Forumowa Hałsofeta - Skazani na Princeton
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Forumowa Hałsofeta - Skazani na Princeton

Forumową Hałsofetę czas zacząć!

Ogólne reguły: tutaj.


W tym temacie będą wklejane kolejne odcinki Hałsofety, tutaj także możecie swobodnie komentować opowiadanie.
Poniżej przedstawiam orientacyjną kolejność użyszkodników:
1. Tajny Agent Hałsomaniak
2. Chasper
3. Hambarr
4. Chancex3
5. JaSzczurek
6. paula_
7. maybe_55
8. JigSaw
9. Nemezis
10. hattrick
11. Paulincias
12. Al.
13. Nutty Nettie
14. kremówka
15. penny black
16. Shitzune

Lista jest otwarta - wciąż jeszcze można się zgłaszać. W razie problemów/chęci zmiany miejsca proszę o przysłanie mi prywatnej wiadomości.
Każdemu uczestnikowi z osobna przypomnę o jego kolejce, kiedy nadejdzie odpowiednia pora.
Do waszej dyspozycji są również BETY, do czego bardzo gorąco was zachęcam.


A oto warunki Hałsofety!:
Temat: Skazani na Princeton
Z niewiadomych przyczyn Princeton Plainsboro Teaching Hospital zostaje poddany kwarantannie. Wszscy pacjenci i cały personel zostają zamknięci w środku i nie mogą bez pozwolenia opuścić terenu szpitala. Jedyną osobą, która wydaje się cokolwiek wiedzieć, jest Lisa Cuddy, jednak dzielnie trzyma język za zębami. W powietrzu unosi się zapach tajemnicy - a to jest to, co Gregory House lubi najbardziej...
Gatunek: hulaj dusza, święto lasu, komedia, obyczajówka, sensacja, kryminał, byleby było prozą.
Paring: domyślny House/Cuddy,
ale jeśli ktoś czuje, że musi inaczej, bo się udusi, to, rzecz jasna, czyni ze swoją częścią, co chce. Pisarz panem tekstu jest, więc jak bardzo chce hameronka, to wszelakie fantazje senne, halucynacje i inne przygody dozwolone są (oczywiście, logicznie uzasadnione). Pozostałe, niezależne paringi: wedle uznania i w umiarze.
Objętość: min. 2 strony w Wordzie Times New Roman 12

Warunki dodatkowe dla pierwszego odcinka: w tekście mają pojawić się w dowolnej formie zepsuty telefon, księżniczka na wieży i deska do prasowania.


Warunki dodatkowe to taki fajny aspekt tej zabawy, uczestnik po napisaniu swojej części wymyśla warunki dla osoby następnej, najczęściej są to po prostu jakieś rzeczy, które mają się w tekście pojawić. Nie muszą być dosłownie, mogą byś wspomniane lub wypowiedziane.
Nie przedłużając, proszę o serdeczne brawa dla mojego Tajnego Agenta Hałsomaniaka, gdyż dzięki niemu możemy cieszyć się niezwykle intrygującym pierwszym odcinkiem! Uczestnikom zalecam dokładne przeczytanie i proszę o zachowanie ciągu wydarzeń - jesteście panami tekstu, ale pamiętajcie, co działo się w poprzednich odcinkach, tekst musi tworzyć całość.
Enjoy! Wink


Profilaktycznie:





SKAZANI NA PRINCETON
Odcinek I


Mimo późnej pory Lisa Cuddy czuła na skórze zimny pot. Powietrze przesycała wilgoć. W całym Princeton Plainsboro Teaching Hospital huczały klimatyzatory, a ludzi ponosiły nerwy. Kiedy w środę przekroczyła drzwi budynku ubrana w elegancką spódnicę i marynarkę, schludnie uczesana, z perfekcyjnym makijażem, wiedziała, że jest osobą na właściwym miejscu. Teraz snuła się po szpitalu w pogniecionej bluzce, a jej ciemne włosy sklejone potem zwisały w niechlujnych lokach.
Czuła się osaczona ze wszystkich stron panującym chaosem i paraliżującym strachem. Musiała się skupić na mnóstwie szczegółów, a tymczasem oczy widzów śledzące każdy jej ruch nie ułatwiały zadania.
Czyjeś podniesione głosy zwróciły jej uwagę. Mężczyzna w koszuli i w krawacie szarpał snajpera, chcąc przejść.
- Słuchaj, muszę się dostać do domu. Rozciągnęliście tę cholerną folię wokół całego szpitala, a teraz mi mówisz, że nie mogę odjechać? Moim własnym pieprzonym samochodem?
- To jest miejsce zostało objęte rządową kwarantanną.
- To był wypadek!
- Jeszcze tego nie ustaliliśmy.
- Czy potrzeba wam dwóch dni, żeby to stwierdzić? Czemu nikomu nie wierzycie? Wszyscy w sąsiedztwie słyszeli, jak to się stało!
Cuddy podeszła do mężczyzny, którego twarz błyszczała od potu.
- Co dokładnie pan usłyszał? – spytała.
Mężczyzna chrząknął.
- To samo, co wszyscy.
- Głośny huk?
- Tak.
Wersja była zgodna z relacją kilku pielęgniarek pracujących akurat w przychodni.
Między kwadrans po siódmej a wpół do ósmej usłyszeli głuchy łoskot na ulicy. Nikt nie widział zdarzenia. Usłyszeli tylko huk, a potem cała armia uzbrojonych po zęby policjantów i oddziały służb specjalnych otoczyły PPTH.
- Doktor Cuddy! Urazówka numer pięć! - Jedna z pielęgniarek popędziwszy z piskiem butów przez szpitalny korytarz wyłożony linoleum, pchnęła drzwi prowadzące do pomieszczenia.
- Już idę – odparła, kierując się jak sterowany pocisk wprost do wskazanej sali. Kilka par oczu spojrzało na nią z ulgą, gdy się pojawiła. W jednej chwili oceniła sytuację, dostrzegając rozrzucone na tacy lśniące narzędzia, stojaki do kroplówki z zawieszonymi torebkami, zakrwawioną gazę i walające się po podłodze porozdzierane opakowania. Na monitorze widać było gwałtowne sinusoidalne drgania - elektryczny obraz pracy serca próbującego umknąć śmierci.
- Co się dzieje? - zapytała, gdy wszyscy rozsunęli się, by zrobić jej miejsce.
Brenda Watson, stażystka chirurgii, zapoznała ją błyskawicznie ze stanem pacjenta.
- Źrenice jednakowe, reagują na światło, płuca czyste, ale brzuch obrzmiały. Nie słychać perystaltyki jelit. Ciśnienie spadło do sześćdziesięciu…
- Krew i plazma w drodze? - zapytała, zakładając stetoskop, by zweryfikować to, co powiedziała pracownica. Nie usłyszała w brzuchu pacjenta żadnych dźwięków. Żadnego szmeru. Był jak martwy. Przyłożywszy membranę stetoskopu do piersi, słuchała, jak oddycha, aby stwierdzić, czy rurka intubacyjna została prawidłowo włożona i czy oba płuca otrzymują tlen.
Badanie trwało tylko kilka sekund, ale miała wrażenie, że porusza się jak w zwolnionym tempie, że wszyscy wokół niej zamarli w oczekiwaniu na to, co zrobi.
- Ciśnienie spadło do trzydziestu! - zawołała jedna z pielęgniarek.
Zaczynało brakować czasu.
- Cholera! Dajcie mi fartuch i rękawiczki – zarządziła. - Przygotujcie narzędzia do laparotomii.
- Nie poczekamy na chirurga? - zapytała Watson.
- Nie mamy czasu. Musimy zacząć bez niego.
Ktoś rzucił jej papierowy czepek. Wetknęła pod niego sprawnie długie do ramion ciemne włosy i zawiązała maskę. Pielęgniarka trzymała już w pogotowiu sterylny chirurgiczny fartuch. Cuddy wsunęła ręce do rękawów i włożyła rękawiczki. Ona podejmowała decyzje i od niej zależało życie tego człowieka.
Na piersi i brzuchu pacjenta położono sterylne płachty.
- Gdzie ta cholerna krew!? – wrzasnęła wytrącona z równowagi.
- Nie pomożemy mu. Musimy oszczędzać, zapasy szpitala są na wyczerpaniu.
Poczuła silne dłonie, odciągające ją od nieprzytomnego pacjenta.
Słyszała słowa, ale nie rozumiała ich znaczenia, błądziła myślami gdzie indziej. Uświadomiła sobie, że wyrok śmierci został już ogłoszony, gdyż przez zgromadzony w sali tłum przeszedł cichy pomruk. Kolejna ofiara kwarantanny, bezbronny człowiek którego zrzucono z kamiennych schodów; widziała strażników upokarzających go bez żadnych oporów. Ostatnie dni, były niewątpliwie jednymi z najcięższych w jej życiu. Pierwsze godziny odizolowania były koszmarem. Saperzy z najwyższym wysiłkiem powstrzymywali krzyczących, rozwścieczonych ludzi. Strażnicy wciąż trzymali wokoło odbezpieczone karabiny, strzelając do zdesperowanego personelu, który próbował opuścić PPTH.
Przez chwilę zaniemówiła z wrażenia. Poczuła, że uginają się pod nią kolana, i musiała wesprzeć się o ścianę, jakby bała się upaść.
- Gdyby coś się działo, wezwijcie mnie - wyszeptała. Odwróciła się nagle i wyszła, nie sprawdzając nawet, czy pacjent jeszcze żyje. Podążała przed siebie, chcąc zaszyć się w zaciszu swego gabinetu w sąsiednim skrzydle szpitala.
Kiedy dotarła na miejsce, zaryglowała drzwi i zasłoniła żaluzje. Była to jedna z linii obrony przed złem, które czaiło się na zewnątrz.


Dr House bez względu na to gdzie był oraz jak wielki zgiełk panował wokoło, zamykał oczy, opierał o coś głowę i nim doliczył do dwudziestu - spał. Tym razem był tak zmęczony, że zwalił się na kanapę w ubraniu i zabłoconych adidasach. Po kilku godzinach błogiego snu obudził go jakiś hałas. Przetarł dłonią zaspane oczy i leniwie spojrzał na Lisę Cuddy, która zaczęła swoją tyradę, szturchając go w pierś palcem.
- Uwaga, Wielkopośladowiec na godzinie trzeciej! - jęknął cichym i sennym głosem, przecierając dłonią zaspane oczy.
- Bardzo śmieszne. Co robisz w moim gabinecie?! - Pięść administratorki wylądowała na szklanym stoliku, a jej głos przybrał nienawistny ton. - Liczę, że nie zrobiłeś niczego głupiego.
- Naprawdę?
- Nie. - Usiadła na brzegu blatu i oparła twarz o dłonie. – Dochodzi północ. Byłabym wdzięczna, gdybyś mógł się tak nie zachowywać.
- Zachowywać jak? Zachwycająco?
- Denerwująco.
- Denerwująco w sensie seksi?
- Denerwująco w sensie denerwująco.
- Więc nagle jestem denerwujący?
- Nie tak nagle. Co zmajstrowałeś tym razem? - spytała zrezygnowana. Nawet gdyby chciała go wypchnąć za drzwi, nie dałaby rady, a zresztą taka próba mogłaby wywołać wrażenie, że ma coś do ukrycia.
- Saperzy zabronili mi zbliżać się do pacjentów. - House'owi zadrżał koniuszek warg. - To wszystko.
- Pięknie! Niemal się wzruszyłam. Trzeba jakoś uczcić ten sukces. - Lisa zacisnęła powieki, żeby opanować gniew. - Wiem! Napijmy się bourbonu i porozmawiajmy o pogodzie albo o sytuacji gospodarczej kraju, bo najważniejszy temat już wyczerpaliśmy! – wrzasnęła wytrącona z równowagi.
- Mamooo... To on zaczął!
- Czemu upierasz się, żeby mówić mi rzeczy oczywiste?! - Podeszła do wieszaka i zarzuciła na ramiona fartuch, aby zasłonić plamy krwi na bluzce. Dodatkowa warstwa materiału stanowiła dla niej kolejną barierę ochronną przed zagrożeniami ze strony pełnego chaosu świata.
Nagle okno oświetliły reflektory przelatującego helikoptera. Gabinet na chwilę się rozjaśnił, po czym znów zapanował półmrok. Słyszała tylko syk strumienia powietrza z klimatyzatora i buczenie komputera.
- Są tez pozytywne aspekty kwarantanny. - House spojrzał na Lisę, zmuszając się do sztucznego uśmiechu. - Skończyłem sprawozdanie z pracy mojego oddziału.
Wytrzymała bez mrugnięcia wzrok diagnosty, dopóki nie wstał. Nasłuchiwała odgłosu laski, najpierw tłumionego przez wykładzinę, potem głośniejszego, gdy stanął za jej plecami. Zdenerwowana podniosła się ze stolika i wyczerpana opadła na fotel za biurkiem. - Obejdzie się.
- Dlaczego? Spieszyłem się, żeby ci to oddać na czas!
- Rzeczywiście się uwinąłeś. Jak zacząłeś, była zima, teraz jest już babie lato. Ponawiam pytanie: co robisz w moim gabinecie o tej porze?! - Wyszło to ostrzej niż zamierzała.
- Siedzę i odpoczywam.
- Dlaczego?
- Bo jestem zmęczony.
- Dlaczego TUTAJ?!
- Bo nie mam gdzie pójść.
- Masz gabinet, większy od mojego.
- Tak - przyznał z niechęcią. - Ale nie nadaje się do użytku.
- Co zrobiłeś tym razem?! - wycedziła przez zęby.
- Po prostu nie mogę w nim pracować. Nie po tym jak zabrałaś mi plakat Księżniczki na wieży.
- House ta kobieta była naga!
- I…?
- I nie miała ubrania! – ucięła.
- Przyznaj, że wieża skutecznie ukrywała niektóre jej atuty.
- Taaak... - Posłała diagnoście mordercze spojrzenie. - Mogłabym go zostawić, gdyby wieża nie składała się ze sterty wibratorów!
House stał w miejscu przez dłuższą chwilę, rozglądając się wokół. W gabinecie panował idealny porządek, podobnie jak w jej życiu. Nie znosiła bałaganu. Teczki na biurku leżały poukładane równo w dwóch stertach, a książki na półkach były posegregowane alfabetycznie.
Siedząc za biurkiem, obserwowała, jak diagnosta rozgląda się po pokoju, niewątpliwie szukając poszlak i wskazówek. Czy on zawsze musi tak postępować? Cuddy czuła się z tego powodu obnażona i bezbronna. Zacisnęła zęby, przeszła przez gabinet i przykucnęła, wyjmując z szuflady regału opasły segregator. House obserwował ją z pewna dozą podejrzliwości.
- Dlaczego nie jesteś na oddziale? - zrobiła efektowną pauzę, unosząc znaleziony dokument w dłoni. - Obecna sytuacja nie zwalnia Cię z obowiązków. Masz pomagać chirurgowi.
- Miałem – poprawił ją. - Ale kiedy dotarłem na miejsce, okazało się, że było za późno. Pacjent odszedł.
- Przykro mi.
- NIE UMARŁ, tylko odszedł. Chase właśnie go szuka.
- Przyjęłam to do wiadomości - odparła bezbarwnym głosem. - Z dużymi oporami i tylko dlatego, że nie mam innego wyjścia. Nie chcę wiedzieć, jakim cudem zgubiliście człowieka.
- Mógłbym spróbować wyjaśnić, co się stało, ale twoje horyzonty myślowe są tak ciasne, że i tak tego nie zrozumiesz.
Dzięki House, pomyślała z goryczą. Zawsze potrafiłeś mnie dobić. Ostatkami sił zmusiła się do zachowania spokoju.
- O czym myślisz? - zapytała po chwili milczenia.
- O tym, że nikt mnie nie rozumie, jak bardzo jestem samotny i jak mnie boli, że mam to gdzieś – zaczął ją przedrzeźniać, mrugając długimi czarnymi rzęsami. - A ty?
- House, nie mam już siły. - Wyczuł w jej słowach tyle bólu, że nie wiedział, co odpowiedzieć. Po chwili zaczerpnęła głęboko powietrza i skoncentrowała wzrok na swoich dłoniach, splecionych na kolanach.
- Ta cała sytuacja z zamknięciem… to moja wina.
Dźwięk tego zdania wibrował przez chwilę w powietrzu. Jedno brutalne wyznanie raziło jak uderzenie pięścią.
Odwróciła wzrok i wyszeptała:
- Miałam szansę temu zapobiec, ale bałam się.
Drżała z wysiłku, by się nie rozpłakać i zapanować nad sobą, krzyżując ręce i wpijając palce w ramiona. House, podszedł do niej i stanął za jej plecami, zastanawiając się, co by zrobiła, gdyby jej dotknął. Czyby się odsunęła? Czy wzdrygnęłaby się, czując jego rękę? Patrzył bezradnie, jak się kuli, i pomyślał, że jest na skraju załamania.
- Kiedyś będziesz musiała powiedzieć mi prawdę.
- Teraz?
- Nie, w moje złote gody - mruknął sarkastycznie.
Lisa podparła głowę rękami, mając uczucie, że pęknie pod naporem informacji.
Chciała dowodzić całą kwarantanną, nawet tego zażądała, a teraz czuła się przygnieciona ciężarem czynności i obowiązków.
Była zbyt zmęczona, żeby wydajnie myśleć, a zarazem zbyt roztrzęsiona, żeby zasnąć. Nie spała od trzydziestu godzin, a od dwunastu nic nie jadła, mimo to nie chciało jej się ani jeść, ani spać. Wydarzenia ostatnich dni brzęczały niczym rój pszczół w jej systemie nerwowym, obrazy wracały uparcie, jakby oglądane na sklejonej w kółko taśmie filmowej.
- Cuddy. - Dotknął delikatnie jej ramienia. Nie wzdrygnęła się ani nie cofnęła. – Przychodzę tutaj codziennie od trzech dni i mówię ci o wszystkim, co leży mi na wątrobie.
- Wiem, chciałabym, żebyś przestał to robić – skłamała. – Mógłbyś mnie przytulić?
Odwrócił ją ku sobie i objął. Był zaszokowany głębią jej cierpienia. Czuł, jak cała drży. Nie wydawała z siebie głosu, ale wiedział, że z trudem powstrzymuje szloch.
- Dziękuję - wyszeptała, próbując wyswobodzić się z jego objęć. - Nikomu nie powiem, że byłeś dla mnie miły.
- Co dostanę, jak dotknę twojego wielkiego tyłka? - zapytał leniwie, przykładając dłoń do seksownych pośladków szefowej.
- Wstrząs mózgu. - Mimowolny cień uśmiechu przemknął przez wykrzywioną złością twarz.
Natrętny dzwonek telefonu rozdarł panującą ciszę.
House został zmuszony do odklejenia się od boskiego ciała Lisy, więc pierwszą reakcją, kiedy sięgał po słuchawkę, była wściekłość, że nie pozwala się mu nawet na chwilę przyjemności.
- HALO! - krzyknął do słuchawki. – Nie, kretynie! To nie jest gorąca linia dla samobójców! Wiesz, jaki masz problem?! Nawet nie umiesz obsłużyć cholernego telefonu! HALO! PRZEPRASZAM! Rozłączył się - wyszeptał po chwili, posyłając Lisie wściekłe spojrzenie.
- Ty idioto! - wystraszona rzuciła się do biurka. - A jeśli już nie zadzwoni? - pytała nieprzytomnie.
- Myślisz, że się powiesi? – przerwał nagle i zamknął oczy. Głos mu drżał. - Zabiłem człowieka. Nic się nie da zrobić. To tylko kwestia czasu.
- Spróbuję zidentyfikować numer! Może uda nam się oddzwonić.
- Zdaje się, że to nie będzie na razie potrzebne - zauważył.
Zaskoczona obojętnością diagnosty, zaczęła swoje litanie, ale House złapał ją za rękę.
- Nic mu nie będzie.
Jego uśmiech był niezwykle męski i zupełnie niepowtarzalny.
- Nie! - spojrzała na ziemię i zobaczyła, że odłączony kabel leży pod biurkiem. Musiał go wyrwać, kiedy usłyszał dzwonek. - Zrobiłeś to specjalnie!
- Szkoda było stracić taką okazję.
- Zacznij zachowywać się jak dorosły człowiek! - Chciała mu przyłożyć, ale puknęła go tylko w pierś.
- Mam się upić? - Popatrzył na nią pełnym domysłów wzrokiem.
- Nie… - Cuddy nadąsała się, próbując wymyślić coś naprawdę strasznego, co mogłaby mu powiedzieć, ale House zbliżył się do niej, puszczając przy tym oko. - Może dla odmiany zaczniesz używać mózgu? – zapytała czysto retorycznie.
- A co dobrego może z tego wyniknąć? – mruknął wyraźnie lekceważącym tonem. Przez moment nie odrywał wzroku od Lisy. Na jej twarzy – kiedyś wyrażającej stanowczość, pewność siebie, przykuwającej uwagę ze względu na oczy zdradzające żywą inteligencję – widać było troskę i zmęczenie. Straciła na wadze.
- Na czym stanęliśmy? - Zagryzł wargi, jak gdyby powstrzymywał się od gwałtownej reakcji. Na szyi zaczęła mu pulsować żyła. Po dłuższej chwili przypomniał sobie: - A tak! Na wielkim tyłku i biuście mojej szefowej! – Śmiały wzrok omiótł kolejno wszystkie okrągłości postaci w obcisłej spódniczce. – To kiedy dotknę Twoich piersi?
- Tuż przed śmiercią - syknęła gniewnie, czując na sobie wzrok diagnosty.
- Przyznaj, że coś do mnie czujesz.
- Tak - przyznała powoli, zmniejszając dystans miedzy nimi. Kroczyła majestatycznie jak po wybiegu, kołysząc biustem. – Nienawiść.
- To coś więcej. - Nie dawał za wygraną.
- Pragnienie Twojej rychłej śmierci? - szepnęła, a on patrzył na jej usta, które poruszały się lekko wraz z każdym wypowiedzianym po cichutku słowem. Było w nich coś, co przyciągało uwagę.
Na bladej skórze pomiędzy wybrzuszeniami dekoltu zauważył serce, zawieszone na złotym łańcuszku opinającym jej smukłą szyję. Wspaniale miarowo unosiło się w rytm oddechu swej właścicielki. W górę i w dół, w górę i w dół...
- Mam bilety do kina. Jeśli chcesz możesz się ze mną wybrać.
- Miło planować przyszłość z kimś kto Cię nie nienawidzi. – Cuddy rozchyliła delikatnie usta i powiodła dłonią wzdłuż dekoltu, delikatnie muskając palcami naszyjnik. Jej palce dotarły do pierwszego guzika i rozpięły go zgrabnym ruchem.
- To komedia romantyczna - wymamrotał, łykając dwie tabletki Vicodinu. - Krwawe Walentynki 3D.
- Proponujesz mi randkę? - Dłoń nie zatrzymała się i kolejne guziki koszuli podzieliły los pierwszego. Białe brzegi materiału rozchyliły się, delikatnie ukazując fragment czarnego koronkowego stanika.
- Tak. Randka. To słowo mogło Ci się obić o uszy lub mogłaś je słyszeć w radiu. Teraz przeżyj to sama. - Podszedł i złapał za krawędzie materiału, przyciągając ją do siebie. Nieśmiało, jakby z obawą rozchylił wargi, wsuwając język między rozgrzane usta.
Odwzajemniała pocałunki z żarliwością, która zaskoczyła ich oboje. Tak długo była pozbawiona miłości, że przestała za nią tęsknić. Dopiero teraz, ocknąwszy się z letargu, przypomniała sobie, czym jest pożądanie.
- Dość - szepnęła po chwili, głośno oddychając wprost w jego usta. House pokręcił głową, biorąc ją za ramiona i unosząc nad biurkiem. W ostatniej chwili podtrzymała się rękami, żeby nie wyrżnąć całym ciężarem o twardy drewniany blat. Gdy złapała równowagę, diagnosta sięgnął do rozporka spódnicy. Odruchowo chciała uciec, ale objął mocno jej biodra i wcisnął bokiem w swoje krocze… Uspokoiła się, rozchylając jednocześnie trochę bardziej uda.
Uśmiechnął się, rozpinając powoli rozporek, nic sobie nie robiąc z jej "burzowej" miny. Oczy jej pociemniały, a może mu się tylko tak wydawało?
Zanurzył prawą dłoń w gęste kręcone włosy i przyciągnął szefową jeszcze bliżej niż była poprzednio. Zaczynała drżeć... Rozchylił jej szeroko nogi kolanami, spódniczka podjechała wysoko, ukazując śnieżno biały pasek bawełny między udami.
- Przesadzasz - wymamrotała, przymykając oczy. Kiedy wodził dłonią po wyprężonym brzuchu, wrzasnęła jak opętana.
- Co do cholery? - mruknął sfrustrowany. Nachylił się i przyglądał przez chwilę ciemnofioletowemu siniakowi, jak kolekcjoner, który przyszpilił właśnie w gablotce kolejny okaz motyla.
- Potknęłam się o deskę do prasowania i uderzyłam o kant komody - odetchnęła z ulgą i skrzywiła się natychmiast, czując ból z powodu stłuczenia, do którego diagnosta przyłożył dłoń. Czuła, jak z każdym dotykiem pulsują jej tętnice.
- Dlatego właśnie unikam żelazka - przykucnął obok niej, nadal zakrywając ręką posiniaczoną skórę. Po chwili bezlitośnie wzmocnił ucisk. Pisnęła przeraźliwie, gdy ból przeszył jej ciało i przygwoździł do biurka.
Maska twardej szefowej, którą zachowywała w pracy, opadła; pozostało drżące ciało. Kwarantanna pokazała jej, jak dalece się zmieniła pod wpływem strachu. Poczuła piekące łzy, spływające po policzkach.
Patrzyła na diagnostę, speszona utratą panowania nad sobą i łzami, które wzięły się nie wiadomo skąd. Do diabła, nie powinna płakać. Nigdy jeszcze nie pozwoliła żadnemu mężczyźnie oglądać swojego załamania, a nie chciała, żeby tym pierwszym był House.
Odetchnąwszy głęboko, powiedziała spokojnie:
- Chcę, żebyś zaraz wyszedł.
Wstała i z trudem podeszła do drzwi.
- Dobrej nocy, doktorze.
Przez chwilę nie reagował, a ona zastanawiała się, co ma zrobić, żeby go wyrzucić z gabinetu. Podniósł się w końcu, lecz gdy doszedł do drzwi, zatrzymał się i spojrzał na nią z góry.
- Nie jesteś niezwyciężona, Cuddy - oświadczył. - I nikt tego od ciebie nie oczekuje. A te siniaki to ślady pobicia. Mam rację?
Nie odpowiedziała. Jeszcze długo po jego wyjściu stała z zamkniętymi oczami, przycisnąwszy plecy do zaryglowanych drzwi, czekając, aż opadnie z niej podniecenie, które wywołał. Wiedziała, że nie jest niezwyciężona. Ostatnich nocy nie przespała. Wielokrotnie się budziła, a potem leżała z bijącym sercem, nasłuchując kroków lub szmeru czyjegoś oddechu. Wstała niewyspana i otępiała. Dopiero po dwóch kubkach kawy poczuła się wystarczająco orzeźwiona, żeby zarządzać szpitalem i pomagać ofiarom kwarantanny. Spojrzała w lustro, stwierdziła, że źle wygląda. Miała zmęczone oczy, a wyraz twarzy zdradzał zachwianą pewność siebie. Nie mogła pozwolić, żeby ją taką zobaczyli. Odkręciła kran, spryskała twarz zimną wodą, wytarła ją papierowym ręcznikiem, po czym wyprostowała się i wzięła głęboki oddech.




Warunki dla drugiego odcinka: muszą pojawić się kaszanka, gromnica i nakładka wibrująca (w dowolnej postaci).



Co się stało z zaginionym pacjentem?
Jak będą wyglądały relacje House-Cuddy po słodko-gorzkim tete-a-tete w gabinecie?
Jak przeżywają zamknięcie inni?
Tego dowiemy się już w następnych odcinkach!


Ostatnio zmieniony przez Shitzune dnia Sro 12:42, 23 Cze 2010, w całości zmieniany 5 razy



_________________

In 30 years, kids as young as 6 or 7 will be sitting in classrooms hearing that women didn’t always have the rights to their own bodies and how boys couldn’t marry boys and girls couldn’t marry girls and they’re going to be as confused and disturbed as when we first learned about slavery and Black Codes.

PostWysłany: Pon 21:58, 22 Mar 2010
Shitzune
Katalizator Zbereźności



Dołączył: 07 Kwi 2009
Pochwał: 47

Posty: 10576

Miasto: Graffignano
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

zapowiada się bardzo ciekawie Mr. Green

zacznę od oklasków za księżniczkę hahaha
pobita Cuddy, ociekający pacjent i co tak właściwie stało sie w szpitalu?
Wiele ciekawych wątków aż mnie ciekawość zżera jak rozwiną je kolejni autorzy Mr. Green

tylko czemu 1 epizod pozostawia taki niedosyt zÓa ? Evil or Very Mad



_________________

Shee is perfect human being.

Matura? #NOT MY DIVISION

PostWysłany: Wto 18:59, 23 Mar 2010
Nemezis
The Woman
The Woman



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 19

Posty: 4520

Miasto: 221B Baker Street
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Widzę, że Hałsofeta już ruszyła Cool I bardzo dobrze! Przeczytałem pierwszą część i zgadzam się z Nemezis...

Limit zła nie został wyczerpany, a jedynie nadszarpnięty...
Kimkolwiek jest Tajny Agent należy mu się porządny lanie za nie doprowadzenie sprawy do końca Evil or Very Mad

Ja z kolei zastanawiam się nad siniakami Cuddy Shocked
Ciekaw jestem kto ją pobił o.O

Mam nadzieję, że następny odcinek rozjaśni nieco nasze ciemne umysły Twisted Evil



_________________
Bash in my brain And make me scream with pain Then kick me once again,
And say we'll never part...
I know too well I'm underneath your spell,
So, darling, if you smell Something burning, it's my heart.

PostWysłany: Wto 19:08, 23 Mar 2010
JigSaw
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 24 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 1655

Miasto: Miasto Grzechu
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Kochany Tajny Agencie rozpoznam Cię w nocy o północy, w kinie w Lublinie, w pociągu w Morągu, czy w Warszawie przy kawie.*

Cieszę się, że to Ty rozpocząłeś Hausofetę, bo super początek i jego, w moim odczuciu, wysoki poziom zmobilizuje kolejnych twórców do zaprezentowania równie dobrych tekstów.

Według mnie mocną stroną tej części są dialogi. To perełka. Jeszcze nie do końca wiem o co chodzi z tą kwarantanna, ale to się zapewne wkrótce wyjąśni. Trochę dziwi mnie, że Cuddy po 30 godzinach bez snu i 12 bez jedzenia ma ochotę na seks. Z drugiej strony sama kiedyś przyznała, że lubi seks, no i potrzebowała jakiegoś wsparcia w tym ciężkim dniu, więc nie będę się czepiać. Szczególnie, że to było na TYM biurku.

JigSaw napisał:
Ja z kolei zastanawiam się nad siniakami Cuddy

Ja od razu pomyślałm o Lucasie. Ten sprinter pewno nadal ma 2-minutowe "kłopoty" i zaczął wyżywać się na Cuddy.

Co do drugiej części - to nie mogę doczekać się kaszanki i nakładki wibrującej (boże, a co to jest nakładka wibrująca? Mr. Green Shocked )

*jeśli się mylę i nie wiem kim jesteś to bardzo przepraszam za spoufalanie się Mr. Green



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Sro 18:41, 24 Mar 2010
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetny pomysł z tą Hałsofetą Very Happy Pierwsza część pierwsza, Tajny agent jest świetnie rozpoczął opowiadanie, genialne dialogi + scena w gabinecie Very Happy Już nie mogę się doczekać kolejnej części Razz



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Sro 23:55, 24 Mar 2010
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tajny Agencie Hałsomaniaku świetna robota. Czyta się naprawdę super. A te dialogi .... pozazdrościć talentu. Kaszanka, gromnica i nakładka wibrująca (w dowolnej postaci) -ciekawa jestem co z tego wyjdzie ?!
Dalszej części się doczekać nie mogę.... dajcie z siebie wszytko by dorównać
pierwszej części Mr. Green



_________________

PostWysłany: Pią 17:58, 26 Mar 2010
Ugabuga
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 10 Lis 2009
Pochwał: 1

Posty: 93

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przeczytalam i powiem ze jestem mile zaskoczona Smile
Zaczyna sie bardzo ciekawie i tajemniczo Very Happy
Tajny Agent mial bardzo dobry pomysl i podoba mi sie wykonanie.
House jest Housem Cuddy jest Cuddy moze nie calkiem ale jednk.
Tajemnicze siniaki na jej ciele daja duzo do myslenia. Nasuwa sie hipoteza ze to Lucas ale nigdzie nie bylo o nim wspomniane wiec watpie ze akcje toczy sie w szostym sezonie, choc nie wiadomo jak nastepczynie to rozegraja Very Happy
A tak ladnie sie zaczynalo dziac miedzy Cuddy i Housem az bylam zaskoczona ze juz w pierwszej czesci bede miala okazje zobaczyc coz zOego a tu takie cosik :/
Czekam na cd
Pozdrawia mazeltov



PostWysłany: Sob 22:54, 27 Mar 2010
mazeltov
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 12 Sty 2010

Posty: 21

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hałsofeta, odcinek II Cool

zBETOwane przez Shitzune :* najlepsiejszego miszcza suofa pisanego (i muwjonego terz Mr. Green )! Bardzobardzobardzo dziękuję :*
Aha - to mój "literacki" debiut, mam nadzieję, że się Wam spodoba Smile Tak więc - enjoy Twisted Evil !



Lucas siedział w szpitalnym schowku na miotły. Przyszedł porozmawiać z Cuddy, ale ona „miała bardzo ważne spotkanie z przedstawicielem firmy farmaceutycznej LekoMan, od którego zależało egzystowanie szpitala”. Ale kto ją tam wie – hormony i te sprawy. W końcu była endokrynologiem i znała się na tej materii lepiej niż ktokolwiek inny. Douglas w akcie skruchy, desperacji i rozpaczy postanowił pokręcić się po szpitalu w poszukiwaniu ustronnego zakątka, lecz nie wiedział, że znajdował się w budynku objętym kwarantanną. Chciał znaleźć sobie odpowiednie miejsce, bo miał do zrealizowania Tajną Misję. Dach, bufet, toaleta i gabinet Lisy wydały mu się zbyt banalne. Chciał czegoś nowego. Obiegając wzrokiem korytarze PPTH trafił na TO pomieszczenie. Schowek. Miał nadzieję, że jest pierwszą osobą, która zrobi w nim coś TAKIEGO. Siedząc po turecku między wiadrami, mopami a środkami chemicznymi, sączył przemyconego za pazuchą Dzbana Leśnego, podgryzał kaszankę „Zayebystą” kupioną w lokalnych delikatesach i nucił „Time after time”. Był zły. Czuł się upokorzony, chciał schować się przed światem. W myślach biczował się pokrzywami oraz sypał sól i lał ocet na otwarte rany – chciał ukarać się za to, co zamierzał zrobić. A że był tchórzem – myśli były jedynym miejscem, gdzie mógł wyznaczyć sobie pokutę.
„Boże, kto by pomyślał. Kiedyś miałem ksywkę „Dwusekunkówka”. Od dziś powinni mnie nazywać „Dwugodzinówka”. A może „Dwudniówka” ? Ale ja się nie dam. Nie zbłaźnię się przed Lisą po raz kolejny. Jestem facetem i nie pozwolę, aby moja duma została urażona!”. Sięgnął do kieszeni i wyjął czerwone pudełeczko. Fatygował się po nie aż do Nowego Jorku. „Prawie jedenaście milionów mieszkańców, połowa z nich… no dobra, jedna trzecia, dokonuje podobnego zakupu. Nikogo on tam nie dziwi”. Wolał być nierozpoznany w New Jersey. Zdecydowanie się na zakup nakładki wibracyjnej rexDu traktował jako zło konieczne. Wstydził się sam przed sobą, przecież nie był niezaspokojonym dwudziestolatkiem, a jednak musiał ratować się zdobyczami dwudziestego pierwszego wieku. 9,99$ - tyle potrzeba było, aby odbudować pewność siebie. „Cóż – każdego łapie inna dolegliwość” – próbował się pocieszyć. „Jestem pewien na dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że Hugh Hefner też się tym ratuje”. Chociaż tego nawet najstarsi górale nie wiedzą… Wyjął instrukcję obsługi i niebieski, plastikowy pierścień. Nakleił na niego zdjęcie Lisy. „Dobra, może zachowuję się jak zawodowy ekshibicjonista, rasowy chippendales, albo podrzędny, niewyżyty zbok. Ale czego nie robi się dla sztuki”. Wziął głęboki wdech. Już, już miał przejść do części praktycznej, gdy nagle otworzyły się drzwi i pojawił się w nich Gregory House. Douglas uśmiechnął się głupkowato i chciał zamachać Dzbanem, ale w niewyjaśniony sposób impulsy z jego mózgu pobudziły do skurczu mięsień ręki trzymającej nakładkę. House wyglądał, jakby miał zrobić salto ze śmiechu.
- Boże, ty serio jesteś jak zawodowy ekshibicjonista, rasowy chippendales, albo podrzędny, niewyżyty zbok. Wybierz najbardziej odpowiadającą ci opcję.
- Ej House, wyluzuj. Nie uwierzę, że nigdy nie ratowałeś się w ten sposób. Zrozum faceta, w końcu sam nim jesteś, czyż nie?
- Hmm, biorąc pod uwagę, że jestem od ciebie ładnych parę lat starszy, nie wiem czy chcesz usłyszeć odpowiedź.
Lucas zbaraniał. Nie wiedział, co ma powiedzieć. Podniósł do połowy wypitą Dzban zapraszającym gestem.
- Boże, czy ty naprawdę myślisz, że napiję się z tobą jabola? Chyba serio trafiła cię jakaś cegłówka i przeprała twój mały móżdżek – zaśmiał się gorzko House i czym prędzej zamknął drzwi schowka. Idąc korytarzem, usłyszał ciche pojękiwania Douglasa. „Dwugodzinówka!” – pomyślał z pogardą – „Cholerny, emerytowany chippendales o rozmiarze majtek XS!"

Cameron była wyczerpana, ale mimo to pracowała w pocie czoła, pomagając przy opiece nad pacjentami i zajmując się typowo szpitalnymi czynnościami. Wirus rozprzestrzeniał się szybko. Nie wiadomo było, co to za choroba i w jaki sposób dostała się do szpitala. Chase i Foreman przeprowadzali badania już chyba po raz tysięczny i nic nowego nie odkryli. Cam chciała do nich dołączyć, ale sama zaczynała się źle czuć. Bolała ją głowa, skroń pulsowała. Nie przejmowała się jednak tym zbytnio – tłumaczyła sobie, że to zwykły, niegroźny ból, który doskwiera milionom ludzi każdego dnia. Łyknęła tabletkę ibuprofenu i wróciła do pisania raportów. Ale coś było nie tak – dotychczasowe nieskazitelne, okrągłe i piękne pismo lekarki nagle stało się niewyraźne, krzywe, miejscami nieczytelne. Allison przetarła oczy – bez zmian. Spróbowała postawić kolejne litery, jednak ręce jej drżały. Zszokowana, odeszła szybko od raportów i poszła zaparzyć sobie mocne espresso. Z trudem udało jej się wsypać kawę i wlać wodę – z całych sił walczyła z drgawkami. Czuła się coraz gorzej. Przed oczami miała mroczki – zdezorientowana, upuściła filiżankę, która rozbiła się na szpitalnym linoleum z głośnym brzdękiem. Natychmiast przybiegła pielęgniarka.
- Doktor Cameron, czy wszystko w porządku? – zapytała z troską
- Tak tak, oczywiście Elizabeth… Po prostu nie najlepiej się dziś czuję. Ale to nic takiego, zwykły ból głowy. Wzięłam już ibuprofen, zaraz powinno mi przejść – odpowiedziała zamroczona Cam, wymuszając słaby uśmiech.
- To dobrze. Masz pacjenta w dwójce – pielęgniarka wręczyła jej akta i szybko odeszła.
Allison pospiesznie udała się do gabinetu. Na kozetce siedziała kobieta w średnim wieku, z małym chłopczykiem na kolanach
- Dzień dobry, jak się państwo czują? – uśmiechnęła się ciepło Cam. Mimo fatalnego samopoczucia, zawsze starała się być w pełni profesjonalna i jak najmilsza dla pacjentów.
- Witam pani doktor, Max przyszedł na szczepienie przeciwtężcowe – odpowiedziała z uśmiechem kobieta. – Synku, rozchmurz się! – próbowała rozweselić malca, który wyglądał jakby skazano go na karę śmierci albo dwudziestoczterogodzinne łaskotki.
- Oh, to typowe dla dzieci, proszę się nie martwić – roześmiała się Cam – Max, zawrzyjmy układ. Jeżeli będziesz dzielny podczas szczepienia dostaniesz niespodziankę, co ty na to? – próbowała przekupić chłopca. Malucha nie trzeba było długo namawiać. Kiwnął energicznie głową i bohatersko odkrył ramię. Matka pocałowała go w czoło i pogłaskała po główce – jej mały syneczek jest taki dzielny! Zaczęła szczebiotać wraz ze swoim dzieckiem, chwaląc, jakie to jest odważne.
Cameron tymczasem podeszła do szuflady ze strzykawkami. Szukając odpowiedniej, nagle poczuła przeszywające ukłucie na wysokości serca. Odruchowo przyłożyła dłonie do klatki piersiowej, za wszelką cenę nie chciała krzyknąć z nieznośnego bólu, mimo iż prawie rozsadzał ją od środka. Mijały sekundy, a ból nie przemijał. Kobieta niczego nie zauważyła – nadal wesoło gaworzyła razem z Maxem. Cam wytrzymywała ostatkiem sił, miała wrażenie, że jej serce jest metalowym przedmiotem, którego właśnie przyciąga niewidzialny magnes. Już, już chciała wezwać pomoc, ale nagle ból minął, jakby ten niewidzialny magnes nagle rozpłynął się w powietrzu. Lekarka wzięła głęboki oddech i złapała strzykawkę. Chciała udawać, że nic się nie stało, nie mogła dopuścić myśli, że dzieje się z nią coś niedobrego.
- No Max, teraz wykaż się odwagą! Nie musisz patrzeć na ramię, spróbuj obserwować na przykład zegar – wymusiła uśmiech Cam – Obiecuję, że nie będzie bolało.
Maluch wyszczerzył białe ząbki w uśmiechu i zaczął wpatrywać się w zegar. Allison założyła rękawiczki i zdezynfekowała skórę dziecka. Kierując igłę w ramię, nagle przerwała tę czynność. Upuściła strzykawkę, a jej oddech stał się spazmatyczny. Na twarzy była blada niczym ściana pokryta wapnem, odruchowo złapała się za szyję, łapczywie połykała powietrze. Max zaczął płakać, a przerażona kobieta podbiegła do Cameron.
- Boże, co się pani dzieje?! Pani doktor, co się pani dzieje?! – krzyczała jak opętana. Nie wiedziała co zrobić – Ratunku, ratunku!! – wybiegła z gabinetu, nawołując pomocy.
Allison wiedziała co zrobić w takiej sytuacji. Wiedziała, że zapada jej się płuco. Była lekarzem i do cholery, wiedziała co trzeba zrobić! Jednak nigdy nie doświadczyła tego na sobie i teraz czuła się, jakby cała jej wiedza medyczna wyparowała, pękła jak bańka mydlana. Czy to koniec? Czy to koniec Allison Cameron? Tak miała zakończyć swoje życie? Nie chciała tego! Chciała urodzić dzieci, rozkwitnąć w małżeństwie, dać Chase’owi i swojemu przyszłemu potomstwu wszystko co najlepsze. Chciała wyjechać na wycieczkę do Europy… Była taka młoda… nie mogła umrzeć! Musi żyć… MUSI!!
Myśli te przywróciły zdrowy rozsądek lekarce. Ostatkiem sił podbiegła do komody i wyciągnęła z plastikowego kubeczka pustą strzykawkę. Wbiła igłę z całej siły w płuco i pociągnęła tłok. Słychać było syczenie, a po chwili głośny oddech Cameron. Uratowała sobie życie. Zszokowana, próbowała głęboko oddychać, aby się uspokoić. Cała się trzęsła, z jej oczu płynęły łzy. Przeżyła jedną z najgorszych chwil w życiu.
Mały Max nadal płakał, a do gabinetu wbiegła matka wraz z pielęgniarką.
- Boże, nic pani nie jest! – Odetchnęła z ulgą kobieta
- Doktor Cameron! Co się stało, jak się pani czuje? – pielęgniarka objęła ją ramieniem
- Dziękuję Elizabeth, bywało lepiej – odpowiedziała, zanosząc się szlochem. – Boże, to było straszne! – Ukryła twarz w dłoniach, nadal płacząc jak dziecko, łzy kapały na jej biały fartuch. Pielęgniarka podała jej chusteczkę.
- Cholera, gdyby nie ta pieprzona kwarantanna to od razu zwolniłabyś się do domu – zaklęła Elizabeth, nadal obejmując lekarkę.
Do gabinetu wbiegła kolejna pielęgniarka. Była zdyszana. Najwyraźniej nie wiedziała, co przed chwilą się stało, bo od razu przeszła do sedna sprawy:
- Doktor Cameron! Mamy sytuację kryzysową! Biegiem na Ostry Dyżur! – wydyszała.
Słowa te podziałały na lekarkę jak kubeł zimnej wody. Jak oparzona uwolniła się z objęć Elizabeth.
- Beth, zajmij się panią i dzieckiem, proszę! – krzyknęła Cam, wybiegając z gabinetu.
- Doktor Cameron, co pani…! - próbowała zatrzymać lekarkę, ale ta pognała w mgnieniu oka na Ostry Dyżur. Już z oddali słychać było rozdzierający krzyk, który jednak po chwili ustał. Zobaczyła młodego chłopaka. Jego ciało poddawane było regularnym wstrząsom, twarz była sina, zaczął krwawić z uszu i oczu, z ust wydobywała się piana.
- Dajcie mi… ze..staaa…w…. raaaa….tu….nkooo…wy – Allison z trudem wypowiadała słowa, miała mroczki przed oczami. Poczuła ten sam przeszywający ból, co w gabinecie, na wysokości serca. Nieznośne, rozdzierające kłucie, które teraz było dwa razy silniejsze. Przyłożyła dłonie do klatki piersiowej i tym razem nie wytrzymała - krzyknęła w agoni. Nogi się pod nią ugięły, czuła jak wiotczeją mięśnie. Po chwili upadła na podłogę. Wstrząsały ją drgawki, krew leciała z uszu i oczu, z ust sączyła się piana. Próbowała zachować resztki świadomości, lecz nie udało jej się to.
- Odsuńcie się, co się dzieje?! – Cameron usłyszała głos Lisy Cuddy. Był to jej ostatni zapamiętany dźwięk. Odpłynęła gdzieś daleko, z dala od bólu jaki przeszywał jej ciało.
Przerażone pielęgniarki szybko sprowadziły chirurgów, którzy zabrali Allison i chłopaka na salę operacyjną.

Cuddy wzięła się w garść. Złapała kosmetyczkę i stanęła przed lustrem w swoim gabinecie. „Boże, wyglądam jak upiór w operze” – narzekała – „Trzeba się raz-dwa ogarnąć!”. Włosy miała rozczochrane i poplątane. Prezentowały się niczym zużyty mop. Wzięła szczotkę i porządnie je rozczesała, co nawiasem mówiąc, nie było zadaniem prostym. Oczy miała podpuchnięte, tusz na rzęsach całkiem się rozmazał. Wykonała demakijaż błyskawiczny, a potem obrysowała oczy eye linerem a rzęsy wytuszowała. Usta pociągnęła bezbarwną pomadką. Jeszcze tylko dwa psiknięcia antyperspirantem – i Lisa czuła się jak nowonarodzona. Nie mogła sobie pozwalać na chwile słabości. Była kobietą silną, wpływową, zależało od niej dużo. W końcu była administratorką wielkiego szpitala. Założyła biały fartuch, wzięła kilka głębokich wdechów i wyszła dumnie z gabinetu. W końcu ktoś musiał ogarnąć cały ten kwarantannowy bałagan. Wychodząc na korytarz, usłyszała rozdzierający krzyk dochodzący z Ostrego Dyżuru. Czym prędzej tam pobiegła. Miała najgorsze przeczucia. Na sali ujrzała ciało młodego chłopaka oraz Cameron, poddawanych wstrząsom oraz krwawiących z uszu i oczu, z ust obojga wydobywała się piana.
- Odsuńcie się, co się dzieje?! – krzyknęła przerażona Cuddy. Zamawiajcie dwie sale operacyjne, ale to już! Gdzie do cholery są zestawy ratunkowe?! – wrzeszczała. Wystraszone pielęgniarki, biegały to do chłopaka, to do Allison. Po chwili przybiegli chirurdzy, zabrali chłopaka i Cameron na operację. W sali zapanowała ogłuszająca cisza. Głowa Lisy aż huczała od myśli i nadmiaru emocji. Po policzku administratorki spłynęły łzy. Z całych sił powstrzymywała się od wybuchnięcia szlochem. Nie była w stanie nic zrobić. Wiedziała, że to wszystko jej wina. To przez nią mogą stracić niewinnego, młodego chłopaka, mającego całe życie przed sobą, oraz jednego z najlepszych lekarzy, a przy tym wspaniała osobę – Allison Cameron. Wiedziała, że jeśli stanie się najgorsze, Chase tego nie wytrzyma. Nie zniesie straty swojej żony, którą kochał nad życie. Oprócz nich mogą stracić setki ludzi przebywających na terenie szpitala, każdy, KAŻDY mógł zostać zarażony! Przecież wszyscy mają marzenia, plany, cele – „Przez moją głupotę mogą już ich nigdy nie zrealizować! Boże, do czego ja doprowadziłam, po co wplątałam się w takie bagno?! Przeze mnie mogą zginąć ludzie. Dlaczego, DLACZEGO to zrobiłam?!”. Czuła wszechogarniającą złość na samą siebie. Była dorosłą i doświadczoną kobietą, a jedna malutka rzecz, jedna chwila slabości zmieniła wszystko. Naraziła setki ludzi na utratę zdrowia i życia. I nie wiedziała, jak temu zapobiec.
- Do cholery, nie macie nic do roboty?! – wrzasnęła Lisa, przerywając ogłuszającą ciszę. – Wracać do roboty, mamy kwarantannę i pracy jest w bród!
Odwróciła się na pięcie i pobiegła do swojego gabinetu, już nie ukrywając łez.

House po spotkaniu Lucasa był w dobrym nastroju. Przyłapanie Douglasa na zabawianiu się z nakładką przyprawiło go o nagły chichot. Wiele by dał, żeby otworzyć schowek kilka minut później, aby przyłapać detektywa „w trakcie”. Nie dałby mu żyć, w głowie dudniły mu złośliwe uwagi, którymi by go uraczył. Nie mógł zrozumieć, dlaczego tak piękna i wspaniała kobieta jak Lisa związała się z kimś takim. On – wieczny chłopiec, Ona – perfekcyjna w każdym calu, kobieta sukcesu. Ten chleb nie mógł zostać upieczony.
Nogi same zaniosły go do gabinetu Cuddy. Otworzył drzwi. Widok pomieszczenia przywołał wspomnienie zbliżenia między nim a Lisą. Nie zliczy, ile razy fantazjował o seksownej szefowej. Była idealna, niczym bogini. Co tu dużo mówić – dla House’a była po prostu kobietą perfekcyjną.
Gabinet aż krzyczał porządkiem. House spojrzał na biurko i jeszcze raz przypomniał sobie chwile spędzone razem z szefową. Przed oczami stanęło mu wspomnienie siniaków na brzuchu Lisy. Chciał za wszelką cenę dowiedzieć się, skąd pochodziły. Usiadł na krześle i rozejrzał się po gabinecie. Sięgnął po torebkę leżącą na podłodze. „Wybacz mamo, rączki zawsze mnie świerzbiły”. Otworzył pierwszą przegrodę. Portfel, klucze, dokumenty, kosmetyczka, guma do żucia – nic specjalnego. Dostrzegł małą, ukrytą kieszonkę na dnie. „Może znajdę tam legitymację tancerki erotycznej”. Otworzył zamek. Legitymacji niestety nie znalazł. Była tam jedynie wyrwana strona z gazety. House rozłożył ją z rosnącą ciekawością. Była to strona z ogłoszeniami. „Erotyczna gromnica EroGrom – wprowadź do swojej sypialni prawdziwą burzę! Zamów teraz, przy zakupie dwóch gromnic trzecia gratis!”. „Takie coś przydałoby się Lucasowi” – zadrwił w myślach. Reszta ogłoszeń była podobnego pokroju – jadalna bielizna, silikonowe piórka, gadające biustonosze. „Rany boskie, czyżby Cuddy serio pracowała po godzinach w jakimś night clubie? Chyba umarłbym ze szczęścia” – House był wniebowzięty. Odwrócił skrawek na drugą stronę. Kolejne ogłoszenia. Zobaczył w prawym dolnym rogu podkreślone żółtym zakreślaczem ogłoszenie: „Chcesz udowodnić coś światu a przy okazji nieźle zarobić? Jesteś atrakcyjną, wysportowaną kobietą? Zadzwoń pod podany numer”. House czuł, że jeśli się nie dowie, o co chodzi, umrze z ciekawości. MUSIAŁ dowiedzieć się prawdy. Chwycił szybko za słuchawkę i wykręcił numer. Pierwszy sygnał, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy, ósmy… już chciał odłożyć, ale usłyszał subtelny, kobiecy głos:
- Tak słucham, z tej stron…
Usłyszał stukot obcasów. TYCH obcasów. Zawsze rozpozna ten dźwięk. Ileż to razy leżał na kanapie w swoim gabinecie i relaksował się, kiedy słodkie chwile lenistwa przerywał mu ów stukot szpilek Cuddy? A potem standardowo – kolejna kłótnia o zaległe godziny pracy w przychodni, nienapisane raporty, wciskanie akt kolejnych pacjentów…
House błyskawicznie schował skrawek do kieszeni marynarki i odłożył słuchawkę. Do gabinetu weszła Lisa. Była roztrzęsiona, miała rozmazany makijaż
- House! Do jasnej cholery, co ty znowu tu robisz?! Mówiłam, że nie chcę cię widzieć! – Próbowała zamaskować łzy, jednak jej głos wciąż był drżący. Widok diagnosty przywołał wspomnienie ostatnich wspólnych chwil. W głębi duszy chciała z nim porozmawiać o tym co między nimi zaszło, ale teraz nie była w stanie. Nie po tym, co stało się na Ostrym Dyżurze. Czuła się jak najgorsza kryminalistka
Diagnosta wyszedł bez słowa. Wiedział, że Cuddy i tak nie powie mu prawdy, a bardzo prawdopodobne jest, że wyrzuciłaby go z pracy, ewentualnie sprzedała solidnego policzka lub kopniaka w miejsce, gdzie światło nie dochodzi...
- House! – usłyszał krzyk zza drzwi. Ale nie wrócił. Chciał być już w swoim gabinecie, aby wykonać telefon, który prawdopodobnie rozwiąże tajemnicę. Podążał korytarzem, najszybciej jak umiał. Podczas jazdy windą pomyślał sobie, że bardzo, ale to bardzo współczuje wszystkim żółwiom. Gdyby tylko nie ta cholerna laska, pobiegłby niczym najszybszy sprinter.
- House!
„Nie, nie teraz!” – przeklął w duchu Greg. Ujrzał biegnącą ku niemu Trzynastkę.
- House, do cholery, czekaj!
- O ile nie chcesz zaproponować mi seksu na pralce, odpowiedź na wszystko brzmi „nie”. – Nie zwalniając tempa, próbował pozbyć się lekarki.
- Cameron… Cameron… Chyba dopadł ją wirus… Miała atak serca, drgawki, krwawiła z oczu i uszu- Trzynastce zadrżał głos. – Takie same objawy miał jakiś chłopak. Oboje mieli operację i są w krytycznym stanie!! Wirus się rozprzestrzenia i jest niebezpieczny!! A poza tym, nasz uciekający pacjent właśnie próbuje skoczyć z dachu szpitala!! – wrzasnęła. – Więc może ruszyłbyś łaskawie swój cholerny tyłek i spróbował uratować kogokolwiek?!
House stanął jak wryty, jakby nagle utracił zdolność chodzenia. Chory psychicznie pacjent musi poczekać. Nie, nie mogą stracić Cameron!
- Chodźmy do niej.


Warunki dla trzeciego odcinka: muszą pojawić się w dowolnej postaci: kokos, stacja meteorologiczna i góral (lub górale Razz)

Enjoy Cool !


Ostatnio zmieniony przez Chasper dnia Sro 19:40, 31 Mar 2010, w całości zmieniany 2 razy



Autor postu otrzymał pochwałę.

_________________
Ubrana u Mireli : )

PostWysłany: Sro 15:57, 31 Mar 2010
Chasper
Onkolog
Onkolog



Dołączył: 26 Kwi 2009
Pochwał: 6

Posty: 3096

Miasto: Wrocław
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Okej, jednego nie przewidziałam - że trzy wykrzykniki zamienią się w te pakudne pomarańcze, więc, hm, co powiedz na przemianowanie ich na pojedyncze?

Ty już wiesz, że mi się podoba, o wiele bardziej niż pierwotna wersja. Wink Było wiele momentów, przy których kwiknęłam zdrowo a porządnie ("wyglądała jak upiór w operze"), a także parę takich, które wywołały moje skojarzenia w stylu "ten gołąb nie mógł zostać zestrzelony" czy też Cuddy pracująca w sklepie ogrodniczym... Mr. Green
Część zdecydowanie mniej dosłownie zua, za to jest parę zuych akcesoriów, mrr, mrr.
Narzuciłaś trochę innym użyszkodnikom czas akcji - teraz już trzeba będzie się trzymać okolic szóstego sezonu.

Mrr, mrrr, fajnie to wyszło! Od dzisiaj zostaję fanką EroGo...khm, EroGroma. Cool



_________________

In 30 years, kids as young as 6 or 7 will be sitting in classrooms hearing that women didn’t always have the rights to their own bodies and how boys couldn’t marry boys and girls couldn’t marry girls and they’re going to be as confused and disturbed as when we first learned about slavery and Black Codes.

PostWysłany: Sro 16:16, 31 Mar 2010
Shitzune
Katalizator Zbereźności



Dołączył: 07 Kwi 2009
Pochwał: 47

Posty: 10576

Miasto: Graffignano
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

że niby House usłyszał w telefonie niski, subtelny i uwodzicielski głos Cuddy nagrany w poczcie głosowej? Wow! Inne skojarzenia nie przychodzą mi do głowy. Ale Cuddy?
O, jeśli to prawda - to House nie odpuści. Na pewno.

Lucas już się dla mnie nie liczy. Zabawy w schowku z wibrującą nakładką zobrzydziły mi go ostatecznie. Ciekawe jak House to wykorzysta.

Shitzune napisał:
Od dzisiaj zostaję fanką EroGo...khm, EroGroma.

oczywiście, że przeczytałam EroGorma Mr. Green

dodatkowo:
zauważalna dbałość o szczegóły
niezła dawka humoru w miejscach odpowiednich



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Sro 20:25, 31 Mar 2010
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przeczytałam i....wow. Very Happy Super jest. Biorac pod uwagę fakt, że nie umiem piać twórczych komentarzy więc powiem, że świetnie wymysliłaś z tym Lucasem w schowku. Mr. Green Uśmiałam się strsznie.

Chasper napisał:
sączył przemyconego za pazuchą Dzbana Leśnego, podgryzał kaszankę „Zayebystą” kupioną w lokalnych delikatesach i nucił „Time after time”

Tu padłam. Mr. Green Świetnie. hahaha Nieee no, jestem pod wrażeniem. Świetnie to ujęłaś i złączyłaś w całość. Mr. Green Super.



_________________

maagdaa - mój prywatny rozczoch z Octoberem w ręce!
Agawa & Nigide- Mhroczne i (nie)zÓe rodzeństwo!, Nuttie Kuzynka 65 stopnia &
Wujek JigSaw.

'Nie idź za mną, bo nie umiem prowadzić. Nie idź przede mną, bo mogę za tobą nie nadążyć. Idź po prostu obok mnie i bądź moim przyjacielem.'

PostWysłany: Czw 9:56, 01 Kwi 2010
maybe_55
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Paź 2009
Pochwał: 39

Posty: 7635

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hausofeta ruszyła pełną parą XP Z niecierpliwością czekałem na ten odcinek, molestując przy okazji Shee na wszelkie możliwe *dostępne* sposoby Twisted Evil Przyznam się bez bicia- liczyłem, że detektyw nie pojawi się w Fecie, ale kto wtedy zabawiałby się nakładką o_O

Lucas pomyślał (jesli to możliwe) napisał:
„Boże, kto by pomyślał. Kiedyś miałem ksywkę „Dwusekunkówka”. Od dziś powinni mnie nazywać „Dwugodzinówka”. A może „Dwudniówka” ?


Widzę, że wpadamy ze skrajności w skrajność hahaha
A Lupusek dziwił się, że Cuddy jest niewyżyta, pomimo wyczerpania. Widać była nieźle wyposzczona.. Ale któż by nie był mając w sypialni TAKIEGO demona seksu
hahaha
Lucas o sobie napisał:
Jestem facetem

Polemizowałbym hahaha

Nowatorskie zastosowanie nakładki napisał:
Wstydził się sam przed sobą, przecież nie był niezaspokojonym dwudziestolatkiem, a jednak musiał ratować się zdobyczami dwudziestego pierwszego wieku. 9,99$ - tyle potrzeba było, aby odbudować pewność siebie. „Cóż – każdego łapie inna dolegliwość” – próbował się pocieszyć.


Właśnie Ómarłem...zmartwychwstałem...Ómarłem i tak dalej o.O Prawie jak Teylor Forrester =P Ja używałem takiego cuda i hm...bynajmniej nie służy ono do zadowalania "się" i odbudowywaniu pewności siebie. Chociaż taka ze zdjęciami Cuddy, może zadowalać samym wyglądem-Chasper powinnaś to opatentować - sukces murowany- byłbym Twoim pierwszym klientem :X LOL

Fragment w którym Cameron sama ratuje sobie życie rozłożył mnie na łopatki...Czy ona... Czy ona tak z tą strzykawką i zapadniętym płucem latała po szpitalu Shocked Twarda sztuka- do tego ta piana- Cameron ma wściekliznę
hahaha

Czyli wiemy, że tajemniczy wirus zaatakował PPTH, to zagadka godna samego mistrza House'a. Ciekaw jestem kiedy wirus zacznie zbierać krwawe żniwo, kogo oszczędzi i jak będą przebiegały kolejne fazy choroby.
Do tego dalej nie zostało dopowiedziane kto pobił Cuddy i co najważniejsze- jakim cudem Lisa mogła wiedzieć i być odpowiedzialną za kwarantannę i wirusa (?)
Jakie niecne zamiary miał Lucas Douglas i czy dalej będzie próbował swoich sił z nakładką?
Czy Cameron przeżyje?

Tyle zagadek do rozwiązania... Czekamy na dzieło Hambarr
Cool



_________________
Bash in my brain And make me scream with pain Then kick me once again,
And say we'll never part...
I know too well I'm underneath your spell,
So, darling, if you smell Something burning, it's my heart.

PostWysłany: Wto 14:31, 06 Kwi 2010
JigSaw
Diabetolog
Diabetolog



Dołączył: 24 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 1655

Miasto: Miasto Grzechu
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

no juz nie moge się doczekac.Wink swietnie dwie czesci, teraz czekam czym popisze sie hambarr.



_________________
If you're happy I'm

PostWysłany: Wto 14:52, 06 Kwi 2010
mikahouse
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 23 Lut 2010

Posty: 30

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jestem coraz bardziej ciekawa nasępnych części.
Obydwie (części) bardzo mi się podobały. Pokłony w stronę autorów.



PostWysłany: Sob 19:25, 10 Kwi 2010
basiag95
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 01 Lut 2010

Posty: 97

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

pierwsza część - nic dodać nic ująć! Mr. Green boska! ^^
druga, równie wspaniała Very Happy , a Lucas ...... XD hahahhahah! brak mi słów, w prawdzie, żadnego nie byłabym w stanie wypowiedzieć, bo jak tylko przypomne sobie opisany fragment nie moge powstrzymać się od śmiechu hahaha DAWAJCIE KOLEJNĄ CZĘŚĆ!



PostWysłany: Nie 19:38, 18 Kwi 2010
Housetka
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 23 Lut 2010
Pochwał: 1

Posty: 332

Miasto: Gdańsk
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2, 3, 4  Następny
Strona 1 z 4

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.11825 sekund, Zapytań SQL: 14