Niecierpliwość [Z]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Niecierpliwość [Z]




To było szaleństwo. Największe ze wszystkich.
Biała suknia ciążyła niczym tona gruzu. Patrzyła na swoje oblicze w lustrze i wcale nie podobało jej się to co widziała. Nie mogła uwierzyć, że to robi. Była zła i zdenerwowana. Musiała być w końcu mocno wstawiona skoro się zgodziła na ślub! Pukanie do drzwi wyrwało ją z zamyślenia.

- Cuddy? Żyjesz?
Nie była w stanie wydusić z siebie odpowiedzi. Po chwili w drzwiach ukazała się twarz Wilsona.
- Nic ci nie jest? – spytał zaniepokojony. – Jesteś bledsza niż ta suknia. Zjadłaś coś dzisiaj?
Pokręciła przecząco głową i ścisnęła oburącz bukiet białych margerytek.
- Chodź. Nie ociągaj się. – Złapał ją za rękę i delikatnie pociągnął ku sobie. – Nie bój się. Za kilkanaście lat będziesz wspominała ten dzień z rozrzewnieniem.

Skinęła głową i zacisnęła mocniej usta. Pozwoliła się poprowadzić na sam początek kościoła. Wilson dyskretnie oddalił się i dał znak. Grzmotnęły organy, Marsz Weselny zadudnił jej w uszach. Powłóczyła nogami chcąc wszystko opóźnić. Widziała jego sylwetkę bardzo wyraźnie jakby stał tuż przed nią. Nie dał po sobie znać, że się boi, a wiedziała, że na pewno drży ze strachu.
Co oni, do cholery, robią?!
Powoli szła nie rozglądając się na boki jakby ktoś niewidzialny prowadził ją za rękę. Ludzie ocierali łzy i myśleli: „Co za piękna chwila! Lisa na pewno jest przejęta i zdenerwowana, ale to normalne!”. A Lisa przeklinała ich wszystkich w myślach.

Nie odwracał się, ale czuł jej obecność, delikatny zapach lawendowych perfum, a także jej zdenerwowanie. Sam także drżał na samą myśl o tym, że już niedługo staną się mężem i żoną. Wyobrażał sobie ile osób w tej chwili musi go nienawidzić.

Stanęła tuż obok. Próbowała się uśmiechnąć, ale na twarzy miała tylko jakiś dziwny grymas. Rzuciła krótkie spojrzenie mężczyźnie obok.
- House, zabiję cię. – syknęła unosząc dumnie głowę.
- Wtedy stracisz całą zabawę. – odparł Greg stukając niecierpliwie laską o posadzkę.


Ostatnio zmieniony przez Pinky dnia Sob 10:54, 26 Gru 2009, w całości zmieniany 1 raz



PostWysłany: Wto 14:28, 25 Sie 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mr. Green
Interesujące...



PostWysłany: Wto 14:34, 25 Sie 2009
hattrick
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 18 Cze 2009
Pochwał: 41

Posty: 9231

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

krzywy

Pinky napisał:
- House, zabiję cię. – syknęła unosząc dumnie głowę.
- Wtedy stracisz całą zabawę. – odparł Greg stukając niecierpliwie laską o posadzkę.



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Wto 14:37, 25 Sie 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

zaczyna sie ciekawie Wink



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Wto 16:05, 25 Sie 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

proszę dalej ! Smile



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Wto 21:29, 25 Sie 2009
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Krótkie, krótkie, zdecydowanie: za krótkie! Twoje skąpstwo wprowadza mnie w stan tytułowego zniecierpliwienia;) To kiedy kolejna część?



PostWysłany: Sro 22:08, 26 Sie 2009
rocket queen
Pumbiasta Burleska



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 57

Posty: 3122

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Dzień przed ślubem

- Wiesz co, House…
- …
- House! Słuchasz mnie?
- Mówiłeś coś? – House podniósł głowę znad biurka.
- Tak. – Wilson usiadł w fotelu. – Myślisz, że Cuddy naprawdę podoba się twój pomysł?
- No tak. – odparł entuzjastycznie Greg uśmiechając się sarkastycznie. – W końcu przyjęła te oświadczyny.
- A ślub już jutro.
- Mmmm…
- No i?
- No i…? Chcesz jeszcze coś dodać?
- House! Ona bierze ślub JUTRO! Z obcym facetem! A ciebie to nie rusza?
- Jeszcze nie zasiadłeś do tortu weselnego, a już oceniasz jego smak. – House prychnął znużony moralizatorską gadką.
- Nie masz zamiaru… odbić jej? – Wilson nie tracił nadziei. Greg nagle uniósł głowę w kompletnym osłupieniu, a James w myślach zatarł ręce z radości.
- Masz rację… - wyszeptał. – Wbiegnę w momencie kiedy ksiądz zapyta o jakieś przeszkody w związku i krzyknę… BASTA! CUDDY TO KRWIOŻERCZA MODLISZKA I NIE POZWOLĘ BY ZNISZCZYŁA ŻYCIE KOLEJNEMU PORZĄDNEMU MĘŻCZYŹNIE! – Skrzyżował ręce na piersi i wysunął dumnie brodę. Wilson uderzył z rozpaczy głową w biurko.
- Ale mam nadzieję… Mam nadzieję, że nie wymyśliłeś czegoś w stylu niewyżytych prostytutek albo wybuchającego tortu oblewającego wszystkich jakimś świństwem? – Skrzywił się na samą myśl.
- No co ty. Podejrzewasz MNIE o takie rzeczy? – House machnął lekceważąco ręką. – Będzie o wiele zabawniej. – Odparł z wielkim bananem na twarzy.

Dwa tygodnie przed ślubem

- Podobno przygotowujesz wieczór kawalerski dla Mike’a. – Pani Cameron-Chase nie owijała w bawełnę. Stała na progu gabinetu House’a z dość niezadowoloną miną mając wciąż przed oczami Chase’a po jego wieczorze kawalerskim. – Ja wiem, że gość, który żeni się z Cuddy i tak ma już, według ciebie, wystarczająco przesrane, ale House… - Westchnęła i usiadła w fotelu. – Odpuść.
- Chyba jaja sobie ze mnie robisz. – Greg siedział z katalogiem w ręce i z każdą następną stroną jego uśmiech był jeszcze większy. – Nie wiesz, że ja mam talent organizacyjny?
- Tak. – odparła blondynka marszcząc brwi. – Swoje życie zorganizowałeś fantastycznie. Prawdziwa idylla.
- Nie wiem jak tobie, ale mnie odpowiada. – Przez całą rozmowę nawet nie zaszczycił jej wzrokiem dopóki nie wyrwała mu katalogu z ręki. – Ok., widzę, że jesteś zazdrosna. Powiem Cuddy, że zrobisz jej wieczór panieński. Chociaż… - Podrapał się w zamyśleniu po brodzie. – Ona… panną…
- House! – syknęła oburzona Allison i wyszła.

Miesiąc przed ślubem

- Nie chcę białej sukni. – Cuddy patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Przyłożyła do siebie najpiękniejszą sukienkę w sklepie i zmarszczyła brwi. – Nie, zdecydowanie wolę kremową. – Odrzuciła ją na bok. Wilson w ostatniej chwili zdążył złapać najdroższą kreację zanim wytarła kurz z posadzki. – James, podaj mi „Kremowy szyk”.
- Zaraz. – Chwycił w ramiona tuzin sukien i złożył na ladzie. – Nie, nie kupujemy ich. – powiedział uprzedzając pytanie ekspedientki. Potem skierował się do wieszaków i ściągnął z nich jedną z niewielu już wiszących sukien. Miała prosty krój, kolor kawy z mlekiem i różę przy dekolcie.
- Mmmm… - Cuddy mruknęła zadowolona przykładając do siebie suknię. – O tym myślałam. Tylko ta róża… - Pchnęła palcem materiałowy kwiat. – Wydaje mi się tu niepotrzebna. Załatwisz to, prawda?
- Yyyy… Jasne, Lisa. Bez problemu. – Podrapał się po głowie i po raz setny podszedł do ekspedientki.

Dwa miesiące przed ślubem

- Tak. Tak, tak. Dużo. Bardzo duuużo kremu. Nie no, trzydziestoprocentowa? To ich jedyna noc w życiu! Wiedziałem, że pani coś wymyśli. Tak, jeszcze dwa miesiące. No… Koleżanka. Kilka warstw, czekolada, dżem, budyń… Tak, na ślub. Ale to ja składam zamówienie, nie pani. Tak, do tego wiórki kokosowe i czekoladowe, różyczki z marcepanu i dla zwieńczenia dzieła cukrowa para. Aha, pan młody niższy od panny młodej. O głowę. A panna młoda z dużym tyłkiem. Da się tak zrobić? To wspaniale. Dziękuję.
- House… - Głos Wilsona drżał. – Coś ty zrobił?
- No co? Cuddy potrzebuje tortu.
- Przecież oni nie zgromadzą się tam po to, by jeść! Poza tym… Dżem? Budyń? To nie tort na dziewiąte urodziny! Może jeszcze masło orzechowe?!
- Wiedziałem, że o czymś zapomniałem. – Odparł House klepiąc się dłonią w czoło i sięgając ponownie po słuchawkę.

Pół roku przed ślubem

- Cuddy wychodzi za mąż.
- Naćpała się czy co? Aaaa… Tak, menopauza sprzyja desperacji…
- Taka jest twoja reakcja?
- O mój Boże! O nie! Tylko nie to! – wrzasnął House wyrzucając ręce do góry tym samym wzbudzając popłoch wśród personelu i rozsypując po korytarzu orzechy w czekoladzie. – O to ci chodziło?
- Właściwie to… tak. Ale bardziej… romantycznie.
- Nie umiem śpiewać, więc nie będę śpiewał jej ballad pod oknem. Zrobią to za mnie koty w marcu.
- Nie jesteś zazdrosny?
- Tak… Teraz jej wielki tyłek zmniejszy się bo będzie go macał ktoś inny… Faktycznie, jestem zazdrosny! – Wyszeptał House ze zgnębioną miną. – Boże, mam depresję. Potrzebuję więcej orzechów w czekoladzie.

Siedem miesięcy przed ślubem

- Liso…
- Tak, Mike?
- Ja już dawno…
- Może herbaty? – Sięgnęła po dzbanek uśmiechając się miło.
- Chętnie. – odparł brunet nieco wytrącony z równowagi. – O czym to ja… Właśnie tak. Już dawno…
- Zimno mi! A tobie? Brrr… - Skuliła się w fotelu. – Nie boisz się wracać po ciemku?
- Nie, jestem samochodem, mam światła i ogrzewanie.
- A nie wiesz jaka pogoda będzie jutro?
- Spotykamy się już rok…
- …ile będę mieć dzisiaj sprzątania po tej kolacji…
- …myślałem o tym tyle razy…
- …te plamy z obrusu trudno będzie zmyć…
- …wbrew wszystkiemu i wszystkim…
- …uwielbiam ten rocznik wina, jest taki aromatyczny…
- …nawet wbrew House’owi…
- ...nie musisz już jechać?
- …wyjdź za mnie, Liso.
- Słu… słucham?
- Zostań moją żoną.
- Ja… ja nie wiem co powiedzieć.
- Powiedz tak.



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Pią 21:11, 04 Wrz 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

trochę się pogubiłam wydarzeniach ale na koniec odnalazłam się
twórz dalej wykrzyknik



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Pią 21:40, 04 Wrz 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W dniu ślubu

Najpiękniejszy dzień w życiu.
Chciała, by tak było. Otworzyła oczy i przez dłuższą chwilę wpatrywała się w słoneczne refleksy na suficie. Stwierdziła, tak sama dla siebie, że wcale nie odczuwa radości, podniecenia czy choćby zniecierpliwienia. Miała ochotę wstać, zjeść śniadanie, założyć garsonkę wespół z kusą spódnicą i stawić czoła kolejnym pacjentom w PPTH. Jednak nie dziś. Rzuciła okiem na zegarek – Allison i Remy miały przyjechać dopiero za cztery godziny. Z cierpiętniczym westchnieniem zwlekła się z łóżka i skierowała do łazienki na bardzo długą kąpiel.

Pierwsze promienie słońca igrały przez chwilę na jego twarzy nie pozwalając mu spać. Z gniewnym pomrukiem obrócił głowę, ale słońce nie dawało za wygraną. W końcu musiał otworzyć oczy.
Najpiękniejszy dzień w życiu.
Zmarszczył brwi smakując jeszcze raz tę myśl, która nagle zakotłowała się w jego skacowanym umyśle. Nie, nie mógł być pewien do tego czy to aby na pewno najszczęśliwszy dzień. Były lepsze, fajniejsze, przynoszące więcej rozkosznie rozwlekłego lenistwa. Potarł ręką czoło i rzucił okiem na zegarek. Swoje działania miał zacząć dopiero za trzy godziny. Westchnął z niecierpliwością, wysupłał z fiolki tabletkę i połknął ją mlaskając donośnie.

- No! Jesteś wreszcie.
- Ooo, już nie śpisz?
- Niestety. Jedna z prostytutek wychodząc nad ranem zapomniała wyłączyć mój budzik. I oto jestem. Czysty i pachnący.
- Tak, wziąłeś kąpiel z nudów. Ale za to będziesz miał spokój do świąt. – Wilson ominął go kończąc drażliwą rozmowę i rzucił torby na tapczan.
- Co to?
- Moja bielizna do prania. – James prychnął i poszedł do kuchni. House z uniesionymi wysoko brwiami zrzucił torby na podłogę i rozsiadł się na kanapie.
- A tak poza tym… - mruknął Wilson wracając do salonu. – Powiedz mi, dlaczego to robisz?
- Nie mogłem tak dłużej stać.
- Wiesz, że nie o to mi chodzi. Dlaczego chcesz zepsuć najszczęśliwszy dzień w jej życiu?
- Niedługo to będzie NASZ najszczęśliwszy dzień w życiu. – zwrócił uwagę Greg nie odrywając się od paczki chipsów.
- Przecież tyle razy mówiłeś, że jej nie kochasz, że to wszystko to jakieś romantyczne dyrdymały, że to wszystko nie jest warte złamanego grosza! – powiedział siadając obok.
- No, dalej, wyrzuć to z siebie! – zawołał House klepiąc go po ramieniu. – To zawsze pomaga.
- House, ty nie rozumiesz?! Ona chce spędzić z tym człowiekiem całe życie, a ty masz zamiar zabawić się jej uczuciami! Oszukać ją w najgorszy możliwy sposób! To jest nieludzkie.
- E.T. come home! – powiedział Greg robiąc zeza.
- Jak zwykle obracasz wszystko w żart. – Wilson machnął ręką. – Nie mam zamiaru ci w tym pomagać.
- Ależ oczywiście, że masz. Nie na darmo przyjeżdżał byś tu z całą furą ubrań, dodatków i innych pierdów.

- Wyglądasz jak anioł.
Cuddy obróciła się wokół własnej osi podziwiając oblicze w lustrze. W ostatniej chwili Wilson przekonał ją, że biała suknia jest jedynym możliwym strojem dla niej na ten dzień. Z niechęcią przyznała mu rację. Mając do wyboru między „Kremowym szykiem” z obleśną różą, a „Poranną rosą” – białą, prostą, skromną, wybrała to drugie. Ale i tak czuła się przyciężkawo. Obleciał ją strach. Na myśl o tym, że już niedługo zostanie żoną obcego sobie mężczyzny miała wątpliwości. Nie czuła gorącej miłości, zauroczenia, przyjaźni ani nawet sympatii. Trafnie określił to House nazywając ją ‘rozhisteryzowaną starą panną u progu menopauzy’. To musiała być desperacja (albo za dużo jej ulubionego wina) skoro zgodziła się na ślub. Potem wstyd by było wszystko odkręcać, a poza tym sprawiło jej dziecięcą frajdę planowanie wszystkiego. Mina jej zrzedła, gdy usłyszała o wieczorze kawalerskim w stylu House’a, a jeszcze większy niepokój odczuła gdy Mike nie znalazł się przez następne dwa dni. Na szczęście Wilson wyruszył jego śladem i przywiózł mocno skacowanego mężczyznę z powrotem.
- Czy też odczuwałaś wątpliwości?
Allison spojrzała na pannę młodą z uwagą. Cuddy nie miała pojęcia jakim cudem te słowa wymknęły jej się z ust.
- Ślub to najgorsze co może być. Tyle przygotowań, poprawek, zamówień, nerwów… Więź między wami zaczyna mimo wszystko słabnąć przez te drobne napięcia. Ale kiedy staniesz u boku tego mężczyzny i powiecie sobie ‘tak’… Wtedy zrozumiesz, że podjęłaś trafną decyzję.
Lisa pokiwała głową nie będąc zbyt pewną słów kobiety.

- Dobra, widzę go. Wychodzi ze swoim drużbą.
- Jesteś pewien, że wszystko z nim omówiłeś?
- Jasne. Podjeżdżaj.
Stanęli pod domem Mike’a. Pan młody i jego kumpel, Joe, niepewnie wsiedli do samochodu na tylne miejsca.
- Dobra, ja prowadzę.
- Ty chyba żartujesz?
- A wygląda ci na to, bym żartował? – odparł House przesuwając się na miejsce kierowcy. – Dobra panowie, ruszamy. – zawołał gdy Wilson usiadł obok niego.
- Zabrałeś obrączki?
- Tak, mam je gdzieś tu.

- Dobra, dojeżdżamy.
Cuddy patrzyła na kościół zakryty częściowo przez drzewa. Zbliżało się południe, słońce grzało niemiłosiernie. Chciała wysiąść, uciec, schować się. Nie wierzyła, że już za jakieś pół godziny zostanie związania świętym łańcuchem małżeńskim. Nie, nie, to był chyba węzeł…

- House! Do jasnej cholery, wracaj tu!
- Masz wybór – albo zostawiam cię, albo jedziesz ze mną i udajesz, że nic się nie zmieniło.
- Nic się nie zmieniło?! Czy to ty nazywasz się Mike?!
- Nie psuj wszystkiego tylko wsiadaj.
- Ty się nią bawisz! Nie potrafisz znieść jej przez parę minut, a co dopiero kochać i być z nią do końca życia! Wiesz ile to jest czasu?
House popatrzył na przyjaciele w milczeniu. Nie rzucił żadnej riposty w stylu: „Kto powiedział, że będziemy długo żyć?” albo innej równie przykrej. Po prostu stał opierając się o samochód.
- A jeśli ci powiem, że robię to wszystko dla niej?

Stała w zakrystii i patrzyła na swoje odbicie. Nie chciała tego. Pragnęła wrócić do szpitala, siąść nad papierami i słuchać wszystkich narzekań na House’a. Nie potrafiła wyobrazić sobie dnia jako żona, a co dopiero kilkunastu lat. Była zdenerwowana, wkurzona na samą siebie, a jednocześnie wstydziła się. Skoro nie chciała tego, to po co mówiła ‘tak’? Ma teraz zranić go, spieprzyć wszystkie plany?
Do środka zajrzał Wilson. Uśmiechnęła się w myśli – on to dopiero miał pojęcie o ślubach!
Weszła do nawy głównej. Przed nią majaczył ołtarz, jej narzeczony, ksiądz, drużbowie. Przełknęła ślinę i ruszyła. Chciała przedłużyć ten moment. Widziała wzruszonych gości.
I nietęgie miny Allison i Remy.
Zmarszczyła brwi. Coś było nie tak.
Mike był blondynem i nie nosił laski.

CO?! Nie, to musi być sen. Koszmar. Jeśli ucieknę, zachowam się jak idiotka! Ale, mój Boże… Co on tu robi? Gdzie Mike?! Wilson wiedział? Ależ oczywiście, przecież ci dwaj nie wytrzymają bez kombinowania choćby minuty. House, to jest MÓJ ślub i MÓJ najszczęśliwszy dzień! Nie chcę cię tu!

Niestety House nie potrafił czytać w myślach. Za to doskonale wiedział jak zareaguje Cuddy na jego widok. Ile osób musi go w tej chwili nienawidzić…
Poczuł jej obecność tuż obok, zapach perfum i atmosferę grozy rodem z horroru.
- House, zabiję cię.
- Wtedy stracisz całą zabawę.



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Czw 19:27, 17 Wrz 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Z okazji świąt postanowiłam zajrzeć tu i tam i ze skruchą przyznaję, że nie zakończyłam kilku opowiadań, które dawno zostały już napisane! Po długiej przerwie wklejam czwartą, ostatnią część. Miłego czytania i wesołych świąt Smile


-Zebraliśmy się tu wszyscy…
-House, skąd się tu wziąłeś?
-…aby połączyć…
-No wiesz… Mamusia i tatuś bardzo się kochali, aż pewnego dnia mój tatuś…
-…świętym węzłem małżeńskim…
-Nie o to mi chodzi idioto! Gdzie jest Mike?
-…Lisę Cuddy…
-Rozmyślił się. Pomyślałem, że głupio by było zmarnować taki pyszny tort!
-…i Mike’a Turnera.
-W kwestii poprawek… Nazywam się Gregory House.
-Nie! NATYCHMIAST sprowadź mi tu Mike’a!
-To NIEMOŻLIWE. Proszę szybciej, mam jeszcze parę spraw do załatwienia.
-Wyjdź z tego kościoła! Nie mam zamiaru brać z tobą ślubu!
-Czy ty, Gregory, bierzesz sobie tę kobietę za żonę?
-Jasne, jasne i ślubuję jej wszystko co tam trzeba. Dalej.
-HOUSE! WYNOŚ SIĘ STĄD!
-Czy ty, Liso, bierzesz…
-Nie, bo to nie jest mój narzeczony!
-Kochanie, nie rób scen.
-House, masz przechlapane.

Wilson jak burza wpadł do zakrystii. Zastał tam Lisę czerwoną z gniewu. Zerwała welon, podeptała kwiaty, popłakała się zmazując makijaż. Jednym słowem, wyglądała okropnie.
-Liso…
-Ty też maczałeś w tym palce?!
-Ja…
-Ty też byłeś w to zamieszany!
-Nie miałem wyboru! Mogłem albo zostać z twoim narzeczonym, albo…
-Gdzie jest Mike?!
-Za miastem. Przywiązany do drzewa. Nagi.
-Słucham?! I niby House go tak urządził?
-No tak.
-I nie dałeś rady zidiociałemu kalece?! Mój Boże, ten świat schodzi na psy.
-Powiedział, że… House powiedział…
-Co powiedział?!
-Oznajmił, że robi to dla ciebie.

House stał przy ołtarzu. Ksiądz gdzieś poszedł, szum rozmów niósł się echem w całej nawie. Nie wiedział co jest gorsze – palący wzrok i plotki zaproszonych gości czy może gniew administratorki i kazania Wilsona. Nie potrafił jednak stać dłużej w jednym miejscu. Z drżeniem obrócił się w stronę ławek. Wszyscy umilkli. Rozejrzał się wkoło jakby stał na środku ruchliwej ulicy i pokuśtykał w stronę zakrystii. Już z daleka słyszał wrzaski Cuddy i uspokajające wytłumaczenia onkologa. Nagle zaległa cisza. House pchnął drzwi, które zaskrzypiały. Lisa podskoczyła jak oparzona.
-Jezu!
-To tylko ja. Ale mówili mi, że podobieństwo jest uderzające. – mruknął Greg wchodząc do środka.
-Jak śmiesz pokazywać się tutaj?
-Uznałem, że trzeba wyjaśnić nieco spraw.
-Dlaczego to zrobiłeś?!
-Właściwie to nie chodziło mi o moje wyjaśnienia…
-Po co ta cała farsa?! To ty masz się wytłumaczyć, nie ja.
-Ale to ty właśnie dałaś nogę sprzed ołtarza.
-I to cię tak boli? To Mike miał stać na twoim miejscu!
House przyglądał jej się w milczeniu, a potem uśmiechnął.
-Wilson, daj nam minutkę.
-Jesteś pewien?
-Nie martw się, nie zjem jej, jest zbyt tłusta.
Oszołomiony onkolog uniósł ręce w geście poddania się i wycofał chyłkiem z zakrystii.
-House, wytłumacz…
-Tobie nie chodzi o Turnera.
-A o kogo? Mój narzeczony został porzucony na jakimś pustkowiu, nagi, bez pomocy! Mój narzeczony, który dziś miał stać na twoim miejscu!
-Mike cię nie obchodzi. Po prostu jesteś za stara…
-Licz się ze słowami!
-…za stara, by móc wybierać i przebierać w ofertach małżeńskich. Nikt nie patrzy na ciebie tak jak dwadzieścia lat temu. Nie masz czasu na życie prywatne, szpital jest twoim całym światem. Zgodziłaś się na Mike’a, bo nie miałaś wyboru. Proste.
Cuddy zacisnęła wargi, łzy popłynęły jej z oczu. – Dobra. Rozgryzłeś mnie. Ale po jaką cholerę zniszczyłeś moją ostatnią szansę?
-…
-Nienawidzisz, kiedy inni są szczęśliwi? Czy naprawdę chcesz, by inni wokół cierpieli tak jak ty? Może ja chcę choć raz wrócić do domu, gdzie czeka na mnie kochający mąż, gromadka wesołych dzieci i sterta prania? Może pragnę choć raz pomóc moim dzieciom w lekcjach i utulić je do snu? Może chcę, by to byłą prawda, a nie tylko sen, który śnię co noc?! Wynoś się stąd. Nie chcę cię widzieć. Mam dość twojego „ulepszania”. Możesz szykować swoje CV. – Wyminęła go i poszła w kierunku drzwi.
-Nikt nie patrzy na ciebie tak jak dwadzieścia lat temu. Nikt nie patrzył, nie patrzy i nie będzie patrzył. Nikt tak jak ja. – wyszeptał.
Cuddy odwróciła się. – Uważasz, że teraz jest czas na takie wyznania? Myślisz, że rzucę ci się w ramiona i powiem: „Wszystko w porządku, wybaczam ci. Jedźmy do ciebie i tam spędźmy miodowy miesiąc”? – Otarła łzy wierzchem dłoni. – Masz rację. Nie zależało mi na Mike’u. Zależało mi na szczęściu. Ale ty nie potrafisz tego zaakceptować. A przecież miłość to pragnienie, by druga osoba była szczęśliwa. Takie jest twoje uczucie?
-Nie potrafię inaczej.
Lisa odwróciła wzrok i wyszła. Kilka minut później wsiadła do limuzyny i odjechała zostawiając gości bez słowa wyjaśnienia czy pożegnania.

-House!
-Co znowu?
-Ty… Nie przypuszczałem…
-Jimmie, jak dobrze mnie znasz?
-Myślałem, że tobie naprawdę na niej zależy!
-…
-A ty po prostu zabawiłeś się nią!
-Miałem pozwolić, by przestała zajmować się szpitalem?
-Mogłeś pozwolić jej na ślub. U boku ukochanego faceta.
-Ona nawet go nie kocha. Zgodziła się, bo nie chciała zostać starą panną. Wolała prać bieliznę dzieciaków i od rana do wieczora sterczeć przy garach. A szpital?
-Od kiedy tak się tym przejmujesz? Myślałem, że robisz to z miłości. A to była po prostu kolejna zabawa, psikus rozkapryszonego dzieciaka. Jesteś… Boże, nie potrafię nawet znaleźć określenia na to co zrobiłeś!
-Może: „ Dzięki, świetna robota!”.
Wilson, przyłożył dłoń do swojego czoła i zamknął oczy. – Nie posiadasz żadnych ludzkich uczuć. Nie potrafisz kochać, współczuć, ty nawet nie potrafisz nienawidzić. Jesteś jak… maszyna. Robot zaprogramowany na niszczenie wszystkiego co spotka na swojej drodze.
-Nigdy nie porównywano mnie do Schwarzenegera. Cool!
-Wyjdź stąd zanim ludzie sobie coś pomyślą.
-Na przykład? Że wolałem ciebie niż ją? Niestety, twój tyłek nie jest taki jak jej. Nic nie pobije Supertankowca.

Mike Turner odnalazł się po tygodniu. Ktoś się nad nim ulitował i odwiązał go. Zdołał dojść o własnych siłach do miasta. Zerwał zaręczyny i wszelki kontakt z Lisą Cuddy.
Gregory House nie został zwolniony z pracy. Z administratorką nie zamienił ani słowa od dnia „ślubu”. Pośredniczką między nimi jest Allison Cameron.
Goście do chwili obecnej zastanawiają się co wydarzyło się w zakrystii. Oficjalna wersja – Cuddy przegrała zakład z Housem. Czy i o co się założyli, pozostało tajemnicą.
James Wilson zmuszony został do opłacenia kosztów związanych ze ślubem. Tort zjadła Lisa Cuddy w napadzie wisielczego humoru.

Gregory House nadal kocha Lisę Cuddy.



_________________
Potrzebujesz bety? Pisz śmiało na gg:)

PostWysłany: Czw 11:34, 24 Gru 2009
Pinky
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 18 Mar 2009
Pochwał: 1

Posty: 150

Miasto: okolice Cze-wy
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.17997 sekund, Zapytań SQL: 14