Ona i on. Niebo i grom. [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ona i on. Niebo i grom. [M]




Ona i on. Niebo i grom.


Lisa siedziała przy biurku, była pochłonięta przygotowaniami do zbliżającej się konferencji prasowej w PPTH. Jej spokój zmącił Wilson, który wręcz wtargnął do gabinetu pani administrator.

- Wilson… - zaczęła zdziwiona, ale onkolog natychmiast jej przerwał.
- Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś! – krzyknął, opierając dłonie na krześle, znajdującym się naprzeciw biurka Cuddy.
- Co takiego zrobiłam, James? – zapytała ironicznie. Doskonale wiedziała o czym mówił jej przyjaciel, ale nie zamierzała się wdawać w dyskusję, pozornie.
- Dlaczego go zwolniłaś?! Co cię opętało, Cuddy?! – wrzasnął, ale natychmiast spróbował się uspokoić. Usiadł na sofie i zaczął rozglądać się gorączkowo po pomieszczeniu.
- Nie powiedział ci? – Udała zdziwioną. Zawsze wiedziała, że House zwierza się Wilsonowi i odwrotnie. Oczywiście w ich związku polegało to na wyciąganiu informacji z drugiej osoby.
- Powiedział, ale nie sądzę, aby to była prawda… - jęknął Wilson, przeczesując dłonią włosy.
- W takim razie albo nie powiedział ci o co chodzi, albo powiedział, ale ty nie chcesz mu uwierzyć – odparła, wstając z miejsca. Wilson podszedł do Lisy i spojrzał na nią badawczo.
- A tak naprawdę, co się wydarzyło? – zapytał łagodniej. Ufał, że wreszcie otrzyma wiarygodną odpowiedź na swoje pytanie. Od przyjaciela niestety nie dowiedział się w czym rzecz.
- Wilson… nie chcę o tym rozmawiać, zrozum mnie. To jest… - Lisa urwała, ponieważ do jej gabinetu wszedł House.
- Przepraszam, że przeszkadzam w naradzie, ale… - Trzymał białą kartkę w dłoni. Podszedł do jej biurka i położył ją na nim. Wyglądał w połowie na speszonego, w połowie na zasmuconego. To nie był ten sam House. Cokolwiek się wydarzyło, musiało wpłynąć na niego. Mimo że próbował ukryć emocje - jak zawsze to robił - tym razem niespecjalnie mu się to udało.
- Dziękuję House. Odprawę wyślę ci przelewem – powiedziała cicho Cuddy. Wilson stał jak osłupiały. Patrzył na tych dwoje i nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje.
- Zostawię was, chyba macie jeszcze sobie coś do powiedzenia. – Z taką nadzieją opuścił gabinet swojej szefowej.
- A więc… - Lisa wyciągnęła dłoń przed siebie. Miała szczerą nadzieję, że House ją uściśnie i spokojnie wyjdzie z jej biura zanim zaleją ją łzy. Ale tak się nie stało. Czego ona się spodziewała? – Idiotka. – Pomyślała. – Czas na szyderstwa i kpiny.
- Chcesz usłyszeć żegnaj… Chcesz, prawda? – zapytał House. W tej chwili miał gdzieś to, jaki jest naprawdę. Chciał szczerej rozmowy. Pragnął, żeby Lisa wygarnęła mu, co jej leży na sercu. Potrzebował tego, żeby zrozumieć.
- Nie chcę, ale tak będzie najlepiej, dla nas – odpowiedziała, opuszczając wzrok. – Muszę zająć się tym. – Wskazała na stos akt, leżących na biurku.
- Zdajesz sobie sprawę, że skazujesz mnie na dożywotnie bezrobocie? – zapytał, jego głos zadrżał delikatnie. Cuddy skinęła głową, nie spoglądając nawet na House’a. Nie mógł widzieć, że w jej oku zakręciła się łezka. Odepchnęła słabe myśli od siebie i podniosła wzrok.
- Przykro mi. Tak, jak obiecałam, postaram się znaleźć ci pracę. Mimo że to prawie niewykonalne. Jednak zaręczę swoją reputacją za ciebie, jeśli będzie to konieczne.
- Wolisz zrujnować sobie karierę, niż przyznać się do tego, co do mnie czujesz? – zapytał. Jego dłoń mocniej zacisnęła się na lasce. Znał odpowiedź, teraz już wiedział.
- House, wyjaśniłam ci już… - zaczęła, próbowała znowu.
- Gówno prawda! – krzyknął rozzłoszczony. – Ja nie jestem problemem, przecież ci powiedziałem!
- Co powiedziałeś?! No co?! – Wybuchła. – Że przestaniesz patrzeć na mnie jak na obiekt swoich seksualnych fantazji? Że żywisz do mnie wyższe uczucia? Że ci zależy? To wszystko nieprawda! I nie zmienisz tego, bo chcesz. Chcieć to za mało, House! – Jej oczy błyszczały złowrogo.

I chociaż w środku chciała żałośnie zapłakać, to na zewnątrz wylewała się z niej wściekłość. Diagnosta odwrócił wzrok. Miał ochotę roztrzaskać o ścianę krzesło, stojące przed nim. Mebel, na którym przesiadywał tak wiele razy w gabinecie swojej szefowej, ukochanej.

- House… Było wiele prób. Wiesz o tym. Ostatnia… także nieudana. Nie chcę więcej, wystarczy już tych przemyśleń. Szans dawanych ci bezmyślnie. Mam dosyć traktowania mnie jak marionetki – westchnęła. Pragnęła zakończyć tę rozmowę jak najszybciej, ale wiedziała, że House na to nie pozwoli.
- Cuddy, do cholery… - jęknął, zaciskając ręce na poręczy krzesła. – Spróbuj mnie zrozumieć… Ja nie potrafię… - Ponownie mu przerwała.
- Nie potrafisz być szczęśliwy i nie pozwalasz na to innym. Najchętniej odebrałbyś radość z życia wszystkim, którzy cię otaczają, każdemu, kto szczerze się uśmiecha. – Jej palce miarowo uderzały w blat biurka.
- Co takiego on ci daje, czego ja nie mogę? – Wiedział doskonale. Mimo to zapytał.
- Naprawdę chcesz to usłyszeć? Jesteś gotowy usłyszeć czego ty, genialny House nie potrafisz? – zapytała. Twarz Cuddy zaczerwieniła się ze zdenerwowania. Nie była pewna czy jest na niego wściekła, czy jest jej go po prostu żal. House skinął głową i usiadł na krześle. Właściwie opadł na nie. Zdawał sobie sprawę, że być może siedzi tu po raz ostatni.
- Mów – szepnął. Zaczął bawić się laska w oczekiwaniu na bolesne słowa. Był pewien, że właśnie takie popłyną z ust Lisy.
- Dałam ci szansę, nie jedną. Zmarnowałeś wszystkie, jakie dostałeś. Limit się wyczerpał – powiedziała stanowczo, ale gdy ujrzała jego spojrzenie, złagodniała. Podeszła do diagnosty i objęła jego twarz dłońmi.
- Przy tobie czuję się, jak ktoś, kogo pożądasz, z kim chcesz się kochać, kogo pragniesz. Ale nie odczuwam więzi, zrozumienia, House. Uwielbiam to, jak mnie całujesz, pieścisz, przytulasz. Jednak te chwile są ulotne, są tylko częścią życia – szepnęła, patrząc mu w oczy. – Nie mam w tobie oparcia, nie pytasz, co u mnie słychać, nie czuje, żeby interesowało cię coś więcej… Nie czuję, że ja cię interesuję. Być może dopiero teraz to zrozumiałeś, może chcesz to zmienić. Ale dobrze wiesz, że ludzie się nie zmieniają. – Przysunęła się bliżej. House patrzył na nią, był coraz bardziej niepewny. – Wiem, że ci zależy, wiem, że naprawdę chciałbyś, ale to za mało… - Usta Cuddy przylgnęły do ust diagnosty. Poczuł jej ciepło, odwzajemnił pocałunek, po czym gwałtownie wstał.
- Nie zwalniaj mnie, sam odejdę. – Pogładził ją po policzku i wyszedł z gabinetu Lisy.

Ona i on, niebo i grom. Nieodzowna całość. Razem - wzniecają pożary i sieją spustoszenie. Oddzielnie - żadne z nich nie istnieje.

The end.



_________________
Yes, we can.
-----------------------------
'As Jimmy suggested that I'm on heroin, I decided to admit I'm on Methadone. In return I got a bunch of very "friendly" words and a warning about side effects. One of them was already done to me, that was apnea occurs. Ceased to circulate air through my airway, and the pulse was almost imperceptible, but Foreman decided to return it to me stimulating my sensory receptors.' - I looked at him significantly, expected some questions, at the end my story was interesting. I looked more closely, raising single eyebrow slightly. Then Lucas said. 'How?' 'Excellent question. He twisted my nipples! '

PostWysłany: Sro 19:39, 12 Maj 2010
NiEtYkAlNa
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Sty 2010
Pochwał: 5

Posty: 106

Miasto: Houseland
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ufffffffff, mocne.
Ciekawe, chwytliwe. Zaczęłam czytać i nie mogłam się oderwać.
Nie no tego to naprawdę jeszcze nie było. WOW.
Szkoda tylko, że takie krótkie.



PostWysłany: Pon 19:34, 24 Maj 2010
basiag95
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 01 Lut 2010

Posty: 97

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.08746 sekund, Zapytań SQL: 14