But this year I'll give my heart to someone special... [u]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

But this year I'll give my heart to someone special... [u]




Cytat:
pewnie czytaliście to już na poprzednim forum, ale wrzucam na to - bo to nowe forum jest śliczne :*:*. uściski dla wszystkich rzucających an to christmas story okiem Very Happy


Płatki śniegu zasypywały New Jersey, swoją niewinną bielą uroczyście oznajmiając nadejście świąt Bożego Narodzenia. Delikatna koronka, z której były utkane, pragnęła okryć latarnie na ponurych, zaśmieconych uliczkach, gdzieś z dala od arktycznych parków, w których hasały rozradowane dzieci, walcząc na śnieżki. Niestety, ginęła powoli, oddając centymetr po centymetrze swego ciała ciepłu szklanego serca… Nie miała szans na przetrwanie. Ale wierzyła, że może coś zmieni. Może ktoś przystanie i spojrzy, i zachwyci się jej rozkoszną śmiercią… Może ta wrażliwość odwróci uwagę od roziskrzonych sklepowych wystaw. Ale… ale głupi jest ten, kto ma na cokolwiek nadzieję.

Pewien ubrany na czarno mężczyzna z szyją niedbale owiniętą granatowym szalikiem szedł szybko ulicą. Tak szybko, na ile pozwalała mu chora noga. Laska tonęła w śniegu, utrudniając nerwowy marsz, a śnieg topniał pod wpływem gniewnego spojrzenia intensywnie niebieskich oczu.

Podniósł je, spoglądając na szczęśliwą rodzinę, wychodzącą ze sklepu. Rodzice nieśli torby pełne prezentów, szepcząc o czymś radośnie, a małe, słodkie bliźniaczki o buziach aniołków pokazywały sobie języki, przedrzeźniając. Mężczyzna przekrzywił głowę, stwierdzając, że takie niegroźne złamanie nogi na lodzie chyba by im nie zaszkodziło. Wprost przeciwnie. Uratowałoby społeczeństwo.

Zrobił krok do przodu i… stracił równowagę. Laska utknęła pomiędzy płytami chodnika.
- Niedokładnie to miałem na myśli – warknął, usiłując ją wyszarpnąć. Bezskutecznie. Jakby tego było mało, w kieszeni poczuł silne wibracje. Przewrócił oczami i wyjął komórkę. „Jaśnie Natrętna Psychoanalityczna Plotkarka” była wyjątkowo natrętna. Nawet w przeddzień Wigilii.
- Nie ma ci kto karpia zabić? – mruknął do słuchawki. Stał tak, z laską ugrzęźniętą gdzieś w zwałach śniegu, telefonem przyłożonym do ucha i przesłodzonym grymasem. Drżał. Było coraz zimniej. Płatki śniegu podjęły swoją misję, tym razem kierując się na jego twarz.
- A tobie pacjenci już nie wystarczają? – powiedział z sarkazmem Wilson. Doskonale wiedział, że House nadal zadręcza się z powodu śmierci ostatniej pacjentki. Za późno postawił diagnozę. Nie można było już jej uratować. Ostatnie stadium choroby. Dwa dni wcześniej i by żyła… Zagadka powinna być rozwiązana szybciej. Kolejne 12 lat, kolejne 12 lat będzie nawiedzała go w myślach, wytykając oczywiste objawy, których nie powiązał z przyczyną. Tak, jak to robiła Ellen.
- Jimmy, jak to dobrze, że mogę na ciebie liczyć. Jesteś dla mnie zbyt dobry. To mnie wzrusza. Chyba się popłaczę – dodał teatralnie rozczulonym głosem. – Po co dzwonisz?
- Cuddy…
- Nie kończ. Są święta, do jasnej…
- Są święta – przypomniał mu Wilson.
- Do jasnej choinki. Stoję przed wystawą. Jest mnóstwo jasnych choinek. – House zerknął przed siebie. Sklep z artykułami owadobójczymi. Zdusił śmiech. – Czego chce Cuddy? – w tym samym momencie laska płynnie wyszła z dziury. Odetchnął z ulgą. Nie miał ochoty podzielić losu mamutów podczas epoki lodowcowej.
- Ciebie.

Przez chwilę myślał, że się przesłyszał. Cuddy? Jego?

I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you


- Do przychodni. Na chwilę. Jakieś papiery zaginęły.
- Jutro jest Wigilia – zaakcentował Gregory. Durny toksyczny sprzedawca, wyraźnie nie uznający Dni Dobroci Dla Zwierząt puścił z głośników na maxa „All I want for Christmas is you”.
- Ty masz przyjść dzisiaj. I od kiedy obchodzisz Wigilię? Jesteś ateistą.
- Byłem ateistą, dopóki nie dowiedziałem się, że do tego dołączone jest bycie kozłem ofiarnym tej nienasyconej kobiety. Ponieważ nie ma innych propozycji – zawiesił głos – to się rozłączam.
- Hou…
- ..se – dokończył Greg, wyłączając w ogóle komórkę. Jeszcze parę kroków…

Wszedł do domu. Wstrząsnął się w progu, otrzepując z mokrych płatków śniegu, wciąż uparcie przyklejonych do jego ubrania. Zrzucił kurtkę na podłogę i podszedł do fortepianu. Muzyka i medycyna była wszystkim, co miał. Święta… Od kiedy skończył 8 lat, przestał się nimi zachwycać z dziecięcą naiwnością. Od kiedy dostał pierwsze lanie od ojczyma za rozlany barszcz… Małe dziecko, wyciągnięte na środek pokoju. Uderzenia, od których po szczupłych policzkach spływała krew, zamiast dumnie wyschniętych łez. Matka, której przy nim nie było.

Nie, lepiej do tego nie wracać. House położył dłonie na klawiszach. Spod zwinnie poruszających się palców popłynęła przejmująca melodia „Sonaty Księżycowej”…

***

Last christmas, I gave you my heart
But the very next day, you gave it away.
This year to save me from tears, I’ll give it to someone special.


Muzyka dobiegająca z radia dobitnie jej uświadomiła, że w życiu koło nosa przeszło jej wiele. Zbyt wiele. Pochłonięta pracą nie zauważyła, kiedy zniknęła gdzieś w tłumie rozczarowań szansa na miłość. I dziecko. Macierzyństwo było rzeczą, którą najbardziej pragnęła dostać pod choinkę. I jednocześnie uświadamiała sobie z taką samą mocą, że nie może jej dostać. A jedyna prawdziwa miłość pracowała razem z nią w szpitalu i jedyną rzeczą, jaką wspólnie robili, było dogryzanie sobie nawzajem. Widziała, jak flirtował z Cameron, jak spoglądał na wymiary Trzynastki… Czy czuła się zazdrosna? Nie. Ale kiedy tylko próbowała ułożyć sobie życie – wkraczał on. Psuł każdą randkę, czając się za szybami kawiarni i wpadając z szerokim uśmiechem do środka. Nachodził ją o północy w domu. Kiedy tylko zechciał, uzyskiwał zgodę na nawet najbardziej ryzykowne leczenie. I co z tego miała? Parę seksistowskich uwag na jej temat?

- Lisa? Przeszkadzam? – rozległo się ciche pukanie. Drzwi szurnęły bezszelestnie po podłodze, a w szparze pomiędzy nimi a ścianą wyjrzała brązowa głowa Wilsona. Szczupła brunetka spojrzała na niego, zaskoczona.
- Wilson? Jeszcze tu jesteś? Dochodzi 23, za godzinę jest Wigilia. Nie powinieneś iść do domu, do żony? – spytała, odgarniając czarne loki za ucho.
- Idę, tak. Chciałem tylko… masz – podszedł szybko i wręczył jej prezent. Zdumiona, uniosła wysoko brwi. A potem jej twarz rozjaśnił uśmiech. Sięgnęła pod biurko.
- Miałam to dać ci przy okazji spotkania w drugi dzień świąt, ale… skoro już sam sprowokowałeś… nie wyjdę przecież na skąpiradło – roześmiała się, podając mu elegancko zapakowaną paczuszkę. Jego pager uznał za stosowne zacząć piszczeć, oznajmiając nadchodzące tsunami. Chwycił podarunek i odczytał wiadomość. „Ty łotrze, ty świętokradco! Włamałeś się do mnie!” czarny druczek liter krzyczał niemiłosiernie. Wilson nachylił się, cmokając Lisę w policzek, a potem szybko wyszedł. Co on chce? Przecież sam dał mu klucz.

***

Święta… Narodziny Pana. Narodziny Wielkiej, Bezgranicznej Miłości. Obejmującej swym zasięgiem cały świat. Przebaczając tym, którzy chcą, by im przebaczono. A co z tymi, którzy uważają, że tego nie potrzebują?

House siedział na kanapie, popijając wolno Burbona. Światło lampki załamywało się na krawędziach szklanki, wpadając w bursztynowy płyn. Patrzył na niego nieruchomo. Żył w bólu, choć tego nie chciał. Był nieszczęśliwy, bo sam się na to skazał. Cuddy… Co by było, gdyby do niej poszedł? Pewnie też spędzała samotnie pierwszą poranną godzinę Wigilii. Ale – po co miał iść. W ogóle nie chciał nigdzie iść. Wolał zostać tutaj i zrobić to, co nie udało mu się rok temu. Umrzeć.

Obok niego leżała nierozpieczętowana paczka. Wilson zakradł się podczas jego nieobecności do domu i podrzucił mu prezent. I jeszcze twierdzi, że to on zachowuje się dziecinnie. On – Greg, kiedy włożył mu podczas snu rękę do garnka z wodą. A podpiłowanej laski już nie pamięta? Sam jej sobie nie podciął, do jasnej choinki w końcu!

Puk – puk.

House podniósł się z trudem. Laska była za daleko, ale wszystko miał w mieszkaniu dostosowane do potrzeb, a raczej wymagań chorej nogi. 8 kroków do drzwi, trzymając się mebli. Tak, może to pizza? Zamówił ją tydzień temu i jeszcze nie doszła. Te dzisiejsze firmy… zero poszanowania dla terminu ważności…

Uchylił niechętnie. Za drzwiami stał… św. Mikołaj. House poczuł, jak jego niebieskie oczy wypadają i turlają się zszokowane po ziemi.
- Mamooooooo – wydarł się, nie spuszczając wzroku z gościa – Darmowe AGD przyszło!
- Dawaj pieniądze – wymruczał „Mikołaj”, ściągając białą brodę. House momentalnie zatrzasnął drzwi. Albo spróbował to zrobić. Przy szamotaninie stanął niechcący na prawą nogę. Porażający ból przeszył jego udo. Stracił równowagę i upadł…

***

Cuddy lubiła święta odkąd pamiętała. Jej rodzina zawsze celebrowała tradycje. Starannie ubierana choinka, 12 potraw na stole, wyczekiwanie z zapartym tchem w oknie na pierwszą gwiazdkę, wspólna wycieczka o północy na pasterkę… Najważniejszy był w tym wszystkim malutki Jezus. To o Niego chodziło w całej tej krzątaninie, w chodzeniu do kościoła. Bo czym byłby kościół bez Boga? Budynkiem? To Bóg i ludzie tworzą Kościół. A święta Bożego Narodzenia, kiedy radujemy się z przyjścia na świat Zbawiciela, mają nas jeszcze bardziej umacniać w wierze. Kwilące Dzieciątko w ubogiej stajence, a jednocześnie emanujące siłą, spokojem, nadzieją i miłością…

Znowu to słowo. Znowu ta piosenka, płynąca zewsząd, otaczająca ją i… czy ona... nie, nieważne.

Once bitten then twice shy, I keep my distance
But you still catch my eye.
Tell me baby, do you recognize me?
Well if it’s been (a year) it doesn’t surprise me.


Niebieskie oczy, śledzące ją po korytarzach, dogoniły aż tutaj. Przeszedł ją dreszcz. Czemu nie mogła się ich pozbyć? Przecież… nie… nie mogło jej na nich zależeć. A jednak jeszcze nigdy nie spędzała świąt sama. Tak bardzo, bardzo samotna. A Boże Narodzenie jest czasem, który powinien być spędzany razem z rodziną, ciesząc się jej ciepłem. Rodzina… to słowo miało tyle znaczeń, ale ile znaczeń, tyle braków odniesienia w rzeczywistości… W dzisiejszych czasach nie każdy może… założyć rodzinę. Czasem niesłusznie kariera okazuje się ważniejsza… Ale ona nie daje szczęścia…

Przystrajała choinkę w salonie.

Crowded room – runs with tired eyes
(And) hiding from you and your solemn eyes.
My God! I thought you were someone to rely on
Me – I guess I was a shoulder to cry on.


Drgnęła przy mocniejszym akordzie, upuszczając bombkę. Potoczyła się aż do fotela. Lisa z westchnięciem złości podeszła, przykucając. Złośliwość Przedmiotów Martwych była poza jej zasięgiem, gdzieś daleko. Prychnęła, wstając. I zauważyła leżący na poduszkach prezent. Zaciekawiona tym, co Wilson jej kupił, zaczęła odwijać papier. Zawsze mogła liczyć na dobry gust przyjaciela.

- Bokserki? – wykrztusiła, unosząc cienki, granatowy materiał z wyhaftowanym napisem „House – the lot of means” pod światło. Jimmy musiał pomylić paczki! Przecież ten idiota nie mógł zrobic tego umyślnie. – Chcesz odrabiać za House’a dodatkowe godziny w przychodni, proszę bardzo – pomyślała mściwie. Urząd administratorki był jednak pożyteczny pod wieloma względami. Zmięła bokserki w dłoni, chwyciła płaszcz, nauszniki, wciskając je na puszyste, falowane włosy, opadające ciemnymi warstwami na jasny beż i wyszła z domu.

***

- Składałem zamówienie na nowego gameboy’a, a nie na napad – mruknął Greg, otwierając oczy. Spróbował poruszyć nadgarstkami, ale średni mu to wyszło. Na ile może wyjść, jeśli ktoś ci je związał. Rozejrzał się po mieszkaniu. Otwarte drzwi, cisza…
- Wychodzi się kominem, a nie drzwiami! A przynajmniej kultura nazuje je zamknąć za sobą! – wrzasnął wściekły. Widocznie upadając, musiał uderzyć głową o kant szafki, bo dostrzegł na niej ślady zaschniętej krwi. Westchnął i… zamarł. – A gdzie moje stereo?
- Greg? – w wejściu stanęła Cuddy. Spojrzał na nią, próbując zabić wzrokiem.
- Bezimienna ofiara napaści. A ty nie wyglądasz na moje stereo. – powiedział ironicznie, mrużąc oczy. Podeszła do niego bez słowa i rozwiązała mu ręce. A potem pomogła mu wstać.

Mimowolnie dotknął jej policzka. Poczuł, jak zadrżała. Cofnął szybko dłoń, ale ją złapała.
- Boisz się miłości?
- Nie kocham cię. – uciekł wzrokiem.

I don't want a lot for Christmas there is just one thing I need
I don't care about the presents underneath the Christmas tree
I don't need to hang my stocking there upon the fireplace
Santa Claus won't make me happy with a toy on Christmas day
I just want you for my own more than you could ever know
Make my wish come true all I want for Christmas is you
You baby


- House? Wilson zostawił twój prezent u mnie. – wcisnęła mu bokserki w trzymaną rękę.
- Co on chce od mojego nazwiska? – zdziwił się House, patrząc podejrzliwie na bieliznę.
- Może to, że nie masz prawdziwego domu. Oboje nie mamy. A są święta. Dni, w których ludzie nie powinni być sami. Nigdy. Nie mówię, że to ma być coś wielkiego, ale co powiesz na opłatek i karpia? – powiedziała cicho. Czekała, aż ją wyśmieje. Aż zmiażdży jakąś celną ripostą. Po dłuższej chwili milczenia uniosła oczy. House ciągle stał przed nią z wpół otwartymi ustami. Przesuwał wzrokiem po jej ciele, po mokrym wierzchnim ubraniu. Po twarzy, na której malowało się niedowierzanie, oczekiwanie, niepewność i strach przed odrzuceniem… A potem siła, która kazała jej unieść wysoko głowę. Taką ją kochał.

Zaraz… czy on powiedział TO słowo? Za dużo Burbona. Zdecydowanie.

Happy christmas – H wrapped it up and sent it
With a note saying “I love you” – I meant it.
Now I know what a fool I’ve been.
But if you kissed me now, I know you’d fool me again.


- Są święta… - powtórzył. I spojrzał do góry. Zdziwiona, podążyła za jego wzrokiem. Stali pod jemiołą.
- Wilson, jak tobie życie zbrzydło… - powiedział House z podziwem, kręcąc głową. Lisa przysunęła się odrobinę bliżej niego. Dotknęła wierzchem dłoni jego okaleczonego uda. Popatrzył jej szybko w oczy. Głęboko. Ostrzegawczo. Ale nie cofnęła ręki.
- Są święta… - mruknęła.
- Tak. Żartujesz. A ja myślałem, że walentynki – przyciągnął ją do siebie i pocałował. Bo w święta nikt nie powinien być sam. Jezus chce, byśmy byli szczęśliwi – i tą wiarą dzielili się ze sobą. Bo może dzięki temu na pasterce pojawi się o jedna osoba więcej…

But a face on a lover with a fire in his heart,
a man under cover but you tore me apart.
Ooh! Ooh! Now I’ve found a real love.
You’ll never fool me again.

Last christmas, I gave you my heart
But the very next day, you gave it away.
This year to save me from tears, I’ll give it to someone special.

A face on a lover with a fire in his heart,
a man under cover but you tore him apart.
Maybe next year I’ll give it to someone,
I’ll give it to someone special, special, someone …


---

Although all the lights are shining so brightly everywhere
And the sound of children's laughter fills the air
And everyone is singing I hear those sleigh bells ringing
Santa won't you bring me the one I really need
Won't you please bring my baby to me

Oh I don't want a lot for Christmas this is all I'm asking for
I just want to see my baby standing right outside my door
Oh I just want him for my own more than you could ever know
Make my wish come true oh baby all I want for Christmas is
You

All I want for Christmas is you baby
All I want for Christmas is you baby
All I want for Christmas is you baby
All I want for Christmas is you baby



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Pią 20:57, 26 Gru 2008
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cudnie było przeczytać to opowiadanie kolejny raz Smile
Śliczne Smile Jeszcze bardziej czuć Święta Smile
Pozdrawiam i Wena życzę :*



_________________
Marilyn
"Jeśli reguł moralności nie nosisz w sercu, nie znajdziesz ich w książkach..."
"... miłość po prostu jest. Bez definicji. Kochaj i nie żądaj zbyt wiele. Po prostu kochaj.."-
Paulo Coelho
"Miłość prawdziwa zaczyna się wtedy, gdy niczego w zamian nie oczekujesz..."-Antoine de Saint-Exupéry

PostWysłany: Pią 21:04, 26 Gru 2008
minnie
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 24 Gru 2008

Posty: 62

Miasto: Szczecin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

a ksiądz stwierdził "ładne... zagmatwane, ale dobre" i co to ma naczyć? hmmm ... dziękuję, minnie przytul



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Pią 21:14, 26 Gru 2008
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Juz pisalam co mysle, zreszta pamietasz tamta nocke, gdy nad tym siedzialysmy Smile



_________________




Ważne, żeby iść. K. Kieślowski

WYZNAJE NIEMODNA WIARE ... WIARE W CZLOWIEKA

PostWysłany: Pią 21:20, 26 Gru 2008
Karola
Pediatra
Pediatra



Dołączył: 20 Gru 2008
Pochwał: 2

Posty: 413

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

jej nie można zapomnieć Very Happy



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Pią 21:25, 26 Gru 2008
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

cuuuuuuuuuudne serducho houselove



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Czw 10:46, 15 Sty 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kilka dygresji , po pierwsze cudy jest żydówką, więc nie obchodziła z rodzicami świąt (to hańba dla żydowskiej rodziny), oni mają w tym czasie Chanukę.
Wilson również jest żydem, ale on jest dziwny więc różne rzeczy pewnie wyprawia.

Za dużo Polskości w opisach(12 potrwa itd...), oni jedzą jakiegoś ptaka, albo kawałek świni.


Ogólnie fik fajny, po za drobnymi pomyłkami.



_________________
ble ble ble do rzeczy

oszukałeś mnie raz, wstydź sięwykrzyknik!, ale jak oszukałeś mnie 2 razy to ja się powinienem wstydzić

PostWysłany: Pią 22:49, 21 Sie 2009
P.Eysmont
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 16 Lip 2009
Ostrzeżeń: 1

Posty: 30

Miasto: warszawa
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Opowiadanie bardzo ciekawe, ale jak to powiedziała osoba wyżej, Cuddy jest żydówką i za dużo polskich zwyczajów.



PostWysłany: Nie 19:40, 03 Kwi 2011
Kami777
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 19 Mar 2011

Posty: 3

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.06891 sekund, Zapytań SQL: 14