Valentine's Day [3/3] [+18] [u]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Valentine's Day [3/3] [+18] [u]




Wink
New fik by me ^^


Walentynki. Święto wymyślone przez sprzedawców czekoladek i kwiaciarzy. Słodkie aniołki próbujące trafić strzałą w serce każdego śmiertelnika w tym dniu mogły podziwiać swoje dzieła. Różowe girlandy i serduszka powywieszane na każdej wystawie przyprawiały go o mdłości.
Przyspieszył kroku mijając coraz to bardziej zakochane pary, nie zważające na innych ludzi, zajęte jedynie obściskiwaniem się i szeptaniem sprośności do ucha partnera. Kretynizm, pomyślał, starając się jak najszybciej wyjść z pola rażenia tych idiotów. Miłość. Wszędzie miłość. Pieprzenie.
Po raz kolejny jego Walentynki miały wyglądać tak samo. Szklaneczka szkockiej, wygodna kanapa i maraton L World. Czy to nie wspaniałe plany na wieczór?
Jednak w tym roku był ktoś z kim chętnie spędziłby ten pełen miłości dzień. Tak, tak, Gregory House wpadł w sidła miłości, choć sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Wmawiał sobie, że to wszystko wina Vicodinu, że to on zamroczył jego umysł, powodując nieodwracalne błędy w myśleniu. Przecież nie mógł zakochać się w… Lisie Cuddy!
Nie, nie, nie. To wszystko wina Vicodinu i wyzywających dekoltów pani administrator. Tłumaczył się sam przed sobą, próbując wygrać tę niezbyt wyrównaną walkę. Klęska nie zawsze musi być zła, prawda?

***

Walentynki. Święto wymyślone przez sprzedawców czekoladek i kwiaciarzy. Słodkie aniołki próbujące trafić strzałą w serce każdego śmiertelnika w tym dniu mogły podziwiać swoje dzieła. Różowe girlandy i serduszka powywieszane na każdej wystawie przyprawiały ją o ból w okolicach piersi.
Zwolniła kroku, mijając kolejne zakochane pary, pogrążone w swoim świecie, przytulające się do siebie delikatnie, zajęte szeptaniem do ucha partnera wyznań miłości. Westchnęła. To zdecydowanie nie na moje nerwy, pomyślała. Przyspieszyła, pragnąc jak najszybciej opuścić pole rażenia zakochanych. Miłość. Piękna miłość. Coś czego jej najbardziej brakowało.
Kolejne Walentynki spędzała sama. Z lampką wina w ręce, wygodny fotel przy kominku i jakieś romansidło, po które normalnie nie miałaby zamiaru sięgnąć. Czy to nie cudowne plany na wieczór?
Jak co roku wiedziała, że jest tylko jedna osoba, z którą mogłaby spędzić ten dzień. Niestety, tak się niefortunnie złożyło, że tą osobą był arogancki, pozbawiony wyższych uczuć dupek, który na co dzień był jej podwładnym. Tak, tak, Lisa Cuddy wpadła w sidła nieszczęśliwej miłości, która nie miała szans na zaistnienie. Próbowała wmówić sobie, że to wszystko wymysł jej umysłu, pragnącego za wszelką cenę odnaleźć kogoś, z kim mogłaby stworzyć związek. Ale czy umysł mógłby pomylić się na tyle, żeby wybrać na kandydata do tej roli… Gregory’ego House’a?

***

Walentynki. Święto wymyślone przez sprzedawców czekoladek i kwiaciarzy. Słodkie aniołki próbujące trafić strzałą w serce każdego śmiertelnika w tym dniu mogły podziwiać swoje dzieła. Różowe girlandy i serduszka powywieszane na każdej wystawie przyprawiały go o niemałe wyrzuty sumienia.
Szedł dalej, mijając coraz to więcej zakochanych par, skupionych jedynie na sobie, trwających w uścisku i szepczących sobie do ucha prośby o wybaczenie. Przyspieszył, czując, że dłużej nie zniesie towarzystwa tych wszystkich szczerze sobie oddanych zakochanych, którzy nigdy nie posunęliby się do zdrady. Miłość. Młodzieńcza miłość. Coś, czego nie potrafił zrozumieć.
Jak co roku spędzał Walentynki z żoną, którąś z nowych pań Wilson, jak nazywał je House. Romantyczna kolacja przy świecach, upojna noc w łóżku i przyznanie się do zdrady, zakończone kłótnią i wywaleniem z domu. Czy to nie idealne plany na wieczór?
Tradycyjnie Walentynki miały się skończyć wywaleniem z domu, postanowieniem wystąpienia o rozwód i wynajęciem pokoju w hotelu. Ewentualnie skończeniem dnia w mieszkaniu House’a, co akurat nie było ziszczeniem jego marzeń o towarzystwie w Dniu Zakochanych. Tak, tak, James Wilson zdecydowanie spieprzył sobie kolejne Walentynki. Ale czy mogło się to skończyć inaczej?


Ostatnio zmieniony przez Schevo dnia Wto 14:34, 06 Sty 2009, w całości zmieniany 2 razy



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Sob 12:34, 03 Sty 2009
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

heh fajne Very Happy
każde Walentynki opisane przez inną osobę Very Happy Very Happy
wspaniałe krzywy



_________________
Aby coś docenić trzeba to stracić...


Baner & Avek by Ewel
_________________

PostWysłany: Sob 15:22, 03 Sty 2009
Arystokratka
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 28 Gru 2008

Posty: 335

Miasto: Międzyrzec Podl.
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bardzo fajne Smile Opis uczuć Wilsona jakoś najbardziej przypadł mi do gustu Smile
Czekam na cd i Wena życzę :*
Acha! I jeszcze cięszę się, że kolejny fik Twojego autorstwa pojawił się na *pewne forum* Smile



_________________
Marilyn
"Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach..."
"... miłość po prostu jest. Bez definicji. Kochaj i nie żądaj zbyt wiele. Po prostu kochaj.."-
Paulo Coelho
"Miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz..."-Antoine de Saint-Exupéry

PostWysłany: Sob 15:31, 03 Sty 2009
minnie
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 24 Gru 2008

Posty: 62

Miasto: Szczecin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Awwwwwwww..... pisałam ci to już na tamtym forum,a le powtórzę Wink. Już czuję, że to będzie jeden z moich ulubionych fików Wink. Początki ci się nie udajązapytajnik *zszokowana* Nie zauważyłam nawet jednego złego początku w którymkolwiek z twoich fików Very Happy. A i pisz, pisz, pisz kolejną część, bo twoje dzieła po tak długiej nieobecności są dla mnie niczym dorwanie się do wody na pustyni Laughing. Kochanie, pamiętasz jeszcze o Mandy? *rozpłynięta* Buziaczki :*:*:*



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Sob 15:39, 03 Sty 2009
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No i kojeny cudowny fik Smile
No i dobrze Smile
Im więcej tym lepiej Smile
Dobrego Huddy nigdy za wiele Wink
Wena życzę :*
I pozdrawiam :*



PostWysłany: Sob 15:42, 03 Sty 2009
Wercia214
Pediatra
Pediatra



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 2

Posty: 485

Miasto: Paczyna
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Part Two

Wspomnienia wracały, niczym bumerang, po raz kolejny przynosząc ze sobą nową porcję bólu. Walentynki, to piękne, choć przereklamowane, święto było idealnym dniem do przywołania momentów, które mógł nazwać chwilami pełnymi miłości. Lub jak kto woli idiotyzmu.
O dziwo, to nie wspomnienie Stacy powróciło pierwsze. Nie, nie, nie. To obraz Cuddy pojawił się w jego wyobraźni. Cuddy, cudownej Cuddy, jeszcze za czasów ich młodości. Znów widział jej nagie ciało, czuł zapach perfum i smakował jej ust. Pogrążał się coraz bardziej, pragnąc by ta chwila wróciła, pragnąc, by nigdy nie odeszła…
Otrząsnął się, sięgając po butelkę Whisky i napełniając powoli szklankę. Dlaczego wracał myślami do chwil, które zanotował kiedyś jako nic nieznaczące?
Po raz kolejny analizował pocałunek sprzed kilku tygodni. Próbował zrozumieć własne zachowanie. Nie wiedział, dlaczego wtedy do niej poszedł, nie wiedział, dlaczego tak szybko od niej wyszedł. Przecież mógł zostać… Mógł zrobić to na co tylko miałby ochotę. Mógł, ale nie zrobił. Nie chciał jej wykorzystywać. I właśnie tego punktu nie rozumiał w swoim zachowaniu.
Gregory House nigdy nie należał do szlachetnych rycerzy, którzy ratowali panny z wieży, zabijając smoka i pokonując wszelkie przeciwności. Nie, Gregory House był raczej typem mężczyzny, którego zadowalały stosunki z kobietami pełnymi złego uroku. Grzeczne dziewczynki nie istniały w jego życiu uczuciowym. Dlatego House przywykł do wykorzystywania każdej okazji do zapełnienia luki w jego, ostatnio irytująco pustym, życiu seksualnym. Stąd wniosek, że tym razem coś poszło nie tak.
Po pierwsze, Lisa Cuddy na pewno nie należała do grzecznych dziewczynek. Wręcz przeciwnie, była pełna zła, prowokując go niemal każdym swoim gestem. Była przepełniona złem, eksponując swoje pełne piersi w wydekoltowanych bluzkach.
Po drugie, w tamtym dniu była całkowicie poddana jego urokowi. Mógł zrobić co tylko chciał, wiedząc, że zgodziłaby się na wszystko. Potrzebowała ciepła, którego dostarczył jej ten pocałunek. Dużo więcej ciepła.
Po trzecie, taki seks byłby zdecydowanie lepszy niż ten z prostytutkami. W końcu nie płaciłby za to, prawda?
Czy to nie dość powodów, żeby wykorzystać okazję?
Były tylko dwa wyjaśnienia tej sytuacji.
Albo był idiotą.
Albo się zakochał.
Sam nie wiedział, która opcja przerażała go bardziej.
Ile bym dał za to, żeby teraz spojrzeć w jej zielone oczy, pomyślał. No i ten dekolt, dodał po chwili.
Pukanie do drzwi. A może to tylko wytwór jego umysłu?

***

Wspomnienia wracały, niczym bumerang, po raz kolejny przynosząc ze sobą nową porcję bólu. Walentynki, to piękne, choć przereklamowane, święto było idealnym dniem do przywołania momentów, które mogła nazwać chwilami pełnymi radości i szczęścia.
O dziwo, to nie wspomnienie tamtej nocy powróciło pierwsze. Nie, nie, nie. To ostatni pocałunek. Pocałunek, który najprawdopodobniej zapamięta do końca życia.
Otrząsnęła się, sięgając po butelkę wina i napełniając powoli lampkę. Dlaczego wracała myślami do chwil, które teraz nie miały już znaczenia?
Znowu analizowała jego zachowanie. Nie rozumiała, dlaczego do niej przyszedł. Nie rozumiała, dlaczego tak szybko poszedł. Przecież była… całkowicie bezbronna. Mógł zrobić co chciał, a ona poddałaby się bez wahania. Mógł, ale nie zrobił.
Lisa Cuddy nie należała do uległych kobiet. Potrafiła walczyć o swoje, choćby miała osiągnąć swój cel, wykańczając się niemiłosiernie. Została administratorką dużego szpitala, miała „kontrolę” nad Gregorym Housem. A mimo to chciała, aby właśnie tamtego wieczoru przejął kontrolę… Chciała, bo teraz zastanawiała się, czy aby na pewno jest tak atrakcyjna, jak wydaje się wszystkim facetom.
Po pierwsze, Gregory House na pewno nie należał do grzecznych chłopców. Wręcz przeciwnie, był bardzo, ale to bardzo zły. Pozwalał sobie na komentarze dotyczące jej tyłka, dekoltu i wszystkiego, co wiązało się z seksem. Pamiętała, korzystając z własnego doświadczenia, że w łóżku też nie zachowywał się jak grzeczny chłopiec.
Po drugie, tamtego dnia mógł zrobić co chciał. Była zdolna dostosować się do każdego jego pragnienia, do każdego pomysłu. A on o tym wiedział. I potrzebował tego. Tak samo jak ona potrzebowała ciepła.
Po trzecie, był spragniony normalnego seksu. Wiedziała o tym. Dlaczego nie wykorzystał okazji?
A ona wcale nie miała nic przeciwko temu, żeby wykorzystał tamte okoliczności.
Albo była idiotką.
Albo się zakochała.
I sama nie wiedziała, które rozwiązanie martwi ją bardziej.
Zerwała się z fotela, przebrała się, czując przyjemny przypływ adrenaliny. Teraz miała zamiar zrobić to, co miała w planach już od dawna.
Teraz albo nigdy, pomyślała, dzwoniąc po taksówkę.
Po piętnastu minutach stała pod jego drzwiami, po raz pierwszy czując przypływ wątpliwości.
Niepewnie podniosła rękę, a jej serce przyspieszyło swój bieg, jakby chcąc wyrwać się z klatki piersiowej. Zrób to, pomyślała, po prostu to zrób.
Zapukała. A może tylko chciała zapukać?

***

Wspomnienia wracały, niczym bumerang, po raz kolejny przynosząc ze sobą nową porcję bólu. Walentynki, to piękne, choć przereklamowane, święto było idealnym dniem do przywołania momentów, które mógł nazwać chwilami pełnymi spokoju.
O dziwo, to nie wspomnienie żony wróciło pierwsze. Nie, nie, nie. To romans z Becky wrócił, przynosząc ze sobą ból. Nie chciał zdradzać. Ale czy miał jakieś szanse w starciu przeciwko swojej naturze?
Otrząsnął się, całując ją namiętnie. Szybko pozbyli się ubrań, po romantycznej kolacji, przyrządzonej przez niego, spędzonej w miłej atmosferze. Kochali się wolno, a w powietrzu można było wyczuć coś… nowego. Coś, czego nigdy nie było w ich relacjach. Coś, co sprawiało, że Wilson przeciągał tą chwilę tak długo, jak tylko mógł.
Kiedy padli już wyczerpani obok siebie, uświadomił sobie, że zaraz nastąpi koniec wszystkiego. Nie chciał tego psuć, nie chciał. Ale nie mógł jej okłamywać. Nie potrafiłby jej okłamywać.
- Kochanie, ja… - zaczął niepewnie, wcale nie chcąc przerywać tego pięknego wieczoru.
- Wiem – odpowiedziała cicho. – Wszystko wiem…
Zamrugał. Wydawało mu się, że czas stanął w miejscu. Wiedział co za chwilę nastąpi. Podniósł się na łokciach, zamierzając wstać z łóżka i zacząć się pakować. Wstał i skierował się w stronę szafy. Złapała go za rękę i wciągnęła z powrotem do łóżka.
- Głuptasie, co ty robisz? – zapytała, patrząc na niego niepewnie.
Nic nie rozumiał.
- Pakuję się… Pewnie nie chcesz mnie widzieć.
- Gdybym nie chciała cię widzieć, już dwa tygodnie temu wylądowałbyś u House’a.
Zamrugał.
Jak to możliwe, że tak szybko się dowiedziała? Skąd?
Zamrugał.
I dlaczego nie zamierzała się go pozbyć z domu?
Zamrugał.
- Więc… - zaczął kulawo, po raz pierwszy znajdując się w takiej sytuacji.
- Tak, wybaczam ci – przerwała cicho.
Pochylił się, składając na jej ustach namiętny pocałunek. A może to tylko sen?

CDN. [wkrótce Very Happy]



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Sob 21:39, 03 Sty 2009
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nie czytałam wcześniej - i dobrze, by bym musiała czekać na dwie części, a tak pozostała tylko jedna Very Happy
Bardz, ale to bardzo mi się podoba. Bardzo Very Happy

PS
Zdefiniuj "wkrótce".... Smile



_________________




Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
przesadziłam...

PostWysłany: Sob 22:10, 03 Sty 2009
lizbona
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 21 Gru 2008
Pochwał: 8

Posty: 1682

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Łooo matko wykrzyknik
Cudne wykrzyknik
Pięknie piszesz Very Happy
A te rozmyślania 'w trzech osobach' .... boskie wykrzyknik
Wena życzę :*



PostWysłany: Nie 11:23, 04 Sty 2009
Wercia214
Pediatra
Pediatra



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 2

Posty: 485

Miasto: Paczyna
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"Albo są idiotami.
Albo sie zakochali"

Ciekawe, które "albo" wybierzesz w trzeciej części.
Cuddy znów silniejsza i odwazniejsza. To ona zapukała do Housa i mam nadzieję, ze ten idiot otworzy i nie schrzani.

Wątek Wilsona jako trzeci - interesujące.

PS. A tak przy okazji to kiedy skończysz pozaczynane fiki? chyba nie muszę wymieniać, ale jest ich dużo.



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Pon 21:17, 05 Sty 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Izabellu, jeśli chodzi o Groźbę i Trzy dni, to niestety nie wiem, kiedy je skończę... Prawda jest taka, że Wen sobie zrobił wolne, wracając tylko na chwile, żeby uraczyć Was jakimś beznadziejnym fikiem...
Chciałabym skończyć. Bo nie lubię niedokończonych spraw.
Ech...

Dodano 16 sekund temu:

Cytat:
NIE umiem pisać zÓa.
Dlatego nie przestraszcie się...
Uprzedzam, że to jest straszne...
Ech.


Cytat:
Dedyk dla...
Jeanne - jako, że kocha zÓo i jest moim Słońcem :*


Niespodzianki dzielą się na dwie grupy: te dobre i te gorsze. Każdy z nas woli z pewnością niespodzianki, które sprawiają, że na jego twarzy pojawia się uśmiech, a wszystko staje się jakby prostsze i lepsze. Właśnie takiej niespodzianki w tej chwili najbardziej pragnął.
Podniósł wzrok, a jego serce przyspieszyło swój bieg. Niemożliwym było, żeby za drzwiami stała osoba, której sekretnie pożądał.
To musi być Wilson, pomyślał trzeźwo, pewnie kolejna żona wyrzuciła go z domu. Nie trać głowy! Nie jesteś przecież idiotą, prawda?
- Wilson, przecież masz klucze! Otwórz sobie! L World jest znacznie ciekawsze niż oglądanie twojej parszywej buźki! – krzyknął, szybko sięgając po pilota. Nie mógł pozwolić, żeby Jimmy zaczął wysnuwać jakieś wnioski z tego, że siedzi sam i rozmyśla. Jeszcze wpadłby na jakiś genialny pomysł i musiałby znosić jego pseudo-psychoanalizy przez najbliższy tydzień.
Jednak kiedy nie usłyszał szczęku zamka ani żadnej odpowiedzi ze strony domniemanego gościa, zaczął zastanawiać się czy to aby na pewno Wilson stoi za drzwiami.
- Wilson, jeśli robisz sobie ze mnie jakieś dziwne żarty to pożałujesz. Pamiętaj, że tylko ja wiem o tym, że codziennie robisz sobie pedicure!
- To nie Wilson – dotarł do niego cichy głos. Głos, który znał, tak dobrze znał. Głos, którego właścicielem była kobieta, goszcząca w jego myślach cały dzisiejszy wieczór.
Sięgnął po raz drugi po pilota, wyłączając telewizor. Wstał i niepewnie ruszył w stronę drzwi. Jeśli słuch go nie mylił, a mylić nie powinien, za drzwiami miał zobaczyć kogoś, wokół kogo krążyły jego myśli.
Wziął głęboki oddech i otworzył drzwi.
- Ach, doktor Cuddy! Czyżbyś miała ochotę na szybki numerek? Wiedziałem, że w końcu ulegniesz i poddasz się uczuciu, które żywisz do mojej laski! Widziałem jak na nią patrzysz! Ale muszę cię zmartwić… Jesteśmy parą od długiego czasu i ona kocha tylko mnie – powiedział, siląc się na żart.
Zastanawiał się co ona tutaj robi, czego chce. Może chciała wcisnąć mu jakiś kolejny banalny przypadek, licząc, że nachodząc go w domu będzie sprzyjał jej element zaskoczenia? Przekrzywił lekko głowę, mierząc ją szybkim spojrzeniem. Nie, to nie mogło być to. Dostrzegał w jej oczach coś… niezidentyfikowanego. Coś, czego nie potrafił nazwać, jednocześnie mając wrażenie, że kiedyś już się z tym spotkał.
- Och tak, kocham twoją laskę od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczyłam – usłyszał w odpowiedzi. – I dzisiaj postanowiłam zaprzestać ukrywaniu swoich uczuć w stosunku do niej.
Patrzył na nią, zastanawiając się czy dobrze zrozumiał.
Pocałowała go. Tu i teraz, stojąc w progu, wspięła się na palce i pocałowała go. Tak jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.
Był zdezorientowany. Chwilę zajęło mu przetrawienie tej sytuacji, rozważenie tego, co powinien zrobić. Pieprzyć to, pomyślał i… oddał pocałunek.
- Wydaje mi się, że laska nie jest jeszcze do końca pewna uczuć żywionych do ciebie – wyszeptał prosto do jej ucha.
Miał nadzieję, że zrozumiała.
- Więc chyba będę musiała jakoś ją przekonać… - odpowiedziała, po raz kolejny składając na jego ustach pocałunek.
Nie wiedział, kiedy znaleźli się w sypialni. Wydawało mu się, że czas stanął w miejscu, że nagle jego mieszkanie znalazło się w centrum wszechświata. Wydawało mu się, że świat kręci się wokół nich, że oprócz nich nie ma już nikogo.
Pchnęła go lekko na łóżko, a on pociągnął ją za sobą. Całowali się coraz namiętniej, wkładając w to całe swoje serce. Krążył rękoma po całym jej ciele, zabierając się za rozpinanie guzików jej bluzki. Czuł, jak zadrżała pod wpływem jego dotyku.
Przez jego umysł prześlizgiwało się milion myśli na minutę, ale żadna z nich nie próbowała nawet go powstrzymać. O ile ostatnim razem wiedział, że nie należy wykorzystywać sytuacji, o tyle teraz zdawał sobie sprawę z tego, że nie jest w stanie się powstrzymać. I wiedział, że ona nie chce, żeby przerywał…
Powoli pozbył się jej bluzki, nie wiedząc dlaczego tak przeciąga tą chwilę. Jej dłonie manewrowały już przy koszuli, zręcznie rozpinając wszystkie guziki. Nie wiedział, kiedy pozbyła się jego t-shirtu. Zadrżał, pod wpływem jej pocałunku, zajmując się rozpięciem stanika.
Kiedy jej piersi, nareszcie wolne, zakołysały się lekko, poczuł narastającą twardość. Pieścił je pocałunkami, schodząc coraz niżej, niżej i niżej…
Pozbył się jej spodni i bielizny, pragnąc by TA chwila nastąpiła jak najszybciej. Kiedy rozerwała białe bokserki był już gotów do akcji.
Wszedł w nią powoli, ale zdecydowanie.
Poruszał się w niej szybko, tak jakby od tego zależało jego życie. Wkładał w to wszystkie swoje siły, całą energię. Czuł krople potu na plecach, ale to było nieważne. Liczyło się tylko to, że był w niej, że stanowili jedność… Wychodziła mu naprzeciw, wypychając biodra w górę, co sprawiało, że wchodził w nią głębiej i mocniej. Czuł, jak jej mięśnie zaciskają się wokół jego członka. Przyspieszył, wiedząc, co się zbliża.
Skończył w niej, wypełniając całe jej wnętrze.
Osiągnęli orgazm równocześnie, jakby za pomocą czarodziejskiej różdżki.
Żadne z nich nie wydało z siebie nawet najcichszego jęku, nie chcąc niszczyć magii, która ich otaczała.
Miliony barw wybuchły przed jego oczami. Po raz pierwszy w życiu poczuł się tak spełniony, tak zaspokojony.
Żadna kobieta nie dała mu czegoś tak… wspaniałego. Tak niezwykłego.
Opadli na łóżko, dysząc ciężko. Nie przerywali milczenia, które nastało między nimi. Ciszy pełnej zrozumienia. Ciszy, błogiej ciszy, podczas której każde zdawało sobie sprawę z tego, o czym myśli drugie.
Wiedział o czym ona myśli.
Bo myślał dokładnie o tym samym.
Zamknął oczy, otaczając ją ramieniem. Był spełniony, pełen radości i spokoju. Dziwnego spokoju. Tak, jakby dzisiaj w jego życiu miał się zacząć jakiś nowy etap. Miały nadejść zmiany, wiele zmian, na które musiał przystać. Na które chciał przystać.
Czy nie był teraz najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi?

***

Niespodzianki dzielą się na dwie grupy: te dobre i te gorsze. Każdy z nas woli z pewnością niespodzianki, które sprawiają, że na jego twarzy pojawia się uśmiech, a wszystko staje się jakby prostsze i lepsze. Właśnie takiej niespodzianki w tej chwili najbardziej pragnęła. Chciała, żeby wszystko skończyło się dobrze, niczym w bajce, żeby później nie żałowała tego, co zrobiła.
Konsekwencje naszych decyzji dopadają nas w najmniej oczekiwanych chwilach. Wpadają do naszego życia jak nieproszeni goście, nie zważając na protesty i robią to, co chcą, pragną, muszą. Właśnie tych konsekwencji w tej chwili obawiała się najbardziej.
Zamarła, czekając na jego reakcję.
- Wilson, przecież masz klucze! Otwórz sobie! L World jest znacznie ciekawsze niż oglądanie twojej parszywej buźki! – usłyszała krzyk dochodzący z mieszkania.
Zamarła, zastanawiając się czy nie jest za późno, żeby uciec.
- Wilson, jeśli robisz sobie ze mnie jakieś dziwne żarty to pożałujesz. Pamiętaj, że tylko ja wiem o tym, że codziennie robisz sobie pedicure!
Wdech.
- To nie Wilson – powiedziała dość głośno, starając się opanować drżenie swojego głosu.
Cisza.
Nigdy nie lubiłam ciszy, pomyślała.
Do jej uszu dotarł odgłos stłumionych kroków, szczęk zamka i po chwili drzwi stały przed nią otworem. A w drzwiach stał House, wybałuszając oczy ze zdziwienia.
- Ach, doktor Cuddy! Czyżbyś miała ochotę na szybki numerek? Wiedziałem, że w końcu ulegniesz i poddasz się uczuciu, które żywisz do mojej laski! Widziałem jak na nią patrzysz! Ale muszę cię zmartwić… Jesteśmy parą od długiego czasu i ona kocha tylko mnie.
- Och tak, kocham twoją laskę od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczyłam – odpowiedziała, wywracając oczami. – I dzisiaj postanowiłam zaprzestać ukrywaniu swoich uczuć w stosunku do niej.
Wspięła się na palcach, składając na jego ustach najbardziej namiętny pocałunek, na jaki potrafiła się zdobyć. Nieważne były wątpliwości pojawiające się z każdą kolejną chwilą. Kochane, pomyślała, trzeba było mnie zatrzymać w domu. Teraz już za późno.
Oddał pocałunek. Stali tak w progu, a jej myśli pędziły jak oszalałe. Oddał pocałunek. Oddał. Czy to oznaczało, że myślał o tym samym co ona?
- Wydaje mi się, że laska nie jest jeszcze do końca pewna uczuć żywionych do ciebie – wyszeptał do jej ucha.
Chyba zrozumiała o co mu chodzi.
- Więc chyba będę musiała jakoś ją przekonać… - odpowiedziała, po raz kolejny składając na jego ustach pocałunek.
Nie wiedziała, kiedy znaleźli się w sypialni. Czas stracił swoją wagę, ważne było tylko tu i teraz. Reszta świata? Phy, to była w ogóle jakaś reszta świata? Wydawało jej się, że są jedynymi ludźmi na ziemi, że oprócz nich nie istnieje nikt inny.
Pchnęła go lekko na łóżko. Pociągnął ją za sobą. Była zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jego zręczne palce manewrowały przy guzikach jej bluzki, a każdy przypadkowy dotyk przyprawiał ją o przyjemne dreszcze. Zajęła się jego koszulą, szybko się jej pozbywając i odrzucając ją gdzieś na bok. Z jednej strony chciała jak najszybciej poczuć go w sobie, stanowić z nim jedność, a z drugiej pragnęła by ta chwila trwałą wiecznie. Pragnęła by ten dzień, ta noc, nigdy się nie kończyła. Pragnęła móc przeżywać te chwile codziennie, każdego dnia zjawiać się w jego mieszkaniu, każdego dnia całować jego usta, pieścić jego ciało…
Po chwili jego t-shirt wylądował gdzieś koło koszuli, a on, uporawszy się z bluzką i stanikiem, zsuwał ręce coraz niżej, niżej i niżej, nadal pieszcząc jej piersi pocałunkami. Czuła się jak w niebie, uciekając od całego zła tego świata, skupiając się tylko na tym co jest teraz. Nieważne było to, co potem, to, co wcześniej. Liczyło się tylko to, co jest teraz.
Manewrowała przy rozporku, pragnąc by TA chwila nastąpiła jak najszybciej. Ręce jej drżały, ale szybko uporała się z tym zadaniem.
Rozerwała białe bokserki, które były teraz więzieniem dla jego przyrodzenia.
Był twardy i gotów do akcji.
Wszedł w nią powoli, ale zdecydowanie. Stłumiła jęk, jakby nie chcąc pozwolić na to, by coś zakłóciło ich spokój. Nie wydawali z siebie żadnego odgłosu, jakby nie chcąc psuć magii tej chwili. Wydawało jej się, że z każdym pchnięciem wchodzi coraz głębiej i głębiej, rozdzierając ją na pół. Wydawało jej się, że dotarł dalej niż którykolwiek z mężczyzn, z którymi się kochała.
Poruszał się w niej szybko, przyprawiając ją o zawrót głowy. Wbijała palce w jego plecy, czując, że orgazm, który powoli nadchodził będzie najlepszym orgazmem jakiego doświadczyła w całym swoim życiu. Pragnąc przyśpieszyć tą chwilę, wychodziła mu naprzeciw, wypinając biodra, tak, że dochodził jeszcze głębiej, jeszcze mocniej.
Poruszał się w niej jeszcze szybciej, jakby wiedząc, co zaraz nadejdzie.
Skończył w niej, wypełniając ją całą, właśnie w momencie, kiedy jej mięśnie zacisnęły się wokół niego.
Świat rozjaśnił się milionem barw, pomimo jej mocno zaciśniętych powiek. Czuła ciepło rozchodzące się po całym ciele. Nie dochodziły do niej żadne głosy, żadne dźwięki. Nic nie było ważne.
Tylko ta chwila.
Dysząc ciężko, opadli na łóżko, nie mówiąc nic, nie przerywając milczenia, które zapadło.
Są różne rodzaje ciszy. Dobre i złe, lubiane i nie, pełne zrozumienia i pełne wyrzutów.
Wiedziała o czym on myśli.
Bo myślała dokładnie o tym samym.
Właśnie ten rodzaj ciszy nastał między nimi.
Przytuliła się do niego, składając głowę na jego piersi. Wsłuchiwała się w bicie jego serce, czując, że w jej życiu zaczął się nowy etap. Przeszła do niego, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Wsłuchiwała się w bicie jego serca, wiedząc, że w jej życiu zajdą teraz zmiany, wiele zmian.
Jej życie zaczęło się od nowa. Nowy początek, szczęśliwy początek wróżył powodzenie.
Czy nie była teraz najszczęśliwszą kobietą na ziemi?

***

Niespodzianki dzielą się na dwie grupy: te dobre i te gorsze. Każdy z nas woli z pewnością niespodzianki, które sprawiają, że na jego twarzy pojawia się uśmiech, a wszystko staje się jakby prostsze i lepsze. Właśnie takiej niespodzianki w tej chwili doświadczał.
Wpatrywał się w sufit, zbierając myśli. Sen nie przychodził, a w głowie z minuty na minutę kłębiło się coraz więcej wniosków, przypuszczeń i pragnień.
Po raz pierwszy w życiu doświadczył czegoś takiego. Nigdy wcześniej nikt nie wybaczył mu czegoś tak… okropnego, czym jest zdrada. Nikt nigdy nie kochał go na tyle mocno, żeby zaakceptować to, że popełnił jakiś błąd.
Nie mógł uwierzyć w to, co zaszło. Wydawało mu się, że to tylko sen, zwykły, piękny sen, z którego zaraz się wybudzi i wszystko zniknie. Wydawało mu się, że nie zasługiwał na takie szczęście. Wydawało mu się, że nie mógł doświadczyć czegoś tak dobrego, tak cudownego, jak wybaczenie. Że był na to zbyt złym człowiekiem.
A ona pomimo to mu wybaczyła…
Sprawiła, że poczuł się kimś wyjątkowym.
Sprawiła, że nie czuł się jak śmieć.
Pogłaskał ją po głowie, czując, że Morfeusz porywa go w swoje ramiona.
Rzucił ostatnie spojrzenia na jej piękną twarz, oświetloną blaskiem księżyca.
Nigdy nikogo tak nie kochałem, pomyślał, zamykając oczy.
Czy nie był teraz najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi?

***

Tak, tak, te Walentynki przyniosły ze sobą wiele zmian. Miłych niespodzianek, które cieszą każdego z nas, przyprawiając o zawrót głowy i przyspieszone bicie serce. Niespodzianek, których wyczekujemy nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Niespodzianek, które pomagają przetrwać każdą sekundę, minutę, godzinę naszego życia.
I jak najwięcej właśnie takich niespodzianek życzę Wam, kochani, z całego serca.

Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza - wie, jak przeżyć. *

Miłość jest dziką siłą. Kiedy próbujemy ją okiełznać, pożera nas. Kiedy próbujemy ją uwięzić, czyni z nas niewolników. Kiedy próbujemy ją zrozumieć, miesza nam w głowach. **

[...] miłość jest chaosem. Ale nie tylko. Tak, gubisz się. Tracisz trzeźwy osąd. Ty. W pojedynkę. [...] Ale kiedy między dwojgiem ludzi rodzi się prawdziwa miłość, to nie są już sami. Tę naukę najtrudniej sobie przyswoić. Że nie są sami. Stwarzają coś nowego, trzeciego... ***


I pamiętajcie…

Miłość odkrywa się kochając. ****

THE END


* Jonathan Carroll - Poza ciszą
** Paulo Coelho
*** Jonathan Carroll - Białe Jabłka
**** Paulo Coelho



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Wto 14:29, 06 Sty 2009
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

...
...
...
No i mnie zatkało. To było takie cudowne że nie wiem co powiedzieć...
Było boskie, fenomenalne, lekkie, przepełnione emocjami i ... no cudowne...
Bardzo, bardzo, bardzo mi się podobało i dobrze się czytało Smile
Pozdrawiam :* I duuuużo Wena życzę :*



PostWysłany: Wto 19:20, 06 Sty 2009
Wercia214
Pediatra
Pediatra



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 2

Posty: 485

Miasto: Paczyna
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O tak, podobało mi się. Very Happy
Sam pomysł przedstawienia ze strony trzech osób - w końcu głównych bohaterów serialu - świetny. Choć... Wilson nie uczestniczył (mam nadziejęwykrzyknik) w wydarzeniach, więc jego opowieść jest trochę obok.
Ogólnie - na TAK Mr. Green



_________________




Codziennie budzę się piękniejsza, ale dziś to już chyba
przesadziłam...

PostWysłany: Wto 19:40, 06 Sty 2009
lizbona
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 21 Gru 2008
Pochwał: 8

Posty: 1682

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oczywiście trzecia część mnie nie zawiodła.

Ładnie opisujesz cielesność i to, że z dwóch wymiarów bardzo mi sie podoba. Myślę, że Cuddy wyszła ci piękniej.

Ciekawe, czy uda mi się naśladować Cuddy w walentynki. To przecież już niedługo. Na gwałt musze znależć faceta z laską.



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Wto 20:42, 06 Sty 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Shevo, chyba wiesz, że Walentynki to dla mnie dzień ważniejszy nawet od Wigilii Wink z wiadomych Ci przyczyn Wink

Wybrałam fragmenty, przy których czytaniu zatrzymałam się na chwilę...

Cytat:
- Ach, doktor Cuddy! Czyżbyś miała ochotę na szybki numerek? Wiedziałem, że w końcu ulegniesz i poddasz się uczuciu, które żywisz do mojej laski! Widziałem jak na nią patrzysz! Ale muszę cię zmartwić… Jesteśmy parą od długiego czasu i ona kocha tylko mnie

Tekst godny serialowego House'a Laughing Już wyobraziłam sobie jego minę, kiedy to do niej mówi Wink


Cytat:
- Och tak, kocham twoją laskę od pierwszego dnia, kiedy ją zobaczyłam – usłyszał w odpowiedzi. – I dzisiaj postanowiłam zaprzestać ukrywaniu swoich uczuć w stosunku do niej.

Świetne... Naprawdę świetne Smile Cała ta metafora dotycząca laski strasznie mi się spodobała Wink Przecież to nie miałoby w sobie TEGO uroku, gdyby powiedziała mu o swoich uczuciach prosto w twarz, prawda? I tu znowu widać, że Twoi bohaterowie, to postacie wyjęte wprost z serialu :*


Cytat:
- Więc chyba będę musiała jakoś ją przekonać… - odpowiedziała, po raz kolejny składając na jego ustach pocałunek.

Mraaaaaauuuu :diabel: Odrobina romantyzmu z pewną nutką... Cholera! Znowu brakuje mi słowa! :/ Laughing

Ominę cały zÓy fragment, bo to nie w moim stylu cytować zbyt wiele Wink Nie wiem, czy miał być naprawdę bardzo zÓy, ale we mnie obudził instynkt 'łowcy' (tak, tak - właśnie łowcy Wink ) każąc doszukać się w tej częsci czegoś głębszego Wink Z satysfakcją mówię, że TO COŚ 'schwytałam', a teraz się tym delektuję Very Happy

Fik inny niż wszystkie... Może ze względu na ukazanie Walentynek z perspektywy trzech rożnych osób? Może dlatego, że zadajesz pytanie, które (chociaż część) czytających skłaniają do myślenia? A może po prostu dlatego, że to opowiadanko z tak 'fajnym' świętem w tle? Jestem za wszystkimi tymi opcjami jednocześnie Wink

Shevo, stworzyłaś naprawdę coś pięknego :*



_________________
Każdy błąd kobiety jest winą mężczyzny.

PostWysłany: Wto 21:25, 06 Sty 2009
LicenceToKill
Pulmonolog
Pulmonolog



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 11

Posty: 1292

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cudo Smile Uwielbiam tego fika Smile
Bardzo mi się podoba Smile Świetnie piszesz zÓo Very Happy
Pozdrawiam :*



_________________
Marilyn
"Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach..."
"... miłość po prostu jest. Bez definicji. Kochaj i nie żądaj zbyt wiele. Po prostu kochaj.."-
Paulo Coelho
"Miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz..."-Antoine de Saint-Exupéry

PostWysłany: Wto 21:36, 06 Sty 2009
minnie
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 24 Gru 2008

Posty: 62

Miasto: Szczecin
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.18939 sekund, Zapytań SQL: 14