Świat się pomylił

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świat się pomylił

[img]
[/img]

Mój nowy fick Smile mam nadzieje, że będzie sie podobał

Part I Świat się pomylił

Lisa House zakaszlała. Wilson przyłożyła słuchawkę do pleców szefowej.

-Oddychaj głęboko- powiedział. Po chwili potrząsnął głową. Delikatnie odwróciła twarz do Lisy.
-Rzadko się zdarza taki nieżyt oskrzeli- stwierdził. –jeszcze chwileczkę, proszę.-przyłożył słuchawkę do piersi Lisy.-Jak już powiedziałem- ciągnął- musimy uzbroić się w cierpliwość. Dam ci leki. Powiedz mi, bolą cię czasami piersi?
-Ach, z powodu obrzmienia?- spytała Lisa z udaną beztroską.- Nie nazwałabym tego bólem, ale czasem… mam uczucie napięcia.
-Tak, to normalne- uśmiechnął się Wilson .-Ale czy jesteś pewna, że chodzi tylko o nabrzmiały gruczoł? Mnie się wydaje, że to może być guzek. Chciałbym Cię jeszcze raz zbadać.
Lisa jednak się ubrała.
-To nic groźnego- powiedziała- Wierz mi, nieraz już to miałam. Samo przejdzie.
- Nie sądzisz, że to ja jestem specem od diagnozowania nowotworów i jestem twoim przyjacielem?
- Nie ma czego diagnozować James- ucięła zdecydowanie Lisa.- Ja też jestem lekarzem!.

Wilson westchnął cicho i wypisał lekarstwo.

- Mimo to niepokoję się. Będę Cię obserwował.

Lisa uśmiechnęła się i wyszła.

***
Wilson był zaniepokojony stanem Lisy. Jeśli podejrzenia się potwierdzą, sytuacja będzie niewesoła.
Była pora lunchu. Postanowił wykorzystać sytuacje i pogadać z Housem o Lisie.
- House, idziemy na lunch, ja stawiam?
- Jak tak, to zawsze. I uśmiechnął się.
-Wiesz, że Lisa ma uporczywy kaszel?- zaczął Wilson
-Przecież była u lekarza rano?- House był zdziwiony.-zawsze była najzdrowsza w całej rodzinie.
-Naprawdę? A jest taka delikatna.- mówi Wilson
- Może…..
- Jej ojciec miał chore serce, tak?- zapytał Wilson
-No, a co mnie tak wypytujesz?
-A matka?- kontynuuje Wilson.
- O ile wiem, zmarła w wieku 43 lat.
- 43 ! Bardzo młodo- zauważył Wilson.
-Tak, miała raka piersi- mówi House, trzymając kanapkę.

Wilsona przeszedł zimny dreszcz.
-House, musisz Lisie powiedzieć, żeby dała mi się zbada. Podejrzewam u niej guza. To może być dziedziczne, sam przecież wiesz.



***
Za oknem było już ciemno kiedy House wracał do domu. Przekręcił klucz w drzwiach. Był zdenerwowany dzisiejszą rozmową z Wilsonem.

-Jestem – zawołał House
Mała dziewczynka podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona.
- hooohooo, witam moją księżniczkę. I pocałował ją w policzek- gdzie jest mamusia ? – zapytał się córeczki Greg
-Mamusiu, tata psysedł- krzyczy szczęśliwa Rachel.
-Słyszę-odpowiada Lisa.-Jestem w kuchni.
Greg poszedł do kuchni.
-Musimy porozmawiać- zaczął
- O czym?
-Martwię się o ciebie?
- Nie ma powodu-powiedziała.
-Sama wiesz najlepiej, że jest. Rozmawiałem z Wilsone.
-Rozmawiałeś z nim na mój temat?- w oczach Lisy pojawił się gniew.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś, ze bolą cię piersi?
-Skąd ci to przyszło do głowy?- chwila milczenia- zgoda, mam nabrzmiały gruczoł, ale co w tym złego?
- Wiesz, tak dobrze jak ja, że prawdopodobnie nie jest to nabrzmiały gruczoł- powiedział łagodnie House twoja matka zmarła na raka piersi, przecież ta choroba może być dziedziczna!
-Wiem Greg!- nie wytrzymała i podniosła głos- robiłam wcześniej badania i nic mi nie jest.
Nie mam nic więcej do powiedzenia na ten temat- oświadczyła Lisa, ucinając rozmowę.

Przez resztę wieczorów nie odezwali się do siebie słowem.
***
House wyszedł wcześnie do pracy, nie mógł spać, ciągle tylko myślał o ich wczorajszej rozmowie. W czasie lunchu Wilson przyniósł im coś z bufetu. House nie był w stanie nic przełknąć. Choć starał się uczestniczyć w rozmowie, myślami był gdzie indziej.
- Nie smakuje ci?- zaczął Wilson
- Skąd, dobre jak zawsze…….martwię się o Lisę Nie chce się przebadać.
- Nie chce wiedzieć, co jej dolega?
-Nie. Nawet nie chce na ten temat rozmawiać.
-Uważa, że samo jej przejdzie?- zapytał Wilson
- No chyba tak- mówi House
- Nie boi się, że to może być coś poważnego?
-Na pewno bardzo. Przez pół nocy się kręciła. Ale jeszcze bardziej boi się prawdy.
-Co zrobisz?- mówi Wilson
-Nie wiem. Przecież nie zaprowadzę jej siłą.
***
Lisa siedziała pochylona nad zawalonym biurkiem. Miała tyle pracy. Cieszyła się, bo nie musiała myśleć o kłótni z Gregiem. Nagle…. ktoś wchodzi do jej gabinetu.

-Greg, nie mam czasu jestem zawalona robotą..
-Widzę, ale pięć minut cię nie zbawi, a ja muszę z tobą porozmawiać.- chwila milczenia- jesteś na mnie zła, za to co powiedziałem wczoraj, tak? A ja……ja boję się, że mógłbym cię stracić
-Jestem zła, bo z powodu głupiego kaszlu wyciągasz przedwczesne wnioski.

House podszedł do Lisy. Ujął jej dłonie.

-Liso- powiedział błagalnie-Twoja mama umarła na raka piersi. Nie możesz lekceważyć choroby.
-Greg..
-Proszę cię, daj się zbadać Wilsonowi. A jeśli już nie chcesz zrobić tego dla siebie, zrób to dla mnie i Rachel.
***
Pukanie do drzwi.
-Proszę- mówi Wilson.-To ty!- zawołał-dobrze, że przyszłaś.
-obiecałam Gregowi- wyglądał na lekko zakłopotanego- prosił, byś mnie zbadał.

Wilson wskazał Lisie krzesło, sam usiadł naprzeciwko niej, za biurkiem.
- A więc myślisz, że to może być rak?- lisa przeszła do rzeczy.
-Cóż, to może być równie dobrze nowotwór złośliwy jak i łagodny- odparł
-Jeśli to guz……- zaczęła Lisa
-Trzeba będzie go usunąć wraz z otaczającą go tkanką.
-To znaczy, że.. -Lisa przerwała na chwilę- że trzeba będzie usunąć pierś?
-Niestety- odparł Wilson
-Nie! Na to nie pozwolę !- cofnęła się.
- To twoja jedyna szansa-tłumaczył Wilson-jeśli guz zostanie usunięty będziesz żyła. W przeciwnym razie….- nie dokończył.
-Wislon będę dziwadłem. Zawsze byłam dumna ze swojej figury.
-Możemy zrobić, sztuczną pierś, nikt nic nie pozna.
-Ale to będzie dla mnie zupełnie coś nowego. A dla Grega przestanę istnieć- Lisa podniosła głowę.- wykarmiłam Rachel moją piersią. Czy potrafisz sobie wyobrazić, co to znaczy?
-Wyobrażam sobie doskonale, jakie to musi być dla ciebie trudne. Ale jaka cena byłaby za wysoka za ratowanie życia?
- Jak to będzie po operacji?- Lisa ścisnęła nerwowo dłonie
-Być może z początku nie będziesz mogła swobodnie poruszać prawą ręką ale to minie. A jeśli chodzi o pierś pozostanie tylko blizna- Liso nie ma na co czekać zróbmy badania i zobaczymy. Może się okazać, że jestem w błędzie.
- Dobrze- odpowiedział Lisa i wyszli razem z gabinetu.
***
House przez cały czas był przy żonie, bardzo się denerwował, Gdy po badaniach czekali w pokoju Wilsona, cały czas trzymał Lisę za rękę.

30 minut później do pokoju wszedł Wilson.

-I co?- zaczął House.
-Nie…….stety to guz. Przykro mi kochani.
Lisa, aż zadrżała.
- spokojnie, damy rade- uspokoił ukochaną.
- Musimy operować- zaczął Wilson

Lisa czuła się jak w jakimś śnie, nie mogła się poruszać, mówić, nie czuła nic tylko te słowa „nieeeestety”. Jej świat się zawalił. W głowie kłębiły się pytania: dlaczego ja, czy umrę, co z Rachel, bliskimi…
House położył ręce na ramionach Lisy.
- Razem to pokonamy, tylko musisz walczyć-mówi House
Kobieta odwróciła głowę. W oczach miała łzy. I’m not strong enough- pomyślała
- Liso- zawołał Wilson-czy zgadzasz się na operację? Ja na Twoim miejscu zgodził bym się.
-Ale nie chodzi o ciebie, James, lecz o mnie i tę decyzję muszę podjąć sama.



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Sob 10:01, 07 Mar 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

OK. na poczatek to co bym poprawiła:
1.

Cytat:
-Rzadko się zdarza taki nieżyt oskrzeli- stwierdził. –jeszcze chwileczkę, proszę.-przyłożył słuchawkę do piersi Lisy.-Jak już powiedziałem- ciągnął- musimy uzbroić się w cierpliwość. Dam ci leki. Powiedz mi, bolą cię czasami piersi?


Zapis kuleje. Nie domagam sie podręcznikowego zapisu, z przestrzeganiem wszystkich zasad, ale tak, żeby to było czytelnie. Na przykład:

- Rzadko się zdarza taki nieżyt oskrzeli - stwierdził, przykładając słuchawkę do piersi Lisy. -Jeszcze chwileczkę.
- Jak już powiedziałem - ciągnął - musimy uzbroić się w cierpliwość. Dam ci leki. Powiedz mi, bolą cię czasami piersi?


Taki mętny zapis pojawia sie w kilku miejscach i choc nie zmienia to treśc w sposób radykalny, to jednak sprawia, że czyta sie czasem ciężko.

2. Brak konsekwencji czasów.

raz piszesz w czasie teraźniejszy, a zaraz po chwili w czasie przeszłym (narratorskim) na przykład tutaj:

Cytat:
- 43 ! Bardzo młodo- zauważył Wilson.
-Tak, miała raka piersi- mówi House, trzymając kanapkę.

Wilsona przeszedł zimny dreszcz.


albo:

Cytat:
- hooohooo, witam moją księżniczkę. I pocałował ją w policzek- gdzie jest mamusia ? – zapytał się córeczki Greg
-Mamusiu, tata psysedł- krzyczy szczęśliwa Rachel.
-Słyszę-odpowiada Lisa.-Jestem w kuchni.
Greg poszedł do kuchni.


Czytający gubi sie w perspektywie z której piszesz -czy opowiadasz i wtedy jest to czas przeszły, czy tez jest to relacja z wydarzen, które dzieja sie własnie teraz, i które podglądamy. Te dwa sposoby narracji wykluczają sie. Sugerowałabym przyjecie narracji prostej, 3 osobowej.
Czyli:
Cytat:
-To znaczy, że.. -Lisa przerwała na chwilę- że trzeba będzie usunąć pierś?


3.
Cytat:
- Skąd, dobre jak zawsze…….martwię się o Lisę Nie chce się przebadać.


Interpunkcja staje sie problemem, kiedy tekst robi sie mało czytelny. W innych wypadkach sie nie czepaim. Wielokropek to 3 kropki, a nie dowlona liczba. I wtedy nie konczymy zdania jeszcze jedna kropką. Wink


4. Za mało opisów, plastyczności, finezji w tekście. Za duzo "suchego" tekstu. Opisy, metafory itp. wzbogacają teks, sprawiają, że jest bogatszy, ciekawszy. Wtedy tekst ozywa. Trudno nam współodczuwać wraz z bohaterami, kiedy znamy znamy tylko suche fakty, kiedy nie znamy ich emocjonalnych stanów, przemysleń, przezyc.

Dla przykładu:
Cytat:

Przez resztę wieczorów nie odezwali się do siebie słowem.

Jedno zdanie na ten temat. A mogłaś zbudować cała atmosferę przytłoczenia, strachu i wzajemnej troski.

Milczeli. Są chwile, kiedy ludziom zwyczajnie brakuje słów. Pustkę w ich miejscu, wypełnia paraliżujący strach, który wyziera z każdego kąta mieszkania i zalega ciężko panosząc sie i przypominając na każdym kroku o czającym sie zagrożeniu. Zbyt dobrze obydwoje zdawali sobie sprawę z jego istnienia. Tego wieczoru wyrosło miedzy nimi murem milczenia -każde słowo, mogło obnażyć rodzące sie w nich przerażenie, do którego ani jedno, ani drugie nie chciało sie jeszcze przyznać.

5. To co mi sie bardzo podoba w tym opowiadaniu to tematyka i pomysł na nie. Wziełas na warsztat bardzo trudny temat i bardzo ważny zarazem. Ciekawa jestem jak dalej sobie z nim poradzisz. Bedę trzymac kciuki i czekam na kolejne częsci.

Pozdrawiam ciepło. T.



_________________

PostWysłany: Sob 12:24, 07 Mar 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Temat rzeczywiście trudny, ale ciekawy zarazem. Mam nadzieję, że będziesz często pisać, podejmować się nowych wyzwań. Powodzenia Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Sob 12:40, 07 Mar 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Błędy pomijam, bo T. już je opisała. Pomysł bardzo interesujący, chyba pierwsze opowiadanie o takiej tematyce, jakie czytam. Podoba mi się jeszcze zachowanie Cuddy w tej sytuacji. Czekam jak to rozwiniesz Very Happy Tytuł niestety nie nastraja optymistycznie.



PostWysłany: Nie 19:00, 08 Mar 2009
runiu
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 28 Gru 2008

Posty: 101

Miasto: Gorzów Wlkp.
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

zaczyna się ciekawie, zobaczymy jak wypadną dalsze części Very Happy



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Nie 19:09, 08 Mar 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No właśnie: kiedy następna część? Wink



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Nie 19:17, 08 Mar 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kochani kolejna część pojawi się niedługo obiecuję, a za błędy przepraszam Smile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pon 7:22, 09 Mar 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kasia2820 napisał:
kochani kolejna część pojawi się niedługo obiecuję, a za błędy przepraszam Smile



Nie przepraszaj Razz Kazdy popełnia błędy Razz jesteśmy tu tez po to, żeby sie uczyc od siebie Wink Czekamy z niecierpliwoscia:)



_________________

PostWysłany: Pon 9:27, 09 Mar 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Part II

Gdy wrócili do domu, Rachel już spała. Na stole czekała na nich kolacja, którą przygotowała opiekunka. W kominku tliły się jeszcze polana, ale pokój wydawał się pusty i panowała w nim przygnębiająca cisza. Lisa bardzo długo szukała szczęścia. Rozejrzała się po mieszkaniu. Każdy mebel, każde zdjęcie było częścią życia jej i Grega. To wszystko tworzyło historię ich szczęścia. Patrzyła na pianino. Przypomniały jej się chwile, gdy Greg grał dla niej. Czuła się taka szczęśliwa i spokojna o przyszłość.

Z ulgą usiadła w fotelu. Rozmowa z Wilsonem i pierwsza reakcja zmęczyły ją bardzo. Naprzeciwko niej usiadł Greg. Patrzyli na siebie bez słowa.
Pomyślała.
Jemu jest chyba jeszcze trudniej niż mi. Jest przymnie cały czas. Wie, ze go potrzebuje.

Następnego ranka leżeli obydwoje w łóżku. Każde z nich myślało, ze te drugie śpi. Greg nie mógł już wytrzymać postanowił wstać. Podnosił kołdrę, gdy…
-Nie śpisz?- odezwała się Lisa.
-Nie, jak się czujesz?- zapytał tal jak by coś to miało zmienić.
-Dobrze- odparła. Tak naprawdę to nic nie było dobrze. Nie wiedziała co ma mu odpowiedzieć. Nie chciał mu mówić o strachu jaki przeżywa, że boi się zamknąć oczy, zasnąć bo wyobraża sobie własną śmierć.
***
-Dzień dobry, Wilson- usłyszał głos Lisy.-Mogę zamienić z tobą parę słów?
-Tak- odpowiedział.
- Rezygnuje z operacji. Nie muszę tłumaczyć powodów mojej decyzji. Podjęłam ją, to wszystko. Co będzie, to będzie.
Wilson delikatnie położył dłoń na ramieniu Lisy. Starał się ją uspokoić.
-Musisz sama zdecydować, co jest dla ciebie korzystne. Nie skazuj siebie na śmierć, gdy wiesz, że możesz żyć.

W jakiś czas później Wilson wstąpił do gabinetu Housa, by przekazać jemu słowa Lisy. Spojrzał na przyjaciela i od razu poznał, ze jest zły albo zmartwiony. Znał przyczyną.
-Martwisz się o Lisę, prawda?- zagadnął.
-Skąd wiesz?
-To oczywiste. To dla ciebie najtrudniejszy przypadek.
-Co przez to rozumiesz?
-Powiedziałem jej, jakie ma możliwości. I ona zdecydowała się na jedną z nich. Jako lekarz muszę uszanować jej wybór.
-Co ty pieprzysz Wilson! ?- zaczął House – Wiesz co to oznacza, że tym samym decyduje się na śmierć w boleściach. A do tego nie mogę dopuścić. I musi wiedzieć, ze istnieje ktoś, kto jest gotów walczyć wraz z nią z tą chorobą.
- Ale Lisa nie chce walczyć. Akceptuje swój los.
-Nie moa powodu, by zdawać się na los. Jako mąż chcę, żeby żyła.
Wstał i szybkim krokiem wyszedł z gabinetu.

W chwilę później wpadł jak burza do gabinetu administratorki.
-Lisa! Nie możesz tak po porostu się poddać!- zawołał.

Lisa popatrzyła jemu spokojnie prosto w oczy.
- Jestem gotowa umrzeć, gdy nadejdzie mój czas. Zdecydowałam: nie poddam się operacji.
-O dziękuję za informacje ! Można godnie żyć, a nie godnie umrzeć.- krzyczy wściekły House.- Nie mogę się na to zgodzić- zaprotestował- Jeśli cię zoperują możesz żyć i być szczęśliwa przez lata, patrzeć jak dorasta nasza córka.
-Greg – przerwała mu- Będę starała się żyć tak jak dotychczas. Nie będę liczyć dni, jakie mi jeszcze pozostały. Chcę żyć jak gdyby nigdy nic.

House potrząsnął głową z niedowierzaniem. Czy to możliwe, żeby tak się buntować przeciw rzeczywistości?

Dopóki był z Lisą, czuł tylko wzburzenie. W drodze do swojego gabinetu napłynęły mu łzy do oczu. Jemu Gregorowi Housowi, który przez całe życie był twardy jak skała. Zauważył Wilsona, który czekał na niego w gabinecie.
-Dłużej tego nie wytrzymam-wybuchnął- Jestem lekarzem i jej mężem- ciągnął.- To traszne, jeśli człowiek wie, że ma stracić bliską osobę. Dlaczego ona nie rozumie, ze jest mi smutno i że się o nią boję?
Wilson poklepał go po ramieniu.
***
Była niedzielna, spokojna atmosfera. Szpital PPTH był opustoszały. Jak co roku na szpitalnym placu był organizowany piknik.

Lisa powoli otworzyła drzwi szpitala. Wyszła na ulicę. Owiała ją chłodna bryza. Po chwili wahania poszła w stronę placu, gdzie odbywał się piknik.
Uczestnicy pikniku, ubrani byli w kolorowe stroje, wyglądali z daleka jak kwiaty. Słychać było ożywione głosy i śmiech, wesołą muzykę oraz dzieci, które bawiły się w ganianego.
-O, Liso !- zawołał Wilson- Piękny dzień dzisiaj mamy, prawda?
-Tak. Rzeczywiście dzień jest piękny.

-Pani doktor, jak dobrze, że pani jest !- ucieszyła się Beat. – Przyniosłam swój nowy placek z jabłkami. Musi pani koniecznie spróbować.
-Dziękuje, jest naprawdę wyśmienity.
House zbliżył się do nich niepostrzeżenie.
-Liso, mam ci coś do powiedzenia- zwrócił się do żony, gdy zostali sami.- Zmartwiłem cię, przykro mi. Nie potrafię się jednak pogodzić, z myślą o utracie ciebie- dodał, szukając zrozumienia w jej oczach.
- Dzisiejszy dzień przeżyłam tak, jakby był moim ostatnim- odrzekła, odwracając wzrok.
- Jeszcze nigdy nie widziałam tylu radosnych, życzliwych mi ludzi. Jeszcze nigdy jesienny dzień nie wydał mi się tak cudowny. Gdybym dziś miała umrzeć, przyjęłabym to ze spokojem.- Umilkła.- Ale dziś tempo raz pierwszy sobie uświadomiłam, jak wspaniałym darem jest życie. I chcę je zachować. Greg zacznijmy walczyć z chorobą razem.

- To znaczy… to znaczy… zgadzasz się na operację?
- I to jeszcze dziś- przytaknęła Lisa i rzuciła mu się w ramiona.

Wiadomość, ze administratorka poddała się operacji, rozeszła się po szpitalu lotem błyskawicy. Wilson, który przeprowadzał operacje, widział, że zgromadzeni w Sali obserwacyjnej są pełni współczucia i nadziei na pomyślny wynik.
Odwrócił się i chwycił skalpel. Porozumiał się wzrokiem z chirurgiem, który asystował jemu przy operacji i poprowadził pierwsze cięcie.
Najbardziej denerwował się House, który czekał na koniec operacji w swoim gabinecie. Chodził po gabinecie tam i z powrotem, nie mógł się uspokoić.
-Wszystko będzie dobrze, jestem tego pewien.- Taub starał się pocieszyć szefa.
-Ty rozumiesz, co czuję. Też tak się bałeś gdy twoja żona walczyła o życie. Kocham Lise, choć nie mówię jej tego zbyt często. Nie chcę jej stracić. I niezależnie od tego, jak będzie wyglądała po operacji, zawsze ją będę kochać.
-Tak.
-Będzie bardzo cierpieć z tego powodu, prawda?
-Tak, na pewno. Ale musisz jej pomóc. Musisz dodawać jej otuchy. Musi zrozumieć, ze nie tylko piersi świadczą o kobiecości.
Zapiszczał pager Tauba.

- House!- zawołał Wilson- Możesz wejść do niej.
-I jak?- zapytał House.
-Operacja przebiegła pomyślnie- odpowiedział.

W czasie rekonwalescencji Lisy House dbał nie tylko o to, by ukochana odpowiednio się odżywiała i piła dostateczną ilość płynów. Co parę dni przynosił jej do szpitalnego pokoju świeże kwiaty.
-Jesteś dla mnie taki dobry- wzruszyła się Lisa.
-Robię to z przyjemnością.
-Wiesz nigdy bym nie pomyślała, że moje ciało tak nagle się zmieni.
-Rok temu byłaś Lisą i teraz jesteś też tą samą silną kobietą.
-Ach, Greg- W oczach pojawiły się łzy. Chwyciła go za rękę.

- Czas na zmianę opatrunku- rozległ się głos pielęgniarki.
House szybko wstał.
-Mogę?- powiedział.
-Jeśli pani doktor zechce?
Lisa kiwnęła głową, ze się zgadza. Greg położył tacę z narzędziami na stoliczku obok łóżka.
-Możesz zamknąć oczy, kiedy będę zmieniał bandaże.
- Nie- Lisa potrząsnęła głową- Chcę spojrzeć prawdzie w oczy.
-Lepiej nie. Zaczekaj jeszcze trochę, przynajmniej do czasu, aż rana się zagoi.
-Nie! Daj mi lusterko.

Zajął się bandażami. Ręce drżały mu coraz bardziej.
Wreszcie zdjął ostatni opatrunek.
-Jak rana?- spytała Lisa.
- Myślę, że szybko się zagoi.

House wolno podniósł lusterko. Najpierw zobaczyła swoje czarne, kręcone włosy i bladą twarz. Powoli opuścił lusterko niżej. Przyjrzała się swojej szyi i nagim ramionom. Rozpłakała się na widok rany. Pierwszą reakcją był strach i przerażenie. Paraliżujący każdy kawałek ciała. House ujął dłoń żony. Uścisnęła ją mocno i serdecznie.
-Zawsze będę cię kochał- powiedział jej cicho do ucha.
-Ja też cię kocham i dziękuje, ze jesteś, byłeś i będziesz.

Epilog

Lisa ku wielkiemu zaskoczeniu bardzo szybko wracała do zdrowia. Wszyscy podziwiali jej energię i zdecydowanie, z jakim przystosowała się do nowej sytuacji życiowej. Pogodziła się już z tym faktem. Niebawem będzie mogła powrócić do normalnego życia i do pracy w szpitalu.

KONIEC



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pon 16:13, 09 Mar 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Już koniec?! Było szczęśliwe zakończenie, więc jestem happy Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pon 16:28, 09 Mar 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przeczytałam całość. Przemyślałam. Postaram się krótko i zwięźle:

Po pierwsze:
Od Twojego tekstu aż bije jakimś chłodnym mechanicyzmem: budujesz zdania wg wzoru "akcja - reakcja - akcja", odzierając przy tym postaci z całej ich psychiczności; wyzuwając z wszelkich emocji czy motywacji. Dla mnie to absolutny nokaut.

Po drugie:
Brakuje płynnych przejść pomiędzy kolejnymi porcjami tekstu. Fik sprawia wrażenie "zlepka" fragmentów, a nie jednej spójnej całości (bo całość jest czymś więcej niż prostą sumą części).

Po trzecie:
Brakuje również... hmmm... ogólnej lekkości i finezji, kwiecistości opisów. Poza tym, zdarzają się błędy językowe.


Ale... należą Ci się wieeelkie brawa za wybór tematu! Miałaś naprawdę świetny pomysł. Mam nadzieję, że przemyślisz kilka kwestii i szybko zaskoczysz nas jakimś cudniastym tekstem Very Happy Pozdrawiam serdecznie i... *uciekam przed rozwścieczonym tłumem*



PostWysłany: Pon 17:20, 09 Mar 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jeste lepiej. Duzo lepiej. Wielki plus za poprawę błędów -zapis, czasy itp.

Czasem, jak słusznie zauważyła Rocket, trochę za duzo jest tej mechaniczności, ale widac, że starasz sie nad tym pracowac.

tematyka, rzeczywiście trafiona w 100%. Pomysł miałas świetny.

Pisz dalej. Trening czyni mistrza:)



_________________

PostWysłany: Czw 10:41, 12 Mar 2009
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak, druga część jest nieporównywalnie lepsza od pierwszej! Źle zrobiłam, analizująca fika jako całość - w tym wypadku należało skupić się na postępach jakie poczyniłaś.

Pisz coraz więcej i więcej - jak wspomniał T.imonek: trening czyni mistrza! Pzdr.



PostWysłany: Czw 15:56, 12 Mar 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zdecydowanie plus za wybór tematu i zakończenie. Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze coś dłuższego. Very Happy



PostWysłany: Wto 16:12, 24 Mar 2009
runiu
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 28 Gru 2008

Posty: 101

Miasto: Gorzów Wlkp.
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.07497 sekund, Zapytań SQL: 14