Make a deal [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Make a deal [M]



Inspiracja: Placebo & Kate Bush – Running up that hill

UWAGA! Miniatura opowiada o wydarzeniach, kiedy House był jeszcze ze Stacy i nie chodził o lasce, nie miał problemów z nogą.

Ból z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy. Nie pozwalał mu normalnie funkcjonować, pracować, jeść. Stawał się przez to bardziej osłabiony i zamknięty w sobie. Całą winę za swoje cierpienie zrzucał na otaczający go świat raniąc przy tym ukochaną i przyjaciół jakich ze świecą szukać. Bo co z tego, że miał wszystko czego tylko można zapragnąć, skoro ból nie pozwalał mu cieszyć się życiem?!
Leżał w łóżku i masował swoje udo. Nic nie zapowiadało, by ten dzień był lepszy od poprzedniego. Odwrócił głowę na bok. Zamiast twarzy ujrzał jej plecy.
Nieświadomie oddalała się coraz bardziej. Kochał ją najbardziej na świecie, bardziej niż swoją pracę i życie, ale niekiedy nie potrafił tego wyrazić. To było zbyt trudne dla osoby z takim charakterem. Cyniczny, niemiły facet bez manier, poczucia wspólnoty z ludźmi, słabo uspołeczniony. Każdy kto znał go przynajmniej pięć minut potrafił powiedzieć dokładnie tyle. Ale tylko niektórzy mogli dodać do tego opisu coś od siebie. Im więcej o tym myślał tym bardziej go to przygnębiało i zniechęcało do zmian.
Nagle złapał go silny skurcz. Nie było to żadnym zaskoczeniem, ale i tak nie zdołał powstrzymać jęku. Znieruchomiał zaciskając zęby. Po chwili Stacy poruszyła się na posłaniu i odwróciła w jego stronę, ale nie zbudziła się. Westchnął z ulgą i zaczął delikatnie masować mięsień. Czuł jej oddech na swoim ramieniu i machinalnie obrócił głowę. Pasmo włosów opadało na jej policzek. Miał ochotę założyć go jej za ucho, ale bał się, ze ją obudzi. Powoli wstał z łóżka.
Już czas…

Musiała przyznać, że zdziwiła się widząc House’a na progu swojego gabinetu, zważywszy dodatkowo na fakt, że zapukał do drzwi. Od razu wiedziała, że coś jest nie tak, lecz nie dała nic po sobie poznać. Próbowała skupić się na napisaniu listu, ale jak na razie leżała przed nią czysta kartka, a ona sama ściskała nerwowo długopis. Myśl o tym jak zerwać z Johnem została przysłonięta przez ciekawość: Dlaczego House przyszedł dziś do PPTH, skoro miał dzień wolny?
Usiał w fotelu naprzeciwko niej i zaczął wpatrywać się w sufit. Zaczęło ją to denerwować, lecz starała się nie wybuchnąć. Wiedziała, że przyjście tutaj z własnej, nieprzymuszonej woli dużo go kosztowało. W końcu spojrzał na nią. W oszałamiająco niebieskich oczach czaił się strach. Odruchowo spuściła głowę, bo nie mogła znieść jego spojrzenia.
- Coś jest nie tak z moją nogą.
- Dlaczego tak uważasz? – Czuła na sobie jego wzrok.
- Wszystkie… czynniki przemawiają za jedną diagnozą. – Zaczął stukać palcami o blat biurka. Wiedziała, że chciał przyciągnąć jej uwagę. I udało mu się – teraz patrzyła prosto w jego oczy. – To zawał mięśnia.
- I dlatego… przyszedłeś z tym do mnie? – Zdziwiła się. – Stacy widocznie nie wie… Inaczej wtargnęłaby tu z całym sztabem specjalistów. – House zaczął się śmiać. Wyczuwała w jego głosie nutkę żalu. – A Wilson?
- Posłuchaj. – Spoważniał. – Przyszedłem, bo zależy mi na dyskrecji. Takie jest moje prawo.
- Prawo… - Powiedziała pogardliwie. – A co mam powiedzieć Stacy? Mam udawać, że poszedłeś na grzyby lub siedzisz w toalecie po zjedzeniu mega porcji fasolki? – Skrzywiła usta w grymasie i pochyliła się nad listem.
- Już moja w tym głowa, by o niczym nie wiedziała. W końcu… - Uśmiechnął się złośliwie. – To ja tu jestem lekarzem.
Poczuła się dotknięta, ale w głębi duszy ulżyło jej. Wrócił stary, dobry House. Wstał i odwrócił się, a kiedy był już przy drzwiach, rzucił przez ramię:
- Jeśli chcesz zerwać, to powiedz mu, że go zdradzasz. Najlepiej z kobietą. – I wyszedł.
Przez chwilę patrzyła oszołomiona przed siebie, a potem zgniotła kartkę i wrzuciła ją do kosza. Podniosła słuchawkę telefonu. Wahała się, ale w końcu wybrała numer.
- John… Możemy porozmawiać?

Liczył na to, że uda mu się jeszcze parę dni ukrywać problemy z nogą. Nie chciał wracać do domu i widzieć zmartwienie w jej oczach. Miał nadzieję, że Wilson trzyma język za zębami.
Przechadzał się po szpitalu i bawił się ulubioną piłeczką do golfa.
W tym tygodniu jest turniej… Nie mogę przegrać.
Nagle złapał go silny skurcz w nodze. Tak silny, że aż upadł na podłogę i wył z bólu. To był niecodzienny widok – patrzeć na człowieka, który lekceważył dolegliwości i cierpienia innych, a teraz sam wił się na podłodze. Jedna z pielęgniarek podeszła do niego.
- Doktorze, proszę wstać, to nie jest czas i miejsce do żartów.
- Ja nie żartuję… - Nie miał sił, by mówić. – Wezwij… Cuddy…

Wypełniała na korytarzu karty swoich pacjentów, kiedy nagle przed jej oczami pojawił się House wyjący z bólu na szpitalny łóżku, a zaraz potem szybko zniknął. Stała oszołomiona i zdziwiona. Po chwili rozejrzała się dokoła. Wszystko wyglądało normalnie, jak gdyby cierpiący House był równie pospolity w tym szpitalu co pacjent z cieknącym nosem. Zostawiła karty i poszła na salę operacyjną. Już z daleka słyszała jak House przewraca wszystko do góry nogami. Stanęła w drzwiach. Najlepszy diagnosta siał właśnie postrach wśród pielęgniarek i lekarzy.
- Zostawcie! Mnie! W spokoju! - Każde słowo akcentował rozwaleniem którejś z części wyposażenia sali. Kiedy w końcu porozrzucał cały sprzęt, usiał zmęczony na łóżku i zaczął masować nogę zaciskając zęby z bólu. Bała się jego reakcji, ale podeszła bliżej.
- House! – Chciała, by zabrzmiało to ostro, ale strach jej na to nie pozwolił. Położyła rękę na jego ramieniu, ale ją strącił. – Dlaczego to zrobiłeś?
- Nie chcę żadnej operacji! – Popatrzył na nią obrażony jakby właśnie zabrała mu zabawkę. – Daj mi coś na ból, to się uspokoję. – Cuddy patrzyła na niego, ale nic nie powiedziała. – Uprzedzam, że to nie jest jedyna sala w tym szpitalu, którą da się zdemolować.
- To mój szpital, a ty jesteś moim lekarzem i nie pozwolę ci na niszczenie sprzętu. Mogę cię trzymać pod kluczem.
- A ty wiesz dobrze, że kiedy Stacy zjawi się na progu tego szpitala, to możesz się nie pozbierać. – House uśmiechnął się złośliwie i wyciągnął rękę. Lisa westchnęła i wyjęła bloczek z receptami.
- Wypiszę ci Vicodin. To najsilniejszy lek przeciwbólowy. Tylko uważaj, bo możesz się uzależnić. – Dała mu receptę i wyszła. House powąchał karteczkę i schował ją do kieszeni. Och, słodka wolności…

Przeczuwała, że to się źle skończy. W jej głowie zapaliła się lampka alarmowa. Nie powinnam była tego robić! Nie powinnam była ulegać!
Siedziała w swoim gabinecie i wyłamywała palce ze zdenerwowania. Wiedziała, że jest już po fakcie i nie będzie mogła mu odebrać recepty. Był nieodpowiedzialnym głupcem, ale musiała coś zrobić. Nie chciał operacji, ale zdawała sobie sprawę z tego, że prędzej czy później jego stan się gwałtownie pogorszy. Będzie jeszcze bardziej nieznośny i cierpiący, zwiększy dawki co mogłoby się skończyć nawet śmiercią…
Wyobraziła sobie martwego House’a rozłożonego na stole sekcyjnym. Widziała jego niebieskie oczy, zamglone i pozbawionego blasku, tej iskry. Takie szklane… Widziała jego bladą, zimną skórę i usta, które już nigdy miałyby się nie otworzyć, by nie wyrzec jakąś pikantną uwagę. Widziała ręce, skostniałe, pozbawione delikatności i pewnego, miękkiego uścisku. Wstrząsnął nią dreszcz. Przerażona własną wybujała fantazja wzięła kartkę i zaczęła bezmyślne mazać po niej długopisem, by zająć myśli. Po chwili z bazgrołów zaczęło się wyłaniać jego nazwisko, literka po literce.
H
O
U
S
E

Patrzyła na nie jakby nie potrafiła ich przeczytać. Nagle zadzwonił telefon. Szybko zmięła kartkę jakby osoba, która właśnie dzwoni wiedziała o nabazgranych literach i krążących po jej głowie myślach. Podniosła słuchawkę i usłyszała głos Stacy.
- Lisa?
- Witaj. Stało się coś? – Chciała, by jej głos brzmiał tak jak zwykle.
- Jest tam gdzieś Greg?
- Wiesz dobrze, że nie. On nie ukrywa się przed światem akurat w moim gabinecie.
- No tak… Ale James też nie wie, gdzie ten brzdąc uciekł. – Cuddy zawsze dziwiło to, że Stacy mówi o Housie jakby był niesfornym pięciolatkiem. Jednak po dzisiejszej scenie w sali musiała przyznać, że to określenie pasuje do niego. – A może siedzi u Johnego?
- Nie sądzę. Przecież uważa go za bezmyślną małpę czy coś takiego… Poza tym już nie jesteśmy razem. – Dodała ciszej.
- Oooo… -W jej głosie było słychać zaskoczenie. – Tak łatwo poszło? Dawaliśmy wam co najmniej trzy miesiące.
- Nie przesadzaj. Wiem, że House nie dawał mu nawet tygodnia.
- No, żeby tylko mnie tak łatwo udało się go pozbyć… - Gdyby nie znała Stacy to pomyślałaby, że mówi poważnie. Ale wiedziała, że to tylko głupie żarty. Byli jak stare, dobre małżeństwo. Z zaskoczeniem w duchu jednak stwierdziła, że gdyby się rozstali, przyjęłaby tę wiadomość z radością. – Nie widziałaś go dziś czasem? Wszystko w porządku?
-Tak… – Zawahała się na ułamek sekundy, co nie umknęło uwadze rozmówczyni. – Pomimo tego, że ma wolny dzień od specjalnych przypadków, to musi być w przychodni. Zagroziłam, że odbiorę mu jego mały telewizorek i będę prowadzać pod eskortą policji.
- No tak, nowy sezon „General Hospital”… Dobra, muszę kończyć. Jeśli spotkasz go gdzieś, to powiedz, że czekam w domu z wałkiem. – Zaczęła się śmiać.
- Stacy… - Przez chwilę chciała jej o wszystkim powiedzieć, ale przypomniała sobie House’a i jego zachowanie na sali i ugryzła się w język.
- Tak?
- Nie, nic. Na razie. – Cuddy odłożyła słuchawkę i oparła głowę na splecionych palcach. Po chwili zadzwonił jej pager.
O cholera…

House był jego przyjacielem i on, James, musiał dbać o to, by nie czuł się źle. Niestety, nie potrafił ulżyć mu w cierpieniu, ale mógł sprawić, by byli przy nim najbliżsi. Zadzwonił do Stacy, która oznajmiła mu, że nie dalej jak kilka minut temu Cuddy zapewniała ją, że nic się nie dzieje. Wiedział, że House mu tego nie daruje, ale opowiedział jej jak jest naprawdę. Potem wysłał wiadomość do Lisy.

Drogę między gabinetem a pokojem, gdzie leżał Greg pokonała niemal z prędkością światła. Stanęła w drzwiach z rozwianymi włosami i próbowała opanować zdenerwowanie. To, że pogorszyło mu się tak szybko świadczyło o powadze całej sytuacji. Tego nie można było bagatelizować. Może gdyby zwrócili na to uwagę wcześniej…
Patrzyła jak House próbuje się wyrwać z ciasnych pasów bezpieczeństwa. Widziała grymas bólu na jego twarzy. Współczuła mu, ale wolała się teraz nie zbliżać. Nagle usłyszała za sobą głos Stacy, która była niczym rozjuszony byk:
- Wszystko dobrze, tak?!
- Stacy, uwierz mi… Obiecałam mu!
- Od kiedy to obiecujecie sobie cokolwiek?!
- On mi zaufał!
- Ja tobie też! I co z tego?! On cierpi, a mnie przy nim nie ma! – Po jej twarzy spływały łzy, a głos przepełniała złość i strach. Patrzyła na Cuddy, która spuściła oczy i przepuściła ją. Po chwili patrzyła jak House odsunął twarz kiedy chciała go pocałować na przywitanie i zaczął domagać się tabletek przeciwbólowych. Przełknęła łzy i odeszła.

- Kochanie… - Gładziła dłonią jego czoło i przełykała łzy. Kapały na jego twarz i ręce. Po raz pierwszy w życiu widziała go w takim stanie – przerażonego i cierpiącego. Starała się go uspokoić, ale to było daremne. Trząsł się i klął, ból doprowadzał go do szału.
- Dajcie mi tabletki… Wszystko przejdzie i będzie tak jak dawniej.
- I co dalej? Będziesz od nich zależny przez całe życie! A jeśli przestaną działać? Jeśli kiedyś przedawkujesz i umrzesz? – Zaczęła płakać, nie mogła już mówić.
- Nie będę mógł, chodzić, nie rozumiesz tego? – Popatrzył na nią zrozpaczony. – Nie będzie mowy o turniejach, bieganiu, aktywnym życiu. Monotonia, rutyna… Wiesz, że tego nie znoszę.
- A ja nie znoszę, kiedy tak się upierasz! – Ze złością było jej do twarzy. – Jak jakiś osioł!
- Wolisz więc, bym nie chodził zamiast łykał tabletki do końca swojego życia?
- Nie! Po prostu chcę, byś pomyślał o mnie, a nie tylko o sobie. – Przygryzła wargi i oparła czoło na jego przedramieniu. Trząsł się cały z bólu, a ona nic nie mogła na to poradzić.

Nie wiedziała co ma robić. Czytała jego kartę raz po raz i zastanawiała się co ma zrobić. Znała go zbyt dobrze, by mogła przypuszczać, że w życiu nie da sobie uciąć nogi czy choćby jej fragmentu, jednak żadna inna możliwość nie przychodziła jej do głowy. Nie mogli nic zrobić. Bez zgody któregoś z nich mieli związane ręce. Starała się odpędzać od siebie wizję o martwym Housie, lecz widok zamglonych, nieruchomych oczu nie dawał jej spokoju. Ktoś wszedł do pokoju. Podniosła głowę i zobaczyła zapłakaną Stacy.
- Cuddy… Czy jest jakaś nadzieja?
Pokręciła głową. – Jedynym racjonalnym wyjściem jest wycięcie mięśnia. Ale House…
- On się na to nie zgodzi, ja wiem. – Usiadła szybko przy biurku i popatrzyła na Lisę błagalnie. – Ale on jest teraz niespełna rozumu… Pod wpływem leków…
- Stacy, to nie ma nic do rzeczy. Oczywiście, że nie chcę go ranić w żaden sposób, ale z drugiej strony jestem lekarzem i nie mogę pozwolić, by ktoś decydował za niego! – Popatrzyła na przyjaciółkę z bólem i położyła rękę na jej wyciągniętej dłoni. – Błagam, zrozum. Mnie też jest ciężko… - Z jej oczu popłynęły łzy. Stacy pochyliła głowę.
- Jedno odstępstwo… Od zasad. Wiesz, że on ich nie przestrzega. Proszę… - Spojrzała Lisie w oczy. – Dla niego.
- Uważasz, że pozbawianie go możliwości normalnego życia jest dobre?
- Nie mogę pozwolić, by cierpiał.
- Ale on będzie cierpiał! Nie jesteś jego matką! Robisz to za jego plecami… I oczekujesz, że ci kiedyś przebaczy?
- Wiem, że nie przebaczy. – Spuściła głowę. – Ale podziękuje.
- Za co? Że zniszczyłaś mu życie? – Cuddy nie mogła już mówić.
- Ja go kocham! Jeśli cokolwiek niszczę w tej chwili, to swoją przyszłość! Mój świat zawaliłby się, gdyby się okazało, że nie zareagowałam w odpowiednim momencie!
Nie tylko twój, pomyślała Cuddy i wstała. – Nie mogę cię zatrzymywać. – Powiedziała zrezygnowana i spuściła głowę. - Jesteście… Prawie jak małżeństwo. – Te słowa z trudnością przeszły jej przez gardło. – Mam nadzieję, że kiedyś nam wybaczy.

Stały nad jego łóżkiem i patrzyły jak zamyka swoje niebieskie oczy. Bardzo prawdopodobne było, że zamyka je na zawsze. Cuddy wezwała pielęgniarki i odwróciła się do Stacy.
- Jesteś tego pewna?
- W stu procentach.
- Dobrze. Możemy zaczynać.
W tej samej chwili zwróciły się do Boga, by House przeżył. Nie ważne było, że jest nieznośny i opryskliwy, zrzędzi i nie lubi ludzi. Ale był mężczyzną, którego obie kochały.

Patrzył na nie z niepokojem. Wiedział, że coś knują, ale nie miał sił, by protestować. Popatrzył na zapłakaną Stacy i zrozpaczoną Cuddy.
Jeżeli przeżyję, to obiecuję, że przestanę ignorować pacjentów. Przynajmniej przez pierwszy tydzień.
Popatrzył na Lisę, kiedy podłączała mu nowy lek. Po chwili poczuł się senny. Ostatni widok jaki zapamiętał, to piękne brązowe włosy. Niestety nie wiedział czyje.

***

Ciągle budził ją ten sam koszmar. Martwy House, martwe oczy, zimne, nieruchome dłonie. Poczucie winy przygważdżało ją do ziemi. Minęły trzy miesiące od tamtej operacji, a ona wciąż nie mogła się pozbierać. Traktował ją jak powietrze. Bolało ją to, ale z drugiej strony nie musiała słuchać jego oskarżeń. Kontakty na froncie szef-pracownik były takie jak zwykle, czyli utrudnione przez jego charakter i zachowanie. Niby nic się nie zmieniło.
A jednak.
Przewracała się z boku na bok i przecierała oczy przeganiając resztki snu. I tak nie mogłaby już zasnąć. To było zbyt duże wyzwanie. Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zdziwiła się kto o tak późnej porze chce ją odwiedzić. Zanim założyła szlafrok, zadzwoniono jeszcze raz. Bała się, że zanim zdąży otworzyć, ten ktoś sobie pójdzie. Stanęła w przedpokoju i nacisnęła klamkę.
Na progu stał House. Zdziwiła się. Ściskał w ręku laskę - nie potrafił się do niej jeszcze przyzwyczaić. Chciała coś powiedzieć, ale on był pierwszy.
- Stacy odeszła. To już koniec.
Zacisnęła wargi i objęła go. – Tak mi przykro.
House wtulił twarz w zgięcie jej szyi. – Mój Boże… - Wyszeptał. – To były twoje włosy.
Ale Cuddy już tego nie usłyszała.



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Czw 16:25, 26 Mar 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

bardzo ciekawe



_________________

PostWysłany: Czw 16:34, 14 Maj 2009
janeczka85
Stomatolog
Stomatolog



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1
Ostrzeżeń: 1

Posty: 576

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ekstra ;D ładny styl, dialogi w porządku, błędów też raczej nie widać ^^ czekam na cdn ^^



PostWysłany: Wto 20:13, 26 Maj 2009
korose
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 22 Maj 2009

Posty: 5

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JeeeeejkU ~!
Boskie !
Okropnie mi się podoba.
Ja chcę więcej wykrzyknik Mr. Green



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Sob 16:50, 12 Wrz 2009
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.06231 sekund, Zapytań SQL: 14