Ostateczny koniec

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ostateczny koniec




Śmierć nie boli. Nagle uświadamiasz sobie, że nie żyjesz, nie odczuwasz bólu, nie oddychasz. Jesteś, ale tak jakby cię nie było. I wtedy pojawia się światłość. Jest w niej coś, co cię pociąga, co karze ci iść w tamtą stronę. Zawsze idziesz, jeśli przyszedł twój czas. Śmierć jest tylko kolejnym etapem. Czego?, mógłbyś zapytać. Nie wiem. Czegoś. Czegoś, czego ludzki umysł nie jest w stanie ogarnąć. Kolejne gadki o Bogu, możesz pomyśleć i właśnie w tym momencie zrezygnować z kontynuowania tej lektury. Człowiek wymyślił Boga, bo za wszelką cenę chce mieć wyjaśnienie. To jest już ta jedna z wielu irytujących ludzkich cech, których nie sposób jest wyprzeć z podświadomego sposobu myślenia. Ludzie po prostu tacy już są. Zawsze oczekuję jakiegokolwiek wyjaśnienia. W takim razie, skoro to nie Bóg, to co?, zapewne myślisz. Nie wiem. Coś tam jest, coś co jest niepojęte dla ludzkiego umysłu. Nigdy nie będzie w pełni zrozumiałe. Dopóki... No właśnie, dopóki sam nie umrzesz.
Niedokończone sprawy zawsze zmuszają do pozostania tutaj. Do ukończenia tego, co zostało rozpoczęte. Każda sprawa ma swój własny, często ukryty cel, dlatego trzeba ją zrozumieć. Po śmierci masz mnóstwo czasu na odnalezienie tego sensu, całą wieczność. Prędzej czy później odkrywasz co to było i odchodzisz. Gdzie? Tam. Dalej. Gdzie jest "dalej"? Nie wiem. Najważniejsze, że to "dalej" istnieje. Czy to ważne gdzie się znajduje? Możesz zapytać, skąd masz wiedzieć gdzie pójść. Nie wiem. Po prostu to wiesz.

Siedział w swoim gabinecie, a właściwie byłym gabinecie, przyglądając się pracy starego zespołu. Trzynastka, Kutner i Taub zawzięcie o czymś dyskutowali, podczas gdy Foreman wpatrywał się nieobecnym wzrokiem w tablicę zapisaną objawami. Obracał w dłoni marker, zapewne próbując postawić jakąś diagnozę. Przejął ten nawyk od niego, wiedział o tym. Roześmiał się, wiedząc, że i tak go nie usłyszą. Nic się nie zmienili. Czy kiedykolwiek się zmienią? Wstał i podnosząc swoją piłeczkę, nową piłeczkę, która była tak samo niewidoczna jak on, ruszył w kierunku większego pomieszczenia. Wszedł przez otwarte drzwi i stanął przy tablicy.
- Idioci! - krzyknął głośno, mając nadzieję, że go usłyszą. Czasami zapominał o tym, że teraz nikt nie zwraca na niego uwagi. - Nareszcie trafił im się toczeń, a oni nie potrafią go zdiagnozować. A pomyśleć, że wcześniej zawsze z nim wyskakiwali - powiedział do siebie. Prychnął głośno, przyglądając się zmartwionej Trzynastce. Gdyby wiedziała, że ten Huntington to jedna wielka pomyłka, zapewne nie byłaby teraz pogrążona we własnych myślach.
- To może być toczeń... - powiedział powoli Kutner.
House spojrzał na niego z, jeśli można tak nazwać jego spojrzenie, dumą. Wiedział, że on nie jest taki głupi, jakim się na początku wydawał. Z czasem nabierze wiatru w żagle i zacznie pracować na własny interes.
- Wiesz co powiedziałby House, to nigdy nie jest toczeń - usłyszał głos Foremana. Spojrzał na Murzyna. Teraz zaczną się mnie słuchać?, pomyślał. I to w dodatku Foreman, człowiek, który cały czas miał inne zdanie niż ja.
- House poddał by pacjentkę leczeniu, gdyby uznał, że to toczeń - powiedział Taub. - To może być toczeń.
Wyszedł z pomieszczenia, wiedząc, że Wielki Murzyn i tak w końcu ulegnie reszcie. Szedł powoli, chociaż teraz, kiedy nie potrzebował już laski mógł poruszać się o wiele szybciej. Zmierzał w kierunku gabinetu Wilsona. W ostatnim czasie jego ulubioną rozrywką było przyglądanie się pracy przyjaciela. Wszedł do gabinetu i rozsiadł się na biurku. Patrzył, co pewien czas pozwalając sobie na strzelanie dziwnych min. Wybuchł śmiechem, widząc tego Wilsona, z którym nigdy się nie zetknął. No proszę, pomyślał, jakich to rzeczy można się dowiedzieć po śmierci. Więc to jest sekret Jimmiego. Przecież to nie jest takie trudne!
- Jimmy, Jimmy... Jak ty sobie radzisz beze mnie? Nikt nie wyjada ci lunchu, nikt nie posądza cię o romanse. Nuda! - powiedział do onkologa. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie usłyszy. Ale musiał to powiedzieć. Tak naprawdę to... tęsknił za życiem. Nawet za tymi pseudo-psychoanalizami Wilsona. Za wszystkim...
- Proszę się nie poddawać - powiedział James, poklepując po ramieniu wychodzącego pacjenta. - Przecież rak to nie wyrok. Dzisiaj jesteśmy w stanie pomóc panu wygrać tą walkę.
- Dziękuję, doktorze Wilson. Dobrze, że na świecie są jeszcze tacy lekarze jak pan.
House udał, że wymiotuje. Bleh. Czułości, słodkości... Bleh.
- Nie ma za co, panie Clark - powiedział, zamykając za nim drzwi.
Wpatrywał się w przyjaciela, próbując odgadnąć o czym myśli. Opadł na kanapę, ukrywając twarz w dłoniach. House podszedł do niego i usiadł obok. Zastanawiał się, co może zrobić. Przyglądał mu się z zainteresowaniem i... współczuciem. Chciał mu pomóc. Ale nie potrafił. Wilson łkał cicho, a przez jego ciało przechodziły dreszcze.
- Cholera, House, nawet nie wiesz, jak bardzo mi ciebie brakuje - powiedział, kierując te słowa w przestrzeń.
Greg patrzył na przyjaciela, który po tej chwilowej słabości starał się zebrać w sobie. Otarł wierzchem dłoni łzy i wstał. Podszedł do biurka i zajął się wypełnianiem kart pacjentów. Nie mógł skupić na tym swojej uwagi, wciąż wracając do przeszłości.
- Mi też ciebie brakuje, Wilson - szepnął diagnosta.
Wyszedł z pomieszczenia, nie chcąc pozwolić sobie na durne zachowanie. Nie był idiotą, nie zamierzał się wzruszać.
- Cholera - zaklął pod nosem.
Nie wiedział co się z nim dzieje. Pierwszy raz od pożegnania z życiem, czuł smutek i... coś jeszcze. Nie potrafił tego określić, ale czuł. Po prostu czuł.
Znów szedł tymi samymi korytarzami, mijając pielęgniarki, lekarzy i pacjentów. Nic się nie zmieniło od czasu jego śmierci. Szpital był taki sam - może trochę spokojniejszy i cichszy, ale dalej taki sam. Te same ściany, korytarze, niekiedy ci sami pacjenci, których miał "przyjemność" spotkać. Życie toczyło się dalej. Zataczało swoje błędne koło, pozwalając śmierci zebrać swe plony, po to by na świat mogły przyjść kolejne dzieci. Szedł. Mijał kolejne sale, niekiedy puste, innym razem pełne ludzi. Nic się nie zmieniło. Czy kiedykolwiek się zmieni?
Wiedział dokąd idzie. Nogi same go tam prowadziły. Gabinet Cuddy. Kolejne miejsce, w którym spędzał większość swojego "po życiowego" czasu. Wszedł do dużego, przestronnego pomieszczenia. Patrzył na administratorkę, wypełniającą jakieś kolejne papiery. Bezsensowna praca, pomyślał.
- Ładna bluzka, doktor Cuddy. Jak zawsze ukazująca nieco za dużo - powiedział. Po chwili pożałował tych słów. Nie mogła go usłyszeć. Nie mogła wygłosić jakiejś ciętej riposty. Żałował.
Patrzył na nią, jak zawsze pochłoniętą pracą. Po prostu patrzył. Powoli podszedł do jej biurka. Podniosła wzrok. Przez chwilę wydawało mu się, że zauważyła, poczuła jego obecność. Gdyby jego serce jeszcze biło, to zapewne przyspieszyłoby swój bieg. Pomylił się. Ona tylko spojrzała na oprawione w ramkę zdjęcie stojące na biurku. Wiedział czyje to zdjęcie. Nie wiedział, dlaczego tam stoi. Ale wiedział, że to on. Uśmiechnięty, zadowolony, pełen życia Nie próbował się domyślać, kiedy zostało zrobione. Po prostu tam stało.
Widział zbierające się w jej oczach łzy. Poczuł jakieś ukłuci w okolicach klatki piersiowej. Nie chciał, żeby płakała.
- Co się dzieje z tymi ludźmi?! Wszyscy tak beznadziejnie się rozklejają! - powiedział głośno. A tak, przecież to moje urodziny, pomyślał.
Podszedł jeszcze bliżej. Widział jedną łzę spływającą po jej policzku. Okrążył biurku. Spłynęła druga. Stał obok niej. Podniósł dłoń i delikatnie dotknął jej policzka, przesuwając nią wzdłuż jej kości policzkowych. Drugą ręką otarł jej łzy. A raczej otarłby, gdyby miał na nie jakiś wpływ. Podniosła wzrok i ich spojrzenia się spotkały. Mógł przysiąc, że go zobaczyła. Albo chociaż poczuła jego obecność. Patrzył na nią tymi swoimi intensywnie niebieskimi oczami, chcąc aby zrozumiała. To co przed chwilą sam zrozumiał.
- Kocham cię, Cuddy - powiedział powoli i wyraźni. Gdyby tylko mogła usłyszeć...
- Kocham cię, Greg - powiedziała, patrząc, w jego mniemaniu, w jego oczy.
Czy to możliwe, że go zobaczyła? Czy to możliwe...?
Pochylił się i lekko musnął jej wargi swoimi ustami. Żałował, że ona nie może tego poczuć, że nie wie, że on tu jest. Czuł łzę spływającą po policzku. Jego łzę.
- Zawsze cię kochałem - szepnął.
Zobaczył białe, oślepiające światło. Cofnął się, rzucając ostatnie spojrzenie kobiecie, którą kochał. Wiedział, że to już koniec. Że już jej nie zobaczy. Przynajmniej nie teraz... Ale kto wie co będzie kiedyś?
Ruszył pewnym krokiem w kierunku światłości, odwracając się po raz ostatni.
- Żegnaj.
Wszedł w światło, w tunel, którego końca nie mógł dostrzec. I po chwili zniknął. Na zawsze...

THE END



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Pon 20:35, 22 Gru 2008
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Schevo, wszyscy o Tobie zapomnieli? Nie ladnie!

Piekny fick! Again. Wink Nie moglam sie oderwac od ekranu (choc naprawde musialam do lazienki! xD)wykrzyknik



_________________

avatar by Dwukwiat. :*
banner by Aqua_100. :*

PostWysłany: Czw 20:35, 04 Lut 2010
madzia
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 8

Posty: 395

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Gdy czytałam tego fika i przypomiał mi się film ,,Uierz w ducha" wtedy byłam fanką Patrick Swayze teraz jestem twoją Wink
Dzięki za miłą lekturę. Razz
Niech wen będzie z tobąwykrzyknik!



_________________

PostWysłany: Pią 9:51, 05 Lut 2010
Mrukasia
Chirurg ogólny
Chirurg ogólny



Dołączył: 31 Sie 2009
Pochwał: 24

Posty: 2776

Miasto: Tam gdzie diabeł mówi dobranoc
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.10512 sekund, Zapytań SQL: 14