I stało się... [Z]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Stwierdzam, że jestem ślepa. Nie czytałam jeszcze tego fika jakimś cudem Shocked
Co mogę napisać? Cudny jak każdy napisany przez ciebie, dobrze, że zauważyłam go gdy jest już zakończony i nie muszę czekać na każdą nową część Very Happy
W takim razie teraz czekam na kolejną część, sama wiesz którego fika zakochany
Dużo wena i dużo czasu!



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Czw 19:33, 30 Gru 2010
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

I stało się... [NZ]

Witam, Ci którzy mnie znają wiedzą, że nie przychodzę z niczym nowym Cool Dla reszty przynoszę tego oto fika, napisanego dawno temu Wink Oprócz tego myślę, że zamieszczę tu jeszcze jeden lub dwa opowiadanka z mojego zbioru. Niestety, napisałam już chyba Huddy fiki o każdym możliwym temacie, były porwania, śluby, wypadki, ucieczki, śmierć, dzieci, dużo dzieci, rozwody, szczęśliwe zakończenia i nie, było Huddy niebo, i obawiam się, że mój wen już niczym nie błyśnie. Obecnie piszę coś z innej beczki, Huli. Sama nie wiem, jak to się stało, ale tak mnie natchnęło, od zawsze byłam zauroczona Hugh i Lisą, ale ze zdrowym dystansem. Kto wie, może kiedyś i swoje Huli upublicznie? Wzorem naszej Gusi :* A teraz zapraszam na Huddy z nieco oklepalnym pomysłem Cool




I

Dawno, dawno temu, a raczej jakiś miesiąc wstecz zdarzyło się coś niezwykłego. Pod wpływem zbiegu różnych okoliczności dwoje ludzi znalazło się w jednym łóżku. Nie było to małżeństwo, nie byli parą, twierdzili, że nawet się nie lubią. Więc co skłoniło ich do tego kroku? Chwilowe zaćmienie, impuls, czy szalejące hormony? Cóż na pewno mieli jakieś wytłumaczenie, ale od pamiętnej nocy ze sobą nie rozmawiali. Owszem spotykali się w pracy, ale zawsze jakimś cudem, ktoś im towarzyszył. Ironia losu, czy przeznaczenie? Jak się okazało i jedno i drugie brutalnie miało zaśmiać się im prosto w twarz. Czy tego chcieli? On praktycznie marzył o tym każdej nocy, ona tylko czasem zastanawiała się jakby to było, ale marzenia i rozmyślania od realizacji oddziela ogromna przepaść. Oni ją przekroczyli, a raczej nieopatrznie do niej wpadli.
- Co ci jest? – usłyszała zatroskany głos Wilsona.
- A tobie? – odbiła piłeczkę.
- Zapytam po raz drugi. Coś się stało? – zrozumiał aluzję, ale nie zamierzał odpuścić.
- Od czego, by tu zacząć? – wzięła głęboki oddech. Wiedziała, że natrętny onkolog nie da jej spokoju póki z nim nie porozmawia.
- Może od początku? – zaproponował rozsiadając się na kanapie.
- Chyba będzie łatwiej, jak zaczne od miejsca, w którym on skończył – dodała posyłając mu delikatny uśmiech.
- Skąd wiesz, że z nim rozmawiałem? – zapytał zdziwiony.
- Bo swoje kolejne pytanie zapewne brzmiące mniej więcej tak: „House cie przeleciał i co zamierzasz z tym zrobić” masz wypisane na twarzy – wzruszyła ramionami.
- No dobra. Rozmawiałem z nim. I co z tego, teraz rozmawiam z tobą – mówił nie spuszczając z niej wzroku.
- Co ci powiedział? – zapytała niepewnie.
- Mam zdać ci relację? – niedowierzał, że go o to prosi.
- Nie musisz mi streszczać całej rozmowy – warknęła oburzona. – Możesz pominąć swoje analizy i jego bezczelne komentarze – dodała.
- „Przespałem się z Cuddy” – odpowiedział błyskawicznie. Posłała mu zabójcze spojrzenie. – No co? Sama chciałaś, a po twoich ograniczeniach nie mogę powiedzieć nic więcej – mówił rozbawiony.
- Jak zwykle jesteś bardzo pomocny. Po co ja w ogóle … - nie dokończyła. Nagle zrobiło się jej niedobrze i słabo. Była blada. Wilson nie zdążył nawet zareagować. Szefowa szpitala wydawała właśnie dziwne odgłosy w swojej toalecie.
- No to dopiero teraz mamy o czym rozmawiać! – James krzyknął w stronę łazienki.
- Nie przesadzaj, nie ekscytuj się bez powodu i nie dorabiaj sobie teorii – wyrecytowała wracając za biurko. – To ten dzisiejszy jogurt. Po prostu nie toleruję wiśni.
- Jasne – parsknął rozbawiony. – Nie tolerujesz House’a – sprostował podnosząc się z kanapy i udając do wyjścia. – Pomyśl o tym – dodał zatrzaskując drzwi.
- Nie mam zamiaru! – krzyknęła za onkologiem i ponownie zagłębiła się w stos dokumentów leżacych przed nią.



II

Bo w życiu czasem tak bywa, że coś lub ktoś bez wyraźnego zaproszenia pakuje się nam z buciorami w życie. Nie puka, nie pyta o pozwolenie, wchodzi i burzy na pozór poukładane życie.
- Był u ciebie?! – właśnie to miałam na myśli. Cuddy uniosła wzrok i wbiła go w bezczelnego diagnostę wdzierającego się do jej gabinetu.
- A pomyśleć, że przez ostatni miesiąc było tak miło. Cisza i spokój - westchnęła.
- Miło to było pewnej nocy, kiedy demon seksu zaprosił mnie do swojego łóżka, a ciszy i spokoju nie lubisz – posłał jej wymowne spojrzenie.
- Nie było go tu – odpowiedziała na wcześniejsze pytanie. Kolejną wypowiedź natomiast zignorowała. Pewnych dyskusji wolała uniknąć.
- Kłamiesz!
- Skoro znasz odpowiedź po co pytasz?
- Nie znałem, ale skoro się przyznajesz – dodał rozsiadając się na kanapie. Wywróciła oczami.
- Co cię napadło, żeby mu powiedzieć? Wiesz jak się nakręca. Teraz nie da nam spokoju.
- Przesadzasz. To Wilson. Umiem nim manipulować.
- Oby. A następnym razem zastanów się dwa razy nim coś palniesz – mówiła bardzo poważnie. Jego oczy nagle rozbłysły.
- Co? – nie zrozumiała co właśnie powiedziała.
- Planujesz następny raz – świdrował ją przenikliwym spojrzeniem.
- Mówiłam ogólnie. Pewnych błędów nie powinno się powtarzać – dodała w kwestii wyjaśnienia. Skinął głową.
- My powielamy go średnio co dwadzieścia lat więc w zasadzie nie musisz się tak martwić. Popełnimy go pewnie jeszcze tylko raz, czy dwa razy w życiu. Choć powinnaś wiedzieć, że po osiemdziesiątce nie będę już taki sprawny jak teraz – rzucił jej ten swój łobuzerski uśmieszek.
- Przyszedłeś w jakiejś konkretnej sprawie – administraorka powoli zaczęła się denerwować kierunkiem, w którym zmierzała rozmowa.
- Przemyśleć kwestie filozoficzne – dodał po chwili namysłu.
- Pomyliłeś mnie z Wilsonem – odpowiedziała wskazując na drzwi.
- No to może porozmawiać o przypadku?
- Nie jestem członkiem twojego zespołu i mam dużo pracy.
- Czyli nie chcesz rozmawiać – wolał się upewnić.
- A masz mi coś do powiedzenia – jej oczy rozbłysły.
- Nic co nie może poczekać kolejnych dwudziestu lat – odpowiedział bez zawahania. Prawda potrafiła ranić, ale nie zmieniało to faktu, że nadal pozostawała prawdą. Wyszedł nie patrząc jej w oczy. Odwróciła się na krześle. Spojrzała w okno i przetarła łzę, która mimowolnie wypłynęła z oka. Pewne rzeczy po prostu się nie zmieniały. Ludzie nie uczą się na własnych błędach. Zapominają o nich. Uciekają przed prawdą i przeznaczeniem. Uczą się żyć z bólem i cierpieniem. Bo czasem mimo wszystko tak po prostu jest łatwiej. Oni już dawno przestali walczyć. Tak było dobrze. A przynajmniej tak się im wydawało.

- No tak pora lunchu. Czemu mnie to nie dziwi – odezwał się onkolog widząc jak Gregory House wparował do jego gabinetu.
- Tak witasz przyjaciela? – zrobił mine niewiniątka.
- Tak witam gościa wyjadającego mi kanapki. Smacznego – dodał zrezygnowany widząc jak przyjaciel sięga do jego talerza. - Nadal nie rozmawiacie? - skoro diagnosta się juz wprosił James planował to odpowiednio wykorzystać.
- Co?
- Nie myśl, że załapiesz się na darmową wyżerkę – onkolog uświadomił intruza.
- Miała rację mówiąc, że nie dasz nam spokoju – westchnął posyłając Wilsonowi złowieszcze spojrzenie.
- Czyli, jednak rozmawiacie?
- I tak i nie – dorzucił House w kwestii wyjaśnienia.
- Jak ona się czuje? – zapytał niespodziewanie onkolog. Greg mierzył go badającym spojrzeniem.
- A jak może się czuć po seksie ze mną? Tryska radością i spełnieniem.
- To było miesiąc temu.
- Dokładnie dwadzieścia pięć dni temu – sprostował najzwyczajniej w świecie. Wilson przeżył lekki szok. Był pewień, że ta odpowiedź ma głębsze znaczenie, ale postawił na metodę małych kroczków.
- Nie przyglądałeś się jej? – James wyraźnie próbował mu coś powiedzieć.
- Obserwowałem wybrane fragmenty – dodał z rozbrajającą szczerością.
W tym momencie onkolog zrozumiał, że jego metodę małych kroczków szlag trafił i albo przywali mu prosto z mostu tym co wie lub raczej podejrzewa, albo za chwilę sam będzie potrzebował terapii psychiatrycznej. Bo relacja jego dwójki przyjaciół na pewno takowej wymagała. Co prawda od zawsze była pokręcona, ale jeśli jego podejrzenia, by się potwierdziły PPTH czekałby rychły armagedon. Wbrew wszystkiemu postanowił zaryzykować.
- Myślę, że ona jest w ciąży – odezwał się po krótkiej chwili milczenia. Z zapartym tchem przyglądał się diagnoście, który ze stoickim spokojem pochłaniał jego ostatnią kanapkę.
_________________



_________________
I serducho House, Huddy and Rachel! Best scene ever s7e10 42:11-43:06 serducho Hugh Laurie, Lisa Edelstein serducho

Avek by Anola. Bannerek by Gusia :*
Huddy story serducho
http://www.youtube.com/watch?v=KgbyDOUdBD4
Hugh/Lisa about Huddy to GY... Wink
http://www.fanpop.com/spots/huddy/images/22253906/title/hugh-lisa-about-huddy-gy-fanart
No empty House. No season 8. Why Shore?

PostWysłany: Wto 10:24, 26 Kwi 2011
lisek_
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Lis 2009
Pochwał: 17

Posty: 172

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Boże, ja wzorem dla innych hahaha. Gdyby jakiś nauczyciel przeczytałby to, dostałaby na miejscu zawału Very Happy. Choć z drugiej strony, takich ludzi jak ja- normalnie gatunek na wymarciu hahaha : (.
Jestem dumna, bo należę do starych fanów (lol, jak to brzmi), więc dla mnie kontynuacja ficku, to żadna tajemnica Very Happy, chyba że coś Animal Planet zmienił w ramówce, ha ?
Pozostaję mi się tylko zgodzić z się z całym sercem z Housem Very Happy.

No, więc czekam niecierpliwie i udaję, że nie wiem, co będzie dalej :*
Twój fan, Gusia xD



_________________

„Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to co, już masz w sobie.”

PostWysłany: Wto 14:26, 26 Kwi 2011
Guśka_
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 16 Kwi 2010
Pochwał: 42

Posty: 6652

Miasto: Mrągowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gusia, ja mogę im to wysłać na piśmie hahaha
Jesteś niezastąpiona, nie wiem, co powiedzieć, bo wiem, że akurat Ty znasz fika, tym bardziej jestem wzruszona, że jesteś Embarassed
Nie, nic nie zmieniam, choć z presprktywy czasu miałabym ochotę to i owo inaczej skrąbnąć Cool
Dziękuję jeszcze raz :*
A, tym razem jeszcze dwie części na zachętę, później po jednej, żeby nie było tak łatwo Cool

III


- Coś mówiłeś? – House podniósł wzrok na onkologa udając, że nie usłyszał tego co właśnie usłyszał. - A tak. Tyle zdrad, że wkońcu musiało się to tak skończyć – dodał po chwili. - Czyli co kolejny ślub? Który to już czwraty, piąty, bo wiesz powoli trace rachube – diagnosta doskonale potrafił ukrywać swoje emocje, a w tym przypadku nawet jego podświadomość nie dopuszczała do siebie innego niż to wyjaśnienia usłyszanych słów. - Kim ona jest? – zapytał zupełnie bez emocji. Wilson bezradnie ukrył twarz w dłoniach. – Boże tylko nie mów, że to kolejna umierająca pacjentka – House zrobił skwaszoną minę.
- Mówie o tobie idioto – dodał zrezygnowany onkolog. House spojrzał na przyjaciela jak na kosmitę.
- Nie jestem w ciąży – odpowiedział lekko rozbawiony i posłał mu pytające spojrzenie. James miał ochotę krzyczeć. Jednak wiedział, że w tym przypadku nie ma to najmniejszego sensu.
- Ale ona chyba jest – spojrzenie Wilsona było już tak wymowne, że Greg musiał zrozumieć. Przez moment zastygł w bezruchu, jakby próbował się teleportować lub cofnąć czas. Ponieważ nawet jako genialny diagnosta niestety nie potafił tego zrobić pozostały mu tylko dwie rzeczy: ucieczka i wyparcie. Ale pokolei.
- Jest czy chyba jest? – zapytał z miną, której Wilson u przyjaciela jeszcze nigdy w życiu nie widział. Była to mieszanka prawdziwego strachu, niepewności i czegoś czego nie potrafił określić.
- Nie jestem pewień – odpowiedział patrząc mu prosto w oczy. House tylko skinął głową i udał się do wyjścia.
- Co zamieszasz? – zapytał zdenerwowany onkolog.
- Jak to co? Idę zdiagnozować przypadek – widać było, że powoli wychodził z przeżytego przed chwilą wstrząsu.
- To nie jest dobry pomysł – zauważył James.
- Moje pomysły nigdy ci się nie podobają – oburzył się diagnosta.
- Bo zazwyczaj są głupie i kończą się katastrofą – wyjaśnił.
- Katastrofę będziemy tu mieli jak cię zabiję za twoje głupie intrygi - oczy diagnosty rozbłysły. - Swoją drogą nie podejrzewałem cię, aż o taką elokwencję. Gratuluję pomysłu. Prawie dałem się podejść - Wilson patrzył na przyjaciela i zwyczajnie odebrało mu mowę. – Co? Myślałeś, że uwierzę, że po jednej nocy Cuddy, która od pięciu lat stara się o dziecko nagle zajdzie w ciążę. Wiem, że bardzo lubisz swoją drugą specjalność „swatanie wszystkiego co się rusza”, ale tym razem przegiąłeś – oparł się o framugę otwartych już drzwi.
- Myślisz, że kłamie licząc na to, że się spichniecie – onkolog spodziewał się różnych reakcji, ale to przerosło jego najśmielsze wyobrażenia. – Wiesz co, ja mam nadzieję, że ona nie jest w ciąży, bo taki dupek jak ty nie zasługuje, by mieć dziecko z taką kobietą jak ona – słowa onkologa były ostre, ale w tej chwili zdał sobie sprawę, że Gregory House nie bez powodu jest samotnikiem. Jedyną reakcją na usłyszane słowa było głośne zatrzaśniecie drzwi. W głębi duszy diagnosta wiedział, że przyjaciel choć miewa różne głupie pomysły nie posunął, by sie do manipulacji, a przynajmniej nie w taki sposób. Ale w tej chwili nie potrafił myśleć logicznie. Udał się na dach. W miejsce, w którym był sam. Tak jak lubił. Cisza i spokój.
- Boże to nie może być prawda. Nie teraz, nie tak – krzyczał w niebogłosy. Podszedł do barierki wychylając się za nią niebezpiecznie mocno. Spojrzał w dół. Jego uwagę przykuł papierek po lizaku, zapewne pozostawionym tu podczas którejś z poprzednich wizyt. Wirował w powietrzu tak swobodnie unoszony kolejnymi podmuchami wiatru. Tak właśnie się teraz czuł, jakby spadał z wysokiego piętra, a dole czekał na niego twardy betonowy chodnik. Z głębokiego zamyślenia wyrwał go głośny trzask.


IV

Był to trzask zamykanych drzwi. Nie odwrócił się. Nie musiał. Stukot szpilek bez wątpienia zdradzał tożsamość gościa.
- Chyba nie zamierzasz skoczyć? – usłyszał za plecami lekko rozbawiony, a zarazem zatroskany głos. Lisa domyśliła się, że niezastąpiony Wilson zdążył poinformować House’a o swoich podejrzeniach.
- Zawsze to jakieś rozwiązanie – odpowiedział nadal się nie patrząc na rozmówczynie.
- Zrobisz wszystko, by uniknąć odpowiedzialności – westchnęła. - Ale zanim zdecydujesz roztrzaskać się o mój chodnik, powinieneś wiedzieć, że nie jestem w ciąży – mówiła lekko przciszonym głosem, jakby bała się, że ktoś może ich usłyszeć na tym pustkowiu. Podeszła bliżej tak, że prawie opierała się o jego plecy. Uwielbiała tą ich bliskość, to poczucie, że ma go tuż obok. Poklepała go po ramieniu. Stał nieruchomo. On również delektował się jej bliskością.
- Chyba mnie nie zepchniesz – wkońcu się odezwał. Uśmiechnęła się. Wyczuł to od razu.
- Nie kuś – powoli odwróciła się i udała do wyjścia. Oboje poczuli lekki zawód.
- Zrobiłaś test – nagle krzyknął za administratorką. Przez moment była zszokowana. On naprawdę brał pod uwagę taką możliwość.
- Nie zamierzam. Wiem to bez testu. Nie jesteś aż tak dobry – posłała mu szczery, zalotny uśmiech. Przytaknął na znak, że zrozumiał. Dobrze wiedział, że i tak zrobi testy.
- Jasne – pomyślał. Znał ją „zorganizowana pani wszystko muszę wiedzieć na sto procent” – parsknął wymownie. Była jednak na tyle daleko, że nie mogła tego usłyszeć. Teraz tylko musiał jakimś cudem poznać wynik przed nią. Czasem mimo, iż wydaje się nam, że czegoś nie chcemy i nie potrzebujemy to mimo to nasza podświadomość pokazuje nam coś zupełnie odwrotnego. Inna sprawa, że wolimy tego nie widzieć. Dlaczego? Bo nieświadomość jest bardziej ekscytująca, daje nam wiele możliwośći i nie ogranicza. Niestety czasem jednak potrafi wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

- O mój Boże – wysyczała pani administrator siedząc na fotelu doktora Berga.
- Chyba nie jest tak źle – lekarz był nieco zdziwiony reakcją pani dziekan. Cuddy uśmiechnęła się delikatnie. W tej chwili przez jej umysł przebiegłało milion myśli. Na pierwszym miejscu była ucieczka do ciepłych krajów albo na biegun północny wszystko jedno. W tym czasie lekarz zaczął już wypisywać kartę. Jakby nie było od tej chwili jego pacjentki. Lisa ocknęła się z zamyślenia.
- Musi pan coś dla mnie zrobić – wbiła swoje nie przyjmujące sprzeciwu spojrzenie w przerażone oblicze ginekologa.
- Słucham – wydukał lekko zdenerwowany.
- Chodzi o moją kartę. Proszę, by zaznaczył pan w niej, że nie jestem w ciąży – doktor Berg patrzył na Lisę pytającym spojrzeniem.
- Mam swoje powody – dodała nie spuszczając z niego wzroku.
- Rozumiem – lekarz nie zamierzał dalej drążyć tematu, wkońcu to ona była jego szefową. Skinęła głową w podziękowaniu i udała się w stronę drzwi.
- Proszę nie zapomnieć umówić się na wizytę – odezwał się Berg.
- Dobrze, ale wolałabym, by moje wizyty nie były planowane i zostały tylko między nami.
- Oczywiście – dodał podnosząc się z krzesła.
- A i jeszcze jedno. Gdyby ktoś pytał nie rozmawialiśmy – Lisa skinęła głową na pożegnanie, a doktor Berg właśnie zrozumiał, że to będzie jego najtrudniejszy przypadek w życiu.
Na korytarzu Cuddy spotkała Wilsona. Mimo, iż wiedział, że ma przechlapane podszedł do administratorki.
- Jak tam. Nudności ustąpiły – zapytał zatroskany. Odpowiedziało mu mordercze spojrzenie Lisy. Tym razem wolał się wycofać. Wiedział, że cokolwiek się stanie on dowie się o tym pierwszy albo co najwyżej drugi.
Tymczasem Gregory House w porze lunchu zamiast wykradaniem kanapek Wilsona zajęty był czymś o wiele bardziej ekscytującym. Gdy tylko doktor Berg opuścił zajmowane pomieszczenie przebiegły lekarz o lasce wparował do jego gabinetu i zaczął nerwowo przeglądać karty pacjentów. Pech chciał, że ginekolog zapomniał telefonu i musiał po niego wrócić. Wszedł do środka, gdy diagnosta rozczytywał się w karcie Lisy Cuddy.
- Co to ma znaczyć – uniósł głos.
- W przerwie na lunch czytam karty pacjentów. Takie małe zboczenie – House odezwał się zupełnie spokojnie.
- To nie są karty pana pacjentów – lekarz był naprawdę oburzony.
- Bo kart swoich pacjentów nie czytam. Takie mam zasady – dodał rozsiadając się wygodnie w fotelu doktora Berga.
- Chyba pan przesadza – ginekolog uważnie przyglądał się Gregowi. – To karta doktor Cuddy – zauważył zaciekawiony.
- A faktycznie. Nie zauważyłem – dodał z miną niewiniątka. – Bardzo ciekawa lektura – kontynuował obserwując rosnące zakłopotanie Berga.
- Chyba nie powinień pan… - zaczął niepewnie.
- Zna wyniki badań – House zapytał wprost.
- Słucham? – lekarz powoli zaczął kojarzyć fakty i chyba właśnie zrozumiał, że administratorka to przewidziała i stąd jej niecodzienna prośba.
- No więc jak? – diagnosta nie zamierzał wypuścić ofiary bez odpowiedzi.
- Nie, nie rozmawiałem z nią – Berg skłamał jak obiecał.
- Świetnie – w oczach diagnosty pojawiły się iskierki. – Więc nie zna jeszcze wyniku? – widać było, że coś knuje.
- Nie. Miałem jej dać znać dopiero po lunchu – skoro już zaczął tą dziwną grę musiał to ciągnąć dalej. Pozatym wolał nie podpaść pani dziekan.
- Musisz coś dla mnie zrobić – ginekolog usłyszał niecodzienną prośbę po raz drugi tego dnia.
_________________



_________________
I serducho House, Huddy and Rachel! Best scene ever s7e10 42:11-43:06 serducho Hugh Laurie, Lisa Edelstein serducho

Avek by Anola. Bannerek by Gusia :*
Huddy story serducho
http://www.youtube.com/watch?v=KgbyDOUdBD4
Hugh/Lisa about Huddy to GY... Wink
http://www.fanpop.com/spots/huddy/images/22253906/title/hugh-lisa-about-huddy-gy-fanart
No empty House. No season 8. Why Shore?

PostWysłany: Sro 11:59, 27 Kwi 2011
lisek_
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Lis 2009
Pochwał: 17

Posty: 172

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gdzieś to już czytałam... Ale nadal mi się podoba czytaj peace



PostWysłany: Sro 15:58, 27 Kwi 2011
huddy123456789
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 05 Wrz 2010

Posty: 87

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No to jedziemy dalej Wink

V

- Musisz coś dla mnie zrobić – ginekolog usłyszał niecodzienną prośbę po raz drugi tego dnia. - Masz napisać w karcie, że jest w ciąży. Podmienie wyniki – House w tej chwili wyglądał jak pięcioletni chłopczyk, który właśnie dostał wymarzony traktorek. – Będzie jazda – na jego twarzy zagościł złowieszczy uśmieszek.
- Przykro mi nie mogę tego zrobić – odparł zszokowany lekarz.
- No cóż albo to albo żona dowie się o małym romansie z doktor Lidią – diagnosta posłał mu wymowne spojrzenie.
- Nie mam romansu z doktor Lidią – zaprotestował zdenerwowany Berg.
- A ja nie miałem romansu z Wilsonem – westchnął rozbawiony. – Mimo to te plotki bywają takie wiarygodne. Zapytaj jego byłe żony – Greg miał nieziemski ubaw obserwując zmieniający się wyraz twarzy doktora.
- No dobrze, ale ona wkońcu się domyśli, że nie jest w ciąży – lekarz bezskutecznie próbował odwieść diagnostę od jego podejrzanych zamiarów. Przecież nie mógł mu zdradzić, że pani doktor naprawdę jest w ciąży.
- Jestem pewien, że się zorientuje, ale jak to dobrze rozegram to dopiero, gdzieś za dwa, trzy tygodnie – szatańskie oblicze House’a było przerażające. Jak to się mówi: „Kto się czubi, ten się lubi”, albo ”Kto pod kim dołki kopie ten sam w nie wpada” o i właśnie to stwierdzenie miało się tu doskonale wpasować. House był w siódmym niebie. Czekały go dni pełne zabawy i dręczenia biednej pani administrator. Ale niestety nie wszystkim było tak wesoło. Załamany tym wszystkim Berg wkońcu nie poszedł na zasłużony lunch, jakoś stracił apetyt. Był między młotem, a kowadłem. Wiedział, że cokolwiek zrobi nikt nie wyjdzie z tego cało. Na szczęscie był jeszcze kochany i wtrącający się we wszystko Wilson. Ale wróćmy do naszego Berga. Drżącymi rękami wykręcił numer Lisy Cuddy.
- Myślę, że powinniśmy się spotkać – usłyszała w słuchawce bardzo poważny głos doktora.
- Rozumiem, że to coś ważnego – odpowiedziała domyślając się jednocześnie czego albo raczej kogo spotkanie będzie dotyczyło.
Upewniwszy się, że House gdzieś zniknął jak to ma w zwyczaju, udała się na umówione spotkanie. Powinnam jeszcze wspomnieć, że House nie ulotnił się, aż tak daleko, by nie móc śledzić każdego kroku pani dziekan. Lekko zdyszana weszła do gabinetu doktora Berga. Już przy drzwiach dostrzegła jego nietęgą minę.
- Przypuszczam, że miał pan gościa – westchnęła rozsiadając się przy biurku lekarza.
- Gość to nie najtrafniejsze określenie – sprostował.
- Domyślam się. Czego chciał? – zapytała. Bo to, że będzie coś kombinował wiedziała od razu, ale co tym razem mógł wymyślić nie miała pojęcia.
- Musi pani wiedzieć, że jest w ciąży – Berg próbował zacząć od początku.
- To chyba ustaliliśmy na poprzedniej wizycie – obrzuciła ginekologa pytającym spojrzeniem.
- Ustaliliśmy także, że zapis w pani karcie będzie mówił co innego.
- Czytał moją kartę? – nawet nie wiedziała dlaczego pyta, znała przecież odpowiedź.
- Tak – potwierdził skinięciem głowy. – Swoją drogą jego zainteresowanie jest nieco podejrzane. Może nie powinieniem się wtrącać, ale domyślam się, że to on jest ojcem dziecka – słowa Berga zrobiły na Lisie mocne wrażenie. Do tej pory nie postrzegała tego w ten sposób. Spodziewała się dziecka, ale przecież nie było tylko jej. To było ich dziecko. W tej chwili miała ochotę wybiec z gabinetu, znaleźć winnego całej tej sytuacji i wykrzyczeć mu prawdę prosto w twarz, a potem go objąć, przytulić i pozostać w jego ramionach już na zawsze. To dziwne, a wręcz niedorzeczne w jej mniemaniu odczucie szybko zrzuciła jednak na szalejące hormony i niestety postanowiła dokończyć rozmowę z doktorem. Co jak się domyślacie nie wróżyło niczego dobrego.
- Więc co zrobił? – zapytała niepewnie.
- Kazał podmienić wyniki i zaznaczyć w karcie, że jest pani w ciąży – wyjaśnił nie spuszczając wzroku z coraz czerwieńszych policzków Cuddy.
- Po prostu go zabiję! – wysyczała. – Wymyśłał już różne rzeczy, ale wmawianie mi ciąży – Lisa wciąż nie mogła pozbierać myśli.
- Ale jakby nie było pani jest w ciąży – odezwał się jakoś nagle rozbawiony ginekolog. Spojrzenie administratorki szybko zgasiło ten niewłaściwy jak na zaistniałe okoliczności uśmieszek.
- Jeśli chce zabawy będzie ją miał – jej oczy rozbłysły jak gwiazdy na bezchmurnym niebie. Berg w tym momencie pomyślał, że para dobrała się idealnie. - Więc teraz myśli, że informuje mnie pan o ciąży? – odezwała się odzyskując utraconą na chwilę równowagę.
- Tak.
- Swoją drogą jestem ciekawa, czym pana zmusił do współpracy – przez chwilę świdrowała go swoimi wielkimi oczami.
- Eee…. – lekarz nie bardzo wiedział jak to ująć.
- Nieważne – dodała widząc zakłopotanie biednego doktora. – Więc niech sobie myśli, że nie jestem w ciąży i wmawia mi, że jednak jestem. Ciekawe, kto pograży się bardziej? – zapytała raczej siebie niż zdezorientowanego lekarza.
- No to na czym stoimy? – odezwał Berg.
- Już nie musimy udawać, że nie jestem w ciąży. Więc myślę, że pana problemy w pewnym sensie się skończyły.
- Czyli pozwoli mu pani wmawiać sobie rzekomą ciąże, która w rzeczywistości jest prawdziwa, mimo iż on myśli, że nie jest – lekarz sam właściwie nie był pewien, czy wszystko dobrze zrozumiał. Pani dziekan tylko skinęła głową na potwierdzenie zagmatwanej hipotezy Berga i nadal lekko zamyślona opuściła jego gabinet. Tego dnia zdecydowanie coś wisiało w powietrzu. Pierwszy zbliżającą się katasrofę wyczuł niezawodny doktor James Wilson.



_________________
I serducho House, Huddy and Rachel! Best scene ever s7e10 42:11-43:06 serducho Hugh Laurie, Lisa Edelstein serducho

Avek by Anola. Bannerek by Gusia :*
Huddy story serducho
http://www.youtube.com/watch?v=KgbyDOUdBD4
Hugh/Lisa about Huddy to GY... Wink
http://www.fanpop.com/spots/huddy/images/22253906/title/hugh-lisa-about-huddy-gy-fanart
No empty House. No season 8. Why Shore?

PostWysłany: Czw 9:47, 28 Kwi 2011
lisek_
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Lis 2009
Pochwał: 17

Posty: 172

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O Boże, to jest wspaniałe! Szybko, szybko, kolejną część! Już nie mogę się doczekać! Pocytowałabym trochę, ale jest tu tyle wspaniałych fragmentów, że zajęłoby to za dużo czasu Wink



_________________
Na świecie jest tyle tabletek, których człowiek jeszcze nie spróbował...

PostWysłany: Czw 15:24, 28 Kwi 2011
LittleGirl
Rezydent
Rezydent



Dołączył: 20 Mar 2011

Posty: 298

Miasto: Bystrzyca Kł
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

VI

Nasza dwójka rozpoczęła bardzo niebezpieczną grę. Dlaczego? Z prostego powodu. Ze strachu przed odrzuceniem. Często bowiem wolimy z czegoś dobrowolnie zrezygnować już na początku niż potem cierpieć z powodu utraty tego czegoś. Ironią losu jest to właśnie, że w życiu bardzo często przegrywamy, a mimo to tak łatwo rezygnujemy mając szanse na wygraną. Oni ją mieli. Wszyscy to wiedzieli. Przekonany był o tym również Wilson. Szukając swojego szalonego przyjaciela James zauważył jak Lisa opuszcza gabinet Berga. Minę miała nietęgą lecz nie potrafił dokładnie określić co mogła ona oznaczać. Już miał przyspieszyć kroku, by ją dogonić, gdy nagle za rogiem zauważył znajomą postać z laską w ręce. Onkolog złapał się obiema rękami za głowę i wziął głęboki oddech. Diagnosta właśnie zmierzał w jego kierunku.
- Co za spotkanie – pierwszy odezwał się House.
- Zastanawiające – odparł James wyraźnie coś analizując w myślach.
- Nie zaczynaj – uprzedził go przyjaciel.
- Śledzisz ją? – Wilson oczywiście nie zamierzał pozostawić tego bez komentarza.
- A ty śledzisz mnie. To jeszcze niczego nie dowodzi – odparł z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
- Oprócz tego, że jestem beznadziejnym kretynem starającym się ci pomóc, a ty jesteś beznadziejnym idiotą wypierającym się swoich uczuć względem Cuddy…To tak. Faktycznie to zachowanie nie dowodzi niczego więcej – wzruszył ramionami. House posłał mu to swoje standardowe oburzone spojrzenie.
- Lunch? – zapytał po krótkiej chwili niezręcznego milczenia.
- Zapraszasz mnie? – onkolog nie mógł uwierzyć .
- Skąd. Pytam, czy się wybierasz? Zostawiłem portfel w gabinecie – zrobił niewinną minkę.
- Zapewne – James parsknął śmiechem. – Czego się dowiedziałeś? – zapytał nie mogąc dłużej powstrzymać wrodzonej ciekawości.
- Ha! Czyli lunch w zamian za najświeższe ploteczki – Greg faktycznie doskonale potrafił manipulować przyjacielem. Po milczących pięciu minutach dotarli na stołówkę. O tej porze nie było tu zbyt tłoczno. Szybko zamówili coś do jedzenia i picia, Wilson zapłacił, a House rozsiadł się wygodnie przy stoliku. Onkolog mimo, że był bardzo głodny nie ruszył jednak swojej kanapki, ciągle wpatrywał się pytającym spojrzeniem w diagnostę.
- Nie odpuścisz? – zapytał House niechętnie odsuwając od ust soczystą kanapkę z kurczakiem i bekonem.
- Więc czego się dowiedziałeś albo raczej co podsłuchałeś? – James szybko sprostował swoje pytanie.
- Zabije go! – krzyknął na głos. Wilson spojrzał na niego jak na jakiegoś dziwaka, zresztą nie tylko on. – No co? Pytałeś to mówie - odpowiedział nie zważając na ludzi nadal się im przyglądających. – Tylko to powiedziała na tyle na głośno, że mogłem usłyszeć – dodał w kwestii wyjaśnienia.
- Czyli tak jak podejrzewałem jest w ciąży, a reakcja faktycznie adekwatna do tego co usłyszała – zaczął onkolog. – Boże usłyszeć, że będzie się miało dziecko z najwredniejszym człowiekiem na ziemi – Wilson był wyrażnie rozbawiony. – Teraz już wiem, co oznaczała ta jej przerażająco – szokująco – zdesperowana mina, którą miała po wyjściu od Berga. Wyraz twarzy Jamesa gwałtownie się zmienił widząc rozbawione oblicze Grega. – Boże ty coś kombinujesz. Jezu coś ty zrobił? – zapytał czując, że popełnia kolejny błąd próbując poznać odpowiedź.
- Nic – oparł bez zawahania. To znaczy Bóg i Jezus nic. Ja i Berg odrobine namieszaliśmy – mówił zupełnie spokojnie.
- Ale Cuddy jest w ciąży? – Wilson dopytywał lekko drżącym już głosem.
- I tak i nie – wyjaśnił diagnosta pochłaniając ostatni kęs kanapki. Przyjaciel wpatrywał się w niego jak zahipnotyzowany. – Nie jest, ale myśli, że jest – dokończył sięgając po kanapkę zszokowanego onkologa.
- Nie pomyślałeś o niej, o tym jak się będzie czuła, gdy pozna prawdę? – James był wściekły na diagnostę.
- Jeśli ona mi powie, że jest w ciąży, ja przyznam się do podmiany wyników – House jak zwykle miał swój własny plan.
- Myślisz, że będzie ukywać przed tobą ciąże? – onkolog w sumie, by się nie zdziwił gdyby tak zrobiła, a nawet by ją zrozumiał znając ich dotychczasowe relacje, jednak głęboko wierzył w rozsądek szefowej. I teraz w ocenie sytuacji mylili się już wszyscy troje.
- Zakład o jutrzejszy obiad, że mi nie powie – Greg był w stu procentach pewny swojej teorii.
- Jeśli myśli, że jest w ciąży to ci powie, skoro nie bała się z tobą związać na tyle blisko, by mieć z tobą dziecko, to będzie miała również na tyle odwagi, by ci o nim powiedzieć.
- Twoja naiwność mnie rozczula – i tym razem wredny lekarz o lasce miał rację. Wilson chciał widzieć w ludziach tylko to co najlepsze. Ignorował wady, ślepo wierzył, że w każdej sytuacji potrafimy postępować słusznie. Niestety tak nie jest i nigdy nie będzie, gdyż każdy z nas posiada swoją ciemną stronę charakteru, która tylko czeka na odpowiednią sposobność, by się ujawnić.
- House! – James krzyknął za oddalającym się lekarzem. – Jeśli to co robisz ma choć w części uświadomić ci swoje uczucia do niej to wporzadku, ale jeśli postępujesz tak tylko po to, by ją upokorzyć… - przerwał na chwilę biorąc głęboki oddech. – Zastanów się, czy warto? – spojrzał na Grega tym spojrzeniem mówiącym „źle robisz”, ale House i tym razem je zignorował. Głos rozsądku Wilsona nigdy do niego nie docierał.
- Do zobaczenia jutro na lunchu – diagnosta wskazał palcem na zamyślonego Jamesa. – Przegrasz – dorzucił będąc już przy wyjściu. Onkolog uśmiechnął się tylko pod nosem. Cóż nie znał całej prawdy. Niby wierzył w Lisę, ale dla czystego spokoju sumienia postanowił ją jeszcze odwiedzić. Przy Gregu nauczył się, że losowi trzeba czasem odrobinę pomóc. Po chwili był pod jej gabinetem. Delikatnie zapukał i wszedł do środka. Cuddy domyślała się, że spodziewany gość ma ukryty powód. Nie wiedziała tylko ile onkolog już wie. Zaczęli więc od rozpoznawczego badania terenu.
- Jak tam przyszła mama? – zapytał z nutką zawahania w głosie.
- Jak tam przyszły tata? – odpowiedziała wręcz automatycznie. Zrozumiała, że Wilson skoro wie, że jest w ciąży to dowiedział się tego od House’a, który podmienił jej podmienione wyniki i że tym postępkiem zapewne diagnosta również nie omieszkał mu się pochwalić. Pozostało jej tylko ustalić dlaczego onkolog podjął tę grę. Widziała, że w przeciwieństwie do House’a Wilson jest dojrzały, doskonale zdaje sobie sprawę z jej uczuć i wie ile dla niej znaczy macierzyństwo.
- Dlaczego kłamiesz? – pytanie pani administrator omal nie zwaliło biednego Jamesa z nóg. Na jego nieszczęście zrówno Lisa jak i Greg potrzebowali sprzymierzeńca i powiernika w tej skomplikowanej sytuacji, inna sprawa, że sam się podkładał. Tak, czy siak miał wkrótce dołączyć do biednego Berga stojącego na wybuchowej lini House – Cuddy.
Bo jakby nie było każdy z nas potrzebuje przyjaciela od serca albo od problemów, jak kto tam woli. Lubimy czuć, że ktoś jest przy nas, że nas wspiera, że myśli podobnie i jeśli będzie trzeba pomoże nam, gdy popełnimy błąd. Pomoże wstać, gdy upadniemy i na dodatek wskaże nam właściwą drogę, bo czasem mimo, że mamy ją oświetloną jak płytę lotniska w środku nocy to i tak uparcie zbaczamy z kursu błądząc, gdzieś jak dzieci we mgle. W końcu nadchodzi jednak taki moment, w którym nawet najlepszy przyjaciel musi się wycofać, bo niektóre decyzje w życiu musimy podjąć sami. Niestety licząc się z ich konsekwencjmi...

Tematy scalone na prośbę autorki.
/jeanne



_________________
I serducho House, Huddy and Rachel! Best scene ever s7e10 42:11-43:06 serducho Hugh Laurie, Lisa Edelstein serducho

Avek by Anola. Bannerek by Gusia :*
Huddy story serducho
http://www.youtube.com/watch?v=KgbyDOUdBD4
Hugh/Lisa about Huddy to GY... Wink
http://www.fanpop.com/spots/huddy/images/22253906/title/hugh-lisa-about-huddy-gy-fanart
No empty House. No season 8. Why Shore?

PostWysłany: Pią 23:51, 29 Kwi 2011
lisek_
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Lis 2009
Pochwał: 17

Posty: 172

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oooooooch, nie mogę się doczekać kolejnej części! To jest doprawdy zacny fik! Very Happy



_________________
Na świecie jest tyle tabletek, których człowiek jeszcze nie spróbował...

PostWysłany: Sob 16:40, 30 Kwi 2011
LittleGirl
Rezydent
Rezydent



Dołączył: 20 Mar 2011

Posty: 298

Miasto: Bystrzyca Kł
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ponieważ "zdolny inaczej" lis nie zauważył, że owego fika umieścił tu już jakiś czas temu umieścił go po raz drugi Cool Nie chcąc jednak dublować tematów zostały one połączone, tak to jest ja pisze się w więcej niż jednym miejscu i ma się zdecydowanie za dużo fików. Także wszystkich ciekawych ciągu dalszego zapraszam na początek, na stony 1 i 2 Cool



_________________
I serducho House, Huddy and Rachel! Best scene ever s7e10 42:11-43:06 serducho Hugh Laurie, Lisa Edelstein serducho

Avek by Anola. Bannerek by Gusia :*
Huddy story serducho
http://www.youtube.com/watch?v=KgbyDOUdBD4
Hugh/Lisa about Huddy to GY... Wink
http://www.fanpop.com/spots/huddy/images/22253906/title/hugh-lisa-about-huddy-gy-fanart
No empty House. No season 8. Why Shore?

PostWysłany: Nie 12:11, 01 Maj 2011
lisek_
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Lis 2009
Pochwał: 17

Posty: 172

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.12440 sekund, Zapytań SQL: 14