Tajemnica miłości
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tajemnica miłości

To mój pierwszy i chyba ostatni fick.Nie umiem ciekawie pisać.Przyjme słowa krytyki na swoje barki.




A ten fick dedykuje osobom, które wierzą, że Cuddy i House będą razem :) :)


Tajemnica miłości

Wyrwana ze snu Cuddy usiadła na łóżku, coś nie dawało jej spokoju. Tylko co? zastanawiała się. Miała złe przeczucie, że coś się stanie, nie w szpitalu czy z Housem tylko z nią samą. Po chwili wstała i ruszyła do łazienki.

Po porannym prysznicu i zrobieniu makijażu, zaczęła wybierać odpowiedni strój (spódniczka i oczywiście bluzka z dekoltem, który zakłada tylko dla Housa).Po godzinie była już gotowa aby ruszyć do pracy, wzięła płaszcz i zamykając za sobą drzwi opuściła mieszkanie. Wsiadła do samochodu i ruszyła do szpitala.

Obrazy sklepów i poruszających się ludzi po chodnikach mijały Lisie szybko. Patrzyła na te zdarzenia, tak jakby to było po raz ostatni Po chwili usłyszała dźwięk swojej komórki. Zobaczyła na wyświetlaczu, że to House.
- Co on chce ode mnie tak wcześnie? To nieprawdopodobne, że tak wcześnie dzwoni. Przyłożyła słuchawkę do ucha.
- Tak House! Co chcesz ode mnie? I tak się nie wymigasz od przychodni.
- Ok, ok zostanę ojcem twojego dziecka. Jeśli propozycja jest aktualna hyy?- mówi sarkastycznie.
- Lisa uśmiecha się do siebie. Wiedziała, ze House to duże dziecko, ale była dumna, że jest jej najlepszym diagnostą, jaki by nie był ale najlepszym. Zastanawiała się jak ma mu porządnie odpowiedzieć i w tym samym momencie….. oślepiające światło, pisk opon i uderzenie samochodu.
***
W słuchawce House słyszał tylko huk i trzask.
-Cuddy wszystko porządku? -mówił House
-Cuddy!!?
- Do cholery odezwij się !
Lecz ona nie słyszała wszystko działo się w ułamku sekundy .Ostatnie co zapamiętała to światła reflektorów. Potem straciła przytomność. W mgnieniu oka przyjechały karetki. Lise zabrali do PPTH, a drugiego poszkodowanego do innego szpitala.
Stan Cuddy był bardzo poważny miała zakrwawioną twarz, połamane ręce, a najgorsze było to, że metalowy odłamek z tamtego samochodu przebił jej nogę!!
***
Greg zaczął się martwić, bo próbował dzwonić do Lisy już chyba z 15 razy lecz jej komórka nie odpowiada. Pomyślał sobie, że może mieć spotkanie z inwestorami. Ta myśl szybko uciekła z jego głowy niewiedząc dlaczego.
Wyciągnął z szafy nowy t-shirt i niebieską koszulę i ruszył na swoim motorze do szpitala.

Od progu czekał na niego Wilson. House był bardzo zdziwiony co on robi przy drzwiach wejściowych?
-House- odezwał się James bardzo zdenerwowany.
- Miło Cię widzieć Wilson. Witasz pacjentów? Nie mam czasu stary, musze wejść do Cuddy na szybki numerek bo kobieta jest spragniona. -Uśmiechnął się do przyjaciela
-House!- w głosie Wilsona słychać zdenerwowanie
-Co!- krzyczy House
- Cuddy miała wypadek, leży na oriomie, stan jest krytyczny.
-Co?- House nie może uwierzyć,co on mówi? Tysiące myśli przewija się w jego głowie, czuje strach , lecz nie daje po sobie poznać, po chwili milczenia odpowiada przyjacielowi.
-Jak to się stało? -mówi House
-Jakiś pijany kierowca buchnął w nią, to cud, że jeszcze żyje! Ma wstrząs mógu, straciła dużo krwi a najgorsze, ze odłamek utkwił jej w nodze. Chirurdzy usunęli go lecz wpadła w śpiączkę i nie można jej dobudzić. Mieliśmy do Ciebie dzwonić.

***
Greg najpierw chciał zobaczyć stan Lisy na własne oczy, choć nigdy nie chodzi do pacjenta. Wszedł do pokoju i serce mu zamarło, nigdy nie widział jej takiej bezbronnej, przypiętej do aparatury podtrzymującej jej życie. Podszedł bliżej, niesforne kosmyki ciemnych włosów szefowej opadały na jej twarz.

Był sam, podszedł do łóżka, usiadł z prawej strony i poprawił jej piękne włosy. Czuł się okropnie, chciał z tond wybiec, uciec daleko i myśleć, że to nigdy się nie stało, że Lisa Cuddy jego szefowa nie leży w tym łóżku. Nigdy nie myślał, że może ją utracić, że nigdy już nie będzie miał od kogo wysłuchiwać pogróżek w stylu „co Ci mogę zrobię, jak nie pójdziesz do przychodni”; że już więcej by jej nie przygryzał, wypominając rozmiary tyłka czy wskazując jej dekolt, że nie mógł by patrzeć na nią, jak piję kawę na kanapie w swoim gabinecie. Od dawna wiedział, że coś do niej czuje, tylko dlaczego jej nie powiedział tego, kiedy była zdrowa, to pytanie dręczyło diagnostę.

Bał się zaangażować, żeby potem nie cierpieć tak jak po rozstaniu ze Stacy. Ale to było dawno i nic już nie czuje do byłej ukochanej. Teraz kochał tylko Lise i bał się on nią , że nie zdąży jej powiedzieć co do niej naprawde czuje.
***
Do pokoju weszła Cameron
-House -mówi- Potrzebujemy Cię.
- Dobra już ide -odpowiada. Wstał i wyszedł z pokoju. Podszedł do pielęgniarki i powiedział jej, że ma ktoś siedzieć w pokoju dr Cuddy, żeby nie była sama.

***
W pokoju Housa zebrała się stara i nowa ekipa by ratować życie Lisie: przyjaciółce i szefowej.
Zastanawiali się co jest za przyczyna, że jej stan zamiast się polepszać jest nadal krytyczn.

Stan Cuddy z godziny na godzinę pogarszał się jeszcze bardziej. House był zdesperowany, bo nie potrafił wymyślić niczego co mogło uratować jego szefową. Postawił cały szpital na nogi, wszyscy pomagali w czym mogli.

Każda diagnoza okazała się być błędna. Każde leczenie nie przynosiło rezultatów. Wiedział, że się nie podda!

Rozmyślania Grega przerwał pikający pejdżer. Coś się stało z Cuddy! Szedł tak szybko jak mógł. Choć bolała go noga, ale w takiej chwili nie myślał o sobie. Gdy wszedł do pokoju Cameron powiedziała:
-Jej serce się zatrzymało.
-Defibrylator-krzyczy House!

Ręce diagnosty drżą bo widzi jak ciało Lisy wygina się, rażone prądem przez defibrylator. Laska leży gdzieś na podłodze, rzucona z pośpiechu .
Nagle House uświadamia sobie, jak bardzo chce, żeby ją uratować. Jak bardzo chce, żeby przeżyła. Uratowali ją, jej serce bije !!
Greg przez całą noc czuwał przy jej łóżku, nigdy tak sie nie bał o pacjenta, choć ona nie była zwykłą pacjentką.
Usiadł na łóżku, nieśmiało bierze Lise za rękę i po chwili mówi szeptem:

- Liso nie oddawaj się proszę Cię, walcz, jesteś bardzo silna, słyszysz?
-Kocham Cię tak dawno chciałem Ci to powiedzieć lecz nie miałem odwagi. Wróć do mie!- Odwraca głowę, bo łza popłynęła mu po policzku. Nagle słyszy….. nie wiedząc, jak to się stało…
-Ja też Cię kocham Greg- i pięknie się do niego uśmiecha
House w zamian za tak uroczy uśmiech, całuje ją delikatnie w usta.
END



PostWysłany: Sro 19:46, 04 Lut 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

hmmm co tu by napisać
ciężko mi uwierzyć że to jest twój pierwszy fik bo po prostu on jest piękny!!
House martwiący sie o Cuddy i przywracający jej serce do bicia -Cudeńko
I wiesz co nie przestawaj pisać bo mi się to bardzo podobało Very Happy



PostWysłany: Sro 22:25, 04 Lut 2009
martusia14
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 17 Sty 2009

Posty: 314

Miasto: Toruń
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

bardzo mi się podobało, szczególnie to mieszanie czasów - ciekawy zabieg Very Happy. Nie przestawaj pisać, bo najgorsze to porzucić coś, co się kocha Smile... pozdrawiam gorąco :*:*:*



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Pią 17:33, 06 Lut 2009
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetnie ci poszło, nie rezygnuj z dalszej kariery.... Wink



PostWysłany: Nie 17:11, 08 Lut 2009
4cuddy3
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 18 Sty 2009

Posty: 2

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

dziękuje bardzo Smile jestem w trakcie pisania kolejnego ficku Smile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Nie 19:47, 08 Lut 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

W sumie mi się podobało, ciekawie opowiedziana historia. Taki motyw co prawda często się powtarza, ale jak wiadomo liczba historii na świecie jest ograniczona, a każda następna, która wydaje się nowa łączy w sobie elementy poprzednich (tak przynajmniej twierdzili filozofowie w starożytności). To co mi troszkę przeszkodziło to błędy. Ciekawi mnie też, czy to mieszanie czasów, o którym wspomniała amandi, to specjalny zabieg, czy samo Ci to wyszło. Smile

Jak na pierwszy fik, to poszło Ci nieźle i czekam na Twoje nowe dzieło Very Happy



PostWysłany: Pon 11:12, 09 Lut 2009
runiu
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 28 Gru 2008

Posty: 101

Miasto: Gorzów Wlkp.
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem




Part II Przeszłość

Była pełnia wiosny Cuddy postanowiła wybrać się do parku podczas przerwy na lunch. Gdy spacerowała zauważyła biedną kobietę, która żebrała o parę groszy, podeszła do bezdomnej i wrzuciła jej monetę, ta w podzięce złapała Lise za rękę.
Kobieta przeszył dziwny wyraz twarzy, jakby coś zauważyła w jej dłoni.

- Jest pani szczęśliwa w miłości?- mówi kobieta
- tak Smile -odpowiada Lisa
- Miałam wizję, ukazały mi się obrazy Pani i tego mężczyzny…
-Co to znaczy? Jakie obrazy? - mówi zirytowana Cuddy
-Sokół sfrunął z nieba i zabrał panią wykrzyknik
-Zabrał mnie? Co to znaczy? House i ja jesteśmy szczęśliwi…
- Duchy tak mi powiedziały-powtórzyła kobieta-sokół przynosi nieszczęścia. A ten sokół rozdzieli panią i tego mężczyznę, może to być choroba, podróż…. Śmierć…

Cuddy była przerażona, ale wzięła się w garść. Zdobyła się na uśmiech, aby odpędzić strach.

-No ja nie wierzę w duchy ani w magie –odpowiedziała i odeszła od bezdomnej

Lekarka starała się nie przywiązywać większej wagi do przepowiedni tej kobiety. Jednak nie mogła zapomnieć tej przerwy w pracy, która zapowiadała się tak pięknie. Wciąż chodziły jej po głowie słowa kobiety z parku. Czemu ujrzała taki obraz, skoro ona patrzyła na przyszłość swoją i Grega z coraz większą ufnością…

Dręczona takimi myślami, była szczęśliwa, kiedy już z daleka ujrzała Housa w tym samym parku.
-Czyżby mię szukał-pomyślała

Podbiegła do niego i rzuciła mu się w ramiona .Chwyciła go za rękę i pociągnęła do drzewa.
-Cuddy! hola!- House przywitał ją z uśmiechem Smile
-Greg, czy wyobrażasz sobie, że coś mogłoby nas rozdzielić? -pytanie to wyrwało jej się niechcący, bo postanowiła nie rozmawiać na ten temat.
House spojrzał na nią pytająco.
- O czym ty mówisz? Co miałoby nas rozdzielić? Znudziłem ci się ?
Promieniała z niego taka pewność i siła, że Lisa zapomniała o lęku.
-To tylko…myślę, czy ty mnie naprawdę kochasz-wyjąkała
- A jak myślisz głuptasku? Oczywiście, że Cię kocham-głos Housa brzmiał na pół wesoło na pół żartem

Przyciągnął Lisę do siebie.

- Jeśli chcesz, mogę Ci to do znudzenia powtarzać Kocham Cię!- ostatnie słowa wyszeptał jej do ucha i pocałował namiętnie. Zadrżała, zawsze tak robiła jak zaczynał ją dotykać czy całować.

Po powrocie Cuddy wróciła do papierkowej roboty a House o dziwo do kliniki.

Pukanie do drzwi…

-Mam nadzieję, że nie przeszkadzam-powiedział mężczyzna

Lisa uniosła brwi zaskoczona

-Mark?-odpowiada- co ty tu robisz?
-Jestem umówiony do lekarza, czekam już z godzinę ale jeszcze dużo osób przede mną, więc pomyślałam, że przyjdę do ciebie.
-Co ci dolega?
-A od kilku tygodni kaszlę i dziwnie się czuje
-mówi Mark
-Zaprowadzę Cię sama na dokładne badania, a jutro pójdziesz z wynikami do lekarza.

Szli korytarzem, gdy na ich drodze pojawił się House. Cuddy na widok ukochanego od razu się uśmiechnęła. On jedna nie odwzajemnił uśmiechu, lecz wpatrywał się w mężczyznę z którym Lisa podążała. Od razu poznał tego faceta. Lisa opowiadała mu jaki z niego drań.
-A teraz jak nigdy nic spacerują korytarzem- pomyślał

-Greg, chciałam Ci …
-Witam uciekiniera z pod ołtarza
!- mówi House
-House! Jakże bym mógł zapomnieć- odpowiada Mark
-Muszę iść katar, cieknące nosy same się nie wyleczą- i odchodzi, przez chwile wpatruje się w nich i poczuł dziwne ukucie w sercu, to było ukucie strachu przed utratą.

-Mark chciałam ciebie zaprosić na kolację? Przecież byliśmy kiedyś przyjaciółmi i chyba możemy porozmawiać jak ludzie prawda ? Dziś o 7 i nie przyjmuje odmowy, ja coś upichcę a ty w tym czasie porozmawiasz z Gregem naprawicie relacje bo widzę ,że są strasznie napięta.
-Jesteś z nim ?- mówi Mark
-Tak już dwa lata i jestem szczęśliwa Smile
- Dziękuje za zaproszenie, myślę, że….
-Musisz przyjść-przekonywała go Lisa –Jesteś specem od zaproszeń ślubnych a moja przyjaciółka prosiła mnie żebym jej wybrała zaproszenia.
-Wobec tego będzie to dla mnie wielka przyjemność-opowiada skromnie


Kolacja okazywała się miła tylko dla Cuddy. Lisa zrobiła pieczeń. Marka opowiadał o swojej pracy, podróżach. Greg słuchał jak przyjaciel Lisy opowiada a raczej zmyśla te bajeczki o podróżach. Czuł wielką zazdrość i żal do losu, bo wiedział, ze Lisa kocha podróże a z jego chorą nogą są uziemieni. Bał się , że jak ten babiarz wrócił odbierze mu ukochaną. To nie dawało mu spokoju. On nigdy mu nie ufał, za to Lisa była zafascynowana jego opowieściami co chwile się uśmiechała.

-Mark przyniosłeś może jakieś propozycje zaproszeń ślubnych ? mówi Lisa
-Tak, proszę obejrzyj sobie…
-Ta mi się podoba tylko trzeba by wybrać wiersz jakiś, prawda? Znasz jakiś ?
-Tak – odpowiada Mark –

Ma miłość jest jak róży krew,
Krew róży, w czerwca świt ,
Ma miłość , jest jak rzewny śpiew,
Melodii cudnej rytm,
W piękności twojej strojna blask,
Jak łuną, jasny zórz,
Ma miłość przetrwa świat i czas..



Wzrok Lisy powędrował za okno. Ile to czasu upłynęło od tamtej chwili. A jednak musiała przyznać, że wspomnienie o tym i o wszystkim, co było później, sprawiło, iż ogarnął ją smutek. Ten wiersz przypomniał jej własne zaręczyny z Markiem, a potem ból, który pozostał gdy ją porzucił.
- Po co właśnie ten wiersz wybrał ?-mówi sobie w myślach


Greg delikatnie dotknął jej ręki. Spojrzał na nią i zauważy, że łzy napływają jej do oczu i od razu zrozumiał, że ten wiersz przywołał jej jakieś złe wspomnienie.

Po chwili milczenia

Mark zrozumiał powagę sytuacji, podziękował za smaczną kolacje i wyszedł. Po kolacji House i Cuddy nie zamienili słowa. Greg nie wiedział, jakie myśli kłębią się w głowie ukochanej. Widocznie było za wcześnie na rozmowę.

Następnego dnia House czół się dziwnie, unikał Lisy przez pół dnia. A to było nieprawdopodobne. Cuddy zaczęła go szukać. Gdy nie znalazła go w ulubionych miejscach poszła do Wilsona.

- Wilson, gdzie Greg?
-Nie wiem Liso, strasznie bolała go noga, nie powiedział Ci? Może poszedł do Sali rehabilitacyjnej tak mu poradziłem.

Lisa natychmiast wybiegła z pokoju Jamesa i podążyła do sali rehabilitacyjnej.

-Greg? Jesteś tu?
-Tak- wysyczał-Jak mnie znalazłaś?
-Jak noga? Dlaczego mi nie powiedziałeś, ze Cię boli? Kiedy Cię zaczęła boleć?
-Rano, boli jak cholera…-Nie martw się o mnie, zostaw mnie samego. Nie chcę być dla Ciebie ciężarem-bronił się House

Lisa z miłością usiadła na łóżku obok niego .Jej twarz znalazła się blisko jego twarzy.

-Nigdy nie będziesz dla mnie ciężarem -szepnęła i delikatnie pocałowała go w usta
-Zostanę z tobą, aż ból minie.
-Ale to ..to może trwać parę godzin -odparł-co będzie z twoją pracą?
Lisa położyła palec na jego ustach.

-Nic się nie stanie jak trochę odpocznę od tych papierów
-Liso, nie możesz przeze mnie wszystkiego zaniedbywać
- mówi Greg
-Daj spokój, chcę tu być z tobą.

Ból był tak silny, że pod wpływem wyczerpania House usnął


-Liso – szepnął i wyciągnął ku niej ramiona-gdzie jesteś? Proszę cię nie odchodźwykrzyknik
Ujęła go za rękę.
-Ależ ja nigdzie nie chodziła, byłam tu przez cały czas, to tylko zły sen…
-Proszę cię, nie odchodź- błagał zdesperowany - potrzebuję cię- na jego twarzy pojawił się strach
-Jestem przy tobie Smile


Co za niezwykła chwila! Lisa czuła jednocześnie przerażenie z powodu zmiany zachowania Grega, i strach ,że ta chwila się skończy i stąpi miejsca rzeczywistości.
House zamknął dłoń lisy w swojej. Jego spojrzenie stało się nagle łagodne.
-Liso- szepnął będę cię zawsze kochał. Czy zechcesz zostać moją żoną?
Przez chwilę jakby ziemia usunęła jej się spod stóp. Przeniknął ją dreszcz niewypowiedzianej szczęśliwości.
- Tak, Greg chcę-wyszeptała i przytulili się do siebie.

ciąg dalszy nastąpi....



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pią 9:50, 13 Lut 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Przeraziła mnie ta babka na początku boje się
Jak znam życie na pewno do tego wrócisz Sad
Rozmowa na końcu, House taki bezbronny, aż chce się go schrupać Mr. Green
Mam nadzieję, że wszystko się ułoży Smile
Pisz dalej Rolling Eyes



_________________
"Inteligentni ludzie często zmuszeni są do picia, by bezkonfliktowo spędzić czas z idiotami."

PostWysłany: Pią 11:45, 13 Lut 2009
Pikaola
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 09 Sty 2009

Posty: 72

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ta wróżbitka…. Ja jej dam sokoła! Może nowy nabytek zamiast miotły?! Niech no mi ktoś spróbuje rozdzielić tą słodką parkę Very Happy Laughing! Ten Mark. Jego pojawienie się, rozbudzenie wspomnień Lisy i strach Grega, że ją straci, szczególnie po tym jej pytaniu o rozdzielenie…. Tak! Oczywiście, że zostanie jego żoną! Byleby nie dolecieli na tym sokole do ołtarza hahaha.. Bardzo mi się podoba, czekam na Cd. :*:*:*



_________________

"- And so the lion fell in love with the lamb...
- What a stupid lamb.
- What a sick, masochistic lion" - cytat z "Twilight"

Banner by Ewel
zakochany

PostWysłany: Wto 18:24, 17 Lut 2009
amandi
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 26 Gru 2008
Pochwał: 1

Posty: 148

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jak ta wróżbitka miała racje i ,,wykrakała" to jej coś zrobię Twisted Evil Świetny fik Very Happy



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Wto 18:39, 17 Lut 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

"-Jesteś z nim ?- mówi Mark
-Tak już dwa lata i jestem szczęśliwa"

Pomarzyć zawsze można Wink Czekam na ciąg dalszy Smile



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Czw 17:37, 19 Lut 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Part III Wesele

2 tygodnie później…

Lisa śmiało mogła liczyć na przyjaciół. Wszystko w szpitalu szło właściwym torem. Nie mała dużo zaległości.
Lisa miała uczucie, ze straszny ból, cierpienie Housa stopił resztki nieufności, jak ich jeszcze dzieliła. Kiedy teraz przyglądała się temu silnemu mężczyźnie, ledwie mogła pojąć, że jest to ten sam człowiek, który w czasie kuracji sprawiał wrażenie tak bezbronnego.
Na kolacje Lisa i Greg zaprosili Wilsona. Chcieli by przyjaciel dowiedział się o ich zaręczynach.

Kiedy sprzątnięto ze stołu, wszyscy udali się do salonu na lampkę wina, panowie oczywiście pili whisky.- Wilson chcieliśmy ci cos powiedzieć-zaczął Greg, stwierdził, że jego głos zabrzmiał jakoś dziwnie obco i nerwowo.- Lisa i ja- zamilkł bezradnie, Wilson patrzył się na Housa, nic nie rozumiejąc.
-Chodzi o to, że.. -zaczęła Lisa-że Greg mi się oświadczył, a ja się zgodziłam-uśmiechnęła się i pokazuje przyjacielowi pierścionek.
- Co za niespodzianka-mówi zachwycony Wilson
- Serdeczne życzenia, House- roześmiał się Wilson i poklepał po ramieniu mężczyznę. A potem u całował Lise.
-Kiedy weźmiecie ślub?
Lisa spojrzała pytająco na Grega
-Jeszcze się na tym, nie zastanawialiśmy-odpowiada Cuddy
-Możecie wziąć ślub razem z Kate i Luckem-zaproponował Wilson rozpromieniony.
-Nie chcemy zakłócać im święta-odpowiedział Greg
Nie, i na razie niech to będzie nasza tajemnica dobrze?-zaproponowała Lisa
-Słowo harcerza-odpowiada Wilson

Lisa gotowa była przygarnąć do serca cały świat, kiedy wchodziła do szpitala zaskoczona, zauważyła Kate.
-Kate! co się dzieje? źle się czujesz?
-Ach-zrezygnowana machnęła ręką-jeszcze nie wzieliśmy ślubu, a już się kłócimy
-Z powodu wesela? -zapytała ostrożnie.Kate skinęła głową.
-Luke nie chce tego wszystkiego. On mówi, że pragnie świętować ten dzień tak jak jemu się podoba. Ale przecież nie możemy zranić gości. Przecież to nasze rodziny.
Lisa uśmiechnęła się dyskretnie.
-Wiesz, Kate -powiedziała-dobrze rozumiem Luka
Potrząsnęła głową
-ja także, ale przecież przygotowania są już na półmetku. Ty jako druhna i świadek-wyliczała Lisie na palcach.

Lisa współczuła młodej prze. Jej samej dotychczas zawsze udawało się przeforsować własne życzenia i wiedziała, że dzięki temu czuła się szczęśliwsza. Ale Kate i Luke byli od niej słabsi. Uchodzili za „niedorosłych” i każdy miał ochotę ich pouczać.
-Nie martw się, znajdziemy jakieś wyjście-obiecała Cuddy -wszystko będzie dobrze. Załatwimy wszystko.
-Dziękuje, Liso -kate uśmiechnęła się uszczęśliwiona
-Kate ja też musze ci cos powiedzieć, tylko obiecaj że nic nie powiesz? No możesz tylko Luckowi. Obiecaj, że nie powiedziesz?
-Ok.
-Greg mi się oświadczył a ja powiedziałam tak- uśmiecha się Lisa
-Naprawdę? To super -Kate zaczyna całować przyjaciółkę

Lisa była lekarką z powołania. Praca zawsze sprawiała jej przyjemność. Kiedy na dworze ujrzała roześmiane słońce, pomyślała, ze to tylko słabe odbicie radości jej serca.
Przed powrotem do domu, wraz z Kate pojechały odwołać huczne wesele, a zamiast tego zamówiły stolik w najlepszej restauracji w mieści, by było tak jak młodzi chcą a nie ich rodzice. Wesele miało być tylko dla najbliższej rodziny i przyjaciół.


Weszły do domu…
-Liso suknie mam nową, buty zakładam stare ale nie mam nic pożyczonego przecież to tradycja- mówi Kate.
Lisa podeszła do komody.

-Wydaje mi się, ze mam jeszcze niebieską podwiązkę, którą mogę ci pożyczyć.
Otworzyła szufladę i szukała przez chwile. Znalazła podwiązkę. Leżała w pudełeczku. Wyjęła ją. Razem z nią wyjęła oprawioną ramkę fotografię. Przez dłuższy chwilę nie mogła oderwać od niej wzroku. Patrzyła na twarz Marka. Zrobili sobie to zdjęcie, gdy byli w San Diego. Teraz widziała odbicie wspomnienia, które nosiła w sercu. Ale czy nie coś więcej?
Coś, o czym nie chciała myśleć, a co jednak ją nurtowało?

-nie możesz znaleźć-wesoły głos Kate przywrócił ją do rzeczywistości.
Pospiesznie schowała zdjęcie z powrotem do szuflady.

- już znalazłam-odpowiedziała ze swobodą.

Nadszedł dzień ślubu Kte i Luka. Była piękna pogoda. Lisa wierzyła, ze to dobry znak dla państwa młodych. Ona i Greg ubrali się bardzo ładnie, stwierdziła w duchu, ze wyglądają dobrze jako przyszła rodzina.
Przy kościele pojawił się również Mark Stuart.
Podszedł do niej..

-Witaj Liso, bardzo ładnie wyglądasz-mówi Mark
-Dziękuje ty….. również
-Bierzesz udział w uroczystości ?-zapytał zirytowany House.
-Tak, Kate mię zaprosiła, nie mówiła wam?
-Nie, widocznie zapomniała-odpowiada Lisa. Zamyśliła się. Popatrzyła przez chwilę na Grega i uśmiechnęła się.
-Na co jeszcze czekamy? -zapytał House i uśmiechnął się do Lisy –już biją dzwony. Pora na nas.

Rozległ się dźwięk organów, które towarzyszyły do ołtarza parze. David jako świadek stanął w przedniej części kościoła, tuż obok Luka. Lisa jako druhna stanęła naprzeciw niego. Podczas ceremonii miała trzymać bukiet ślubny panny młodej.
Otworzyły się drzwi kościoła i Kate weszła pod rękę ze swoim ojcem. Pastor rozpoczął ceremonię.
-Zebraliśmy się tu dziś po to, aby towarzyszyć tej kobiecie i temu mężczyźnie w zawarciu świętego sakramentu małżeństwa. Jeśli ktoś zna przeszkodę uniemożliwiającą zawarcie tego związku, niech ją teraz wyjawi albo niech milczy na zawsze.
Następnie połączył dłonie młodej pary.
-… na mocy mojego urzędu- pastor zakończył wreszcie przemówienie-oświadczam niemniejszym, że wobec Boga i prawa jesteście odtąd mężem i żoną.
Po ceremonii wszyscy z radością poszli na poczęstunek do restauracji. Na bufecie ustawiono różnego rodzaju ciasta i przekąski. Po posiłku przyszła pora na toast. Luk wstał.
-Drodzy przyjaciele! Moja małżonka i ja dziękujemy wam, że przyszliście. Niech mi wolno będzie dziś powiedzieć-ciągnął- że jest to najszczęśliwszy dzień w moim życiu. I życzę każdemu z was, aby kiedyś znalazł swoją miłość. No i jeszcze mam niespodziankę szykują nam się inne śluby- zawołał- Lisy Cuddy i Grega Housa !

Lisa nie wierzyła własnym uszom Greg spojrzał na nią pytająco, ale Lisa wzruszyła tylko ramionami. Rozległy się oklaski i okrzyki na cześć przyszłej młodej pary.
-O przepraszam was, miała to być tajemnica- mówi Luke. Ale nikt go już nie słuchał. W tym momencie wstał Mark
-Chciałbym wznieść toast-zawołał i zrobił się cicho- Za życie i za miłość ażio grób. Niech wasza miłość będzie jak róży krew, krew róży w czerwca świt !
Lisa zamarła .Ledwie wykrzesała z siebie siłę, aby podnieść kieliszek, kiedy wszyscy pili za ich szczęście. Nie wiedziała co się z nią dzieje. Kiedy odstawiła kieliszek, Marka już nie było. Zerwała się wybiegła z restauracji. Nie zauważyła, że zaniepokojony Greg udał się za nią.
Ujrzała Marka, szedł szybko jakby uciekał.
-Zaczekaj! -zawołała Lisa- Mark zaczekaj proszę!
I choć mężczyzna jej nie posłuchał, po kilku krokach go dogoniła. Chwyciła go za rękaw, a on oparł się o lampę.
-Spójrz mi w oczy-rzekła Lisa i odwróciła do siebie głowę mężczyzny.
-Dlaczego się zjawiłeś? Dlaczego mówisz wiersze, które mi mówiłeś? Dlaczego wróciłeś. Ja cię kochałam , a ty mnie rzuciłeś! Lisa potrząsnęła głową. Jej oczy napełniły się łzami. Lisa cofnęła się.
-Liso- wykrztusił0 przykro mi. Obawiam się, ze popełniłem wielki błąd….
Lisa przesunęła dłonią usta, aby nie krzyknąć.
-Gdzie byłeś przez te 7 lat? Tak sługo się zastanawiałeś czy błąd popełniłeś!?
-Uciekłem, do innego miasta, bałem się …… potem poszedłem na studia.
-Ale dlaczego? Wyobrażasz sobie, jak ja cierpiałam?
-Tak, ale wiedziałem, że to minie -Liso byłaś taka piękna i taka mądra. Co byś poczęła z biednym mechanikiem?
-Byli byśmy szczęśliwi! Ja nie potrzebuj wygód!
-Właśnie tego nie chciałem. chciałem ci dać dużo, ale co mogłem za taką marną pensję. Dopiero teraz Mark spojrzał na nią.
-Liso, proszę cię –ujął jej dłoń-uwierz mi_ gdybym wiedział, że rozpoczęłaś tu nowe życie, nigdy bym tu nie przyjechał.
Lisa odwróciła głowę.
-Dobrze, ze żyjesz, myślałam, ze umarłeś. Twoja rodzina odchodziła od zmysłów. Nie wiedzieliśmy gdzie jesteś, czy żyjesz!
-Liso, nie powinienem by tu przyjeżdżać -zaczął Mark-ale miłość, którą wciąż jeszcze do ciebie czuję, przeważyła. Powinienem był zawrócić. Proszę, wybacz mi.
Widziała błyski w jego spojrzeniu, błysku, które ją zawsze zachwycały. Widziała jego dłonie i pamiętała ich delikatny dotyk.
- O Mark!-mówi Lisa
Pocałował ją. Nie chciał tego. Odepchnęła do. Housa cała tą sytuacje obserwował z boku. Nagle zjawił się przy niej…
Lisa odwróciła nagle głowę i zauważyła zaskoczonego Grega.
-Greg – zaczęła
Lecz jego już nie było i szedł szybko, jakby uciekał, co mu się nie bardzo udawało z powodu bezwładnej nogi.
-Greg! Zaczekaj do cholery, to nie tak jak myślisz.
Zatrzymał się .
- A jak!- wykrzyknął
- Ja nie chciałam, jego tu to on się tu pojawił jak grom z jasnego nieba.co ja mam teraz zrobić?
Greg patrzył na nią przez jakiś czas w milczeniu.
- A co chcesz zrobić? -zapytał- byłaś z nim zaręczona, i gdyby nie jego rzekoma ucieczka, wyszła byś za niego? Ale teraz jesteś zaręczona ze mną. Co z nami będzie wykrzyczał.
Lisa uniosła ręce w geście rezygnacji
-Będę musiała się zdecydować.

Ciąg dalszy nastąpi...



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pią 9:25, 20 Lut 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Piszesz coraz ciekawsze opowiadania, a to zakończenie, normalnie cud-miód Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 10:43, 20 Lut 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

nie no co ten Mark tu robi Evil or Very Mad jeszcze Lisa odwołaja zaręczyny i co Confused
Ale wierzę że do tego nie dopuścisz Very Happy
Niecierpliwie czekam na dalszy ciąg Very Happy



_________________


Moje siostrzyczki Nemezis i Sevir i nasza mamuta Maagda
Mój prywatny, jedyny i niezastąpiony kaloryferek Alan
Moja prywatna pisarka zÓych dobranocek, po których nikt nie zaśnie - Guśka

PostWysłany: Pią 12:36, 20 Lut 2009
nimfka
Nietoperek
Nietoperek



Dołączył: 13 Sty 2009
Pochwał: 30

Posty: 11393

Miasto: HouseLand
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Rzeczywiście, Mark narobił trochę zamieszania, ale dzięki temu nie mogę się doczekać, co będzie w następnym odcinku Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pią 17:32, 20 Lut 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.10551 sekund, Zapytań SQL: 14