Ewenement [11/11] [Z]
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ewenement [11/11] [Z]

Tak, ja sobie zdaję sprawę, że znów to robię - piszę kilka rzeczy jednocześnie. Ale wen nie wybiera - po prostu musiałam Very Happy Pomysł był od paru miesiećy, tylko nie wiedziałam jak to napisać...
I żeby nie było żadnych wątpliwości: to JEST Huddy.




Odc. 1

Ktoś umarł, ktoś się urodził. Ktoś świętuje, ktoś rozpacza. Ktoś się śmieje, ktoś płacze. Życie zatacza kręgi.
Gdyby miała na to czas, z pewnością by o tym pomyślała. Czasu nie miała więc siłą rzeczy nie mogła o tym myśleć. Ba! Nawet całe życie nie przeleciało jej przed oczami jak jakiś stary film, klatka po klatce.
Szczerze mówiąc zdążyła pomyśleć tylko jedno: „House! To na pewno twoja wina!”
Nie są to standardowe myśli osoby, w którą ma właśnie uderzyć rozpędzony samochód, prowadzony – czy raczej już nie – przez pijanego/śpiącego kierowcę. Niemniej, standardem nie jest również przeżycie czegoś takiego.
Została popchnięta. Czy raczej wypchnięta. Doprawdy, nieważne. Po prostu w jednej chwili ze strachem patrzyła na światła zbliżającego się samochodu a w następnej została przyduszona do ziemi przez Mężczyznę W Brązowym Płaszczu. Okazało się, że miał niezły refleks. Udało mu się ją uratować i samemu wyjść z tego bez szwanku.
A przynajmniej tak z początku myśleli. Przestali, gdy Mężczyzna W Brązowym Płaszczu był do tej ziemi przyduszany, a ona leżała na nim.
Moment, nie! Ona przyduszała do ziemi… siebie samą! Co do cholery?!
Mężczyzna W Brązowym Płaszczu chyba zrozumiał, że sytuacja do codziennych nie należy, szczególnie, gdy ona się z niego podniosła i podciągnęła go do góry. W świetle latarni ulicznej, w złych ciałach stała dwójka ludzi. Mężczyzna i kobieta. Oboje patrzyli na siebie w szoku.
– Co… – zaczęła i urwała, rozpoznawszy głos, którym sama teraz mówiła. – WILSON?!
– Wystarczyłoby dziękuję – odpowiedział, patrząc na nią w szoku. Na nią…? Na siebie? Nieważne. – Wyglądasz jak ja Cuddy.
– A ty zaraz połamiesz mi obcasy – jęknęła.
Dalej na siebie patrzyli. W szoku, nie rozumiejąc powagi sytuacji, zajmując umysł mało znaczącymi, wręcz nieistotnymi drobiazgami i szczegółami, żeby tylko nie myśleć o tym co tak właściwie się stało. Bo właściwie… to co się stało?

*
Chodziła nerwowo po swojej kuchni czekając aż woda się zagotuje. W między czasie patrzyła nerwowo na siebie… Na Wilsona siedzącego przy stole. Mężczyzna… Hmm… Powiedzmy po prostu, że patrzył w jeden punkt.
– To co zrobimy? – spytał po chwili.
– Może najpierw ustalmy co właściwie się stało?
– Noo… Zobaczyłem Cię na ulicy kiedy jechał na ciebie tamten samochód. Przewróciłem cię na pobocze i on przejechał obok, a po chwili… Byłem w twoim ciele, przygniatany przez samego siebie. Swoją drogą, nie wiedziałem, ze jestem taki ciężki.
Prychnęła.
– No to… Może zrobimy to samo, żeby to odwrócić? – dodał po chwili James, jakby w olśnieniu.
– Chcesz się rzucać pod samochody? Może jeszcze biegać po mieście i szukać tamtego samego kierowcy, odczekać rok i w tym samym miejscu i tym samym czasie odegrać tą scenę? – zasugerowała ze złośliwym uśmiechem. Spędzała z House’m zbyt dużo czasu. Niemniej zdawała sobie sprawę, że Wilson nie myśli w tej chwili zbyt jasno.
– Ja przynajmniej coś wymyśliłem – oświadczył obrażonym tonem.
Obrzuciła go miażdżącym spojrzeniem – o dość obniżonym standardzie, w końcu miała do dyspozycji jedynie cieplutkie, brązowe oczy Jamesa.
– Między wymyśleniem CZEGOŚ, a wymyśleniem czegoś MĄDREGO jest jednak pewna różnica – zauważyła.
Mężczyzna prychnął. Po chwili jednak cos przyszło mu do głowy.
– Ale…
– Co ale?
– Bo ty… no wiesz… Ja…
– Wykrztuś to z siebie – warknęła zirytowana.
Na twarzy Wilsona (czy raczej Cuddy) zaczęły wykwitać czerwone plamy.
– Bo jak ja mam się umyć i ubierać i w ogóle?! – wybuchnął w końcu.
Cuddy osłupiała. Dopiero po chwili dotarło do niej o co mu chodziło. Poczuła, że też się rumieni.
– Nie! Nie waż się Wilson!
– No ale przecież muszę się myć, prawda? I nie mogę ciągle chodzić w tym samym… A jeśli tak zostanie na stałe? Musimy zacząć się przyzwyczajać – oświadczył autorytatywnym tonem.
– Tak NIE zostanie, a ty NIE możesz na mnie patrzeć ani dotykać! – zaprotestowała z pewnością – której wcale nie czuła – w głosie.
– To co proponujesz?
– Nie wiem… Zawiązuj sobie oczy? I pamiętaj, że mogę cię wykastrować – zastrzegła na wszelki wypadek.
Otworzył szerzej oczy.
– Nie zrobiłabyś tego…
Rzuciła mu spojrzenie, mówiące „a jak sądzisz?”
Odetchnęła głębiej.
– Przepraszam. Zaczęłam panikować.
– Nic się nie stało – mruknął Wilson, czując się jak zaszczuty szczeniak.
– No tak… Ale pozostaje problem z tym co dalej? Musimy udawać, że nic się nie zmieniło. No wiesz raczej wątpię, żeby ktokolwiek uwierzył, że zamieniliśmy się ciałami…
– Tak, oczywiście masz rację – zgodził się onkolog. Po chwili jednak jęknąl z przerażeniem.
– Co? – zapytała zaskoczona Cuddy.
– House – odparł w odpowiedzi.
Rany, czemu wcześniej o tym nie pomyślała?!
– O cholera – mruknęła.
– Przecież on od razu zauważy zmianę charakterów.
– Oficjalna wersja?
– Zakład?
– Nie pójdzie na to. Przeszczep mózgu?
– Żartujesz sobie?
– Bardziej prawdopodobne niż zakład.
– Spróbuj mu to uzasadnić…
Cuddy pokręciła z rezygnacją głową.
– Oboje odkryliśmy, że jesteśmy homoseksualni i zamieniając się ciałami nie czujemy się takimi wyrzutkami społecznymi i w ogóle to ułatwia całą sprawę – zaproponowała.
Wilson parsknął śmiechem.
– On na to nie pójdzie.
– To sam coś wymyśl – oświadczyła naburmuszona.
– Zachowujmy się tak jakbyśmy byli tymi drugimi. W sensie… Staraj się z nim rozmawiać jak ja, a ja jak ty.
Cuddy rzuciła mu krytyczne spojrzenie.
– Doktor Cuddy, czy to nowy stanik?! – wykrzyknęła naśladując głos diagnosty.
– Ee… – Wilson oblał się rumieńcem. – Nie…
Lisa jęknęła.
– Jesteśmy spaleni…

cdn.


Ostatnio zmieniony przez scribo dnia Czw 18:00, 09 Lip 2009, w całości zmieniany 10 razy



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Nie 19:26, 21 Cze 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Będzie się działo.

Super. Od jakiegoś czasu czekam na coś lżejszego. Rozpoczęły sie wakacje, więc, ta forma i ten pomysły przy Twoim warsztacie, moze okazać się celnym strzałem.

Już nie moge doczekać się pierwszej reakcji Housa.



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Nie 22:01, 21 Cze 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

racja, ciekawe co zrobi house:]

moze nie zauważy zapytajnik



_________________


Całe ubranie z boskiej dłoni Ewel

ja i moja Żona jesteśmy jak palec w nutelli...
dopóki krem jest na palcu każdy ma ochotę go lizać.
ale jak tylko słodycz się skończy nikt nie zwraca na niego uwagi.
tak samo jest z nami.
rudix jest palcem, ann nutellą.
to Ona nadaje mu kształt i rozpala światło.

PostWysłany: Pon 9:40, 22 Cze 2009
rudix
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 04 Kwi 2009
Pochwał: 3

Posty: 370

Miasto: Szklarska. Poręba
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O qrwa... to się porobiło... ale będzie śmiechowo, jak house się będzie próbował dobrać do Wilsona w ciele cuddy... albo do cuddy w ciele wilsona! krzywy



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Pon 11:43, 22 Cze 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bardzo fajny pomysl na fik Very Happy

Ja tez jestem ciekawa co dalej bedzie sie dzialo! Czekam zniecierpliwiona na kolejna czesc Mr. Green



_________________
"Doing nothing is not a plan it is a specyficly lack of a plan"

PostWysłany: Pon 12:03, 22 Cze 2009
Betti
Chirurg dziecięcy
Chirurg dziecięcy



Dołączył: 13 Kwi 2009
Pochwał: 13

Posty: 2631

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

OMG!! Jeszcze tego nie było Laughing scribo, gratuluję pomysłu i czekam na kolejną część Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pon 14:09, 22 Cze 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

scribo, genialny pomysł Very Happy masz ogromną wyobraźnię, i gratuluję ci, a zarazem życzę więcej weny Smile



_________________

by cookieterror. (c)
We all make mistakes, and we all pay a price.

z własnej szafy. ; )

PostWysłany: Pon 18:01, 22 Cze 2009
cookieterror
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 23 Maj 2009
Pochwał: 3

Posty: 115

Miasto: Los Angeles
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziękuję wam wszystkim :* Specjalnie dla was następny kawałek Smile:

Odc. 2

(Cuddy : Wilson w ciele Cuddy; Wilson: Cudy w ciele Wilsona)
Doktor Gregory House przekraczał właśnie próg szpitala w celu rozpoczęcia kolejnego, jakże ekscytującego, dnia pracy. Nie spodziewał się, że tego dnia pojęcie „ekscytujący” zdecydowanie wyblaknie.
Dostrzegł Cuddy rozmawiającą z pielęgniarką z recepcji. Na jego usta szybko wypłynął pełen samozadowolenia uśmieszek.
– Doktor Cuddy, czy ten dekolt naprawdę staje się coraz większy?! Bawisz się w prostytutkę? – zapytał, rzucając jedną z codziennych uwag. Nic nowego. Czekał na szybką i celną ripostę, która, owszem, nastąpiła, ale nie z tej strony, z której się jej spodziewał.
– A ty w alfonsa? – rzucił przechodzący obok Wilson.
House zamrugał. Cuddy stała przed nim, lekko zaczerwieniona oraz widocznie nie zainteresowana słownymi gierkami. Nagle zmarszczyła brwi.
– Przyszedłeś wcześniej do pracy. Nie masz pacjenta, a nie uwierzę, że tak cię ekscytuje wizja kliniki. Więc… Coś się stało. Masz zamiar coś odkryć, bo który z twoich pracowników ma tajemnicę, albo chcesz pomęczyć Cu… mnie. W związku z tym, że ostatnio nie zrobiłam nic co mogłoby wywołać twoje zainteresowanie, zostaje twoja drużyna. Taubowi ostatnio świetnie się układa z żoną, więc wychodzi na to, że to Foreman i Trzynastka. No więc co takiego zrobili? – Cuddy z wyraźnym zadowoleniem zakończyła psychoanalizę.
House stał tam, otwierając oczy tak szeroko, że aż dziwne, że nie wypadły. Cuddy, która się z nim nie kłóci, nie przekomarza, za to analizuje i Wilson, który nie zatrzymał się żeby z nim pogadać tylko rzucił sarkastyczną uwagę… Coś było zdecydowanie nie tak.
– Ostatnio dziwnie się zachowują – powiedział ostrożnie.
Cuddy prychnęła.
– Sprecyzuj dziwnie.
– Ciągle szeptają po kątach, Trzynastka odmówiła alkoholu na imieninach Tauba, a wczoraj mówili coś o umówieniu wizyty.
Cuddy przewróciła oczami.
– No to faktycznie, bardzo dziwne, że nie chcą cię informować o swoim życiu prywatnym i szeptają, a to, że Trzynastka nie chciała szampania nie miało nic wspólnego z tym, że miała wtedy wirusa żołądkowego. A wczorajsza wizyta to badanie kontrolne Trzynastki – Cuddy w kilku zdaniach obaliła całą teorię spiskową House’a.
Diagnosta spojrzał na nią najpierw podejrzliwie a potem ze zdziwieniem.
– Zabierasz fuchę Wilsona. Poskarżę na ciebie, o – ogłosił, po czym pokuśtykał do windy.
Nie zauważył przerażenia jakie uwidoczniło się na twarzy Cuddy…

*
Oczywiście nie pukał. No bo po co? Z rozmachem otworzył drzwi gabinetu przyjaciela. Musiał natychmiast omówić z nim dziwne zachowanie Cuddy i jego poranną wypowiedź.
Wilson uniósł wzrok znad karty pacjenta. Spojrzał na niego spod uniesionych brwi. House wygodnie usiadł na kanapie.
– Myślę, że Cuddy kogoś ma – oznajmił ni z tego ni z owego.
Wilson upuścił długopis.
– Naprawdę – potwierdził rewelację House. – Zaczęła mnie analizować. I wszystkich w koło też. To oznacza dwie rzeczy: albo to jakiś nowy sposób by mnie rozpracować i zmusić do pracy w klinice… (Nie sądzisz, że po dwudziestu latach powinna dać sobie spokój?) Albo znalazła sobie kogoś i teraz nie chce, żeby coś się popsuł, więc analizuje go przez cały czas, żeby być taka, jakiej on oczekuje, a przy okazji te analizy albo weszły jej w krew, albo po prostu je ćwiczy – zakończył swój wywód House.
Wilson uniósł brwi.
– Świetnie. A co ja mam do tego?
House’a zatkało.
– Nie interesuje cię to? Ani odrobinkę?
– Nie.
– Ale dlaczego?
– Bo wiem coś, czego ty nie wiesz.
House zmrużył oczy. No tak to nie ma – zwyczajne chamstwo. Nie miał pojęcia w co oni pogrywali, ale to nie było zabawne. Przecież to była zagrywka w stylu Cuddy, nie Jamesa!
Mimo wszystko ciekawość zwyciężyła.
– I pewnie mi tego nie powiesz… – mruknął, pozornie niedbałym tonem.
– Dokładnie – zgodził się Wilson.
Greg odnotował dwie rzeczy. Po pierwsze, nie dał się podpuścić, a po drugie, wyglądało na to, że faktycznie nie ma zamiaru mu powiedzieć.
Wstał, obszedł biurko dookoła i stanął tuż za przyjacielem. Spojrzał na otwartą szufladę i już miał wyciągnąć rękę po leżące tam zwykle kanapki (potencjalni zakładnicy lub darmowa wyżerka) kiedy ze zgrozą odkrył, że ich tam nie było.
– A gdzie moje drugie śniadanie? – zapytał tonem urażonego dziecka.
– W niebycie – burknął.
House spojrzał na niego jeszcze raz.
– Kto ci zrobił pranie mózgu?! – wykrzyknął.
– Ten palant za kierownicą – odpowiedział James.
House zamrugał.
– Wilson… Czy ty coś piłeś? Albo może ćpałeś, co? Razem z Cuddy. Jak mogliście tak beze mnie, co? Za mocne nawet na amfę…
Wilson spojrzał na niego.
– House, jestem zajęty. Nie, nie powiem ci co wiem, czego ty nie wiesz. Nic nie brałem, jestem zmęczony. A teraz wiesz gdzie są drzwi. Ewentualnie może być okno – warknął poirytowany onkolog.
– A może być przewód wentylacyjny? – rzucił House.
– Jasne. A teraz idź już sobie.
Diagnosta spojrzał na niego podejrzliwie i posłuchała – opuścił gabinet z silnym przeświadczeniem, że coś jest nie tak. Że bardzo dużo rzeczy jest nie tak. I on zamierzał się dowiedzieć co to za rzeczy.

*
(Cuddy: Cudy w ciele Wilsona; Wilson: Wilson w ciele Cuddy)
Po pracy spotkali się u Cuddy – znowu. Miało to cos wspólnego z tym, że jej dom był większy, ale również z tym, że bezpieczniejszy. Istniało mniejsze prawdopodobieństwo wizyty House’a lub kogokolwiek innego.
Wilson odetchnął głęboko.
– Nienawidzę twoich szpilek.
Cuddy prychnęła.
– Nic nie mów. Ja dzisiaj zostałam zbesztana za nie posiadanie drugiego śniadania.
Wilson rozśmiał się.
– No tak, teraz to twój problem. Ale skupmy się może na tym wspólnym. Jaka jest wersja dla House’a?
– Myślałam o tym – przyznała Cuddy – i chyba mam pomysł. Już zaczęłam wprowadzać go w życie. Będziemy udawać, że coś jest, on będzie próbował zgadnąć co i z nas to wyciągnąć, ale mu się nie uda, bo tak naprawdę niczego nie będzie.
Wilson skinął głową z uśmiechem. Problem z głowy. Nie mieli pojęcia, że przez okno obserwuje ich diagnosta, zastanawiający się, co robią w jednym domu…

cdn.



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Sro 16:46, 24 Cze 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

jakby to powiedział Wilson
"interesting"

nawet very krzywy



_________________


Całe ubranie z boskiej dłoni Ewel

ja i moja Żona jesteśmy jak palec w nutelli...
dopóki krem jest na palcu każdy ma ochotę go lizać.
ale jak tylko słodycz się skończy nikt nie zwraca na niego uwagi.
tak samo jest z nami.
rudix jest palcem, ann nutellą.
to Ona nadaje mu kształt i rozpala światło.

PostWysłany: Sro 17:25, 24 Cze 2009
rudix
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 04 Kwi 2009
Pochwał: 3

Posty: 370

Miasto: Szklarska. Poręba
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No nie Very Happy Czytając, cały czas się śmiałam, swoją drogą chciałabym zobaczyć taką sytuację w realu Laughing



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Czw 11:35, 25 Cze 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

rudix napisał:
jakby to powiedział Wilson
"interesting"


Chyba raczej House. krzywy Ale to prawda, proszę, dalej...



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Czw 16:19, 25 Cze 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Do dzisiaj żyłam w przekonaniu, że nic tak nie poprawia humoru jak House. Moje przekonanie okazało się być jak najbardziej błędne - nie uwzględniłam, bowiem House'a w wersji: "w krzywym zwierciadle"! W Twoim wykonaniu to będzie hit - czuję to w kościach! Mr. Green

Wena życzę i czekam na kolejną porcję poprawiacza humoru!



PostWysłany: Czw 22:47, 25 Cze 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dziękuję za wena, dopadł mnie w ciemnym zaułku i nie puścił, dopóki nie stworzyłam następnej części Very Happy A zatem z dedykiem dla wszystkich komentującyc(:*) kolejna część ^^.

Odc.3

(Cuddy: ciało Wilsona; Wilson: ciało Cuddy)
– Mam plan – wzniosłym głosem oświadczyła Cuddy.
Wilson spojrzał na nią ponuro.
– Kolejny?
– Ten musi zadziałać.
– Ach tak…
– Wykrzesaj z siebie choć kapkę entuzjazmu, co?
– Niech będzie. Więc co to za pomysł?
Zamiast odpowiedzieć, Lisa pokazała mu dwa mikrofony i słuchawki. Wilson uniósł brwi.
– To na rozmowy z Housem – wyjaśniła. – Tak będzie myślał, że wszystko jest zwyczajnie. Kiedy będziesz z nim rozmawiać, mikrofon prześle to do mnie, a ja podam ci odpowiedź wprost do ucha. I na odwrót.
– Wiesz… To może nawet zadziałać… – zgodził się po dłuższej chwili James.
Uśmiechnęła się tryumfalnie.
– Więc wypróbujmy to.

*
(Cuddy: ciało Cuddy; Wilson: ciało Wilsona)
House wszedł do gabinetu przyjaciela.
– Jesteś z Cuddy! – rzucił oskarżycielskim tonem.
Wilson zakrztusił się kawą. Patrzył na niego i mrugał. A słuchawka milczała.
– Skąd ci to przyszło do głowy?
– Widziałem was razem – poinformował go Greg.
– Nie… Na serio? Ale to na pewno nie ma nic wspólnego z tym, że Rachel jest chora…
No właśnie – Rachel. To był ich wielki problem.
– Jest chora? – zainteresował się diagnosta.
– Przeziębienie – zbagatelizował Wilson. – Niemniej trzeba było jej pomóc.
Diagnosta spojrzał na niego podejrzliwie i wyszedł.

*
Zobaczył Cuddy przy szpitalnej tablicy ogłoszeń.
– Wieszasz propozycję matrymonialną? – zapytał z kpiną w głosie.
Cuddy milczała przez chwilę, przekrzywiając głowę w bok jakby czegoś słuchała.
– Podając się za ciebie – uzupełniła.
Na usta diagnosty wkradł się pełen satysfakcji uśmiech. W pewien sposób wszystko wracało do normy… Ale czy na pewno?
– I co napisałaś? Przystojny, genialny diagnosta poszukuje łatwej i pięknej partnerki życia?
Milczała przez sześć długich sekund.
– Nie. Zgrzybiały, arogancki dupek rozgląda się za porządną, surową, stawiającą ludzi do pionu kobietą. Podałam twój pager.
Jak na zawołanie, urządzenie zapiszczało. House spojrzał na Cuddy, zastanawiając się, czy przypadkiem nie mówiła serio. Na szczęście, okazało się, że to tylko Taub prawie uśmiercił pacjenta.
– Musze lecieć. Wiesz, ratowanie życia i te sprawy. Odgrywanie superbohatera…
Zdążył odwrócić się i odejść kilka kroków zanim dobiegła go odpowiedź Lisy:
– Tylko się nie potknij o swoją pelerynę!
House spojrzał na nią przez ramię. Coś tu nie grało. Wątpił, by mówiła z takim opóźnieniem przez czas wymagany do procesów myślowych, więc był w punkcie wyjścia. Nie miał pojęcia co się działo…

*
(Wilson: ciało Cuddy; Cuddy: ciało Wilsona)
– To nie działa – oświadczył Wilson.
Skinęła ponuro głową.
– Może zamiast prób ułatwienia sobie życia w obecnej sytuacji, postaramy się po prostu to życie przywrócić do porządku dziennego?
– Dobry plan – zgodził się Wilson. – A teraz sprecyzuj.
– No… Nie wiem… Rzućmy się pod samochód.
Rzucił jej krzywe spojrzenie.
– No dobra, to może nie najlepszy pomysł. Zostawmy go na końcu listy „do wypróbowania”. – Nagle uśmiechnęła się szeroko. – A teraz twoja kolej, żeby coś wymyślić.
Skrzywił się. Widać było, że już nad tym myślał.
– Może… Powinniśmy się pocałować? – wymamrotał niewyraźnie.
– Co takiego?! – wykrzyknęła Cuddy.
– To ta mnie drastyczna wersja – wyjaśnił.
Kiedy zrozumiała co miał na myśli, doszła do wniosku, że ten pocałunek to nie jest taka znowu najgorsza myśl.
Skrzywiła się lekko i spojrzała na niego uważnie.
– Dobra. Spróbujmy.
Wilson dalej stał tam z głupią miną… Zresztą Lisa też nie miała pojęcia jak się do tego zabrać. To znaczy, oczywiście, wiedziała jak się całuje, ale… z Wilsonem? Czy raczej ze sobą samą? To było coś… Niecodziennego.
Podeszła do niego niepewnie. Hmm… I co teraz? Czuła się, jakby szła na skazanie, a nie na pocałunek. Cóż…
Raz się żyje, nie? Pochyliła się i zbliżyła usta do ust Wilsona… Swoich ust… Pocałunek był delikatny, niepewny i bardzo krótki. Kiedy stwierdzili, że nie działa natychmiast się od siebie oderwali i odsunęli. Być może miało to coś wspólnego z tym, że każde z nich dopadły obiekcje przed całowaniem się z własnym ciałem.
– Nie wyszło – stwierdził oczywistość Wilson.
– I nie próbujmy jeszcze raz – mruknęła Cuddy. To było bardzo dziwne doświadczenie. Po chwili dodała jeszcze. – Tej bardziej drastycznej wersji też nie próbujmy.
– No tak – zgodził się James. – A teraz twoja kolej.
Rzuciła mu zmieszane spojrzenie. Zamienili się ciałami po tym, jak wypchnął ją z objęć śmierci… A może nie chodziło tam o śmierć, ale o wypchniecie?
– To w taki razie… Stań tam – wskazała mu palcem kąt pokoju, a sama skierowała się w drugi. – Na trzy zaczynamy biec – oznajmiła.
Wilson chyba zrozumiał co ma na myśli, bo skinął głową.
– Raz… Dwa… Trzy!
BUM! Zderzenie czołowe oboje przyprawiło tylko o ból czoła… i nic więcej. Nadal byli w tych samych ciałach. Zataczających się do tyłu i upadających na podłogę ciałach. Cóż, nie zawsze wszystko się udaje.
Tak się składa, że byli akurat w mieszkaniu Wilsona. Bali się, że u Cuddy House znowu będzie ich śledził. Nie bezpodstawnie zresztą, ponieważ Greg właśnie pukał do drzwi domu Lisy, chcąc wyciągnąć z niej wszystkie informacje. Nie do końca poszło tak jak się spodziewał. Drzwi otworzyła mu niania Rachel, która wyraziła ogromną radość, widząc go, poczym, zostawiła go sam na sam z dziewczynką, zanim zdążył zareagować. W drzwiach powiedziała, że jest umówiona i nie może tu czekać na doktor Cuddy aż się łaskawie pojawi.
Tak więc House został z głupią miną a twarzy i dzieckiem na rękach w domu swojej szefowej. Do listy dziwnych rzeczy dołączyła kolejna pozycja: dlaczego Cuddy zaniedbała swoje ukochane dziecko?!

cdn.



_________________
"Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć."

W. Wharton "Ptasiek"

PostWysłany: Pią 14:28, 26 Cze 2009
scribo
Kochanka klawiatury
Kochanka klawiatury



Dołączył: 25 Lut 2009
Pochwał: 12

Posty: 748

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kiedy przeczytałam ten tekst, to omal nie zakrztusiłam się ze śmiechu płatkami! Pomyślałam, że lepiej być nie może...

Cytat:
– Może zamiast prób ułatwienia sobie życia w obecnej sytuacji, postaramy się po prostu to życie przywrócić do porządku dziennego?
– Dobry plan – zgodził się Wilson. – A teraz sprecyzuj.
– No… Nie wiem… Rzućmy się pod samochód.


...znowu nie miałam racji! Mr. Green
Cytat:
– Może… Powinniśmy się pocałować? – wymamrotał niewyraźnie (...)
– Nie wyszło – stwierdził oczywistość Wilson.
– I nie próbujmy jeszcze raz – mruknęła Cuddy. To było bardzo dziwne doświadczenie. Po chwili dodała jeszcze. – Tej bardziej drastycznej wersji też nie próbujmy.



A może warto byłoby zrobić próbę wody i ognia? ;D



PostWysłany: Pią 16:06, 26 Cze 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Na szczęście, okazało się, że to tylko Taub prawie uśmiercił pacjenta.

hahaha

Jestem okropnie ciekawa, jaka będzie następna "próba" odzyskania swojego ciała Laughing



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 16:19, 26 Cze 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4, 5  Następny
Strona 1 z 5

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.07544 sekund, Zapytań SQL: 15