Cameron w podświadomości Housa [3/3]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Hameron
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cameron w podświadomości Housa [3/3]




Jest to mój pierwszy fik, w dodatku nie oglądałam piątej serii (znam ją trochę ze spoilerów) dlatego proszę o wyrozumiałość ;D

- Na pewno zauważyłeś, że ostatnio coś jest z nim nie tak. Nie robi złośliwości, nie kpi ze wszystkiego dookoła, nawet w przychodni pracuje bez szemrania.
- Tak bardzo ci to przeszkadza? Przecież zawsze tego chciałaś...
- Po prostu martwię się...Wilson, jesteś jedyną osobą, która może na niego wpłynąć, proszę cię..
Wilson westchnął, spojrzał na Cuddy z odrobiną niezrozumienia i skiną głową:
- Dobrze, jeśli o to prosisz...porozmawiam z nim, dlaczego nie.
Wyszedł. Chciał odłożyć rozmowę z Housem na później, jednak zobaczył go jak stał zamyślony przy recepcji.
- Niech zgadnę, nie masz pacjenta i wypatrujesz przy wejściu pięknych kobiet? - zawołał Wilson chcąc stworzyć atmosferę luźnej pogawędki. House milczał, wzrok wlepiony miał w podłogę. James spojrzał na niego badawczo, poczym staną na wprost przed nim i machną mu ręką przed oczami.
- Greg - użył jego imieni specjalnie by zwrócić uwagę - co się z Tobą dzieje? Po chwili milczenia House podniósł wzrok i odpowiedział cedząc słowa
- wiesz, chodzi o ten wypadek, o autobus..
- proszę cię, daj spokój, naprawdę nie mam już do ciebie żalu
- nie chodzi o ciebie, coś, a raczej ktoś, nie daje mi spać po nocach
Wilson patrzył pytającym wzrokiem.
- cały czas śni mi się to, te wizje... w nich czegoś brakowało, czegoś istotnego nie dostrzegłem
- ...widziałeś inny objaw, ktoś inny też umierał?
-...nie - zająknął - to coś ważniejszego, kiedy już prawie dostrzegam, widzę złote światło.. - znów wlepił wzrok w podłogę.
- House, za mało odpocząłeś po tym wszystkim. Powinieneś być na urlopie, dużo spać, nie martwić się niczym... - zaczął nawijać Wilson, zamyślony House w pewnej chwili podniósł wzrok i skierował go na drzwi wejściowe.. Było przedpołudnie, wschodzące słońce odbijało się od szyby tworząc przy drzwiach oślepiające, złote światło. House przymrużył oczy chcąc dostrzec wchodzącą właśnie postać.
- Cameron. - wymamrotał pod nosem z zachwytem.
-..tak, jeśli nie zauważyłeś pracuje tu - wymamrotał z lekka zdziwiony Wilson, do odchodzącego w stronę lekarki przyjaciela.
House zatrzymał kobietę stając przed nią.
- Dr Cameron.
- Dr House.. - odpowiedziała nieco zmieszana jego dziwną miną i delikatnym tonem głosu.
Zapadła cisza. House przyglądał się ładnej twarzy, jakby widział ją pierwszy raz. Nie mógł uwierzyć, że kiedyś widywał ją codziennie. Zastanawiał się co powiedzieć, nie mógł przecież zapytać już o swojego pacjenta, o wyniki badań. Ona patrzyła mu w oczy, im dłużej trwała cisza, zaczęła się w niej pojawiać nadzieja, że powie jej coś miłego. Przypomniała sobie dawne czasy, kiedy interesowała się nim. Po dłuższe chwili nie mogąc znieść napięcia przerwała:
- Co masz mi do powiedzenia, doktorze House?
Wybity z rytmu przemierzył wzrokiem korytarz, po czym odparł:
- Potrzebuje idiotki, które pomoże zrobić mi porządek w papierach.
Alison uśmiechnęła się z odrobiną kpiny.
- Może wywieś ogłoszenie na tablicy, może zgłosi się oddziału psychiatrycznego. - odpowiedziała odchodząc.
House obejrzał się za nią, w kącikach jego ust pojawił się mały, ciepły uśmiech. Poszedł do swojego gabinetu.
Wiedział, że złote światło symbolizowało blond włosy Alison. Przypomniał mu się pocałunek z nią. Zrozumiał, co lekarka robiła w jego podświadomości i dlaczego przez tyle czasu była tam w ukryciu. „Nie to miejsce, nie ten czas” pomyślał.

Tego samego dnia, późnym wieczorem, Cameron siedziała sama w swoim mieszkaniu przed telewizorem, sączyła czerwone wino. W końcu usłyszała pukanie do drzwi - tak, podświadomie spodziewała się go. Dodawała sobie odwagi trunkiem, czekała. Nie zdziwiła się - to był House.
- Jest Chase? - zapytał w progu.
- Nie, ma dzisiaj dyżur...
- To dobrze.. - powiedział wchodząc do jej mieszkania. Zamknąwszy drzwi Cameron zaproponowała Gregowi, żeby usiadł. Udawała trochę zdziwioną jego wizytą, ale poniekąd naprawdę była zdziwiona, przede wszystkim - ciekawa jej powodu.
- Siadaj, może się czegoś napijesz?
-..yy..jasne, czerwone wino, jak Ty.
House chwycił lampkę od spodu, patrzył w napój drżący od jego ręki.
- Wtedy, przy śpiączce...byłaś przy mnie, troszczyłaś się o mnie.
Cameron spojrzała oburzona.
- Co takiego? Nie, House, być może ci się śniło
House spojrzał na Alison, zamilkł. Zaczął wodzić wzrokiem po pokoju, wstał i podszedł do komody na której leżały fotografie w ramkach. Oglądał je. Cameron była już całkowicie zmieszana. Chciała od dawna jakiejś konfrontacji z nim, ale ta niepewność i strach ze zaraz ją zrani powodowały, że chciała aby już poszedł.
- Martwiłaś się o mnie, wiem to.
- Jak każdy - odparła wstając i zbliżając się w jego kierunku.
House patrzył z nienasyceniem na jej subtelne wargi, jasną cerę, obojczyk, na który opadły rozpuszczone włosy. Stanęła blisko. Dotknął jej policzka i zaczął głaskać szyję.
-..wiesz, gdy byliśmy na randce, nie uwierzyłeś w moje uczucia, bo się troszczyłam. teraz próbuje okazywać ci pogardę, żebyś w nie uwierzył - powiedziała powoli, szeptem, otarła policzkiem o jego dłoń. W oczach Housa pojawiło się ciepło. Zbliżył swoje usta do jej twarzy, prawie miał ją pocałować
- do czego zmierzasz, Alison?
Przeszedł ją dreszcz, gdy zwrócił się do niej po imieniu.
- Co masz na myśli?
-.. Jedni angażują się w związki i zakładają rodziny, drudzy poświęcają się nauce albo karierze, a ty?...
Intelektem i wiedzą przerastasz nie jednego profesora a zszywasz ludziom rany. Wyszłaś za faceta, którego nie kochasz, nie pragniesz. Nie chcesz mieć dzieci, nie chcesz mieć fortuny, do czego ty zmierzasz? A przecież nawet nie boisz się bólu i porażki.
Cameron milczała. Miała minę, jakby House rzucił przed nią prawdę, o której wiedziała, której się bała.
Prawie łzy stanęły jej w oczach.
Greg złapał jej podbródek, przybliżył się znów i pocałował ją namiętnie, odwzajemniła to. Całowali się dłuższą chwilę, w objęciu. Potem House odsunął ją od siebie. Pogłaskał jeszcze raz po włosach, popatrzył ciepło i z tęsknotą powiedział:
- ja wybrałem naukę.
Na twarzy Cam namalował się ogromny smutek. Gdy House już wychodził, zawołała próbując go zatrzymać
- ..hej, House..więc może bez zaangażowania, tak po prostu moglibyśmy..?
- ..To niemożliwe.
- Dlaczego?
- ..bo mnie kochasz. I ja ciebie też. - powiedział zamykając za sobą drzwi.


Ostatnio zmieniony przez sinaj dnia Sob 17:41, 08 Sie 2009, w całości zmieniany 4 razy



PostWysłany: Pią 0:34, 03 Lip 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Fajne, kiedy następna część?



PostWysłany: Pią 13:49, 03 Lip 2009
kaja280896
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 21 Sty 2009

Posty: 1

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

wow! I nic więcej nie dodam.



PostWysłany: Pią 13:54, 03 Lip 2009
hattrick
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 18 Cze 2009
Pochwał: 41

Posty: 9231

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kiedy następna część ?



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Pią 15:02, 03 Lip 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Końcówka bardzo fajna, bardzo pasująca do Housa. Myślę, że zapowiada się ciekawie, mam nadzieję że szybko wstawisz następną cześć.



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Nie 21:40, 05 Lip 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

milo sie czyta ale....raczej nie realne.... sorki ale jak ogladam 4 juz serie...to niemozliwe taki romantyzm, erotyzm u housa....a to wyznanie na koncu....wolalby wlozyc noz o kontaktu niz powiedzec ze kogos kocha,boto by znaczylo ze kogos potrzebuje bardziej niz sam siebie Smile



PostWysłany: Wto 14:16, 07 Lip 2009
malwos
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 07 Lip 2009

Posty: 1

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Następna część druga :)

Następnego dnia, dr Cuddy po przyjściu do pracy, rutynowo przeglądała papiery leżące na jej biurku. W pewnej chwili wytrzeszczyła oczy, otworzyła usta i nie myśląc wiele pognał na ostry dyżur.
- Dr Cameron! - zawołała. Jej głos nie był surowy, raczej przeszywał się przez niego szok.
Alison westchnęła i spojrzała smutno na swoją szefową, wiedząc o co chodzi.
- Do mojego gabinetu, już. - powiedziała Lisa.
Udały się zatem do pokoju dyrektorki.
- Powiedz mi tylko dlaczego?
- Tak jak napisałam, to osobista sprawa.
-...Och...liczyłam, że niedługo zaczniesz pracować w swojej specjalizacji, jesteś świetnym lekarzem, twoje odejście to duża strata dla szpitala..
- Przykro mi Cuddy, ale ja naprawdę już postanowiłam.
- Dam ci podwyżkę, awansuje...przekona cię to?
- Obawiam się że nie.
Cuddy ze zrezygnowanym, smętnym wzrokiem spojrzała na Cam.
-...Rozumiem. Jednak chciałabym wiedzieć, dlaczego? Może możesz mi powiedzieć - powiedziała z ciepłem w głosie, obejmując ją za ramię. Alison wyglądała zbierać myśli.
- Co się stało...? House cię dręczy?
Cameron zrobiła kamienną minę. Cuddy od razu domyśliła się, że chodzi o niego.
- Nie. Nie dręczy mnie. - powiedziała stanowczo, robiąc krok do drzwi.
- Muszę wracać na oddział.
- W porządku. Porozmawiamy jeszcze.

Po jej wyjściu Lisa oczywiście od razu udała się do Housa.
- Coś ty zrobił Cameron?!
- Wywiozłem do lasu, zgwałciłem i powiesiłem za nogi, o co tyle szumu? - żartował, chociaż nie wiedział o co chodzi a wręcz był piekielnie ciekawy.
- Złożyła dziś rezygnacje.
Housowi zrzedła mina. Nie spodziewał się tego. Wyszedł ignorując zmieszaną Cuddy, która nie wiedząc już co się dzieje wróciła do swoich obowiązków.
House w pierwszej chwili chciał udać się do Cam, jednak co miał jej powiedzieć? Poszedł do Wilsona.

- Jesteś zajęty? - zapytał badającego pacjentke przyjaciela.
- Skądże, nie mam ciekawego przypadku więc krzątam się po szpitalu zawracając wszystkim głowę.
- Cameron odchodzi.
Wilsonowi szczęka opadła ze zdziwienia.
- No ale jeśli ten łagodny gruczolak przytarczyc jest ciekawszy, nie przeszkadzam. Wyszedł. Po chwili Wilson dogonił go na korytarzu.
- Dlaczego odchodzi?
House milczał. Przecież domyślał się dlaczego. Jednak jej decyzja zdołowała go i wstrząsnęła jego emocjami. Dokąd szedł? Po co rozmawiał z Wilsonem? Co chciał usłyszeć? Nie wiedział.
- Nie wiem. Porozmawiaj z nią. - odpowiedział po chwili.
- Jasne. Szkoda, taka dobra dziewczyna, zawsze już lubiłem.
- Szkoda - wymknęło się Housowi cicho pod nosem.
Zdziwiło to Wilsona.
- House, ty coś wiesz na ten temat!
- Ja tylko cię informuje, że odchodzi. Idź już.
Diagnosta poszedł do swojego gabinetu. Usiadł i wlepił wzrok w ścianę. Co teraz? Przecież nie chciał z nią być, ale jakoś zdawało mu się, że będzie tu zawsze. Będzie nadawać blask temu tak okropnie codziennemu miejscu. Będzie ją widywać, czasem rozmawiać, a ona swoim dobrem, będzie dawać mu czasem wątpliwości, że życie jest do dupy. Przecież ona to anioł, któremu on chciał tylko pokazać, że wiele niedobrego może ją spotkać jeszcze, a ona i tak była pełna wiary. Nie wyobrażał sobie, że jej zabraknie.

Miną okres wypowiedzenia. Cam nie chciała przyjęcia pożegnalnego, nikomu nie podała przyczyny odejścia. Nawet Chasowi, który miał o to do niej wielki żal. Przestali ze sobą rozmawiać.
Ostatniego dnia pracy wszyscy przychodzili do niej pożegnać się i życzyć powodzenia. Wszyscy, oprócz Housa. Był wieczór, właśnie wyszła ze szpitala. Na masce jej samochodu siedział Greg, czekał na nią. W głębi ucieszyło ją to trochę.
- To nie podobne do ciebie.
że nie żegnasz się ciepło, nie rozpowiadasz wszystkim, że będziesz tęsknić.
- Sentymenty nie mają sensu. Teraz będę płakać za nimi, a lada dzień pojawi się nowy wilson, nowy forman, nowa cuudy i trzynastka. Ludzie są wszędzie tacy sami.
- Takie podejście też jest do ciebie nie podobne.
Cam otworzyła drzwi samochodu.
- Tamtego wieczoru..widzisz, ja nie chciałem, żebyś odeszła.
- Wiem, Greg. - westchnęła - ludzie przychodzą i odchodzą, nasze życie nie powinno się przez to
burzyć. Każdy żyje dla siebie.
- Sama w to nie wierzysz.
- Po prostu..nie wpadajmy już na siebie na korytarzach. Żegnaj House - powiedziała wsiadając i odpalając samochód.
- Żegnaj Alison - odpowiedział, gdy już wyjechała.



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Czw 13:36, 09 Lip 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Smutne ale ładne. Mam nadzieję że wyprowadzisz ich losy na prostą Smile Czekam na część kolejną.



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Czw 20:18, 09 Lip 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Opowiadanie wyjątkowo Housowe . Czekam z niecierpliwością na następne części Smile



PostWysłany: Pon 9:54, 20 Lip 2009
greg_lover
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 19 Lip 2009

Posty: 16

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Część trzecia i ostatnia

Minęły dwa miesiące.

Spróbował po raz enty – tak, tak, teraz już na pewno ostatni. ‘Nie ma takiego numeru..nie ma..’. Zagotowało się w nim, ścisnął telefon mocno ledwo opanowując się przed zgnieceniem go i rzuceniem o ściane. Łykną kilka vicodinów i udał się do pokoju, gdzie siedzieli i gapili się tępo jego podwładni.
- Macie już coś? – zapytał na wejściu. Po chwili milczenia, Trzynastka:
- House...to wstrząs serotoninowy, nie widać innej możliwości...
- To że jej nie widać, nie znaczy że jej nie ma – odpowiedział.
- Do cholery, ma depresje, przedawkowała antydepresanty, przyznała się do tego, toksykologia to potwierdziła.. – wtrącił Toub.
- A inne badania?
- House, możesz nam wreszcie powiedzieć dlaczego wziąłeś tak banalny i oczywisty przypadek a teraz kombinujesz jak koń pod górę?! – krzyknął zirytowany już Forman.
Greg spuścił głowę, wewnątrz zmieszał się jakby trochę i ignorując krzyk podszedł do tablicy.
- Depresja może być objawem. Zróbcie ponownie toksykologie, żeby sprawdzić próg tolerancji dla serotoniny. To może być alergia. Potrzebujemy konsultacji. I rezonans, równie dobrze to może być choroba autoimmunologiczna.
- ...Niby jaka? – spytała zdziwiona Trzynaskta.
- Dowiemy się tego jak zrobicie rezonans zamiast siedzieć tu bezmyślnie i zadawać pytania.
Lekarze popatrzyli na siebie pytającym wzrokiem, zdziwienie byli wymysłami Housa zabrali się do pracy. Ten zaś poszedł do Cuddy.
- Potrzebuję konsultacji immunologicznej – zawołał od progu.
- W naszym szpitalu pracuje ich kilku, poproś któregoś – odpowiedziała ledwo podnosząc wzrok od papierów.
- To idioci(!).
- ...House, trzeci raz w tym miesiącu potrzebujesz konsultacji immunologa, bez większych przyczyn. Nie wiem co to za nowe natręctwo i nie pytam o ile zwiększyłeś dawkę vicodinu, w każdym razie mi tym głowy nie zawracaj. Jestem zajęta, zbyt zajęta żeby sprowadzać ci immunologów w twoim mniemaniu nie-idiotów! ...tacy chyba zresztą nie istnieją.
- Istnieją – wymamrotał cicho, prawie w myślach, i wyszedł. Pokierował się na ostry dyżur.
„Trzeci raz w tym miesiącu...dobrze, że się niczego nie domyśla. Co by się działo, gdyby się domyśliła, zaraz rozpoczęłyby się kazania, że jednak jestem człowiekiem, zdolnym do uczuć i przywiązania.i.bla, bla bla...Na szczęście nigdy nie była zbytnio rozgarnięta. Chociaż... może przez te lata tak źle ją traktowałem i dlatego Cuddy nawet to nie przyjdzie do głowy? To możliwe żebym naprawde tak źle ją traktował...małą, kruchą Alison?... „
Był już na ostrym dyżurze. Wyszukał wzrokiem Chasa. Powoli podszedł – ta konfrontacja już bardziej go stresowała. Bo Chase wiedział, że między nim a Cam zawsze coś iskrzyło. Że on otrącił jej litość – miłości nigdy. Łatwo mógł go zdemaskować, bał się tego, w końcu kim byłby House bez swojej housowej skorupy?
- Daj mi aktualny numer do Cameron – powiedział stanowczo.
- Nie.
- Potrzebuje tylko konsultacji immunologicznej. Chase spojrzał na niego, silnym lecz troche jakby rozżalonym głosem:
- Nie mam jej numeru. Nie rozmawiamy ze sobą. Spotkałem się z nią raz, w kawiarni, ustaliliśmy że jesteśmy w separacji.
Chase odwrócił się i poszedł. House nie wiedział już co zrobić. Chyba zostaje już tylko Wilson.

W porze lunchu, w bufecie, do stolika Jamsa dosiadł się House trzymając w ręce wieki talerz z frytkami i kotletem.
- Musze coś zrobić ze swoim zespołem – zaczął mówić, opychając się przy tym frytkami, jakby chciał odwrócić uwagę od towarzyszących mu emocji.
- Oni się mnie przestają słuchać i szanować jako lekarza, chyba mają mnie za gbura..
- Może dlatego że jesteś gburem
- Myślisz ze jestem złym szefem?
- Cóż...
- Coś w tym jest. Cameron też nie zadzwoniła do mnie po referencje, tylko do Cuddy
- Po co miała do ciebie dzwonić, żebyć zmieszał ją z błotem w oczach nowego pracodawcy
- A kto jest jej nowym pracodawcom?
- Kevin Smith.
- Mhm. Musze już iść – powiedział wstając od stolika.
- ..House, nie dokończyłeś jeść – lekko zdziwiony Wilson
- Nie jestem głodny, cześć – zawołał zbliżając się do wyjścia. Gdy był przy drzwiach, nagle James krzyknął olśnionym głosem, podnosząc się z krzesła:
- Zaraz! To nie tak!
House zatrzymał się i spojrzał na niego, niby pytającym wzrokiem. „mój boże, nie, chyba się nie domyślił..”
- Nigdy nie zostawiasz takich porcji, nie przyszedłeś tu żeby jeść... nie obchodzi cie też jakim jesteś szefem, a zresztą Toub i Trzynastka nie mają odwagi żeby przestać cię słuchać... chodziło ci o Cameron, przyszedłeś żeby dowiedzieć się kto jest jej pracodawcą, bo chcesz się z nią skontaktować, bo...tęsknisz za nią!
Cała stołówka słuchając wywodu Wilsona patrzyła na Housa, zasmuconego, zrezygnowanego..w oczach miał wstyd i rozpacz, usiłował nie dać tego po sobie poznać. Nie wiedział jak, po prostu wyszedł. Wyszedł czym prędzej.
Tym czasem Wilson nie myśląc wiele wziął od Cuddy numer do Alison, zadzwonił i krzyknął do słuchawki: „Cameron?! House bez ciebie usycha!”.

Był już wieczór na niebie. Greg siedział u siebie w domu na kanapie, popijał burbon, połykał vicodin. Smutno mu było. Cholerny Wilson, że też musiał wszystko zepsuć. Nawet jeśli się domyślił, mógł trzymać to dla siebie, co mu szkodziło...przecież House chciał tylko usłyszeć jej głos. Dowiedzieć się czy wszystko w porządku...na nic więcej nie liczył. Na pewno...na nic więcej nie liczył..? Nieważne, teraz to już nieważne. Trzeba zapomnieć.
Przymknął oczy, pogrążał się tak w myślach, dopóki nie usłyszał cichego westchnięcia. Podniósł powieki, na fotelu obok siedziała Cameron. Patrzyła na niego miłym spojrzeniem. Tysiące iskierek przeszyły jego wnętrze gdy ją zobaczył. Poczuł się tak błogo, jednocześnie był zdumiony jej obecnością. „Być może to urojenie po vicodinie...nieważne, tak czy inaczej jest”.
- Drzwi były otwarte, więc weszłam.
- W porządku. – odpowiedział podnosząc się do siadu.
- ...Przyszłam, żeby cię odwiedzić.
- Całe szczęście, już myślałem że żeby pożyczyć pieniądze. Jestem spłukany.
„Gdyby była urojeniem mógłbym ją całować i nie robić żartów, a więc jest prawdziwa” – pomyślał. Cam uśmiechnęła się lekko.
- Co tam u ciebie?
- Jak zwykle, a u ciebie?
- Wszystko dobrze, znalazłam prace.
- ..Słyszałem.
Rozmowa była bardzo drętwa, oboje byli zmieszani. Cam wstała:
- Na mnie już czas – powiedziała i pokierowała się do drzwi. House poszedł za nią do wyjścia.
- Wiesz, że zawsze możesz wrócić do mnie do pracy.
- Wiem, dziękuje.
Sięgała już po płaszcz, Greg gwałtownie złapał jej rękę:
- Zostań.
Zdezorientowana Alison rzuciła mu pytające spojrzenie. Puścił jej rękę, odwrócił wzrok, chciał się ugryźć w język .Tak trudno było mu to powiedzieć, sam nie wiedział czego chciał, nie wiedział jak się obchodzić z taką kobietą. Nie mógł ukryć swojego zdenerwowania.
- Zostań zemną. Chciałbym, żebyś została...nie wychodź jeszcze, proszę – mówił cicho ostrożnie zerkając na jej twarz .
Dla niej ta sytuacja tak samo była niejasna i powodowała uczuciową burzę. Zaskoczyły ją jednak słowa Grega, w raczej pozytywny sposób. Poczuła ciepło.
- Dobrze, zostanę.
- ...(w głębi poczuł taki miły spokój, po chwili milczenia) Jestem już zmęczony, chodźmy spać.
Położyli się. Przytuleni nieśmiało do siebie zasnęli. Czuli się dobrze, spokojnie, woleli nie myśleć o tym, co rano nastąpi. Że w ogóle nastąpi.

Następnego dnia House obudził się jako pierwszy. Spojrzał na Alison, niemal łzy stanęły mu w oczach na myśl, że znów trzeba będzie się z nią rozstać. Chcąc oszczędzić sobie smutku, postanowił nie budzić jej, nie żegnać się. Ona wstanie, pójdzie do siebie, on w tym czasie będzie w pracy, jak wróci już jej nie będzie. Wszystko zniknie jak sen. Czym prędzej się ubrał, opłukał twarz zimną wodą i wyszedł. Skierował się w stronę motoru, kiedy zatrzymał go głos:
- Była u ciebie Cameron? – Wilson. Niezauważony siedział na schodkach przed kamienicą.
- ..Skąd wiesz?
- Znaczy że była! Rozmawialiście?
- O co ci do cholery chodzi?
- ...Omg, spaliście ze sobą!
- Skąd to przypuszczenie?!
- Unikasz odpowiedzi, normalnie ze mną rozmawiasz, jesteś zdezorientowany...
House odwrócił wzrok z twierdzącą miną, po czym usiadł na motor.
- Zaraz! – zatrzymał go Wilson – Ona jest u ciebie, a ty tak po prostu idziesz sobie do pracy?
- Rzadko u mnie bywa, ale to chyba jeszcze nie apokalipsa.
- House – zmienionym, spokojniejszym tonem, podchodząc do kolegi – uważałeś, że jeśli się z nią nie zwiążesz, będzie lepiej, bo się do tego nie nadajesz, ale...w takim razie dlaczego tak nie jest? Dlaczego bez niej jest jeszcze gorzej, wariujesz..? – westchnął – przestań sobie wmawiać, że nie możesz być szczęśliwy. Nawet jeśli twój wewnętrzny ból do końca nigdy nie wygaśnie, ona go z tobą podzieli. Zna cię i kocha już kilka lat, nie oczekuje czułości. Doceni miłość.
House zawiesił wzrok na kierownicy ze smutno-skruszoną miną. Nie wiedział co myśleć.
-...ale...co ja mam zrobić? – wykrztusił z siebie spojrzawszy na przyjaciela. Ten uśmiechnął się na to serdecznie:
- Wracaj do niej, idź! Zatrzymaj ją! Nie musisz nic mówić, ona cię zna. Porozmawiajcie o globalnym ociepleniu, pójdźcie do miasta, do kina, zjedz z nią śniadanie...po prostu zatrzymaj ją przy sobie!
House przetrawił jego słowa w nieco spowolniałym tempie, po czym jak strzała „zeskoczył” z motoru i „pobiegł” do swojego mieszkania.
Alison już wstała, ledwo co ubrała się i ogarnęła, miała wychodzić. Zdziwiła się gdy House wszedł do mieszkania szybkim krokiem, w entuzjastycznym nastroju.
- Dzień dobry, nie śpisz już!
- ..oo cześć, niedawno się obudziłam.
- Może masz ochotę porozmawiać o globalnym ociepleniu albo pójść do kina?
- ...-całkowicie zmieszana – nie musisz iść do pracy?
- Nie, biorę wolne, możesz też wziąć?
- ..chyba tak, ale... – House chwycił ją za dłoń:
- Trzy razy odchodziłaś z mojego życia. Tym razem ci nie pozwolę.
Cam uśmiechnęła się pod nosem ze szczęścia.
- Czuję się dobrze, gdy jesteś...i – kontynuował, no co ona przerwała:
- Nie tyle martwi mnie globalne ocieplenie, co katastrofa ekologiczna i koniec energii, to bardziej aktualne problemy.
Uśmiechnął się. Tak rzadko się uśmiechał, że wyglądał naprawdę wyjątkowo. Jej twarz również promieniała. Pocałowali się, przytulili. Oboje dawno nie czuli się tak dobrze. Szczęśliwi.

Koniec Smile



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Sob 17:39, 08 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cudowne!



_________________
House & Cameron <3

PostWysłany: Sob 20:18, 08 Sie 2009
Cynamonka
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 29 Mar 2009

Posty: 38

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Piękne i czystko Hameronkowe zakończenie. Liczę, że napiszesz jeszcze kiedyś jakiegś fika Wink



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Sob 20:54, 08 Sie 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Miło mi Smile Mam zamiar napisać jeszcze jednego fika; szczerze mówiąc jak zaczęłam tego, nie miałam zamiaru pisać następnych częsci i wstawiać szczęsliwego zakończenia, komentarze mnie zmotywowały Wink Następny fik bedzie od razu zmierzał do happyendu więc chyba bedzie troche weselszy:)



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Sob 11:56, 15 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Hameron Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.15877 sekund, Zapytań SQL: 14