O, ironio [O Kutnerze słów kilka]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Inne
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O, ironio [O Kutnerze słów kilka]

Betowane przez Rash i Livię.
Jeśli to przeczytałeś/aś - bardzo proszę o komentarz, który pozwoli mi się rozwijać i nie popełniać tych samych błędów.
Patos zamierzony. Przynajmniej w jakiejś części.
Spojler do 20 odcinka, piątej serii.




O, ironio

Całe życie myślałem o śmierci. Czekałem na nią, myślałem, że jestem już gotowy, że już się nie boję. Nie chodzi o to, iż byłem ciekawy, co jest po drugiej stronie. Nie. Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że nie ma tam niczego. Po człowieku zostaje tylko ciało, które z czasem gnije oraz wspomnienia, które bledną. Po prostu tak było prościej. Nie lepiej, ale prościej. Od zawsze. Niezdany egzamin, złamane serce albo tragedia – nie szkodzi. Śmierć to definitywny koniec zmartwień i radości. Ubezpieczenie, które pozwalało funkcjonować i nie zagubić się w chaosie tego świata. Kiedy coś nie wychodziło zawsze możliwa była ucieczka. Od wszystkiego: bólu, nienawiści, miłości, emocji, ludzi. Koniec. Ciemność. Wygrana. Zupełnie tak, jakby przerwać nudny film lub zamknąć książkę.

Myślałem, że śmierć każdego człowieka jest inna. A raczej to, co nastąpi po niej. Sądziłem, że to zależy ode mnie; mojej wiary, przekonań, wyobrażeń. To wcale nie tak, że żałuję mojego życia. Co prawda straciłem biologicznych rodziców, ale zyskałem adopcyjnych, którzy stali się tymi najdroższymi. Miałem wszystkie powody ku temu, by czuć się szczęśliwym. I byłem… Naprawdę! Tylko gdzieś, w głębi umysłu albo duszy – nie wiem, gdzie jest to drugie - czułem się inny. Nie z powodu narodowości, czy kultury. Po prostu zawsze była we mnie pewna nutka melancholii, refleksji. Niby chciałem, aby wszystko się zmieniło, ale i pozostało takie samo.

Mieliście kiedyś uczucie, że jesteście wielcy? Że to od was zależy wasz dalszy byt, względnie - niebyt. To właśnie wy macie prawo decyzji. Zawsze jesteście o krok przed innymi. Spieprzyłeś sobie życie? – możesz to skończyć. Coś ci nie wyszło, czujesz, że wypalasz się od środka - możesz to skończyć. NIKT nie jest w stanie cię powstrzymać. Brniesz do ważnej dla twojej kariery rzeczy, pod naciskiem rodziny i szkoły, a jeśli nie wyjdzie? Kiedy okaże się, że już nic nie da się zrobić? Albo da się, ale ty nie chcesz? MOŻESZ to skończyć. I mimo, że wszyscy naciskają na Ciebie "Zrób to, zrób tamto, zadbaj o swoją przyszłość." Ty czujesz, że jeśli nie wyjdzie, masz plan B. Że cały czas masz asa w rękawie. Możesz go wyciągnąć, kiedy tylko zechcesz. Jesteś swoim panem. Jesteś LEPSZY od innych. Od tych, którzy każą coś robić, naciskają, denerwują, irytują. Ty wiesz, że masz także drugie rozwiązanie. Tylko kto jest na tyle odważny, żeby je wykorzystać?

Śmierć wcale nie jest tak straszna, jak się ludziom wydaje. Samobójstwo, może dość ordynarny sposób, również takie nie jest. To po prostu UCIECZKA. Od ludzi, problemów. Ucieczka w inny, lepszy świat. Albo po prostu w pustkę. Czego tu się bać? Że nie będzie niczego? Uczucia podobnego, jak przy utracie świadomości? Ale Ty już się nie obudzisz żeby odtworzyć w umyśle te emocje. Twój mózg nie będzie odbierał sygnału o tym, że nie ma niczego, dopóki nie zaczniesz funkcjonować. A nie zaczniesz. To będzie po prostu KONIEC. Koniec Ciebie. Czego tu się bać? Nieznanego?

Przynajmniej kiedyś tak mi się wydawało. Szedłem przez świat ze słodką świadomością, że wciąż mogę zawrócić. Wiele osób tak robi. Ale mało kto wie, że gdy nie czujesz się zbyt dobrze, śmierć wydaje się być snem, ale gdy zobaczysz śmierć na własne oczy… To czyni ten sen żałosnym. Może jest taka chwila, kiedy się dorasta i coś z ciebie opada. Może szukamy sekretów, bo nie dowierzamy umysłowi.*

Nazywam się Lawrence Kutner i mam 34 lata. Jestem chory. Diagnoza? Nieuleczalny nowotwór mózgu.
„Bardzo mi przykro, został panu miesiąc. Do widzenia.”

Przez całe życie przez myśl mi nie przeszło, aby bać się śmierci, a teraz, gdy ta nadchodzi… jestem przerażony. To ironia losu, że w chwili, gdy dowiadujesz się, że umierasz nagle tak rozpaczliwie chcesz żyć. Nie, żebym nagle zaczął dostrzegać piękno zielonych łąk, zboża błyszczącego się w promieniach słońca, widoku porannej rosy albo zapachu świeżo skoszonej trawy. Po prostu widząc grupkę dzieci bawiących się pod domem i psa ujadającego w pobliżu do głowy przyszła mi myśl, że za kilka tygodni, o tej porze na Ziemi nie będzie obywatela o ciemnych włosach, specyficznej cerze i nazwisku Kutner. Bez przerwy zastanawiam się, czy ta kawa, rozmowa albo gra, będzie tą ostatnią, ilu ludzi zdążę jeszcze uratować, na ile kłótni starczy mi czasu, w co będę ubrany, gdy umrę, o czym będę myślał i kto mnie zapamięta? Dzień po dniu boleśnie uświadamiam sobie, że gdybym nie był zajęty rozmyślaniem o śmierci przez całe swoje życie, być może teraz miałbym żonę i gromadkę dzieci. Kiedy wieczorem leżę w łóżku, boję się, że już się nie obudzę. Obłęd odbiera mi zmysły i zdolność logicznego myślenia. Nade wszystko przeważa strach. Czy umieranie boli? Mimo to nie powiem, że gdybym dostał teraz drugą szansę, moje życie wyglądałoby zupełnie inaczej. Nie oszukujmy się - jak to powiedział House „Prawie śmierć nie zmienia niczego, śmierć zmienia wszystko.” Może to i gbur, ale rację ma. W filmach wystarczy napomknąć coś o żalu, za to czego się nie zrobiło albo co zrobiło, a chory cudownie zdrowieje.

Dlaczego tu nie może być tak samo?
Dlaczego ja?


Nazywam się Lawrence Kutner i mam 34 lata. Zostały mi dwa tygodnie, może mniej. Od jakiegoś czasu nie sypiam i nie jem. Tylko praca potrafi wywlec mnie z domu – tylko ona ma sens. Całe swoje życie, wszystkie decyzje podporządkowałem śmierci. Została mi tylko jedna; jak chcę umrzeć. Tej nocy ciszę przerwie strzał, a kolejne ciało zostanie pozbawione duszy. Ludzie będą się zastanawiać „dlaczego?”, „co się stało?”. I tylko ja będę wiedział, że moja śmierć to nie ucieczka, a świadomy wybór.
Moja pierwsza, niezależna decyzja. Żegnaj świecie!

***

Abonent czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później.

- Halo? Halo?! Panie Kutner? Mam dla pana wspaniałą wiadomość! Będzie pan żyć – to nie nowotwór, a guzy. Przeprowadziłem kilka konsultacji i jestem tego pewien. Pan wcale nie umiera, czyż to nie wspaniała wieść? Proszę przyjść do mojego gabinetu, upewnimy się, że już zniknęły. Halo?! Dobranoc, panu.

Abonent czasowo niedostępny, proszę zadzwonić później.

***

Moja ostatnia, błędna decyzja.
Dla niektórych już nie istnieje przyszłość, nie ma ‘później’. To nie tak, że żałuję mojego życia. To nie tak, że żałuję mojej śmierci. Żal mi tylko kilku, pochopnych decyzji, których nie sposób zmienić ani zapomnieć.

Koniec


*cytat z filmu (pisany z pamięci), którego tytułu nie pamiętam[/fick][/spoiler]



_________________

"Everybody lies."
Huddy, Hilson, Hameron - yep!

PostWysłany: Nie 2:30, 24 Sty 2010
JaSzczurek
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 29 Gru 2009
Pochwał: 1

Posty: 123

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Rozczarowała mnie końcówka.

Tekst głęboki, pełen ważnych myśli o tych najtrudniejszych aspektach życia i nieżycia. Wcale nie smutny. Nie wywołał we mnie emocji żalu, empatii... raczej poczułam to co Kutner - świadomość. Świadomość tego, że TAK PO PROSTU JEST. Bez aksjologii, na chłodno i z dystansem.

I tylko ta nieszczęsna końcówka. Zbyt trywialna na to opowiadanie. Zbyt melodramatyczna. Czy człowiek u którego wykrywają nowotwór, a jest lekarzem nie żąda dwudziestu konsultacji? czy człowiek nie poddaje sie dopiero wtedy, kiedy JUŻ NA PRAWDĘ TO JEST KONIEC? Byc może to racjonalizacja w głowie Kutnera kazała mu złożyć broń zbyt wcześnie? Może w kwestii śmierci nie należy wcale racjonalizować, tylko po prostu żyć do końca.

Więc z jednej strony końcówka mnie drażni, z drugiej jest impulsem do rozważań... takie moje odczucia pogmatwane.

Bardzo interesujący fik.
pzdr. Timon



_________________

PostWysłany: Sob 21:23, 30 Sty 2010
T.
Mecenas Timon
Mecenas Timon



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 37

Posty: 2458

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JaSzczurek napisał:
Nazywam się Lawrence Kutner i mam 34 lata. Zostały mi dwa tygodnie, może mniej. Od jakiegoś czasu nie sypiam i nie jem


W serialu nie zauważono zmiany w zachowaniu i fizycznym aspekcie Kutnera. A tu ewidentnie przynajmiej fizycznie musieli to zauwarzyć gdyby nie sypiał. Wiekszość samobójców planuje śmierć więc wtedy są spokojni i opanowani nawet mogę zasugerować szczęście więc bezseność jest tylko wtedy gdy dowiaduje się o śmierci a nie kiedy już ją zaplanował.

Doby pomysł na fika związany ze śmiercią Kutnera



_________________

PostWysłany: Pią 12:27, 05 Lut 2010
Mrukasia
Chirurg ogólny
Chirurg ogólny



Dołączył: 31 Sie 2009
Pochwał: 24

Posty: 2776

Miasto: Tam gdzie diabeł mówi dobranoc
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Inne Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.06255 sekund, Zapytań SQL: 14