Aż do końca [ M ]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Aż do końca [ M ]

Więc ogółem chodzi o to, że mam spory zastój w "Silence...", chemię ogólną i nieorganiczną dyszącą w kark, głowę pełną pewnego idioty, gdzieś zgubiłam nazwę choroby z Kołysanki, zainspirowałam się opowiadaniem Idril Celebrindal, w skrócie: tam poniżej COŚ jest, ale co to jest, nie wiem. Ale da się czytać.
To trochę jak nędzny ochłap, ale niech będzie.
Nie wiem też, czy to Bułhakow powrócił... nie, nie powrócił, to pseudofilozoficzny bełkot jedynie.
Enjoy.







Aż do końca


1.
Jest taki świat, w którym Lisa Cuddy czeka na House'a, tego wysokiego, złośliwego mężczyznę, który jak żaden inny potrafił jej pokazać, że można robić rzeczy niemożliwe i poddawać się przy błahostkach. I że życie nie musi być proste i zaplanowane od początku do końca, że może mieć zakręty, a nawet nawroty, i ślepe uliczki, i równoległe alejki, i to wszystko to wcale nie jest jednoosobowy wyścig do nikąd.
Lisa czasem myśli, jak to będzie, kiedy wreszcie on przyjdzie i nie dopuszcza do siebie myśli, że to się może nie zdarzyć. Wyobraża sobie scenerie, sytuacje, gesty i słowa, ma w głowie kilka całkiem dobrych fraz i oczekuje na chwile, w których może ich użyć. Dokładnie planuje każdy uśmiech i każde spojrzenie, i stara się tłumić uczucie zawodu, kiedy po raz kolejny nic z tego nie wychodzi.
Lucas nic nie mówi, ale tym milczeniem daje jej ciche przyzwolenie i Lisa już nawet nie czuje wyrzutów sumienia, że traktuje go jedynie jako namiastkę… nawet nie namiastkę, Lucas jest po prostu kimś innym, Lucas uśmiecha się znad porannej kawy, zajmuje się Rachel, podsuwa zagubione hasła w krzyżówce, odgarnia jej włosy za ucho i w co drugą noc zaborczo i bez pamięci całuje jej szyję. Lisa wie, że to bez sensu, ale wie też, że tak jest, tak musi być, i nawet jej to odpowiada.
- Daj mi chwilę. – Lucas znika na moment w ich sypialni; po chwili wraca, już w płaszczu i z nikłą namiastką uśmiechu. – Już. Możemy iść.
Lisa chwyta torebkę, trzy razy sprawdza, czy wzięła telefon, i wychodzą, gdzieś, dokądś, to nawet nieważne, ważne, że jest mglisty, chłodny wieczór i niebezpieczeństwo na drodze wzrasta, ważne, że wciąż istnieją idioci, którzy nie zapinają pasów, ważne, że czasem zdarzają się cuda na świecie i może właśnie dzisiaj jest wieczór cudów, i coś dzisiaj się zmieni.
Parę sekund przed tym, jak wchodzą do restauracji, Lucas obraca się, patrzy na nią z niemym podziwem i wreszcie wydusza z siebie coś o jej sukience, jej urodzie, a może o jej oczach? i pochyla się, żeby ucałować jej czoło. Tak jak wtedy, gdy się spotkali po raz pierwszy, czuł się tak strasznie onieśmielony, że nie odważył się pocałować jej w usta – i wtedy, i teraz Lisie przychodzi do głowy, że to trochę śmieszne.
Za dobrych chłopców się wychodzi, ale kocha się podłych dupków i Lisa po raz kolejny odkrywa tę prawdę, kiedy delikatnie gładzi Lucasa po policzku i ignoruje ostry skurcz serca.
- Jesteś kochany – mruczy bez emocji i ten jeden wieczór uśmiecha się, tańczy i pozwala całować częściej niż zwykle, i prawie wierzy, że tak może być zawsze.
I choć dni cudów nie istnieją, ba, nawet wieczory cudów nie istnieją, okazuje się, że można ukraść parę godzin, w których wszystko na świecie ci sprzyja. Telefon burzy nastrój ostrym dźwiękiem, wypadek, formularze, administracja – to wszystko nieważne, Lisa szybko zabiera swój płaszcz, zabiera torebkę i dopiero przy wyjściu przypomina sobie, że jest jeszcze Lucas. Odwraca się, ale on ze spokojem na twarzy kiwa jej głową i przesyła całusa w powietrzu. Tak rozkosznie nieświadom. Tak zwyczajnie ufny.
Wszystko jest nieważne.
Nieważna jest nawet sprawa, z powodu której ją wezwali, ważny jest tylko podły dupek, który godzinę później stoi w drzwiach jej gabinetu i taksuje jej sylwetkę bezczelnym wzrokiem, który bez pardonu spogląda w jej dekolt i uśmiecha się sardonicznie, kiedy dostrzega, że nie ma na sobie stanika. Nikogo na piętrze już nie ma, nic prostszego – zamknąć drzwi, zasunąć rolety i odsunąć suwak sukienki, Lisa odchyla tylko głowę do tyłu i pozwala mu dotknąć ustami jej piersi. Pozwala mu tego wieczoru na wszystko i na jeszcze więcej, i kiedy potem zakłada z powrotem sukienkę, już wie, że będzie mu na to pozwalać, kiedy tylko będzie chciał. On wychodzi bez słowa, a ona wraca do domu, do Lucasa, ale w myślach już wyobraża sobie kolejny wieczór. I tak jest za każdym razem.
Nigdy nie przyznaje, że tak naprawdę wciąż jest sama. I nic nie zmienia się aż do końca.



2.
W innym świecie Lisa Cuddy z całej siły dociska pedał gazu i z gwałtownie trzepoczącym i jednocześnie dziwnie lekkim sercem próbuje sobie przypomnieć, jak dojechać do starego mieszkania House'a, bo to, do cholery, najwidoczniej tam musiał się zabunkrować ten podły dupek. Wieczór jest naprawdę ciepły i przyjemny, i to doskonały wieczór, żeby coś zmienić, żeby stać się innym człowiekiem, bo jeśli nie teraz, to kiedy? Lisa włącza kierunkowskaz, skręca i z cichym śmiechem ściąga pierścionek zaręczynowy z palca. Gdyby życie było tanim filmem, uchyliłaby okno i wyrzuciła go gdzieś daleko, najlepiej na moście, żeby wpadł do wody i popłynął gdzieś daleko. Ale w rzeczywistości po prostu odkłada go do skrytki i od razu przestaje o nim myśleć – to już skończone, to już za nią, teraz ostatnia prosta i nowe życie, nowe plany i nowe marzenia.
Zatrzymuje się i wysiada, z rozpędu trzaska drzwiami i śmieje się sama do siebie. Przygładza włosy i zdrapuje z policzka trochę zeschłej krwi – mój Boże, wciąż ma na sobie ten śmieszny różowy strój, ale czy to ważne? Serce wali jej jak szalone, głupie serce, uspokój się, bo dostaniesz zawału – a może to ja dostanę zawału? a ty się zatrzymasz i żadne z nas nie będzie wiedziało, co dalej. A dalej może być dużo, bardzo dużo.
Lisa nie może zapomnieć o tych wszystkich momentach, które dają jej nadzieję, i teraz odtwarza je w myślach, dodając sobie odwagi. Każda kłótnia i każda obelga, każdy jego pokrętny sposób na uprzykrzenie jej życia zamienia się w piękne wspomnienie, na moment wiara zamienia się w pewność i Lisa nie idzie, tylko frunie, śmiejąc się radośnie.
Drzwi są otwarte – ładne, dębowe drzwi, nigdy wcześniej tego nie dostrzegła – tak zwyczajnie, a może nawet nieco zapraszająco? W powietrzu unosi się niezwykłość i atmosfera czegoś nieodwracalnego. Powrotów nie będzie.
- Raz kozie śmierć – szepcze sama do siebie i wchodzi do środka, przedtem jeszcze raz poprawiając włosy. Jego mieszkanie jest ciche i trochę martwe, zionące zapomnieniem i smutkiem. Lisa stąpa ostrożnie pomiędzy meblami i rozgląda się wokoło z niepewnością. W końcu dochodzi do łazienki, zwabiona światłem, zwabiona ciężkim, zmęczonym oddechem, zwabiona nim, jak zawsze zresztą. Wzbiera w niej fala czułości – ach, gdyby tak mogła samym dotykiem przekazać mu, co czuje – a potem fala niepokoju, kiedy on wciąż leży z zamkniętymi oczami i spoconym czołem, i z dłońmi zaciśniętymi w pięści.
- Nie – rzuca w pustą przestrzeń i podbiega do niego, ale nie jest w stanie zmienić faktu, że jest półprzytomny, a wręcz otępiały, że przybyła za późno, za późno dla niego i za późno dla siebie samej, że nic nie pomoże ściśnięcie jego dłoni ani nawet wzięcie go w ramiona. Lisa wstaje, odwraca się i wychodzi, z wzrokiem zatopionym w nicości. Wyciąga telefon i wybiera numer pogotowia, jej głos brzmi nienaturalnie czysto i spokojnie, biorąc pod uwagę jak bardzo martwa jest w środku.
W jednej sekundzie wszystko znika z jej świata, on znika z jej świata na bardzo, bardzo długo, na tak długo, że kiedy mimochodem wspomina o nim, skrupulatnie kryjąc ból w sercu, pielęgniarka potrzebuje kilku sekund, żeby przypomnieć sobie, o kogo chodzi. Wszystko staje się złudzeniem, iluzją nieistniejącego świata, więc kiedy przypadkiem mijają się na ulicy, Lisa dopiero po chwili zatrzymuje się i odwraca, i spogląda za nim, w spokoju smakując myśl, że jej nie rozpoznał. Spogląda na jego plecy, na lekko przekrzywioną sylwetkę i próbuje nie zastanawiać się, kim teraz jest i jak potoczyło się jego życie.
Nie woła za nim, wierząc, że dla dwojga ludzi w życiu istnieją tylko chwile – a ich chwila minęła.
Nigdy nie przyznaje, że tak naprawdę wciąż żałuje. I nic nie zmienia się aż do końca.



3.
Istnieje jeszcze inny świat, w którym Lisa Cuddy nerwowo wypala papierosa na podziemnym parkingu, kiedy nagle słyszy charakterystyczny stukot laski. Przymyka oczy i dusi przekleństwo, dusi też łzy, które podstępnie napływają jej do oczu. Zaciska usta i wyrzuca niedopałek, próbując nie myśleć, co teraz powiedzieć, jak zripostować, w jaką rolę wejść. Po raz pierwszy w życiu nie ma planu na następne kilkanaście minut i kiedy stukot laski ustaje, po prostu stoi z miną zbitego psa, z głową pochyloną nisko, z sercem ciężkim jak kamień.
- Hodujemy sobie raka płuc, hę? – rozlega się drwiący głos i nagle zdecydowane szarpnięcie za brodę unosi jej twarz do góry. – Jeśli tak bardzo chciałaś mieć zwierzaka, trzeba było poprosić, kupiłbym ci drugą Rachel.
- Wielkie dzięki, House – cedzi przez zęby, ale w jej głosie chyba słychać coś więcej, bo on odsuwa się nieco, a ironiczny wyraz znika z jego twarzy. – Tego mi właśnie teraz trzeba, twoich idiotycznych docinków, o, i może jeszcze jakiegoś szowinistycznego komentarza na temat moich cycków.
Przygląda się jej przez chwilę, jakby rzeczywiście szukał odpowiedniego komentarza dotyczącego jej piersi, ale nic nie mówi. Nieco bezczelnie taksuje jej biust, ale po chwili wraca do oczu i już nigdzie nie ucieka, a Lisie robi się gorąco.
- Zrobimy tak: ty obiecasz, że nie będziesz już palić, a ja zabiorę cię na kawę i ciastko, które następnie ci ukradnę i zjem sam – mówi całkowicie poważnym tonem. – Potem pojedziemy do mnie i będziemy się kochać aż do rana.
- Niech będzie kawa. – Lisa pociąga nosem i ociera oczy. – Przeżyję ciastko. Ale na nic więcej nie licz.
- Świetnie. To idziemy?
- Masz dyżur.
- Ty też. Chodź, idziemy. I dawaj tę paczkę.
Lisa sama nie wie jak, ale po chwili siedzi w małej kawiarence za rogiem, a gorąca kawa rozpuszcza wszystkie jej smutki. Mały kawałek szarlotki spodziewanie znika z jej talerzyka, on siedzi obok z anielską miną na twarzy i okruszkami na koszuli, z głośników leci cicha muzyka. Przez moment wierzy, że wszystko będzie dobrze.
- Właściwie to się całkiem dobrze składa – odzywa się on, wodząc oczami gdzieś w przestrzeni. – Stąd jest bliżej do ciebie. I masz szersze łóżko niż ja.
- Gdybyś naprawdę chciał się ze mną przespać, wybrałbyś zupełnie inną metodę. – Lisa uśmiecha się ponuro, trochę z żalem, a trochę z rozbawieniem. – Zaprosiłbyś mnie na kolację i poudawał człowieka, choć przez chwilę.
On prycha pod nosem i na moment ucieka spojrzeniem gdzieś w stronę jakiejś zgrabnej dwudziestolatki, ale potem znów wraca i Lisa wie, że on się nigdy dla nikogo nie zmieni, i ona nawet nie chce, żeby się zmieniał.
Za drugim razem lądują w innej kawiarni i tym razem ciastko nie znika z talerzyka, a zamiast kpiącego uśmiechu Lisa dostaje na pożegnanie lekkie muśnięcie ust, które pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi, mętlik w głowie i drżenie kolan. Za trzecim razem jadą do niej i kochają się aż do rana, i żadne z nich nie wierzy, że to może być takie proste – ale jest, nawet za czwartym, piątym i szóstym, i każdym kolejnym razem. On zawsze wraca – i Lisa uczy się przymykać oczy na wiele rzeczy, uczy się przebywać z nim i balansować na krawędzi, tylko po to, by po chwili roześmiać się, machnąć ręką i rozpętać burzę, wspiąć się na palce i uspokoić ją jednym pocałunkiem.
Nigdy nie przyznaje, że tak naprawdę niczego więcej nie chce. I nic nie zmienia się aż do końca.



_________________

In 30 years, kids as young as 6 or 7 will be sitting in classrooms hearing that women didn’t always have the rights to their own bodies and how boys couldn’t marry boys and girls couldn’t marry girls and they’re going to be as confused and disturbed as when we first learned about slavery and Black Codes.

PostWysłany: Pią 22:51, 18 Lut 2011
Shitzune
Katalizator Zbereźności



Dołączył: 07 Kwi 2009
Pochwał: 47

Posty: 10576

Miasto: Graffignano
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Nowy fick Shee *raduję się*
Lubię Twój styl pisania. Jest wyjątkowy. Pokazujesz kompletnie inaczej Huddy, niż większość pisarzy. Powiem, że bardzo dobrze Ci to wychodzi.
Większość z nas słodzi, jednak Ty ukazujesz, to jakim ono jest/było/będzie. I Chwała Ci za to. Very Happy
Mam dylemat. Wszystkie odsłony mają to coś. W pierwszy, widać Anty-luddy, które niezmiernie mnie cieszy. Podoba mnie się też cierpiąca Lisa.
Druga, to mój mały faworyt. Gdzieś podświadomości wiem, że nieszczęśliwe Huddy, niespełniona, skrywane jest moim marzeniem. Jestem sadystą i lubię, kiedy bohaterowie cierpią, szczególności psychicznie. Wtedy można ujrzeć najbardziej skrywane słabości. A końcówka miażdżąca <3.
Trzecie, jest taka hm...Happy. Patrząc, realistycznie wybieram tę! Wyważone, z wyczuciem, bez słodzenia, Huddy takie, które powinno być Wink.

Gratulację miniaturki i czekam na więcej Tworków w Twoim wydaniu.



_________________

„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”

PostWysłany: Pią 23:31, 18 Lut 2011
Guśka_
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 16 Kwi 2010
Pochwał: 42

Posty: 6652

Miasto: Mrągowo
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.07350 sekund, Zapytań SQL: 14