła palcem jego policzka.
– Tęskniłeś za mną? – spytała.
– Nawet nie wiesz jak bardzo – odparł, zaczynając się bawić jej włosami.
To była ich gra. Jeszcze z czasów pamiętnego Trzeciego Roku. Była to już wręcz nazwa własna. Oboje podpuszczali wtedy wszystkich. Podczas rozmowy mową ciała dawali wszystkim znać, że są razem, a w rzeczywistości omawiali po prostu jakiś medyczny przypadek. Była jego natchnieniem, zawsze naprowadzała go na właściwy trop.
To wszystko działo się tak dawno, a oboje mieli wrażenie, że ten pamiętny czerwiec skończył się zaledwie wczoraj.
– Powinnaś była przyjechać wcześniej.
– Musiałam poukładać sobie życie.
– I zajęło Ci to dwadzieścia lat? – spytał z lekką złością. Nie chciał zepsuć tego spotkania, ale nie mógł powstrzymać się przed tym wyrzutem.
– Przecież widzieliśmy się wtedy, kiedy zacząłeś spotykać się ze Stacy.
– Przepraszam, piętnaście lat – parsknął, a w jego oczach błysnęły ogniki. Pociągnął ją lekko za włosy.
Zmrużyła oczy. Zaczęło się. Wspięła się na palce i koniuszkiem języka dotknęła płatka jego ucha.
– Nie martw się. Teraz zwalę Ci się na głowę i będę uprzykrzać Ci życie tak długo, aż sam mnie z niego wywalisz – wyszeptała mu prosto do ucha.
Przyjemny dreszcz przebiegł mu w dół kręgosłupa.
Cuddy patrzyła na tą scenę szeroko otwartymi oczami. Nie miała pojęcia kim była ta dziewczyna, co tu robiła ani co łączyło ją z Housem. Diagnosta właśnie odsunął się od kobiety o krok.
– Dobrze Cię w końcu widzieć June – powiedział głośno, z taką dziwną melancholią w głosie.

cdn.


Ostatnio zmieniony przez scribo dnia Sob 14:22, 20 Mar 2010, w całości zmieniany 7 razy



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Pią 20:17, 27 Mar 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Uuu, podejrzewam, że Cuddy zrobi się zazdrosna Mr. Green Czekam na następną część Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Sob 13:20, 28 Mar 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To nasze pierwsze spotkanie, scrobo, tzn. pierwszy Twój fik jaki przeczytałam. Widzę, że jest jeszcze jeden i już się na niego cieszę, bo pierwsze wrażenie wywarłaś na mnie pozytywne.

Zaintrygowała mnie ta kobieta. A chyba nawet bardziej House. Jego reakcja na June. Jeśli takie zachowanie wyzwoliła w nim po 15 latach, to chyba musiała mieć kiedyś duży wpływ na niego.

Od zawsze lubię grę miedzy Housem i Cuddy. Teraz jestem ciekawa jakie przełożenie na Cuddy będzie miała gra Housa i June.



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Sob 19:47, 28 Mar 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

I kolejna część ^^. Dedykowane kumpeli, która przeczytawszy tego ficka spytała mnie co czuję kiedy piszę, a po usłyszeniu odpowiedzi podsumowała mnie w dwóch słowach: nacpana wyrocznia ^^.
Mam nadzieję, że się spodoba. Nie nudzę już tylko zapraszam do czytania:

Czerwcowe słońce nie wydawało jej się już tak piękne jak rano. Właściwie w ogóle nie wydawało jej się piękne. Wszystko ją denerwowało. Od głupawego uśmiechu asystentki począwszy, na napalonym sponsorze, z którym miała przed chwilą spotkanie skończywszy.
Lisa schowała twarz w dłoniach. Wszystko się zmienia. Czemu nic nie może pozostać takim, jakim było?
Jasne, nie był to idealny układ, ale najlepszy, na jaki mogła liczyć. I ona się z tym pogodziła, naprawdę. Cieszyła się każdą jego chwilą. A teraz cały ten spokój został zburzony.
I o ile kiedy House ją wyminął i podszedł do tamtej kobiety mogła mieć jeszcze jakieś wątpliwości to ich zachowanie je rozwiało.
Czemu to tak bardzo na nią działało? Bo była zakochana. Zakochana w największym dupku, jakiego widział świat. Zdawała sobie sprawę, że to uczucie jednostronne i nigdy mu o nim nie powiedziała. Po co? Żeby zepsuć tą niewielką namiastkę jego bliskości, którą jeszcze miała? Uwielbiała te chwile, kiedy ganiała za nim po całym szpitalu, chcąc zmusić go do siedzenia w przychodni. Te chwile, kiedy się kłócili, te chwile, kiedy rzucał w jej stronę seksistowskie komentarze. No bo dlaczego nie? Wtedy mogła po prostu słuchać jego głosu, tonąć w niebieskich oczach, czuć zapach jego perfum. No bo dlaczego nie?
Tak było dobrze. Przez te wszystkie lata. A teraz pojawiła się ona. Ta kobieta. June, tak ją nazwał. To, jak się wobec niej zachowywał, ten czuły uśmiech na twarzy, błysk w oczach, które pojawiły się gdy na nią patrzył. Tak bardzo chciałaby znaleźć się na miejscu tej kobiety.
Westchnęła głośno. Teraz powinna przestać myśleć, odsunąć się w cień, zająć pracą. Cierpieć w milczeniu i pozwolić mu być szczęśliwym.

*
Normalnie funkcjonować. To jest to. Cuddy szybko przekładała dokumenty chcąc znaleźć ten, który musiała podpisać. Szybkim ruchem wyciągnęła papier ze stosu innych. Uśmiechnęła do siebie z zadowoleniem i podpisała. W tej chwili usłyszała pukanie do drzwi.
– Proszę! – zawołała, nie podnosząc głowy, tylko odkładając dokument na miejsce.
– Dzień dobry – usłyszała w odpowiedzi. Błyskawicznie podniosła głowę. Przed nią stała tamta kobieta. Ta, z którą House rozmawiał rano. – Nie przeszkadzam? – spytała grzecznie.
Lisa przez chwilę miała ochotę wysłać ją do diabła, ale stwierdziła, że po pierwsze jako dyrektorce jej nie wypada, a po drugie właściwie to mogła się czegoś o niej dowiedzieć…
– Nie, proszę, niech pani wejdzie. – Wskazała jej ręką krzesło.
Tamta uśmiechnęła się do niej. Odpowiedziała uśmiechem. Chyba nie zauważyła, że był niezwykle sztuczny, prawda?
– Słucham o co chodzi? – spytała Cuddy po chwili niezręcznej ciszy. Starała się być uprzejma.
Kobieta wbiła w nią przeszywające spojrzenie. Wyglądała, jakby walczyła sama ze sobą.
– Szukam pracy – powiedziała w końcu.
Lisa uniosła brew.
– Przepraszam panią, pani…
– June Cole.
– Pani Cole, ale w tej chwili mamy tylko jeden wolny etat, na onkologii, a…
– To świetnie – przerwała jej kobieta.
Lisa zamrugała. June uśmiechnęła się w sposób, w jaki zwykle uśmiechają się dzieci, które dostają to, czego chcą.
– Pani jest…?
– Onkologiem. Tak. – Odgarnęła włosy za ucho.
Cuddy w zamyśleniu spojrzała w okno. Jak zawsze, gdy się denerwowała stukała paznokciem w blat biurka. Oddzieliła od siebie pracę i życie prywatne. Czy były jakieś powody by jej nie zatrudnić? Powody ważne dla szpitala?
– Cóż pani Cole, proszę zostawić mi swoje CV – powiedziała po chwili namysłu.
– Bardzo dziękuję. – Uśmiechnęła się z wdzięcznością.
Cuddy miała nadzieję, że nie będzie żałować swojej decyzji.

*
June wyszła z gabinetu Cuddy z szerokim uśmiechem na ustach. Wszystko szło świetnie. Powoli ruszyła na trzecie piętro, gdzie według pielęgniarki był gabinet Grega. Załatwiła już co miała załatwić – odwiedziła onkologię. Szczerze mówiąc to właśnie przez wrażenie, które zrobił na niej ten oddział zdecydowała się złożyć tu swoje CV. No i był tu House.
Tym razem nie bawiła się w pukanie. Po prostu otworzyła drzwi z jego nazwiskiem. Zastałą go siedzącego w fotelu i odbijającego piłeczkę od ściany.
– Nadal ją masz? – spytała z rozbawieniem.
Obrócił się w jej stronę.
– Pewnie. To moja ulubiona zabawka.
Obeszła jego biurko, kołysząc biodrami. Wyglądała tak pięknie i młodo. Jakby te dwadzieścia lat nigdy nie minęło. Miała na sobie sukienkę. Podobną do tej z tamtego wieczoru. Wrócił myślami do pamiętnego spotkania…
Północ wybiła, ogłaszając początek czerwca. Impreza powoli się rozkręcała. Greg stał pod ścianą i kiwał głową w rytm muzyki. W tym tłumie wypatrzył Dana i przepchnął się w jego stronę. Kumpel właśnie wypatrywał laski, z którą umówił się na dziś wieczór.
– Książe zgubił białego rumaka? – zakpił House, rzucając bardzo wymowną aluzję.
Dan parsknął śmiechem.
– Może i mnie dziewczyna wystawiła, ale z tobą nawet się nie umówiła – wytknął mu.
Greg przewrócił oczami.
– Trzeba się zadowolić tym co jest – powiedział robiąc cierpiętniczą minę.
Dan pokiwał głową z miną znawcy i wskazał głową w kierunku stołu z napojami. Stały przy nim dwie blondynki, z nogami po szyję i olbrzymimi dekoltami. Laski na jedną noc. Świetnie.
Greg zagapił się na chwilę, przez co Dan go wyprzedził i wyrwał ładniejszą z dziewczyn. Pff… cóż, ta druga też nie była zła. Już miał zamiar ruszyć w jej kierunku kiedy za nim rozległ się dziewczęcy głos.
– Uwaga! Dendrofilia się szerzy!
Obrócił się w miejscu. Szukał źródła głosu. Nagle tuż przed nim, jak spod ziemi wyłoniła się szesnastoletnia dziewczyna. Z początku jej nie poznał, w końcu od ich ostatniego spotkania minęły już dwa lata, jednak kiedy ich oczy się spotkały na jej obraz nałożył się widok czternastolatki proponującej mu striptiz. Zmieniła się. Wyładniała. Niezmienne pozostały tylko jej zielone oczy, brązowe loki pozwijane jak sprężynki i łobuzerski uśmiech. Nie była piękna w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale wszystko w niej wydawało się rzucać mu wyzwanie, przyzywać go. Nawet nieco zbyt długi nos, na którym było kilka piegów, które notabene tylko dodawały jej uroku.
Oczywiście, był facetem, więc nie mógł nie zwrócić uwagi na to jak ponętnie wyglądała w tej białej sukience bez pleców, zawiązanej na szyi. Jej góra byłą idealnie dopasowana, wcięta w talii, zaś spódnica rozszerzała się, powiewając między jej zgrabnymi nogami, kiedy zbliżała się do niego tanecznym krokiem. Wtedy myślała, że ubrała się tak specjalnie dla niego, żeby przyjść na tą imprezę. Później dowiedział się, że to był jej zwykły strój, a ona sama jedynie szukała Dana i że trafiła tam przypadkiem.
– Szukasz laski na jedną noc? Dobrze wybrałeś. Ona tylko na to czeka. Ale pomyśl, co będziesz musiał znosić po drodze… Głupawy śmiech, cielęce oczy wpatrzone w ciebie jak w obrazek, niemożność przeprowadzenia inteligentnej rozmowy… staczasz się. A gdzie pociąg do wyzwań? – ciągnęła podchodząc bliżej. Zatrzymała się tuż przed nim.
– Własnie się we mnie obudziły – odparł z przekornym uśmieszkiem.
Co robisz idioto, ona ma szesnaście lat i jest siostrą twojego najlepszego kumpla – skarcił się w myślach.
Cóż, zdrowy rozsądek poszedł w odstawkę.
– Spróbuj, jeśli myślisz, że potrafisz – odparła, a on ujrzał w jej oczach to samo wyzwanie co dwa lata temu.
Złapał ją za rękę i pociągnął na parkiet. Właściwie prawie jej nie znał. Dwa lata temu zamienił z nią tylko kilka słów, które wystarczyły by obudzić jego zainteresowanie. Na to jak wielkie było wskazuje fakt, że nie zapomniał o niej, kiedy tylko wraz z Danem wsiedli na motory.
Uważał się za Dorego tancerza. Zmienił zdanie, kiedy zobaczył jak zgrabnie ona porusza się w rytm muzyki. Od razu zgadł, że to kochała. Kiedy tańczył na jej twarzy było widać taką pasję… Jej zapach go odurzał. Zapach lasu, sosnowych szpilek. Takiej świeżości.
Upajał się chwilą. Posłał rozsądek do wszystkich diabłów. Że była za młoda… co z tego? To przecież tylko sześć lat… Całkowicie zatracił się w tańcu. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że igra z ogniem.

Tak zaczął się tamten czerwiec. Poczuł przemożoną chęć puszczenia tamtej piosenki i rzucenia się z nią w taniec, wir ciał. Jak nigdy przeklinał swoją nogę i to, ze już nigdy z nią nie zatańczy.
Wydawała się być nieświadoma lawiny wspomnień jakie w nim wywoływała. Zatrzymała się tuż przed nim. Oparła się rękoma na poręczach fotela. Jej oczy znalazły się na poziomie jego oczu. Lustrowała go wzrokiem, jakby chciała wydobyć jakąś informację z jego wnętrza.
– O czym myślisz? – spytała go.
– Zastanawiam się, gdzie się zatrzymałaś.
– Kłamiesz – powiedziała bez wahania.
Uniósł kąciki ust ku górze. Zawsze umiała poznać, kiedy nie mówił jej prawdy.
– Nie mniej jest to bardzo interesujący temat, nie sądzisz? – drążył dalej.
– Nie – odparła.
– No daj spokój. Przecież oboje wiemy że i tak się dzisiaj do mnie wprosisz – stwierdził z uśmiechem samozadowolenia na ustach.
– Skąd ta pewność? – spytała z przekornym uśmieszkiem. – Może już znalazłam sobie lokum.
– W takim wypadku musiałabyś zostać tu na stałe. Bo przecież nie opłaca Ci się mieszkać w hotelu.
W jej oczach pojawił się znajomy blask. Odepchnęła się od poręczy. House z zainteresowaniem śledził ją wzrokiem. Obeszła fotel dookoła, stanęła za nim i zaczęła robić mu masaż. Jak za starych dobrych czasów.
– Dostałam pracę – zakomunikowała mu z radosnym uśmiechem, którego on nie mógł zobaczyć. Masaż okazał się być niezłym posunięciem, bo momentalnie zesztywniał.
– Tu? – spytał zaskoczony.
– Masz niezwykle miłą szefową – oznajmiła.
Prychnął.
– Cóż, przynajmniej raz Wilson będzie miał porządnego współpracownika.
Stwierdził po chwili, całkowicie się rozluźniając.
– Wilson? – spytała unosząc brwi.
– Tak. Zdecydowanie powinnaś go poznać.
– Więc na co czekamy? – spytała szeptem, pochylając się do jego ucha. Uśmiechnął się pod nosem.
Podniósł się z fotela.
– Masz się zachowywać – pouczył ją.
– Jak? – spytała zawzięcie mrugając oczami.
Wyszczerzył się jak wariat.
– Tak, żeby jego szczęka opadła na tyle nisko, żeby zniknąć w przestrzeni kosmicznej – zaproponował.
– To może być ciekawe – zgodziła się.
– Na to własnie liczę – odparł i obejmując ramieniem wyprowadził z gabinetu.

*
Wilsona nie było w gabinecie. Jak gdyby to miał być jakiś problem. House po prostu otworzył drzwi i posadził June na kanapie. Sam usiadł obok i zaczął bawić się jej kosmykiem włosów, łaskocząc ją w szyję. Do złudzenia przypominało to te beztroskie popołudnie spędzane na korytarzach jego akademika.
W takiej sytuacji zastał ich Wilson wracający właśnie z obchodu. Biedaczek, omal nie dostał zawału. Wszedł do środka i chwycił się drzwi, żeby nie upaść z wrażenia.
– House? –wyjąkał niepewnie.
– Nie martw się Jimmy, ona nie dojdzie na twojej kanapie. – Greg z niechęcią oderwał wzrok od kosmyka włosów przyjaciółki.
Tym samym odsunął się trochę dając koledze lepszy widok na kobietę siedzącą przy nim na kanapie. Przy okazji zauważył też, że razem z Wilsonem do pomieszczenia weszła Cuddy.
– Nie robimy nic niedozwolonego – oświadczył na wstępie House. – A nawet gdyby, to to przecież ja.
Posłał wszystkim rozbrajający uśmiech.
Nikt nie zwrócił na niego uwagi. Ku ogólnej konsternacji House’a wszyscy wydawali się wiedzieć coś, o czym on nie miał pojęcia.
– Przy okazji… ma pani tę pracę, pani Cole – zaczęła Cuddy.
Zanim jednak kobieta zdążyła odpowiedzieć, onkolog wyksztusił:
– June…?
– Ee… Cześć James – powiedziała niepewnie. Tak. Teraz zdecydowanie nikt nic nie rozumiał.
June wstał z kanapy i założyła ręce na piersiach. Stałą naprzeciwko Wilsona.
W tej chwili do Cuddy dotarła odpowiedź na pytanie, które zadawała sobie od chwili gdy zobaczyła tę kobietę: już wiedziała gdzie widziała ją wcześniej.



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Nie 14:11, 29 Mar 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ja też nic nie rozumiem Very Happy
Cieszę się, że piszesz takie długie party, ale jakby jeszcze pojawiały się częściej... Smile

Cytat:
– Nie martw się Jimmy, ona nie dojdzie na twojej kanapie.

Mistrzostwo, o mało co nie poplułam monitora, a ostatnio go czyściłam Laughing



_________________
"Inteligentni ludzie często zmuszeni są do picia, by bezkonfliktowo spędzić czas z idiotami."

PostWysłany: Nie 16:44, 29 Mar 2009
Pikaola
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 09 Sty 2009

Posty: 72

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No kolejny fik bardzo dobry.
Tylko zżera mnie ciekawość co będzie dalej mam nadzieje że Cuddy będzie walczyła o Hałsia i się nie podda.

Czekam z za niecierpliwieniem na next part Very Happy



PostWysłany: Nie 17:30, 29 Mar 2009
martusia14
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 17 Sty 2009

Posty: 314

Miasto: Toruń
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

scribo napisał:
Teraz zdecydowanie nikt nic nie rozumiał.


no tak trochę...

Czy dobrze zrozumiałam, że Wilson zna June i House nic o tym nie wie?

Ale gdzie Cuddy ją spotkała?

Jestem wielce ciekawa co dalej.



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Nie 19:06, 29 Mar 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ja też się zastanawiam, gdzie Cuddy ją widziała... Poczekamy, zobaczymy Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pon 10:59, 30 Mar 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

może na studiach, tak się domyślam. Smile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pon 13:01, 30 Mar 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dobra, ten odcinek jest oficjalnie do bani. Sama to przyznaję. Pisałam go półtorej godziny cały czas coś zmieniając. Nei wiem co prawda jak inaczej to roziwązać, nie zdradzajac przy okazji wszystkiego, ale... Zakończenie jest juz całkowicie ułożone w moejj głowie. Problem w tym co będzie pomiędzy tym co jest teraz a ostatnim odcinkiem... No nic, nie nudze już tylko zapraszam do czytania. Mam nadzieję, że mnie nie zabijecie za marną jakość...


Odc. 3

Cuddy spojrzała jeszcze raz. Tak, nie mogła się pomylić. Stali dokładnie pod takim samym kątem jak wtedy, rozpoznawała profil jej twarzy. Nie wiedziała czemu właściwie tak dobrze ją zapamiętała…
To był czerwiec. Zjazd najlepszych onkologów w kraju. Cuddy też pojechała, jako dyrektor medyczny. Dopiero objęła tę funkcję i musiała zacząć bywać na takich imprezach, poznawać ludzi, zawierać przydatne znajomości.
Przemierzyła korytarz szpitala, weszła do auli. Było tam już całkiem sporo ludzi. Szukała wzrokiem swojego pracownika, Jamesa Wilsona. Powinna w tej chwili stać z nim u boku i szczerzyć się jak głupia do wszystkich tych lekarzy.
Odnalazła go wzrokiem. Stał pod ścianą, najwyraźniej zmartwiony i zajęty rozmową. Naprzeciwko niego stała młoda dziewczyna z krótko obciętymi loczkami. Widziała tylko profil jej twarzy, jednak była pewna, że dostrzegała na niej udrękę. Kobieta trzymała za rękę dziecko. Łyse dziecko. Musiało być po chemioterapii.
Coś zakuło ją boleśnie w piersi. Zawsze miała słabość do dzieci.
Musiała przerwać im rozmowę. Zbliżyła się powoli. Wilson chyba ją zauważył, bo uścisnął kobiecie dłoń w geście pożegnania. Ruszył w jej kierunku, a kiedy się zrównali zadała mu pytanie:
– Kto to był? – Kobieta zaintrygowała ją. Wyglądała na zbyt młodą na matkę, ale jednocześnie tak zaborczo przyciągała do siebie tamtego chłopca, jakby chciała go ochronić przed całym złem świata.
– Ach, to… Młoda lekarka, niedawno skończyła studia. Potrzebowała konsultacji – powiedział wysilając się by przybrać nonszalancki ton.
Cuddy skinęła głową. Mimo to nie mogła uwierzyć, że możliwość śmierci pacjenta przyprawiła o taki smutek i udrękę tamtą lekarkę. To było po prostu… Dziwne?

Nie miała wątpliwości. To ta sama kobieta. Nie poznała jej od razu tylko przez to, że teraz June miała dużo dłuższe włosy i wyglądała na trochę starszą. Zaintrygowała ją wtedy, teraz tym bardziej.
Tymczasem House w ogóle nie świadomy myśli Lisy zastanawiał się co mogło łączyć June i jego najlepszego przyjaciela.
– Czy wy…
– Nie, nie spaliśmy ze sobą. Nie, nie mieliśmy romansu. Nie, nie jestem jego byłą żoną o której nie wiesz – przerwała mu June.
Parsknął cicho. Nie mógł stwierdzić, czy kłamała. Nienawidził takich chwil. To wszystko przez tą jej postawę. Kiedy zakładała ręce na piersi jednocześnie jakby broniła się przed penetracją z zewnątrz. To była jej tarcza. Nigdy nie rozumiał jak ten zwykły gest mógł tak zmieniać tę dziewczynę, z której zwykle czytało się jak z otwartej księgi.
Miał ochotę złapać ją za ręce i je rozłożyć. Wtedy wszystko byłoby jasne. Jednak nie sądził żeby to był dobry pomysł, zważywszy na obecność Wilsona i Cuddy.
Przypomniał sobie sytuację w której się znaleźli wiele lat wcześniej. To było dwa dni po tej imprezie, na której ze sobą zatańczyli.
Zachodzące słońce oświetlało korytarze czerwonym blaskiem. Akademik był pusty, nikt nie spędzał w nim czasu przy tak pięknej pogodzie. No, może nie całkiem pusty.
Greg i Dan właśnie kierowali się do pokoju. Kumpel obiecał House’owi, że pożyczy mu książkę, której ten szukał od wielu dni.
Zza zakrętu dobiegły ich przytłumione głosy. Spojrzeli na siebie i przyspieszyli. Byli ciekawi. Jak zawsze.
Za zakrętem czekał ich ciekawy widok. Mark Brown, zawodnik drużyny rugby, przyszły chirurg i marzenie żeńskiej części akademika szarpał za ramie nikogo innego, tylko June, młodszą siostrę Dana. Widok był na tyle interesujący, że mina dziewczyny nie wskazywała na to, że się boi, albo jest zła. Była raczej współczująca.
Dan zareagował natychmiast. W końcu nie mógł pozwolić, żeby ktoś dotykał jego małej siostrzyczki. Podszedł do Marka i od razu uderzył go w twarz.
Brown zatoczył się do tyłu, puszczając rękę June.
– Nie zbliżaj się do mojej siostry! – warknął Dan. – Czego od niej chcesz?
Wobec braku odpowiedzi chciał go uderzyć jeszcze raz, ale powstrzymał go chłodny głos dziewczyny:
– Panuj nad sobą. Może najpierw byś mnie spytał, co? Zainteresował się czy mnie nic nie jest, a nie szukał tylko okazji, żeby popisać się tym, jak umiesz komuś przylać.
Dan odetchnął głęboko i odwrócił do siostry. House cały czas stał pod ścianą, obserwując rozwój wydarzeń.
– Co Ty tu właściwie robisz, co? – spytał swojej siostry.
– Nic, co mogłoby Cię interesować. Wolny kraj, mogę robić co chcę – odparła ze złością.
– To akademik studentów, a ty przed chwilą szarpałaś się z jednym z nich. Co miałem sobie pomyśleć?
– Nic! I nie obchodzi mnie to. Spadaj Dan. Nic mi nie jest i sama sobie umiem poradzić.
– Jasne…
– Tak, jasne. No już, zjeżdżaj. Zajmij się tym co zwykle robią studenci. Powyrywaj dziewczyny w bibliotece, schlej się do nieprzytomności w schowku na miotły, cokolwiek, tylko idź sobie – burknęła ze złością. – Ty tez Mark – warknęła do stojącego obok chłopaka.
Obaj rzucili jej obrażone spojrzenia, ale Dan chyba stwierdził, że to może być świetna okazja, żeby dowiedzieć się co się stało. Od Marka.
Obaj poszli dalej korytarzem. Nikt nie zwrócił uwagi na to, że Greg nadal stał pod ścianą. Teraz podszedł bliżej.
– A tak na serio to o co poszło?
W jego głosie było tylko zainteresowanie.
Odwróciła się powoli, zakładając ręce na piersi.
– Mnie nie kazałaś sobie iść – zauważył.
– Zaraz mogę to zrobić – odparła.
– Ale ja nie muszę posłuchać.
– A ja nie muszę Ci odpowiadać.
– Punkt dla ciebie – zgodził się, uśmiechając się pogodnie.
Pokręciła głową.
– Zerwałaś z nim – stwierdził w nagłej chwili olśnienia.
– Najpierw musiałbyś dojść do wniosku, że z nim chodziłam.
– A chodziłaś?
– Jesteś zazdrosny?
Czemu nie mógł nic wyczytać z jej twarzy. Zmarszczył brwi. A gdyby tak spróbować perswazji…?
Podszedł do niej powoli. Nie cofnęła się. Stała tam dalej, czekała na niego. Była ciekawa co chciał zrobić.
On zbliżył się i niespodziewanie chwycił ją za dłonie. Rozłożył jej ręce na boki i splótł palce z jej palcami. O dziwo, teraz już nie miała przed nim żadnej obrony. Mógł stwierdzić że jest zaskoczona. Tak, kiedy czytał z jej twarzy zdecydowanie lepiej mu się z nią rozmawiało.
– A więc zerwałaś z nim.
Uśmiechnęła się słodko.
– Jak ważna jest dla ciebie ta informacja?
Delikatnie nacisnął na jej dłonie, tak, że musiała zacząć się cofać. Szli tak długo, aż w końcu natrafiła plecami na ścianę. Pochylał się nad nią, splecione ręce mieli zgięte w łokciach i oparte o ścianę. Gdyby ktoś tamtędy przechodził… To właśnie wtedy zaczęli swoją grę.
– Jestem gotów dużo zapłacić – przyznał cicho.
– Dam Ci za darmo – powiedział łaskawie.
– A więc? – spytał, zrównując swoją twarz z jej twarzą. Nadal zadzierała głowę lekko do góry.
– A więc tak. Zerwałam z nim. Czy to Ci uszczęśliwia?
– Nawet nie wiesz jak bardzo.
– Jesteś zazdrosny? – ponowiła pytanie.
– A powinienem być?
– Może zerwałam z nim, bo spodobał mi się ktoś inny? – zasugerowała.
– Kto? – spytał, odkrywając nagle, że bardzo go to interesuje.
– Nie powiedziałam, że tak jest. Powiedziałam, że może tak być.
Czuł jej oddech na swoim policzku, ciepło jej ciała, które było tak blisko. Doprowadzała go do szaleństwa. Oparł czoło na jej czole.
– No to czemu z nim zerwałaś?
– Jesteś bardzo dobrym tancerzem – odparła szeptem.
Poczuł jak po plecach przechodzi mu dreszcz ekscytacji. Czyli co, ze względu na niego…?
Uważnie przyjrzał się jej oczom. Cóż, w ich położeniu jej oczy zlewały się w jedno, a więc właśnie w to się wpatrywał.
Czy to możliwe, że dostrzegał w nich coś więcej oprócz ciekawości i podniecenia?
– Może powinniśmy jeszcze kiedyś zatańczyć?
– Może – zgodziła się. Jej oczy zabłysły takim wyzwaniem…
– A więc zatańczymy – powiedział dobitnie. – Jeszcze kiedyś.
– Myślę, że tak – przyznała mu rację, po czym delikatnie wywinęła mu się, wyplątując ręce z jego rąk. Już po chwili stała tuż za nim. Nie mógł wyjść z podziwu dla jej zwinności.
– Do zobaczenia kiedyś Greg.
To mówiąc obróciła się na piecie i odeszła, delikatnie kołysząc biodrami. Odetchnął głębiej dopiero, kiedy za zakrętem zniknął rąbek jej sukienki.
Zdecydowanie podobało mu się to spotkanie.

To wspomnienie było naprawdę interesujące. Chciałby znowu przyprzeć ją do ściany, poczuć oddech na policzku, poczuć ogarniające go podniecenie.
– Więc skąd się znacie? – spytał zamiast tego.
Wilson chyba nadal nie doszedł do siebie. Zamiast odpowiedzieć na jego pytanie dalej wpatrywał się w June, jakby nagle coś zrozumiał.
– Więc… To… Ty i on… To on jest…?
Nie dane mu było dokończyć tej jakże nieskładnej wypowiedzi, bo June szybko mu przerwała.
– James! – Obróciła się do House’a. – Poznaliśmy się kiedyś na zjeździe onkologów. Nic takiego. Po prostu James polubił mojego… pacjenta.
Uwadze Grega nie uszło jej wahanie przy słowie „pacjent”. Coś mu tu nie grało. Z jednej strony był nieziemsko ciekawy, z drugiej zaś nie chciał psuć sobie radości jaką wywołało w nim spotkanie z June.
Cuddy tymczasem doszła do wniosku, że relacje pomiędzy House’m a June są bardziej skomplikowane niż z początku sądziła. Wyglądało na to, że byli ze sobą blisko, ale jednak mieli swoje tajemnice, których nie zamierzali sobie zdradzać. Teraz wyczuła pomiędzy nimi minimalny dystans, którego wcześniej nie było. House zdawał się jedna tym nie przejmować. Pociągnął June na kanapę i objął ją ramieniem.
– Na zjeździe, tak? – powtórzył.
– Tak – stwierdziła zdecydowanie.
– Jaka szkoda… Już miałem nadzieję na historię pikantnego romansu, ciążę, beduiński ślub, porwanie dziecka, Wilsona rozwodzącego się z żoną przez telefon…
– Przykro mi, że Cię rozczarowaliśmy – prychnęła.
– Oni naprawdę się znają ze zjazdu – potwierdził niespodziewanie Cuddy, która nagle stwierdziła, że ma gdzieś, że House nie będzie z nią. Ma być z June i ma być szczęśliwy. Nie pozwoli by jej znajomość z Wilsonem wszystko im zniszczyła. Poczuła się w obowiązku zapewnić tej kobiecie szczęście czymś, czego ona sama pragnęła.
Cóż, nie tylko Greg spojrzał na nią z zaskoczeniem. Onkolodzy patrzyli na nią w szoku.
– Tego pierwszego zjazdu, na którym byłam jako dyrektorka – uściśliła.
– Czemu to zapamiętałaś? Przecież wtedy było mnóstwo takich zjazdów – spytał zaskoczony House. A jego trudno było czymś zaskoczyć.
No i co teraz? Sama się wkopała. Przecież nie powie mu o tym dziecku i udręczonej minie June.
– Ja, w przeciwieństwie do Ciebie nawiązuję kontakt z wieloma ludźmi – powiedziała, zdając sobie sprawę z tego, jak żałosny jest to wykręt.
– Jak bliskie kontakty? – spytał, uśmiechając się złośliwie.
Przynajmniej nie drążył tematu.
– Tak bliskie, o jakich ty możesz tylko pomarzyć – odparła krzywiąc się w duchu.
– Z kobietami też? – zainteresował się.
– Jesteś zazdrosny nawet o kobiety? – tym razem to ona zdobyła punkt. Wszystko potrafili zmienić w walkę słowną.
– To zależy od tego co konkretnie robisz z tymi kobietami.
Przygryzła wargę. Jej reputacja legnie w gruzach, ale nie mogła się powstrzymać przed tym komentarzem. A co, raz się żyje, prawda?
– Chodzimy na lody – odparła, bezczelnym uśmiechem sugerując podtekst.
– Mogę być lodziarzem? – odgryzł się.
– To zależy.
– Od czego?
– Od wielkości patyczka twojego loda. Jeśli będzie za mały, lód ochlapie mi koszulkę – odparła z troską patrząc na swoją bluzkę.
House’a całkowicie pochłonęła przekomarznka. Zapomniał o wszystkim: Wilsonie stojącym pod ścianą z nadal głupią miną, June siedzącej obok niego na kanapie, rozmowie, którą wcześniej prowadzili.
Musiał przyznać, że Cuddy stanęła na wysokości zadania. Ich rozmowa mogła wydawać się tak niewinna…
– Jeśli nie zjesz go wystarczając o szybko, słońce go rozpuści – zauważył, mróżąc oczy.
– Kto jest słońcem? – spytała, rzucając mu wyzywające spojrzenie.
Uśmiechnął się szeroko.
June obserwowała tą dwójkę. Zachowywali się jakby… jakby byli para z kilkuletnim stażem, która własnie w takich sprzeczkach wyraża swoje uczucia. Uśmiechnęła się pod nosem. Miała nadzieje, że Greg nie przegapi tej okazji…

cdn.



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Sro 13:49, 01 Kwi 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hah, czyli ta cała June chce, żeby House i Cuddy byli razem Very Happy Czekam na ciąg dalszy Wink



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Sro 16:27, 01 Kwi 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

idzie lato - czas na LODY na patyku. Fajne metafory.

czyzby był jakis bliższy związek między Housem i chorym dzieckiem?



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Sro 21:51, 01 Kwi 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

scribo kolejny fik, kolejny doskonały pomysł, kolejny raz podczas którego jeanne śmieje się jak głupia do monitora Very Happy
Metafora z lodami, o god padłam. Mogę ją kiedyś wykorzystać? Proszę! jest boska! Very Happy I oczywiście mam pewne podejrzenia odnośnie tego dziecka Confused Ale poczekam aż ty je rozwiejesz lub potwierdzisz Very Happy Niecierpliwie czekam na cd :*



_________________

PostWysłany: Czw 12:14, 02 Kwi 2009
jeanne
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 21 Gru 2008
Pochwał: 50

Posty: 11087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

bardzo mi sie podobało Smile Cuddy zazdrosna o Housa,supcio. czekam na cd SmileSmile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Czw 13:15, 02 Kwi 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
– Ja, w przeciwieństwie do Ciebie nawiązuję kontakt z wieloma ludźmi – powiedziała, zdając sobie sprawę z tego, jak żałosny jest to wykręt.
– Jak bliskie kontakty? – spytał, uśmiechając się złośliwie.
Przynajmniej nie drążył tematu.
– Tak bliskie, o jakich ty możesz tylko pomarzyć – odparła krzywiąc się w duchu.
– Z kobietami też? – zainteresował się.
– Jesteś zazdrosny nawet o kobiety? – tym razem to ona zdobyła punkt. Wszystko potrafili zmienić w walkę słowną.
– To zależy od tego co konkretnie robisz z tymi kobietami.
Przygryzła wargę. Jej reputacja legnie w gruzach, ale nie mogła się powstrzymać przed tym komentarzem. A co, raz się żyje, prawda?
– Chodzimy na lody – odparła, bezczelnym uśmiechem sugerując podtekst.
– Mogę być lodziarzem? – odgryzł się.
– To zależy.
– Od czego?
– Od wielkości patyczka twojego loda. Jeśli będzie za mały, lód ochlapie mi koszulkę – odparła z troską patrząc na swoją bluzkę.


Zajebiaszcza część brawo brawo brawo



_________________
Bash in my brain And make me scream with pain Then kick me once again,
And say we'll never part...
I know too well I'm underneath your spell,
So, darling, if you smell Something burning, it's my heart.

PostWysłany: Czw 18:20, 02 Kwi 2009
JigSaw
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 24 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 1655

Miasto: Miasto Grzechu
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3  Następny
Strona 1 z 3

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.22600 sekund, Zapytań SQL: 14