Krótka historia umierania

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Krótka historia umierania



Zweryfikowane przez rocket.


Kto mógł się cieszyć z kosmicznych
fajerwerków, wówczas gdy rzędy ławek
w przestrzeni niebieskiej zapełniały
wyłącznie lód i ogień? Kto mógł odgadnąć,
że pierwszy odważny płaz wypełznie
z przybrzeżnych wód i zrobi nie tylko mały
kroczek, lecz wielki krok na długiej drodze
wiodącej do naczelnych, dumnie
ogarniających wzrokiem początek tej drogi?
oklaski dla Wielkiego Wybuchu rozległy się
dopiero w piętnaście miliardów lat po tym,
jak nastąpił.

~~*~~

Kiedy ktoś mówi ci, że umierasz, czujesz się jak pyłek zdmuchnięty z płaszcza jakiegoś olbrzyma, który dzielnie dźwiga świat na swoich ramionach. I z niewiadomo jakiego powodu, nagle ten pyłek zaczął mu ciążyć. Ciążył tak bardzo, że uznał w końcu, iż nie ma dla niego miejsca, w jego ciężkiej egzystencji. Jeden podmuch wiatru z hukiem zamknął okno. Rześkie powietrze wpadło i oblepiło ściany, wypełniło każdy skrawek wnętrza swoja ożywczą energią.

Pierwszą reakcją był pierwotny i dziki strach. Paraliżujący każdy kawałek ciała. Ciała, które po latach wiernej służby, w końcu odmówiło dalszej współpracy. Nikt nie powiedział ile mam czasu. Kwestia tygodni, miesięcy, albo cudu. Nagle zapragnęłam Wierzyc w cuda. Czyż mało ich widziałam? Dla pracujących w szpitalu cuda są codziennością. Tak chcesz myśleć. Ale obok tych cudów, widzisz tez pola śmierci. Tych wszystkich co odeszli oczekując na spektakularny cud. Kiedy, życie zaczyna ci przeskakiwać przed oczami, jedynym łącznikiem między tobą a światem, jest trzymająca cie kurczowo ręka przyjaciela, który cały czas jest gdzieś tam obok. Tylko ona pozwala ci utrzymać resztki godności.

~~*~~

- Rak
- Tak mi przykro Cuddy.
- To nie twoja wina Greg. Niczyja wina. To tylko ja się psuje.
- Zrobię wszystko…
- Wiem

~~*~~

`Czytałam kiedyś książkę o życiu po śmierci. Jestem ciekawa, co spotkam po drugiej stronie. Będzie tak bajkowo i pięknie, jak w baśniach? Czy tak, jak dziewczynka z zapałkami, zostanę poprowadzona, wprost do raju, przez osobę, którą kochałam, a która odeszła przede mną? a może po prostu nie będę czuła już nic? Może powrócę, albo zdecyduję się pozostać? Te pytania błądzą po mojej głowie, bezskutecznie szukając w niej odpowiedzi. Desperacko, staram się dowiedzieć, co będzie dalej. Co będzie potem? i choć ta kwestia nie pozwala mi często zasnąć, to wcale nie chcę szybko znaleźć rozwiązania.`

Pamiętam czasy, kiedy byłam małą dziewczynką. Lubiłam siadać w długie zimowe wieczory przy ciepłym kominku i słuchać opowieści dziadka. Do tej pory gdy zamykam oczy, czuje zapach i smak gorącej czekolady, która przyjemnie rozlewała się po całym ciele. Ciepło i bezpieczeństwo. Dom.

Zawsze marzyłam o własnym domu, a tak długo nie mogłam go znaleźć. Rozejrzałam się po otaczającej przestrzeni. Czy to tutaj znalazłam spokój? Mój wzrok spoczął na pianinie stojącym w rogu pokoju. Nie raz siadaliśmy razem. Lubiłam patrzeć jak jego długie delikatne palce pląsają po białych klawiszach…Raz spokojnie, melancholijnie…innym razem podrygując wesoło…Kochałam słuchać jak gra. Godzinami siedziałam z głową wspartą na jego ramieniu i słuchałam…

Każdy mebel, każde zdjęcie, każdy…wszystko na co patrzyłam było kawałkiem naszej historii. Chciałam sięgnąć po kubek z herbata, ale zamiast tego opadłam na dywan. Kiedy tracisz kontrolę nad sowim ciałem, ogarnia cie bezsilność. Wtedy wiesz, że to początek końca. Nie pytaj skąd wiesz. Po prostu wiesz.

Dywan... to na nim kochaliśmy się po raz pierwszy. To było tyle lat temu. Niespodziewane i gwałtowne uczucia wybuchły jak wiosenna burza. Czas chyba stanął w miejscu. Wskazówki zegara zamilkły wobec majestatu dopełniającej się miłości. Nic się nie liczyło jak tamta chwila. Ona zmieniła wszystko. Ona zmieniła nas.

~~*~~


Patrzyliśmy na siebie bez słowa. Jemu było chyba jeszcze trudniej niż mi. Tak wiele w zyciu stracił. Tak wiele przeszedł. Zasłona nieszczęścia przykryła go nocą jak kir czarna na długo. Tyle lat walczyłam, żeby pokazać mu słonce. Teraz znów zostanie sam. Dostrzegłam nowa bruzdę, na pooranym przez życie czole. To była moja bruzda. Moja prywatna.

Jest przy mnie cały czas. Wie, że tego właśnie oczekuje. Oddech miał ciężki i urywany, chyba powoli do niego docierało, że to już koniec. Tak bardzo chciałam, go przytulić, powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale to by było kłamstwo. Oboje doskonale poznaliśmy potęgę życia i śmierci i żadne z nas nie mogło zaprzeczyć rzeczywistości. Może nie chcieliśmy przeczyć? Może obydwoje mięliśmy nadzieję, ze jeszcze się wszystko ułoży? Naturą człowieka jest walka. Chociażby była beznadziejna, skazana na klęskę, to jednak w obliczu śmierci nikt nie jest w stanie złożyć broni. Bo czyż poddanie się nie jest śmiercią samą w sobie?

Poczułam jak ściska moją dłoń.
- Jak się czujesz? –spytał, tak jakby odpowiedź na to pytanie mogłaby cos zmienić.
Co ja mu miałam powiedzieć? Że śmierć wcale nie jest taka zła? Jest. To jak skok na nieznaną wodę, kiedy nie umiesz pływać. Miałam mu opowiedzieć o bólu, jaki odczuwam każda, komórka ciała? O strachu, który nawiedza mnie jak tylko zamykam oczy? Śmierć pozostanie śmiercią, nawet jeśli osoba, którą kochasz trzyma cie za reke. Można godnie żyć. Ale nigdy nie można godnie umierać. Bo cos, co nigdy nie zostało zgłębione przez ludzki umysł, nie może stać się ludzkie.
- Dobrze.

~~*~~

Resztki słońca wpadały przez otwarte okno, tworząc przyjemna poświatę. Zasłony, rozchylały się, tak jakby jeszcze raz, być może po raz ostatni, chciały zaprosić mnie do spojrzenia na ten świat. Chciałam uciec i biec ile sił w nogach. Oddychać morskim powietrzem, wspinać się na szczyty gór, i spojrzeć na świat oczami ptaka. Chciałam jeszcze tak wiele.

House siedział na łóżku i pieszczotliwie głaskała moja dłoń. Był silny. Słyszałam sącząca się z radia muzykę, ale za nic w świecie nie mogłam sobie przypomnieć kto śpiewa tą piosenkę. Zaczęłam płakać. Nie mogłam już dłużej udawać. Płakałam za wszystkim co tutaj zostawię. Przed oczami miałam każdą rzecz, która była dla mnie ważna. Odniesione sukcesy w doprowadzeniu tego szpitala do świetności, każdego z lekarzy, którzy byli dla mnie rodziną. Siedziałam na ławce w parku wpatrując się falującą toń turkusowego stawu. Trzymałam w ramionach siostrzeńca, który wręczał mi laurkę, w czerwone serduszka. Kroiłam indyka na Święto Dziękczynienia. Trzymałam za rękę niebieskookiego mężczyznę. Mężczyznę mojego życia.

Płakałam. Tak strasznie płakałam.


Wiem, że nadszedł czas pożegnania, ale wiem też, że nie jestem sama. Łzy odpłynęły, a wraz z nimi ból i strach. Przeszłam przez życie z wysoko uniesionym czołem i tak też to Zycie chcę zakończyć. Niczego nie musze żałować i myśl ta napawa mnie dumą i przynosi spokój moim udręczonym myślom. Jedyne co teraz się liczy, to promyk słońca nieśmiało wdzierający się przez okno i rozświetlający twarz mężczyzny, który cały czas jest przy mnie. Obiecałam mu, że będę czekać. Obiecałam, że w naszym domu tam na górze, będzie pianino i kominek. I butelka Whiskey czekająca na Wilsona, który czasem lubi wpaść bez zapowiedzi. A on, mimo, że nie wierzył w nic, nagle chyba chciał w coś Wierzyc. Wiem, że będzie mu ciężko tutaj samemu, ale bardzo chcę żeby był szczęśliwy. Nie życzę sobie, żeby ktokolwiek po mnie płakał.


~~*~~

Kiedy umieramy – jest tak jak wtedy, gdy
wszystkie sceny są już umieszczone na rolce
taśmy filmowej, a dekoracje rozebrane
i spalone – stajemy się fantomami we
wspomnieniach naszych potomków. Stajemy
się wtedy upiorami, mój drogi, stajemy się
mitem. Ale na razie wciąż jesteśmy ze sobą,
wciąż razem jesteśmy przeszłością, odległą
przeszłością. Pod kopułą mitycznej
przeszłości wciąż jeszcze słyszę twój głos.

Ach! Stało się! Zegar życia przystanął na chwilę!
Nie ma mnie już na świecie!

~~*~~

Tamtego dnia, słowa, które tak często padały z moich ust, wirowały w mojej głowie i drwiły z niemych modlitw wznoszonych do Boga, w którego nie wierzyłem. ‘Wszyscy umierają’ mówiłem hardo patrząc w oczy, które wkrótce miały zgasnąć. Niektórzy walczyli, inni się poddawali, jedni płakali, inni milczeli. W tysiącach scen nauczyłem się śmierci na pamięć. Była jak największa zagadka. Chciałem ją poznać, chciałem znać każdy szczegół, każdy detal. Wmawiałem sobie, że jeśli tylko uda mi się poznać jej naturę, to jestem w stanie z nią podjąć walkę, może nawet wygrać. Chciałem być panem zycia…stałem się panem cierpienia.

Gdy wejrzysz w otchłań, otchłań wejrzy w ciebie. Szyderczo śmiejąc mi się w twarz, wtargnęła brutalnie rozgniatając mój świat jak nędznego robaka. Tamtego dnia, tak gorzko żałowałem swojej ciekawości.

Trzymałem ją za rekę. Słowa Wilsona docierały do mnie poprzez gęstą mgłę otępienia. Nie chciałem słuchać, nie chciałem wiedzieć. Zycie w nieświadomości jawiło się nagle jako błogosławieństwo. Oddałbym wszystko, żeby wtedy nie usłyszeć tych słów. Ja, który całe życie poszukiwałem prawdy, odwróciłem się do niej plecami i zakryłem uszy. Lecz ona, wyraźnie przyzwyczajona do mojej wiecznej ciekawości, wdarła się podstępnie i sączyła jad. Zatruty zwątpieniem i brakiem nadziei musiałem być silny. Albo przynajmniej udawać.

~~*~~
Tarzałem się w błocie. Suszył mnie wiatr zbrodni. Igrałem z obłędem.
~~*~~

Wtedy pierwszy i ostatni raz zostawiłem ją. Nie mogłem patrzeć w jej oczy, szukające wokół choć ziarnka nadziei, której nie było. Uciekłem. Stałem na dachu, wołając imię Bogów Szatanów, i wszystkich innych sił, które mogły mi przyjść z pomocą. Nie przyszły. Byłem tylko ja –mały człowiek, zostawiony sam sobie w nieskończonej pustce ogarniającego wszechświata. Sam dla siebie alfą i omegą, jeden aktor nędznego filmu.

Czułem jak bezradność ogarnia mnie i przenika. Paraliżuje i upośledza wszystkie funkcje życiowe. Tak jakby czas zatrzymał się, a świat dalej toczył swój garb, lecz już bez ciebie.

Tak wiele jeszcze mogliśmy przeżyć…

~~*~~
Pewnego dnia wziąłem na kolana Piękno
~~*~~

Potem byłem przy niej cały czas. Chłonąłem każdą sekundę z marnej resztki, która nam została. Chłonąłem każdy oddech, każdy uśmiech, każde spojrzenie. Chciałem nasycić się nią, zatracić, zatrzymać jej obraz jak najdłużej. Wyryłem ją w swojej duszy, odcisnąłem jej piętno w każdej komórce mojego ciała. Nic więcej nie mogłem zrobić.

Kiedyś zapytałem jej czy boi się śmierci.

–Tak –odpowiedziała cicho –chociaż to chyba kwestia przyzwyczajenia do zycia.

Zazdrościłem jej tej niezłomnej wiary w to, że to jeszcze nie koniec. Podziwiałem sposób w jaki znosiła chorobę; była w niej ta sama duma i nieugiętość co zawsze. Raz tylko płakała. Każda jej łza była ostrzem noża wbijającym się w moją duszę. Płakała nad tym co musi zostawić. I nade mną.

Tak bardzo żałuję tych wszystkich lat, w których nie potrafiłem jej kochać tak, jak na to zasługiwała. I choć tyle razy mówiła mi, że jest szczęśliwa, to teraz widzę o ile szczęśliwszą mógłbym ją uczynić. Bezsensowne kłótnie, słowa, których teraz się wstydzę, ciągła troska o moją nogę…wszystko to było puste…

Była moją przyjaciółką, kochanką, towarzyszka w radości i cierpieniu. Gdy umierała, i ja umierałem.

~~*~~
Prądem Rzek obojętnych niesion w ujścia stronę,
Czułem, że już nie wiedzie mnie dłoń holowników
~~*~~

Odeszła cicho…

Gdybym nie przeciągły jęk aparatury, pomyślałabym że śpi. Nie mogłem uwierzyć, że to już.

Była dla mnie jak światło morskiej latarni, dla zagubionego wśród mroku oceanu żeglarza. Fale życia miotały mną, jak licha drewnianą łajbą, ale ona zawsze z ta sama stanowczością i precyzją, wskazywała mi właściwy kierunek. Bałem się żyć bez niej. Bałem się, że się, rozbiję o skały, nie znajdę właściwej drogi. Będę błądził jak Odyseusz, nie mogąc trafić do domu albo utonę i ugrzęznę na piaszczystym dnie oceanu.

Sam nie wiem jak znalazłem się w domu. Ona nauczyła mnie tego słowa. Dom. Nigdy go nie miałem. Zawsze byłem sam –ona pokazała mi, że bezdomny to nie tylko ten, który nie ma gdzie wieczorem złożyć głowy do snu. Bezdomny to nie należący do nikogo. To człowiek, który wraca do pustego mieszkania i włącza telewizor –jedyny towarzysz, który prowadzi jeszcze z nim bogatą konwersacje. Teraz znałem ta różnicę. Znów nie należałem do nikogo.

Wilson? To nie to samo. Mój najbliższy przyjaciel, któremu tak wiele zawdzięczam, zawsze będzie mi drogi. Wiem, że on jest i czuwa gdzieś tam w bezpiecznej odległości, gotowy do niesienia pomocy. Cameron, Foremna, Chase…oni też gdzieś tam byli…Czułem ich wsparcie. Ale czy jakakolwiek przyjaźń może zastąpić dotyk kobiecej dłoni o poranku?

Usiadłem przy fortepianie i rozejrzałem się po pokoju. Z każdego kąta wyzierała pustka i jej milcząca nieobecność. Wpatrywałem się w zdjęcie wiszące na ścianie, naprzeciwko moich oczu. Sfotografowałem ją z zaskoczenia, kiedy byliśmy na konferencji w Los Angeles. Uśmiechała się promiennie do obiektywu, a jej oczy błyszczały szczęściem. Zawiesiła je w tym miejscu, żebym grając, miał swoja własną muzę. Śmiałem się wtedy z jej próżności.

Moje palce uderzyły w klawisze. Popłynęła muzyka, smutna, żałobna. Grałem dla niej. Na pożegnanie. Kiedy ostatnie takty ucichły, nie było już nic.

Coś się skończyło. Coś przestało mieć sens. Czułem to w każdym oddechu, który sprawiał mi fizyczny ból. Jednego byłem w tamtej chwili pewien. Chciałem umrzeć.

Wydawało mi się to najlepszy rozwiązaniem. Jedynym możliwym. Jestem już starym, zmęczonym człowiekiem. Przeżyłem w życiu wiele i nic już lepszego mnie nie spotka. Popełniłem wiele błędów i wielu uniknąłem. Skosztowałem życia w pełni. Nie miałem czego żałować.

Powoli wyciągnąłem fiolkę Vicodinu i przez chwilę obracałem ją w palcach. Wieczko odskoczyło z tak dobrze znanym mi „pyknięciem”. Wysypałem zawartość na czarny, błyszczący blat fortepianu.

Jeden, dwa, trzy, cztery, pięć…-przesuwałem do siebie licząc każdą tabletkę. Pięć wystarczy, żeby bezboleśnie wyprawić się na tamten świat. Nagle poczułem jak podmuch wiatru wpada do mieszkania i głośno trzaska uchylonym oknem. Potem poczułem zapach –Jej zapach. Charakterystyczna woń wdarła się do moich nozdrzy wyrywając z otępienia. Potem poczułem jej obecność. Nie wiem jak. Czasem masz wrażenie, że ktoś się na ciebie patrzy, albo że ktoś wchodzi do pokoju jeszcze zanim to zobaczysz czy usłyszysz. Czułem ją każdą komórką ciała.

Nagle usłyszałem dźwięki. Spojrzałem na klawisze i ze zdziwieniem stwierdziłem że się poruszają. Jakaś niewidzialna dłoń grała na fortepianie tuz przed moim nosem. Kolejne nuty układały się w znajoma mi melodię.

Na wiarę nic nie chciałeś brać
Lecz sprawił to księżyca blask
Że piękność jej na zawsze Cię pobiła
Kuchenne krzesło tronem twym
Ostrzygła cię, już nie masz sił
I a gardła Ci wydarła Alleluja

Alleluja, Alleluja, Alleluja, Alleluja

Bez trudu rozpoznałem ten fragment. Był to jedyny fragment, który nauczyłem ją grać. Nie miała do tego talentu. Nawet teraz fałszowała niemiłosiernie.

~~*~~
Ach, droga, biedna duszyczko, czyżby wieczność nie była
stracona dla nas!
~~*~~

Jeszcze wiele dni zastanawiałem się czy mi się to przypadkiem nie śniło. Do tej pory nie jestem tego w stanie stwierdzić z pewnością. Nie ma to dla mnie znaczenia. Pomimo tego, że odeszła, ja cały czas ją czuje. Czasem siadam przy fortepianie i gram dla niej, a ona kładzie głowę na moim ramieniu i słucha.

Długie jesienne wieczory, takie jak ten dzisiejszy, spędzam przy kominku. Wpatruję się w żarzące się szczapy drewna i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest tuż obok -z wyciągniętymi na moich kolanach nogami -czyta, którąś ze swoich ulubionych powieści.
Jak mogłem kiedykolwiek pomyśleć, że mnie zostawi na zawsze?

~~*~~
Będą im świecić gwiazdy u łokcia i stopy;
Chociaż szaleni, odzyskają rozum,
Powstaną chociaż potonęli w morzu;
Choć zginą kochankowie, lecz nie zginie miłość;
A śmierć utraci swoją władzę


Koniec



_________________

PostWysłany: Sob 18:52, 20 Gru 2008
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gdy skończyłam czytać zdałam sobie sprawę, że nie oddycham... bo czytałam z zaparty tchem. Potem zabrakło mi słów. Nie miałam pojecia, co mogę napisać, żeby wyrazić jak genialny jest Twój tekst i jak płynie w nim życie. W końcu mogę wziąć się za komentarz, więc będzie długo i... nie powiem namiętnie, użyję raczej słowa: patetycznie.
Od strony technicznej, brakowało kilku przecinków i gdzieś było za dużo, brakowało też momentami polskiego znaku. Stylistycznie jednak, treściowo - wysooooko ponad przeciętną. Smile

Cytat:
Dywan... to na nim kochaliśmy się po raz pierwszy. To było tyle lat temu. Niespodziewane i gwałtowne uczucia wybuchły jak wiosenna burza. Czas chyba stanął w miejscu. Wskazówki zegara zamilkły wobec majestatu dopełniającej się miłości. Nic się nie liczyło jak tamta chwila. Ona zmieniła wszystko. Ona zmieniła nas.


Pięknie ukazujesz rolę tego przedmiotu, od niego wszystko się zaczęło, był źródłem radości i beztroski, a teraz ona przeklina w duchu, że na niego opadła, że była na tyle słaba i chora.

Cytat:
Trzymałam w ramionach siostrzeńca, który wręczał mi laurkę, w czerwone serduszka. Kroiłam indyka na Święto Dziękczynienia. Trzymałam za rękę niebieskookiego mężczyznę. Mężczyznę mojego życia.

Płakałam. Tak strasznie płakałam.


Przy tym fragmencie i w moich oczach pojawiły się świeczki...

Cytat:
Obiecałam mu, że będę czekać. Obiecałam, że w naszym domu tam na górze, będzie pianino i kominek. I butelka Whiskey czekająca na Wilsona, który czasem lubi wpaść bez zapowiedzi. A on, mimo, że nie wierzył w nic, nagle chyba chciał w coś Wierzyc. Wiem, że będzie mu ciężko tutaj samemu, ale bardzo chcę żeby był szczęśliwy.


T. piękny fragment, tyle w nim miłości i siły, by trwać gdzieś dalej, by się nie skończyło, żeby być jeszcze kiedyś, gdzieś razem.

Cytat:

‘Wszyscy umierają’ mówiłem hardo patrząc w oczy, które wkrótce miały zgasnąć. Niektórzy walczyli, inni się poddawali, jedni płakali, inni milczeli. W tysiącach scen nauczyłem się śmierci na pamięć.


Wspaniałe opisy, niechybnie opisane uczucia, tak świetnie przekazane.

Cytat:
Kiedy umieramy – jest tak jak wtedy, gdy
wszystkie sceny są już umieszczone na rolce
taśmy filmowej, a dekoracje rozebrane
i spalone – stajemy się fantomami we
wspomnieniach naszych potomków.


Genialne metafory, bogate słownictwo, tekst przepływa przed oczami jak muzyka trwale zaznaczając się w pamięci.

Cytat:
Ja, który całe życie poszukiwałem prawdy, odwróciłem się do niej plecami i zakryłem uszy.

Cytat:
Tarzałem się w błocie. Suszył mnie wiatr zbrodni. Igrałem z obłędem.


Cytat:
Byłem tylko ja –mały człowiek, zostawiony sam sobie w nieskończonej pustce ogarniającego wszechświata. Sam dla siebie alfą i omegą, jeden aktor nędznego filmu.


Doskonałych fragmentów tak wiele...

Cytat:
Moje palce uderzyły w klawisze. Popłynęła muzyka, smutna, żałobna. Grałem dla niej. Na pożegnanie.


Nie masz pojęcia jakie to wzbudza we mnie emocje. Smutne to, ale jakże piękne.

Smutek, żal i rozpacz wypełniająca tą miłość po brzegi czyni ten tekst oryginalnym i niebywale poruszającym. Nie czyta się go lekko i przyjemnie, nie, ponieważ opowiada o cierpieniu i dozgonnej, nieprzerwanej miłości, ale taki właśnie jest, nieszczęśliwie piękny i ujmujący, każdym zdaniem. To dobrze. Nie sztuką bowiem jest napisać lukrowany Happy Huddy End. (Nie obrażając fanów cukierkowego Huddy).

Cytat:
Jak mogłem kiedykolwiek pomyśleć, że mnie zostawi na zawsze?


W Twoim tekście jest magia. Mimo że te wszystkie wydarzenia były tak smutne i pogrążyły kochanków w cierpieniu, to na końcu pozostaje wrażenie, że ponownie są razem, szczęśliwi.

T. wyrwałaś mi serce tym opowiadaniem i niech już tak zostanie. Chciałabym tak pięknie i realistycznie pisać. Czytający żyje tym, co czyta, utożsamia się i przeżywa tak mocno, że dopiero kończąc czytać łapie się na tym, że po policzku spływa mu łza. A dowodem, który świadczy o tym, iż tekst ten oddaje piękno miłości i porusza, jest najzwyklejszy w świecie czytelnik. Który jeszcze kilka minut po przeczytaniu siedzi,
wpatrując się w monitor, ale tak naprawdę nic nie widzi. Przeżywa.

Komentarz pewnie jest niezwykle długi, ale to dzieło w pełni sobie na to zasłużyło.

Pozdrawiam,
NtklN



_________________
Yes, we can.
-----------------------------
'As Jimmy suggested that I'm on heroin, I decided to admit I'm on Methadone. In return I got a bunch of very "friendly" words and a warning about side effects. One of them was already done to me, that was apnea occurs. Ceased to circulate air through my airway, and the pulse was almost imperceptible, but Foreman decided to return it to me stimulating my sensory receptors.' - I looked at him significantly, expected some questions, at the end my story was interesting. I looked more closely, raising single eyebrow slightly. Then Lucas said. 'How?' 'Excellent question. He twisted my nipples! '

PostWysłany: Pon 4:33, 11 Sty 2010
NiEtYkAlNa
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Sty 2010
Pochwał: 5

Posty: 106

Miasto: Houseland
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hmm... mówiąc szczerze... nie zachwyciło mnie to opowiadanie. Cała techniczna strona (język, składnia itd) na niezmiennie wysokim poziomie, ale nie lubię fików z wypadkami i umieraniem, bo ich klimat zbyt odbiega od serialowego. Niemniej jednak czytałam z uwagą, bo jednak mnie wciągnęło. A potem końcówka, taka jakaś... banalna. Nie głupia czy płaska, wręcz przeciwnie, jakaś taka... banalnie głęboka (wiem, że to oksymoron, ale staram się wyrazić swoje uczucia), ale jednak banalna.
No i jakież było moje zdziwienie, gdy po przeczytaniu do samego końca zdałam sobie sprawę, z tego że płaczę. Tak po prostu, naturalnie, niezauważalnie.

Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałam czytając cokolwiek, a jestem pewna, że nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się to przy czytaniu żadnej twórczości fanowskiej.

W zaistniałej sytuacji, ku wielkiemu własnemu zaskoczeniu, pozostaje mi tylko złożyć Ci pełen szacunku pokłon proszę



_________________
"To change the world, start with one step
however small, first step is hardest of all"
strony internetowe

PostWysłany: Pon 20:53, 11 Sty 2010
orco
Tłumacz



Dołączył: 17 Wrz 2009
Pochwał: 28

Posty: 638

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Z początku miałam zwrażenie przerostu formy nad treścią - wszystkie opisy piękne i muszę przyznać, że od strony technicznej jest to fik moim zdaniem bezbłędny, ale jakoś tego było za dużo. Wydawał mi się trochę przegadany. Ale gdy przeczytałam do końca... zachwyciło mnie to opowiadanie.

T. napisał:
Bez trudu rozpoznałem ten fragment. Był to jedyny fragment, który nauczyłem ją grać. Nie miała do tego talentu. Nawet teraz fałszowała niemiłosiernie.

W moim odczuciu ma trochę klimat baśni. Takie miałam wrażenie. Niewiele ma wspólnego z serialem, mogłoby to byc opowiadanie o każdych innych bohaterach, ale strasznie mi się podoba!Smile



_________________
Spocznij jedynie w Bogu, duszo moja, bo od Niego pochodzi moja nadzieja. On jedynie skałą i zbawieniem moim, On jest twierdzą moją, więc się nie zachwieję. Ps 62, 6-7
Zapraszam na blog poświęcony Marilyn Monroe :) : http://normajean.blox.pl
ubranko mam od Charlotte_May

PostWysłany: Pią 13:17, 15 Sty 2010
JustynaLF
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 30 Lip 2009

Posty: 191

Miasto: Warszawa
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zawsze intrygowało mnie dlaczego pod nędznymi tekstami jest tysiąc komentarzy skandujących, jakie toto jest cudowne, a pod tymi naprawdę coś wartymi, jeden, czasem dwa. Albo wcale. To nie fair w stosunku do wszystkich, że komentujemy gnioty, nie zauważając tekstów, takich jak ten. Podobało mi się, że Greg się nie zabił. Byłoby zbyt melodramatycznie. Popracuj nad błędami i stylem, a będzie jeszcze lepiej.



_________________

"Everybody lies."
Huddy, Hilson, Hameron - yep!

PostWysłany: Pią 18:28, 29 Sty 2010
JaSzczurek
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 29 Gru 2009
Pochwał: 1

Posty: 123

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

T. napisał:
Była moją przyjaciółką, kochanką, towarzyszka w radości i cierpieniu. Gdy umierała, i ja umierałem.

Cały fik mnie powalił jest subtelny i wzruszający.
Ale zwłaszcza ten tekst.
składam pokłony



_________________

PostWysłany: Pią 18:39, 29 Sty 2010
Mrukasia
Chirurg ogólny
Chirurg ogólny



Dołączył: 31 Sie 2009
Pochwał: 24

Posty: 2776

Miasto: Tam gdzie diabeł mówi dobranoc
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.06616 sekund, Zapytań SQL: 14