Groźba [1/?]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Groźba [1/?]




Part One

Dochodziła północ. Zimny wiatr szalał po pustych ulicach, wprawiając w dziki taniec barwne liście zalegające na chodnikach. Jeden z nich, po wykonaniu kilkunastu skomplikowanych ruchów, niespiesznie zbliżał się do czarnej furgonetki. Powoli opadł na szybę samochodu, wywołując tym samym wściekłość właściciela. Mężczyzna ów spojrzał na wyświetlacz aparatu i stwierdził, że jego obawy nie były bezpodstawne. Połowę kadru zajmował brązowy liść, skutecznie przysłaniając fotografowaną kobietę.
- Cholera - zaklął pod nosem, ponownie podnosząc aparat na wysokość swoich oczu. - Pieprzona jesień - dodał, ustawiając odpowiednią ostrość.
David Donovan był wysokim mężczyzną o ciemnych, kręconych włosach i dużych, szarozielonych oczach. Lata spędzone w wojsku uwidoczniły się na jego twarzy w postaci wielu blizn i szram. Ramiona miał silne i umięśnione. Jego postura mogła budzić strach, ale w gruncie rzeczy David wcale nie był złym człowiekiem. Nie lubił przemocy, a do wojska zaciągnął się tylko dlatego, że nie miał pomysłu na przyszłość. Teraz, gdy zakończył służbę i poświęcił się nowej pracy zaczynał żałować, że nie skupił się na nauce. Śledzenie ludzi nie było przyjemnym zajęciem, zwłaszcza, gdy trzeba było zarywać noc.
Tym razem zlecenie było nieco inne, ale mężczyzna nie zastanawiał się nad nim zbyt długo. Przy takich pieniądzach nie obchodziło go po co komu takie zdjęcia i informacje. W gruncie rzeczy śledzenie tej kobiety nie było takim złym zajęciem. Była atrakcyjna i cholernie seksowna, więc miał na czym zawiesić oko.
Wykonał jeszcze kilka zdjęć i rzucił aparat na siedzenie obok. Ziewnął przeciągle, postanawiając, że nigdy więcej nie wpakuje się w taką robotę. Od tygodnia nie mógł się porządnie wyspać. Przeciągnął się i podniósł małą lornetkę na wysokość oczu. "Na dzisiaj chyba już wystarczy", pomyślał, "nic ciekawego raczej się nie stanie."
Wpatrywał się jeszcze przez chwilę w nieświadomą tego kobietę, a potem odpalił silnik samochodu. Zastanawiając się, czy ktoś zauważył jego obecność na ulicy, rozejrzał się wkoło. Upewniwszy się, że nie jest obserwowany, odjechał w kierunku szpitala Princeton-Plainsboro. Zadanie było wykonane. Przynajmniej na dzisiaj. Teraz musiał już tylko przekazać materiały swojemu zleceniodawcy.
"Ale najpierw muszę coś zjeść", pomyślał, czując uścisk żołądka domagającego się pożywienia. Spojrzał na zegarek, chcąc ocenić, czy zdąży na czas jeśli zatrzyma się po drodze przy jakimś sklepie. Zostało mu pół godziny do umówionego spotkania. Zdecydował, że najpierw zaspokoi potrzeby swojego organizmu, a dopiero potem pojedzie do klienta.

***

Gregory House nie należał do osób, które zostawały w pracy po godzinach. Dlatego możecie sobie wyobrazić zdziwienie Wilsona, kiedy przechodząc obok gabinetu przyjaciela, zauważył go siedzącego w fotelu. Z tego co wiedział, ostatni pacjent House'a wyszedł ze szpitala dziś rano, więc nie mógł być powodem tego dziwnego zachowania. Ciekawość zwyciężyła nad zdrowym rozsądkiem i Wilson cicho otworzył drzwi gabinetu.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał, nie ukrywając zdziwienia.
- Czekam na dziwkę - usłyszał w odpowiedzi.
Onkolog spojrzał na przyjaciela, oceniając sytuację. Znał go na tyle długo, żeby wiedzieć, że jeśli nie chce mu o czymś powiedzieć to nie powie. Rozważał przez chwilę pozostanie w gabinecie i próbę wyciągnięcia siłą jakichś informacji, ale doszedł do wniosku, że to nie ma sensu. Wiedział, że i tak nie zaspokoi swojej ciekawości - House nie był typem człowieka, od którego bez trudu można się czegoś dowiedzieć. Wpatrywał się w intensywnie niebieskie oczy diagnosty, próbując domyślić się o co może mu chodzić, ale zdawał sobie sprawę, że to wszystko na marne. Jeśli House będzie chciał czymś z nim podzielić to na pewno to zrobi. Jeśli nie, cóż, wtedy i tak niczego się nie dowie. Ale przecież mógł spróbować, prawda?
- Skoro tak to nie przeszkadzam. Dobranoc, House - powiedział, robiąc krok w tył i zamierzając opuścić pomieszczenie. Odwrócił się w stronę drzwi, w duchu odliczając do trzech.
- Co? Nie będziesz zadawał mi miliona pytań, żeby dowiedzieć się, co tutaj robię? Żadnych przypuszczeń ani nic? - zapytał House, zdziwiony zachowaniem Wilsona.
- Po co? Jeśli nie chcesz mi powiedzieć to i tak nie powiesz. Wolę spędzić noc w ciepłym łóżku, niż przesłuchując ciebie. Rezultat będzie ten sam - z tą różnicą, że w pierwszym przypadku będę wyspany - powiedział powoli onkolog. Wiedział, że taki brak zainteresowania z jego strony zwróci uwagę House'a. A kiedy zwróci jego uwagę to istniało duże prawdopodobieństwo, że dowie się, co jest grane. - Dobranoc, House.
Wilson otworzył drzwi gabinetu i niespiesznie opuścił pomieszczenie. Jeśli zaraz usłyszy za sobą kroki i stukot laski to okaże się, że miał rację.
- Hej, Wilson! - dobiegł do jego uszu krzyk przyjaciela. Zaraz po nim usłyszał kroki i cichy stukot laski. Uśmiechnął się do siebie i stanął, czekając na diagnostę.



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Pon 21:00, 22 Gru 2008
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Part Two

Zimne promienie słoneczne wpadały do pokoju przez małą szczelinę w zasłonie. Tańczyły na spokojnej twarzy kobiety, pogrążonej w głębokim śnie. Odziana była w skąpą, granatową koszulkę nocną, która więcej odsłaniała, niż zasłaniała. Leżała w dość dziwnej pozie, rozłożona na całym łóżku - widać, że przywykła do sypiania samotnie. Niesforne kosmyki ciemnych włosów opadały na jej twarz, podrażniając tym samym jej zamknięte oczy. Powoli się budziła, powieki drgały coraz częściej i intensywniej, by po chwili jedna z nich niespiesznie podniosła się, ukazując niebieską tęczówkę. W ślad za nią podążyło drugie oko i po kilkunastu sekundach omiatała nieprzytomnym wzrokiem sypialnię, szukając przyczyny przebudzenia. Usiadła na łóżku, zerkając na zegarek stojący na małej nocnej szafce. Zrezygnowana opadła na poduszkę - miała jeszcze pół godziny do usłyszenia pierwszego sygnału budzika.
Próbowała ponownie zasnąć, ale nie mogła. Coś nie dawało jej spokoju, choć sama nie wiedziała co. Upłynęło kilka minut i postanowiła wstać. Powoli podniosła się z łóżka, przeklinając w duchu taki początek dnia. Po ciemku doszła do okna, które odsłoniła jednym zdecydowanym ruchem. Do pokoju wlały się promienie zimnego, późnojesiennego słońca. Musiała lekko przymknąć oczy, zanim przyzwyczaiła się do jasności dnia.
Wyjrzała przez okno, dostrzegając kilka samochodów stojących na podjazdach domów. Na ulicy i chodnikach leżało pełno barwnych liści, rozrzuconych przez silny wiatr, wiejący w nocy. Dzień powoli rozpoczynał swój zwykły bieg. Przed sąsiednim domem zatrzymał się żółty, szkolny autobus. Spojrzała ze smutkiem na te roześmiane twarze dzieci, żegnających się z rodzicami. Żałowała, że nie może sobie pozwolić na takie zachowanie - obudził się jej instynkt macierzyński. Ostatnio uśpiony i niedający o sobie znać, teraz zareagował z przesadną intensywnością. Uśmiechnęła się smutno i odwróciła głowę w stronę telefonu, który dokładnie w tej samej chwili zadzwonił.
Spokojnie podeszła do urządzenia i podniosła słuchawkę, nie wiedząc kogo może się spodziewać. O tej porze zwykle z nikim nie rozmawiała. Przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Tak?
- Mam twoje zdjęcia - odezwał się chrapliwy głos po drugiej stronie. - I kilka kompromitujących cię informacji.
Przez chwilę zastanawiała się, czy to nie żart. Wpatrywała się w ścianę, próbując rozpoznać ten głos. Jednak nikt nie przychodził jej do głowy. Jedyną osobą, po której mogła spodziewać się podobnych zachowań był House. Ale czy to był on?
- House, nie wygłupiaj się. I tak nie odpuszczę ci kliniki, więc nawet nie próbuj wymyślać jakichś głupot - powiedziała pewnie i głośno. - O 10.00 widzę cię w szpitalu - dodała, zamierzając odłożyć słuchawkę.
Jednak nie zrobiła tego. Po drugiej stronie rozległ się donośny, chrapliwy śmiech.
- House? Nie, nie wydaje mi się... - usłyszała w odpowiedzi. - Zadzwonię za kilka godzin, spodziewaj się tego. I nie próbuj nic robić, jesteś obserwowana...
Do jej uszu dotarł cichy trzask, a potem sygnał, świadczący o tym, że nieznajomy odłożył słuchawkę. Stała przez chwilę w bezruchu, wpatrując się w jeden, nieokreślony punkt na ścianie. Nie wiedziała, co ma o tym myśleć. "Jeśli to jakiś żart ze strony House'a to obiecuję, że go zabiję", powiedziała w duchu.
Po chwili otrząsnęła się i ruszyła w kierunku łazienki. "To na pewno jakiś głupi kawał", pomyślała, wchodząc pod prysznic.

***

Dźwięk budzika powoli docierał do jego podświadomości, zmuszając do otworzenia oczu. Nie mógł sobie pozwolić na zaspanie, jeśli miał kontynuować zlecenie, które otrzymał. Wściekły, jednym szybkim ruchem wyłączył budzik i przewrócił się na plecy. Żałował, że nie może wrócić do tych kilku tygodni po ukończeniu służby, kiedy nieważna była godzina, o której wstawał. Mógł sobie pozwolić na tak długi sen, jak tylko zechciał. O ironio, właśnie wtedy nie korzystał z tego, zrywając się o świcie i zajmując się sprawami, na które teraz zwyczajnie nie miał czasu.
David nie był typem śpiocha - zapewne przyczyniły się do tego lata służby i nawyki z wojska - ale mimo wszystko potrzebował minimum siedmiu godzin snu, aby normalnie funkcjonować. Niestety, ostatnio nie było mu to dane. Taka jest praca prywatnego detektywa...
Mężczyzna próbował zmobilizować swoje ciało do podniesienia się z łóżka, ale nie miał na nie zbytniego wpływu. Wyraźnie domagało się odpoczynku, którego nie mógł mu zapewnić. Zmagał się z własną słabością i dawał radę przez taki długi czas, jedynie dzięki wynagrodzeniu, które otrzymywał. Za takie pieniądze mógł poświęcić te kilka czy kilkanaście potrzebnych mu godzin snu, prawda?
Rozejrzał się po pokoju, dłużej zatrzymując wzrok na ubraniach rozrzuconych z nieładzie, które spoczywały na podłodze. Nie pamiętał, jak wczoraj zdołał dostać się do mieszkania, ale najwidoczniej nie zadbał o porządek. Przesunął wzrok z ubrań na stojący w kącie duży, skórzany fotel. Leżał na nim stary, wojskowy strój, którego zamierzał się w najbliższym czasie pozbyć. Nie wspominał dobrze pobytu w jednostce i nie chciał, żeby coś mu o tym przypominało. Mimowolnie podniósł rękę i przesunął nią po bliźnie nad lewym okiem. I tak nigdy tego nie zapomni - ona na to nie pozwoli. Na prawo od fotela stał mały stolik, zajmowany zwykle przez aparat, lornetkę i inne sprzęty potrzebne do pracy. Dzisiaj dodatkowo spoczywał na nim stary, dawno nieużywany pistolet. Zastanawiał się przez chwilę, co on tam robi. Przypomniał sobie wydarzenia wczorajszego wieczora i zrozumiał, dlaczego go wyciągnął. Na lewo od fotela znajdowało się duże okno wychodzące na zachód. Mógł stąd obserwować piękne zachody słońca i kiedyś to robił - dopóki znajdował na to czas. Z drugiej strony okna stał regał zajmowany przez ogromną ilość książek, głównie kryminałów, i kilka pamiątek z dzieciństwa. Obok regału stała ogromna szafa, której drzwi były w tym momencie otwarte. Wewnątrz panował nieład i chaos, a ubrania były wepchane na siłę, przez co sprawiały wrażenie, jakby zaraz miały z hukiem z niej wylecieć. Naprzeciwko łóżka znajdowały się drzwi do dużego pokoju.
Omiótł swoją sypialnię jeszcze jednym szybkim spojrzeniem i podniósł się z łóżka. "Już wiem, dlaczego nigdy nie lubiłem poniedziałków", pomyślał, wstając.

Ciąg dalszy nastąpi...



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Wto 14:36, 06 Sty 2009
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.10152 sekund, Zapytań SQL: 14