Princeton-Fiction [+13][NZ]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Princeton-Fiction [+13][NZ]

Hej!
Od razu zaznaczam, że to mój pierwszy fik i nie mam większej wprawy w takowych pisaniu (ale wymyśle opowiadania pisać lubię Mr. Green ). Zamieszczam fika tak po prostu... Nie doczytałem się nigdzie, czy trzeba go gdzieś zatwierdzać... Jeśli trzeba było to sorry! Czytając fiki innych stwierdziłem, że mój to przy innych to jak rymowanka dla dzieci przy Adamie Mickiewiczu czy Juliuszu Słowackim... (w porównaniach nie jestem dobry!).
Na początku zaznaczam, że wszystkie postacie miejsca itd. itp. jeśli nie są prawdziwe to są wymyślone! Chodzi mi o to, że stworzyłem całkowite House-Fiction. Więc z główna fabułą serialu nie to to żadnego związku.




Dla mojego kolegi, fana Science-Fiction aktualnie chorego!
Princeton-Fiction
część I



Skrzydła windy rozsunęły się z charakterystycznym „dingnięciem” oznaczającym dotarcie do „wymarzonego’ piętra w szpitalu Princeton. Szybkim krokiem wyszła z nich dr. Lisa Cuddy, administratorka szpitala z dziwnie „di gnającymi” drzwiami od windy. Spieszyła się na spotkanie, które mogła przeszkodzić jej tylko jedna osoba. Cuddy co chwilę rozglądała się czy gdzieś w zakamarku nie czai się czarny charakter chcący za wszelką cenę przeszkodzić jej w dotarciu do sali na czas. Administratorka widziała już przed sobą drzwi do sali konferencyjnej. Wszyscy prezesi na pewno już na nią czekali. Tak! Uda się! Jeszcze tylko piętnaście metrów! Czternaście… Trzynaście… Dwanaście… Jedenaście… Dziesięć…
-Dr. Cuddy! – usłyszała za swoimi plecami Lisa. Odwróciła się na pięcie z wymalowaną złością na twarzy. Tak… To było coś czego się dziś nie spodziewała. Jednak stało się. Na środku korytarza stał, podpierając się o swoją drewnianą laskę dr. House. Najlepszy i najbardziej znienawidzony lekarz w szpitalu.
-Nie teraz House! – powiedziała stanowczo Cuddy udając się w stronę sali konferencyjnej. Zdziwiło ją, że House nie próbował jej w żaden sposób zatrzymać. Nie miała czasu o tym myśleć. Wkroczyła do sali z automatu mówiąc „Dzień dobry!”. Jednak nagle stanęła w miejscu bardzo zaskoczona. Na sali nie było nikogo.
-Zdziwiona? – zapytał House popychając drzwi za pomocą laski – Jakaś ty niemiła! Nie spróbujesz nawet wysłuchać człowieka, który ma ci coś do powiedzenia? – kontynuował House z ironią w głosie.
-Mów czego chcesz! Byle szybko! – odpowiedziała z irytacją dr. Cuddy.
-Oh! Przecież jestem tylko zwykłym diagnostą, twoim podwładnym. – mówił dalej House jakby nie zauważając wypowiedzi Cuddy – Nie powinienem zawracać głowy Pani Administrator Szpitala, więc mówię pas. – powiedział po raz kolejny odpychając laską drzwi od sali. Wychodząc zakrzyknął jeszcze tylko:
-Otwieraj drzwi klamką no szkło się brudzi od dotykania! – i zniknął za zakrętem.
Zirytowana Cuddy przewróciła oczami i chcąc wyjść chwyciła klamkę w dłoń. Poczuła na ręce coś obrzydliwie oślizgłego. Gdy puściła klamkę na jej ręce widniał napis „AULA”. House musiał nabazgrolić to na klamce. Lisa udała się w stronę łazienki by zmyć marker z ręki.
Całe szczęście aula była niedaleko. Cuddy wchodząc do dużego pomieszczenia z wielkim żyrandolem na suficie wymamrotała pod nosem cos w stylu: „Przepraszam za spóźnienie!”. Gdy podniosła głowę okazało się, że na sali zebrał się personel z całego szpitala. Cuddy szybkim krokiem wkroczyła na scenę i natychmiast podeszła do głównego prezesa, Connora Eddiego.
-Eddy! Co tu się dzieje?! Mam wrażenie, że nasze spotkania odbywają się w zamkniętym gronie! – prawie wykrzyknęła Cuddy.
-Panie i panowie! Drodzy pracownicy tego szpitala! – rozpoczął swoją przemowę Eddy nie zwracając uwagi na trafne spostrzeżenie swojej szefowej – Zebraliśmy się tutaj by poprzez głosowanie wybrać nowego administratora szpitala!
-Co?! – wrzasnęła Cuddy, tego było już za wiele – Mój kontrakt kończy się za dziesięć lat!
-Plany uległy zmianie złotko! – powiedział Eddy wyciągając spod marynarki laserowy blaster.
-Co do…! – zaczęła Cuddy lecz nie zdąrzyła dokończyć gdyż ze stanowiska operatora rzutnika nadleciała doniczka z Frankiem – szpitalnym kaktusem. Doniczka trafiła Eddiegoprosto w głowę pozbawiając go przytomności. Jednak gdy upadał wystrzelił ze swego lasera. Śmiercionośna dawka promienia przestrzeliła stalową linkę utrzymującą ogromny żyrandol, który zaraz po tym spadł na widownię… Nikt nie przeżył…
-Nasze podwładne Alieny nie żyją! – ze złością zakrzyknął jeden z pozostałej paczki prezesów – Łapać dr. Lisę Cuddy! – po jego słowach wszyscy na czarno ubrani prezesi ja jeden mąż rzucili się na Cuddy.
Bach! Pod nogami dr. Cuddy otworzyła się klapa zaraz potem się zamykając. Cuddy leżała pod sceną. Było ciemno. Nagle Cuddy usłyszała kroki. Obejrzała się za siebie – nic. Popatrzyła w prawo – nic. W lewo – nic.
-Długo mam jeszcze czekać? Chwyć moją rękę! – rozległ się czyjś głos w ciemnościach.
-Foreman? – Cuddy nie mogła uwierzyć. W ciemnościach wymacała czarną rękę Formana. Już miała ją chwycić…
-Zaraz! Skąd mam wiedzieć, że nie jesteś potworem jak tamci?! – instynkt podpowiadał Cuddy, żeby w zaistniałej sytuacji trzymać się od wszystkich z daleka.
-Jestem czarny! Udało mi się zdobyć próbkę krwi Aliena. Okazało się, że to zwykli ludzie z wstrzykniętą eremotropaporfiną. Jest to substancja, którą NASA znalazło na jednej z asteroid. Przetestowali ją na ludziach różniej narodowości. Na murzynach nie działała. Pozostałe „króliki doświadczalne” musiały uciec z laboratorium z próbkami. Zaraziły już całe New Jersey. – wyjaśnił powoli Foreman. „To czyste Sciencie-Fiction!” pomyślała Cuddy wstając.
-Nie martw się to nie Sciencie-Fiction… Ale podobne. – nieszczerze uśmiechnął się Foreman.
-Skąd wiedziałeś o czym myślę? Kłamałeś! Ty też jesteś Alieniem! – przeraziła się Cuddy. Foreman zrobił wściekłą minę.
-Wszyscy kłamią! – rozległo się z ciemności. Można było usłyszeć ciche „łup” po którym Foreman padł jak długi na podłogę.
-Trzymaj! – powiedział Greg rzucając Cuddy tabletkę vicodinu – Okazuje się, że vicodin neutralizuje i zapobiega działaniu eremotropaporfiny.
-Czemu akurat tobie mam uwierzyć?! Może ty też kłamiesz? – Cuddy była wyraźnie przestraszona.
-Niewierna, bezbronna Lisa… Eddy i pozostali prezesi mieli czerwone oczy. Eremotropaporfina barwi tęczówkę na czerwono. Proszę! Oto latarka! Sama sprawdź! – powiedział house wręczając Cuddy owalny przedmiot. Cuddy wzięła latarkę i zaświeciła nią w górę by nie oślepić House’a. Jego oczy były normalne, w przeciwieństwie do krwistoczerwonych oczu Foremana.
-Da się jakoś uratować zarażonych? – spytała z nadzieją w głosie Cuddy.
-Vicodin neutralizuje działanie trucizny nieważne jak podany. Mam pewien pomysł.
-To co zrobimy? – znów zapytała Cuddy.
-Na razie proponuje znaleźć bezpieczna kryjówkę! – powiedział House słysząc trzaski odrywanej sceny…

KONIEC CZĘŚCI I



_________________
C17H19NO3
Miłość to jedna, wielka, zaraźliwa i nieuleczalna choroba!

banner by wiolka17
house house house
Będę głosił po wsze czasy, we wszystkich krańcach ziemi, że Masters jest wysłanką Vader'a!

PostWysłany: Pon 17:09, 27 Wrz 2010
Phoenix
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 21 Paź 2009

Posty: 100

Miasto: Poznań
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Phoenix napisał:
Nikt nie przeżył…

rozbaiło mnie to hahaha
Phoenix napisał:
-Skąd wiedziałeś o czym myślę? Kłamałeś! Ty też jesteś Alieniem! – przeraziła się Cuddy. Foreman zrobił wściekłą minę.

taaaak, Foreman to zÓy człowiek!
Phoenix napisał:
Eremotropaporfina

sam to wymyśliłeś? Mr. Green genialne Mr. Green Mr. Green Mr. Green
Phoenix napisał:
-To co zrobimy? – znów zapytała Cuddy.
-Na razie proponuje znaleźć bezpieczna kryjówkę! – powiedział House słysząc trzaski odrywanej sceny…

Very Happy sie porobiło
podsumowując, fik nadzwyczaj inny (tak mi się wydaje Shocked ), mi się BARDZO spodobał, oryginalny pomysł. z niecierpliwością czekam na część kolejną! Mr. Green



PostWysłany: Pon 20:45, 27 Wrz 2010
Housetka
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 23 Lut 2010
Pochwał: 1

Posty: 332

Miasto: Gdańsk
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Korytarze były puste. Wszyscy zginęli. Pozostali jedynie prezesi i Bóg wie kto jeszcze! House i Cuddy z łatwością dostali się do archiwum połączonym z kartoteką szpitala. To miejsce było najbezpieczniejsze, bo z żelaznymi drzwiami. Pomieszczenie było jednym wielkim labiryntem. Setki półek, na tysiącach regałów, które dźwigały miliony danych. Była to druga zaleta użycia tego miejsca jako ukrycia.
-Wiem jak uratować miasto! Musimy zdobyć tylko dużo vicodinu. Tak z pięćdziesiąt kilogramów. – rozpoczął rozmowę House.
-Skąd masz zamiar wziąć tyle proszków? – zapytała Cuddy
-Z hurtowni ma się rozumieć. To parę ulic stąd na BlackStreet. – odpowiedział House skręcając w prawo.
-Ukradniemy proszki?! - Cuddy była już wyraźnie zirytowana.
-Nie ukradniemy, tylko pożyczymy i nie proszki a odtrutkę. – wyjaśnił House zatrzymując się i wkładając rękę pod regał – Tu was mam! – powiedział. Wysunął spod regału dwie deskorolki - Przydadzą nam się przy ucieczce przed Alienami. – wytłumaczył wręczając Cuddy jedną z nich. Cuddy nie sądziła, że trzyma tu swoje deskorolki. W ogóle nie sądziła, że kaleka ma po co posiadać deski!
-Psyt! – Cuddy gestem uciszyła House’a – Chyba coś słyszę!
-Nie wymyślaj…! Pst! – powiedział House unosząc wskazujący palec ku górze – Chyba coś słyszę! – Cuddy zrobiła zrezygnowaną minę.
Nagle zza rogu wyskoczył Chase!
-Stójcie pokraki! – wrzasnął celując w House’a i Cuddy rewolwerem. Chase miał na sobie ciemne okulary co w połączeniu z ciemnymi okularami i fartuchem poplamionym krwią dawało naprawdę upiorne wrażenie. – Któreś z was drgnie to jego łeb wyląduje na suficie! – kontynuował swoją „przemowę” Chase.
Cuddy uniosła ręce do góry, a House zaczął kręcić w dłoni swoją laską.
-Rzuć tą laskę, mówię! -znów wrzasnął doktor z rewolwerem. –House popatrzył na niego z ukosa.
-Jak sobie życzysz. – odpowiedział i cisnął podkręconą laskę w nogi Chase’a. Ten padł jak długi wyrzucając rewolwer w powietrze. House złapał go i schował do kieszeni marynarki.
-Zatrzymam to! – burknął.
-Zaraz! Nie macie czerwonych oczu! Nie jesteście Alienami! Oh! Jak to dobrze spotkać kogoś „normalnego”! Niedawno weszła tu Cameron. Niestety była już pod wpływem eremotropaporfiny.
-Co z nią zrobiłeś? – zapytała przestraszona Cuddy.
-Rzuciła się na mnie z nożem… Nie miałem wyboru… - wyjaśnił Chase spuszczając głowę.
Tymczasem House podkuśtykał po swoją laskę opierając się o regału. Gdy chwycił laskę w dłoń okazało się, że była mokra… House stał w czerwonej kałuży krwi…
Podczas gdy Chase rozmawiał z Cuddy, House przeszedł parę rzędów dalej i na skrzyżowaniu zobaczył martwą Cameron. Jej bok był obszarpany. Stąd litry wypływającej krwi. House obejrzał dokładnie jej ciało i nagle osłupiał…
-Nie! – szepnął i jak najszybciej pokuśtykał w stronę rozmawiających Cuddy i Chase’a. House wyciągnął z kieszeni rewolwer i strzelił Chase’owi w głowę. Ciało bezwładnie opadło w ręce Cuddy, plamiąc ją krwią obficie wypływającą z głowy. Cuddy niemal natychmiast puściła martwe ciało.
-House! Coś ty zrobił?! – Cuddy cisnęła w House’a jednym z kartonów z kartotekami.
-Uspokój się! – wrzasnął House. Podszedł do ciała Chase’a i laską strącił mu ciemne okulary.
Jego oczy były krwistoczerwone…

KONIEC CZĘŚCI II

Fani Chaseronu, Cameron i Chase'a chyba mnie utłuką... krzywy



_________________
C17H19NO3
Miłość to jedna, wielka, zaraźliwa i nieuleczalna choroba!

banner by wiolka17
house house house
Będę głosił po wsze czasy, we wszystkich krańcach ziemi, że Masters jest wysłanką Vader'a!

PostWysłany: Pią 19:39, 01 Paź 2010
Phoenix
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 21 Paź 2009

Posty: 100

Miasto: Poznań
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.05306 sekund, Zapytań SQL: 14