Bajuchy
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bajuchy




Bajucha pierwsza: A beautiful lie

Nie tak daleko, nie za siódmą górą ani za siódmą rzeką, bo w gabinecie Wilsona Gregory House chował się przed długim ramieniem sprawiedliwości Cuddy. Gdyby mógł, pozamykałby przychodnie i wypędził wszystkich pacjentów z cieknącymi nosami i urojonymi nowotworami gdzie pieprz rośnie, ale nie był Bogiem.
- Cholera, przegapiłem casting na jego miejsce… - Siedział w najlepsze na żółtej, terapeutycznej kanapie wcinając śniadanie swojego najlepszego, bo jedynego przyjaciela.

Po półgodzinnej bezczynności zaczął kuśtykać po maleńkim pokoiku i przeglądać wszystkie szuflady biurka. Znalazł stosy dokumentów, zgniłego banana i zepsuty długopis. Był zawiedziony, choć tak naprawdę nie spodziewał się odkryć planów zamachu na brytyjską królową czy rozbieranych zdjęć pani administrator. Po godzinie, kiedy połykał ostatnią tabletkę, zaczął bawić się pustym pudełeczkiem i zastanawiać, gdzie podziewa się jego Temida obleczona w togę (czyt. Cuddy w skąpym sweterku). Pierwszy skurcz w nodze złapał go, kiedy przymierzał się, by prześlizgnąć się do swojego gabinetu przez balkon.
- Jasna cholera… - Masaż niewiele pomógł, ale przynajmniej mógł chodzić. Spróbował jeszcze raz i tym razem skurcz powalił go na podłogę. Nie miał siły by wstać. Nie obchodziło go to, że Cuddy może czaić się tuż za drzwiami. Doczołgał się na kanapę i położył na niej.
- Dobra, będę uczciwy. – Spojrzał w sufit. – Słyszałeś? Albo słyszałaś? Kimkolwiek jesteś... – Wstał i zrobił parę kroków. – Wow. Magia.

Lecz wystarczyło, ze zbliżył się do balkonu, a poczuł silny ból.
- Dobra, dobra, poleciałem w kulki, rozumiem aluzję! Cholera jasna, żartowałem… Nie wolno czy co?! - Podszedł do drzwi i otworzył je. I stał się kolejny cud – korytarz był pusty. Zadowolony był z tego, że przechytrzył samego Boga – To dopiero osiągnięcie!, pomyślał. Lecz kiedy zaczął odtwarzać w głowie hymn na cześć swojej przebiegłości, drogę zastąpił mu złowrogo wyglądający James.

O laboga…, pomyślał House i wyminął go znowu się ciesząc w duchu. Lecz wystarczyło jedno zdanie, by się zatrzymał.
- Cuddy… Miała wypadek.
Lisa Cuddy! Okropna i zła czarownica!

Coś w nim pękło.
Nie, to nie była gumka od majtek.
Ani żadna z tych rzeczy.

Powaga zastąpiła miejsce wszechobecnej pogardzie dla świata i egoizmu. Pochylił głowę w geście pokory. Niestety, nie miał wora pokutnego ani popiołu, by posypać sobie głowę. Jego mózg pracował na zwiększonych obrotach. Myślał, myślał, czas stanął w miejscu.

Przypominał sobie każdą chwilę, tak ulotną, naznaczoną jej obecnością. Wystarczyło, że podniósł głowę, a mógł wyczuć jej zapach. Wiedział od zawsze, że granie serenad czy deklamowanie wierszy nie tylko nie zrobi na niej żadnego wrażenia, ale także nadszarpnie jego opinię niezrównanego w swych zasługach, nieczułego i cynicznego pogromcy potworów (czyt. chorób wszelkiego rodzaju i gatunku), z której był tak dumny. Głos Jamesa dobiegał do niego jakby z daleka. W końcu otrząsnął się z zamyślenia.
- Gdzie ona jest?
- Na izbie przyjęć.
- Jak do tego doszło?
- Miała wypadek samochodowy. Myślała, że jesteś w domu, więc tam pojechała. Była bardzo zdenerwowana…
- James był blady jak ściana.

Głupia!, pomyślał House. Dlaczego nie szukała mnie w szpitalu, tak jak zwykle?
Nie wierzył w coś takiego jak wyrzuty sumienia. Jednak jakieś potworne myśli gryzły go i nie dawały spokoju. Dlaczego pojechała do jego mieszkania? Złościło go to wszystko, a zarazem okropnie smuciło. Bo wiedział co, a raczej kto, był powodem jej zdenerwowania.

Weszli na izbę przyjęć. Panował tam okropny ruch. Serce Grega zadrżało z emocji.
Wszystkie łóżka były puste.
Umarła.

To nie mogła być prawda. Wilson spuścił głowę i poszedł za nim.
To było tak, jakby niebo runęło mu na głowę. Kara od bogów.
Poszedł do swojego gabinetu pragnąc wyciszenia. I wtedy ujrzał ją. Objawienie…?

Lisa stała pośrodku pokoju z założonymi rekami i nietęgą miną.
House przybrał głupią minę, niczym jakiś królewski błazen. Myślał, że to sen. James wkroczył za nim i zamknął za sobą drzwi.
- Wy…
- Małe kłamstwo nie zawadzi, jeśli chce się coś osiągnąć.
– Cuddy podeszła bliżej. Widziała w jego oczach gniew, strach… I ulgę. Zaczęła się bać. – Nic Ci… - Greg nagle przygarnął ją do siebie, najmocniej jak potrafił. Przymknął oczy dziękując w duchu, że Lisa jest bezpieczna. Po chwili puścił ją, przybrał najsurowszy wyraz twarzy i wydarł się na całe gardło. Tak, by wszyscy słyszeli, nawet w najciemniejszych lochach i najwyższych niebiosach:
- Czy wyście pogłupieli?!



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Pią 17:44, 08 Maj 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ciekawy pomysł, bardzo zabawne

Cytat:

Coś w nim pękło.
Nie, to nie była gumka od majtek.
Ani żadna z tych rzeczy.


hihihihi, podoba mi sie Twoje poczucie humoru. A żarcik iście sztanski.

(tylko irytujące wyboldowanie dialogów - niestety lata studiów przykuwają moja uwage do podkreslen i boldów i zanim dosżłam do konca, znałam już wszystki dialogi)


Ostatnio zmieniony przez T. dnia Pią 18:44, 08 Maj 2009, w całości zmieniany 1 raz



_________________

PostWysłany: Pią 18:35, 08 Maj 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Po godzinie, kiedy połykał ostatnią tabletkę, zaczął bawić się pustym pudełeczkiem i zastanawiać, gdzie podziewa się jego Temida obleczona w togę (czyt. Cuddy w skąpym sweterku).

Cytat:
Lisa Cuddy! Okropna i zła czarownica!

hahaha
Pinky, czekam na następną "bajuchę" Mr. Green



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 18:40, 08 Maj 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dawaj dawaj Pinkywykrzyknik Napaliłam się na kolejne bajuchy!wykrzyknikwykrzyknik!



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Pią 20:55, 08 Maj 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

super Pinky czekamna cd :*



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Sob 8:07, 09 Maj 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bajucha druga: Księżniczka na ziarnku goryczy

Zaledwie tydzień po tym jak Cuddy i Wilson mieli czelność okropnie sobie zażartować z najlepszego diagnosty, w szpitalu wybuchła epidemia grypy. House siedział w swoim gabinecie dumny jak paw i przypisywał sobie całą mroczną chwałę za ten okrutny czyn, jak gdyby to on zaraził wszystkich.

Zapytacie, czemu nie wyszedł do holu lub do gabinetu Cuddy, by cieszyć się swoim „chorym” zwycięstwem? Otóż po pierwsze, nie był na tyle głupi by wyłazić na światło dzienne i zrzucać na siebie wszystkie podejrzenia, a po drugie, nie chciał się zarazić.

Po raz kolejny w tym dniu wyobraził sobie smarkających i prychających ludzi w białych kitlach z wystającymi chustkami z kieszeni. Tym razem nie próbował wyskakiwać przez okno czy balkon poza swój gabinet, bo aż za dobrze pamiętał swoją ostatnią rozmowę z siłą wyższą. Znowu nikt go nie szukał, lecz tym razem bardzo mu to odpowiadało. Miał pewność, że nikt z niego nie zażartuje, bo nawet oficjalnie oznajmił mu to James, kiedy przyszedł parę dni temu, jeszcze nie tknięty chorobą, i spokojnie wytłumaczył o co mu chodzi:

- Ty psychopato! Co Ci strzeliło do głowy, żeby zarazić wszystkich grypą?! To była zemsta?! Nie martw się, już ani razu nie targniemy się na twoją wyobraźnię ani życie psychiczne! Mogłeś zabić wszystkich pacjentów, idioto!
- Dość tych komplementów! Chciałbym, ale niestety to nie ja przyniosłem wam to gówno do szpitala i to nie dzięki mnie, ale ku mojej uciesze, łazicie i robicie z siebie pośmiewisko! A teraz wynoś się, bo nie chcę być chory! – odpowiedział grzecznie House i wypchnął Wilsona ze swojej twierdzy za pomocą berła (czyt. laski).

Tymczasem Cuddy w swojej fortecy opracowywała plan udobruchania potwora zwanego grypą. Dysponowała naprawdę małą garstkę żołnierzy, a biorąc pod uwagę fakt, że jej jedyny poplecznik w całym królestwie, James, został niedawno również przez niego pożarty, nie miała zbyt imponującej przewagi. W duchu liczyła, że uzyska pomoc od przebiegłego szlachcica mającego sławę pogromcy takich rzeczy, jak ten zmutowany szczep grypy, ale wiedziała, że to płonne nadzieje. Uraziła jego męską dumę i nie miała pojęcia jak ma go przekonać, by wsparł ich swoim działaniem. Właściwie to łatwiejsze wydawało się opanowanie grypy niż złagodzenie gniewu House’a. Z drugiej strony jej kobieca intuicja podpowiadała: To przebiegły i zły mężczyzna! Zesłał na nas zagładę, by się zemścić!.

Jej gniew zaczął wzbierać na sile. W końcu powiedziała sobie Raz kozie śmierć!, założyła plastikowy, ochronny płaszcz, maskę i opuściła swój zamek wkraczając do siedliska choroby siejącej zniszczenie niczym wielki ogień. Osłoniła się przed atakiem niewidzialnych żołnierzy zmutowanej armii i poszła w kierunku terytorium szlachcica-pogromcy. Nagle drogę zastąpił jej Wilson, kolejna ofiara Złego. Wyglądał jak człowiek, którego dotknęły wszystkie egipskie plagi. Miał obłęd w oczach. Chciała uciekać, lecz złapał ją wpół.

- Wilson, do cholery, puść mnie!
- To niesprawiedliwe, żebym tylko ja cierpiał. – Zerwał jej maskę z twarzy. Cuddy poczuła, jak zmutowany wirus czyni zmasowany atak na błony śluzowe nosa. Po kilku chwilach odwróciła się twarzą do Jamesa.
I stało się. Była kolejną ofiarą. Zaśmiał się złowieszczo.
- A teraz pora na odwet...

Podążyli w kierunku bram twierdzy siąpając nosami i pokasłując. A Gregory nawet nie przewidywał czyhającej na niego zagłady. Ba, uważał nawet, że nie są w stanie zaszkodzić mu po raz kolejny, a jego genialny czujnik, w którego legendarne istnienie wątpili nawet najbardziej cyniczni mieszkańcy tego królestwa, zwany Wielkim Przeczuciem, pilnował go aż za dobrze. Nie wiedział jednak, że pomimo niełaski, jaką sprowadziła na siebie księżniczka w jego oczach, nie jest bezpieczny. Jego mroczny umysł tak zatopił się w samozachwycie nad sobą, ze House nie usłyszał niebezpiecznych odgłosów wydawanych przez zbliżających się popleczników potwora.

Nagle wrota zostały rozwarte. Cuddy i Wilson wprowadzili w ten sposób do środka niewidzialne, zmutowane zastępy. House z przerażeniem obserwował jak ta dwójka coraz bardziej narusza jego przestrzeń. Odezwał się w nim buntownik. Skoczył na równe nogi i zakrzyknął gromkim głosem:

- Wypad mi stąd! Ale już!

Lecz księżniczka nie dawała za wygraną. Jej gniew był coraz bardziej widoczny, lecz on się nie bał. Osłonił twarz szatą i cofnął się przed zbliżającymi zarażonymi. Poczuł za plecami szybę. W głowie zakiełkował mu pomysł, a jego nogę złapał skurcz. Wyrzucił z siebie stek przekleństw, które chwilowo zatrzymały wrogie siły na posterunkach dając mu czas na ucieczkę. Jednak sam zapędził się w kozi róg. Drzwi gabinetu obok były zaryglowane, a wrót tego pokoju pilnował James - niegdyś jego przyjaciel. Greg stanął na środku pokoju. Nie miał zamiaru rezygnować, ale wiedział, że i tak został pokonany.

Obserwował mętnym wzrokiem Wilsona, potem obrócił się w kierunku Cuddy.

Był zły.

Cofała się powoli pod ścianę. W końcu House zmarszczył brwi i siarczyście kichnął. Na nią. Wszelka wydzielina poleciała na administratorkę. Z obrzydzeniem patrzyła na diagnostę, który spokojnie wytarł nos, usiadł w swoim fotelu i zaczął bawić się piłką.

Wilson dosłownie turlał się po podłodze ze śmiechu i raz po raz próbował wydusić coś z siebie, lecz dobiegała do nich tylko zbitka słów, z której jedno zdanie wybijało się ponad wszystko i było powtarzane jak mantra:
- Osmarkał ją… Osmarkał ją…



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Sob 20:57, 09 Maj 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pinky! Wybacz, że dopiero teraz.

1 - cudnaaaa. Romantyczna, urocza, nie przesłodzona, House'owa.
serducho

2 - śmieszna. Świetnie Ci wyszło utrzymanie tego w tonie niemal wojennym, czytajac cały czas się uśmiechałam.

Zdecydowanie czekam na kolejne Bajuchy!
:*



PostWysłany: Sob 21:52, 09 Maj 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pierwsza bardziej mi się podobała... Mimo, że pomysł ze średniowieczną narracją genialny!



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Nie 8:11, 10 Maj 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bardzo mi się podoba ten pomysł dotyczący takiej narracji.

Cytat:
Tymczasem Cuddy w swojej fortecy opracowywała plan udobruchania potwora zwanego grypą

hahaha
Mam nadzieję, że następna bajucha już w drodze Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Nie 12:19, 10 Maj 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Bajucha trzecia: I will never be with you

Epidemia wyniszczyła wszystkich. Nawet House chodził po szpitalu jakiś wymizerowany i nie do życia. Przestał rozmawiać z Bogiem, nie podkradał kanapek Wilsonowi, a nawet nie komentował kształtów Cuddy, która była naprawdę zaniepokojona. Cały czas siedziała w swojej twierdzy i obgryzała paznokcie ze zdenerwowania.

Może dalej jest chory? Może ktoś go obraził?
Ale tylko pokręciła głową.
On nie jest taki.
To jaki jest? Czy ty na pewno go znasz…?
Oczywiście, że znam! Znam go jak…
Jak co? Jak każdy cal twojego pustego łóżka? Czy jak każdy milimetr łazienki, gdzie stoi tylko jedna szczoteczka do zębów?
Nieprawda. Bo jest jeszcze jedna.
Która?
Ta od muszli.
I ty myjesz nią zęby?
Musiała się roześmiać, lecz płacz szybko przeszedł w szloch.

Czekał. Jak śpiąca królewna na pocałunek księcia. Chciał się wybudzić z tej apatii, odrętwienia. Czul się jak jakiś Kopciuszek. Każdy z mężczyzn w tym szpitalu był jak jego zła, brzydka siostra. Nie miał odwagi, by wyjść i krzyknąć: Hej, to ja, Kopciuszek! Przybądź mój Książę! Mogłoby to chyba zostać źle odebrane…
Przestraszył na śmierć swoją wróżkę chrzestną (czyt. Wilsona), złe moce (czyt. zespół) sprawiły, że musiał się zamknąć w twierdzy i siedzieć tam, aż zły czar pryśnie. Wytrzymał pół godziny, potem godzinę i dwie. Kiedy z nudów zaczął pleść warkoczyki, przemógł się i pokuśtykał na korytarz. Czuł na sobie wzrok wszystkich osób. Może miał coś na twarzy? Potarł czoło ręką i zaczął powoli iść w kierunku gabinetu Wilsona. Już z daleka słyszał krzyki. Był ciekawy kto i o co toczy bój, a jego ciekawość jeszcze bardziej się wzmogła, gdy usłyszał swoje nazwisko.

- I myślisz, że ci się uda!
- James, musi się udać! To nie jest normalne!
- Od kiedy tak bardzo zaczęłaś się przejmować Housem?
- Zawsze się nim przejmowałam! Nie zauważyłeś, że jest jakiś nieswój?
- Zaraz, zaraz… Ty nie traktujesz go jak zwykłego pracownika.
- Wilson… Co ty insynuujesz?

W pokoju zaległa cisza. House podszedł bliżej, przyciskał ucho do drewnianych drzwi. Czekał, nie chciał uronić ani słowa.
- Ty go kochasz.
Poczuł pustkę, jakby odpłynęło z niego całe powietrze. Zły czar prysł. Wiedział już kto jest jego księciem.
Nie! Nie chodziło o Wilsona!
Słyszał jej oddech. Bał się odpowiedzi. Tak naprawdę nie chciał jej usłyszeć, lecz coś go tu trzymało.
- Wiesz, że nic z tego nie wyjdzie. Dlatego nawet nie chcę próbować. Nie z nim.

Poczuł się jak żelkowy miś, na którym ktoś usiadł. Taki rozpłaszczony, zgnieciony, niewart złamanego grosza. Wiedział już, że pocałunek księcia go nie wybudzi. Nawet wróżka chrzestna go zdradziła. Odwrócił się i pokuśtykał w stronę swojego gabinetu. Tam usiadł w swoim fotelu. Po chwili usłyszał stukot jej butów na korytarzu. Była coraz bliżej. Wstał i jak najszybciej wyszedł na balkon dokładnie zasuwając za sobą drzwi. Kiedy weszła do pustego gabinetu, po raz pierwszy od dłuższego czasu poczuł tę złośliwą radość. Znów był starym, niedobrym Housem. Podniósł głowę do góry i zapatrzył się w błękit nieba.

Jesteś złym strategiem. I gówno o mnie wiesz.
Wydawać by się mogło, że nawet Bóg się go boi.
Nie słyszał jak Cuddy otwiera drzwi. Dopiero kiedy położyła mu rękę na ramieniu, odwrócił się i popatrzył na nią.

- Czego chcesz?
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Rozbierz się.



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Czw 18:59, 14 Maj 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Strasznie mi się podoba, że każda Bajucha jest utrzymana w innym tonie - teraz przeniosłaś nas w świat bajek i wyszło rewelacyjnie.

Końcówka, łohoho... Razz
Czekam na dalszy ciąg, po takich słowach... Very Happy

I jeszcze fragment, którym zdobyłaś całe moje serce:

Cytat:
Może dalej jest chory? Może ktoś go obraził?
Ale tylko pokręciła głową.
On nie jest taki.
To jaki jest? Czy ty na pewno go znasz…?
Oczywiście, że znam! Znam go jak…
Jak co? Jak każdy cal twojego pustego łóżka? Czy jak każdy milimetr łazienki, gdzie stoi tylko jedna szczoteczka do zębów?
Nieprawda. Bo jest jeszcze jedna.
Która?
Ta od muszli.
I ty myjesz nią zęby?


Laughing Laughing Laughing



PostWysłany: Pią 9:11, 15 Maj 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mój banan na twarzy jest prawie jak chiquita. Po maturce z chemii Twoje bajki są dla mnie jak zbawienie Smile

Pinky napisał:
Poczuł się jak żelkowy miś, na którym ktoś usiadł. Taki rozpłaszczony, zgnieciony, niewart złamanego grosza. Wiedział już, że pocałunek księcia go nie wybudzi. Nawet wróżka chrzestna go zdradziła.


Najlepszy fragment... i z niecierpliwością czekam na więcej Smile



_________________

avek by moniia2311 banner by Ewel Smile

Anything boys can do...girls can do better Smile

PostWysłany: Pią 12:01, 15 Maj 2009
kineczka90
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 23 Kwi 2009

Posty: 52

Miasto: Poznań/ Świnoujście
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
- Czego chcesz?
- Mogę ci jakoś pomóc?
- Rozbierz się.

Łooboszz Laughing Ja chcę następną bajuchę Mr. Green



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 15:16, 15 Maj 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

fantastyczne bajuchy czekam z niecierpliwoscia na dalesaze:)pozdrawiam



_________________

PostWysłany: Nie 9:25, 17 Maj 2009
janeczka85
Stomatolog
Stomatolog



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1
Ostrzeżeń: 1

Posty: 576

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Pinky napisał:
Wiedział już kto jest jego księciem.
Nie! Nie chodziło o Wilsona!


Pinky napisał:
Poczuł się jak żelkowy miś, na którym ktoś usiadł. Taki rozpłaszczony, zgnieciony

To sa fragmenty, które wywołały u mnie uśmiech. Śiwtnie Pinky! Coraz lepiej



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Nie 20:57, 17 Maj 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.15991 sekund, Zapytań SQL: 14