Samolot [M]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Samolot [M]

Taka miniaturka Wink




http://www.youtube.com/watch?v=7l4fXXLZDz8&NR=1


Samolot.


- House! Pospiesz się! - krzyknęła Cuddy, zmierzając w kierunku bramki na lotnisku. House żegnał się jeszcze z Wilsonem. Po kilku minutach wreszcie do niej dołączył.
- Jestem. - Lisa wydawała się być zniecierpliwiona.
- Dlaczego to trwało tak długo? Nie możecie się rozstać, a przecież wracamy za trzy dni.
- Nie wiadomo - odparł spokojnie.
- Czego ci nie wiadomo? - zapytała, nieco zdziwiona.
- A jeśli się coś opóźni albo się rozbijemy? Nie będę miał z kim obgadywać ciebie. - Zachichotał.
- House, to nie jest śmieszne. Ani trochę. - Posłała mu oburzone spojrzenie.

Pasażerowie lotu 211 są proszeni o przybycie do bramek numer 1 i 2. Samolot odlatuje za trzydzieści minut. Prosimy o bezzwłoczne stawienie się na miejsce.

* * *

- Ta konferencja była niesamowicie nudna. - Narzekał w drodze powrotnej.
- Nie była nudna. Ciebie po prostu nudzi wszystko, co dotyczy pacjentów.
- Nie rozumiem, dlaczego poświęcili im aż trzy dni? Powinni omawiać choroby, a nie stan pacjentów… - jęknął diagnosta.
- To była konferencja na temat stanu zdrowia pacjentów i metod jego poprawiania. Dotyczyła wielu chorób, House. Gdybyś tylko uważnie słuchał… - Spojrzała na niego z dezaprobatą.
- Wolałem grać na gameboy’u. - Wywrócił oczami.

Była niedziela po południu. Środek lata. W New Jersey słońce ogrzewało ciepłymi płomykami mieszkańców tego miasta. Wilson już oczekiwał na przyjaciół na lotnisku. Był o wiele za wcześnie, ale miał ogromną ochotę już ich zobaczyć. Zamierzał wyciągnąć House’a na drinka, a później obejrzeć z nim film, pochłaniając tony chińszczyzny i litry piwa.

Uwaga, pasażerowie, lądujemy za czterdzieści minut. Gdy samolot będzie podchodził do lądowania, poproszę państwa o pozostanie na swoich miejscach i zapięcie pasów. Dziękujemy.

House przysypiał nieco, a Cuddy siedziała na swoim miejscu, raz po raz wyglądając przez małe okienko. Obserwowała chyboczące na wietrze skrzydło samolotu. Nie wiedziała z jakiego powodu, ale odczuwała wewnętrzny niepokój.

- House… - Szturchnęła diagnostę w ramię. - Hej, obudź się.
- Mhmm... - Usłyszała cichy pomruk niezadowolenia.
- House - powiedziała głośniej. Diagnosta otworzył oczy i spojrzał na nią badawczo.
- Czego chcesz zła kobieto? - Oburzył się, że śmiała go obudzić.
- Nie wiem… Boję się, że coś złego się stanie. - Ponownie spojrzała za okno.
- Przecież lada moment lądujemy. Nic się nie stanie. - Uspokoił ją, na powrót zamykając oczy.
- Nie wiesz tego. - Usłyszał. Jej głos był cichy, ale stanowczy. Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Po prostu… ja - zaczęła.
- Co, do cholery?! - Samolot zadrżał mocno, a pasażerowie zaczęli być zaniepokojeni.
- Widzisz House, czułam, że coś jest nie tak, co jeśli…
- Przestań. Nawet tak nie myśl, a już na pewno tego nie mów. - Drgania samolotu były coraz mocniejsze, a niepokój ludzi nim lecących stawał się coraz większy.
- Dlaczego nic nie mówią? Dlaczego stewardessy… - Oczy Cuddy lśniły w poświacie słońca, wpadającego przez okno.
- Ponieważ to tylko niegroźne turbulencje. - Próbował ją uspokoić.

Jednak ona była kobietą, miała swoje złe przeczucia i nikt nie mógł wybić jej tego z głowy, nawet ona sama.
Jej oddech przyspieszył nieco. W trakcie kolejnego, najmocniejszego dotąd drgnięcia samolotu, chwyciła diagnostę za rękę. Po chwili usłyszeli:

Drodzy pasażerowie, prosimy o spokój. Jesteśmy nad New Jersey, samolotem trzęsą turbulencje, wynika to z warunków pogodowych. Prosimy o spokój.

- Przecież na zewnątrz świeci słońce i zapewne nie ma wiatru. - Dziwił się House.
- Cholera… - Cuddy spojrzała na skrzydło samolotu. - Oszukują nas - szepnęła.
- Słucham? - zapytał.
- To nie turbulencje, House. Popatrz na skrzydło. - Poleciła. Diagnosta spojrzał i przełknął głośno ślinę.
- Do diabła.
- Chyba powinieneś zacząć się do niego modlić… albo do Boga, nie wiem w czyje istnienie bardziej wierzysz - powiedziała, jeszcze mocniej ściskając jego dłoń.
- Wszystko będzie dobrze, nie bój się. Już niedługo wylądujemy - odpowiedział, gładząc kciukiem jej dłoń.

Nie dał po sobie poznać, że się boi. Nie mógł. Z nich dwojga, to właśnie on był mężczyzną. Nieświadomy tego, czuł się za nią odpowiedzialny.

Nagle samolotem zaczęło szarpać jeszcze mocniej, wszystko spowodowane było przez skrzydło, które wydawało się od niego odrywać. Cuddy nie wierzyła własnym oczom.

Prosimy o zachowanie spokoju, pozostanie na swoich miejscach i zapięcie pasów. Piloci panują nad sytuacją.

- House! - Jej krzyk gubił się pośród innych, ludzie byli przerażeni.
- Nie patrz tam! - Rozkazał, odciągając ją od okna.
- Ale House… my tego nie przeżyjemy. - Płakała, nie mogła powstrzymać łez, które napływały do jej oczu i zalewały policzki. Spojrzał na nią czule. Nie dopuszczał do siebie takiej myśli. Jeszcze.
- Uspokój się, Liso. Na pewno wylądujemy awaryjnie, pilotom udało się już zejść niżej. - Ujął jej dłoń w swoje.
- Tak bardzo się boję, House… że nie zobaczę już Rachel. Że nie zdążę zobaczyć jak dorasta.
- Ja chciałbym zobaczyć jeszcze Wilsona. - Ugryzł się w język. Nie powinien tego mówić na głos. Nie w takim momencie i nie do niej. Była tak bardzo przerażona, a on przyznał niechcący, że również ma obawy.
- Greg, ty wiesz, że to się nie uda… Zdajesz sobie z tego sprawę, tak samo jak ja - jęknęła. Jej rozpacz jeszcze się pogłębiła.
- Oczywiście, że się uda, miałem na myśli… - Przytulił ją mocno. Wątpił, szczerze wątpił, że wylądują bezpiecznie. Ale jeśli wciąż unosili się w powietrzu, nie zamierzał martwić Lisy.

Tymczasem na lotnisku w New Jersey…

Uwaga, oczekujący na pasażerów lotu 211. Samolot ma problemy techniczne, powinien wylądować dziesięć minut temu, jednak wciąż krąży nad New Jersey. Piloci postarają się wylądować awaryjnie, na razie jednak nie mają takiej możliwości.

- Co się, u diabła, dzieje? - Wilson zapytał sam siebie. Siedział na krześle oniemiały. Nie dotarło do niego jeszcze to, co właśnie usłyszał. Zerwał się z miejsca i udał się do najbliższej kasy.

- Przepraszam, co to znaczy, że piloci na razie nie mają możliwości, żeby wylądować awaryjnie? - Czuł jak jego dłonie się trzęsą.
- Proszę pana, proszę się uspokoić. Samolot ma problemy techniczne…
- Tak, to też już usłyszałem przez megafon - przerwał jej.
- Co się dzieje? Dlaczego nic nie chcecie mówić? Czy oni… - zapytał, jego głos stał się cichy. Kobieta opuściła na chwilę wzrok. Nie potrafiła ukryć emocji, była młoda. Prawdopodobnie pracowała tu od niedawna.
- Proszę pana, nie mogę… nie mogę zdradzać szczegółów, przykro mi - jęknęła nieśmiało.
- Jak to, nie może pani? - James był oburzony. - Błagam, niech mi pani powie, tym samolotem leci mój najlepszy przyjaciel… i przyjaciółka, ona ma małe dziecko, które czeka na nią w domu, błagam panią. - Prosił.
- To nie pomoże, ale powiem panu - westchnęła cicho. - Jeśli ktoś się o tym dowie, stracę pracę - dodała. Wilson skinął głową.
- Piloci nie mogą wylądować, ponieważ skrzydło samolotu się rozpada. Nie wiadomo, w którym momencie się oderwie całkowicie i jakie szkody wywoła. Nie mogą lądować na lotnisku. Onkolog zamarł, jego oczy posmutniały tak bardzo, że serce kobiety ścisnął żal.
- Przykro mi, proszę pana - powiedziała.
- Pani jest przykro? - Wściekł się, nie panował nad sobą. To było niesprawiedliwe.
- Piloci nie lądują, ponieważ boicie się, że skrzydło oderwie się nad lotniskiem i wyrządzi szkody, dlatego nie dostali zgody na lądowanie, tak?! - Kobieta skinęła głową.

Wilson patrzył na nią, niemal płacząc. Po chwili powoli zaczął się oddalać, nie odwracał się. W końcu przyspieszył na tyle, żeby wybiec na parking przed lotniskiem. Spojrzał w górę i zobaczył w oddali krążący samolot. Już tak niewiele brakowało, byli już tak niedaleko od lotniska. Zaczął płakać jak dziecko, pragnął ich zobaczyć. Całych i zdrowych. Nie zawsze można mieć to, czego się chce.

W samolocie…

Prosimy o spokój, piloci próbują ustawić się do lądowania.

- House, przecież to nieprawda… Krążymy w kółko. - Lisa wtuliła się w niego. Jej głośny płacz zamienił się w cichy szloch. Nie miała siły rozpaczać, zaczynała się godzić z sytuacją, która zaistniała.
- Może tak trzeba, może próbują się prawidłowo ustawić. Przecież nie znamy się na tym. - Pocieszał ją. Spojrzała mu głęboko w oczy, były jeszcze bardziej niebieskie niż kiedykolwiek.
- Kocham cię, Cuddy… zawsze kochałem - powiedział ciepłym głosem. Jego dłonie były gorące, ściskały jej drżące ciało najczulej, jak tylko potrafiły.
- Ja też cię kocham, House… mimo że się tego wypierałam… jak widać, niepotrzebnie i zbyt długo. - Opuściła wzrok.
- Hej… - szepnął, podnosząc jej twarz tak, żeby mogła ponownie na niego spojrzeć. Jego usta zbliżyły się do jej warg. Ich pocałunek był pierwszym od bardzo dawna, oboje obawiali się, że może być ostatnim.
- Cieszę się, że się tego dowiedziałem - powiedział. Naprawdę się cieszył.
- Będę za tobą tęsknić, House - odpowiedziała, patrząc w jego lazurowe tęczówki. Nie chciał przyjąć tego do wiadomości, ale Lisa wydawała się być pogodzona z losem. Żal jej było córki, żal House’a, siebie…

Wyjęła z torebki notes i napisała coś na kartce, najstaranniej jak mogła, biorąc pod uwagę szarpanie samolotu. Zwinęła ją w rulon i zacisnęła w dłoni.

- Co tam napisałaś? – zapytał.
- Swoje życzenie - odpowiedziała. Na myśl o tym, co udało się jej napisać na kartce, uśmiechnęła się ciepło.

Po chwili poczuli, ze samolot znacznie przyspiesza… spada w dół. Jeszcze mocniej wtuli się w siebie.
Krzyk otaczających ich ludzi, przerażał parę jeszcze bardziej. Teraz już uspokajające słowa nie płynęły przez megafon. Właściwie żadne słowa. Słychać tylko było rozpaczliwe wołania i krzyki. Oni się nie odzywali. Wtuleni w siebie najmocniej jak potrafili, spadali w ciszy. Lisa tylko szlochała w ramionach House'a. Nadzieja wciąż była żywa, jednak umierała w miarę, jak maszyna coraz bardziej się obniżała.

Megafon na lotnisku…

Bardzo prosimy wszystkich o zejście z płyty lotniska. Służby ratunkowe zabezpieczają teren, karetki za chwilę będą na miejscu. Samolot lotu 211 prawdopodobnie spadnie w pobliżu lotniska. Jeszcze raz prosimy o zejście z płyty…


Wilson, słysząc to, poderwał się z miejsca i podbiegł do szyby, przez którą można było zobaczyć pas startowy i lotnisko.

- Boże, błagam, nie… - jęczał cicho, pocierając dłońmi twarz. - To nie może być prawda, nie chcę w to wierzyć… Nie wierzę - mówił do siebie.

W oddali słychać było syreny karetek, nadjeżdżających z prędkością światła. Służby ratunkowe wciąż były obecne na placu.

Wilson patrzył, jak samolot zbliża się do ziemi w zawrotnym tempie. Sala zamarła, zapadła cisza, słychać było tylko szmer głębokich oddechów.

W samolocie…

Cuddy zacisnęła powieki. House trzymał ją mocno. Jego noga nie bolała ani trochę, bała się tak samo, jak on. Nie odważyła się nawet drgnąć.

- I co? - zapytała. Diagnosta milczał. - House, co się dzieje…
- Już prawie jesteśmy - jęknął. - Trzymaj się, to będzie bolało.
- Tylko przez chwilę. - Teraz ona próbowała go pocieszyć. Tylko w ten sposób potrafiła.
- Pamiętaj, że cię kocham, niezależnie od tego, co się zaraz stanie - powiedział, całując ją po raz otatni.
- Będę pamiętać. Zawsze. Ja też cię kocham, bardzo mocno.

Lotnisko, kilka minut później…

- Nie… błagam - szepnął, odwracając głowę, gdy ujrzał samolot uderzający z impetem o ziemię. Maszyna roztrzaskała się jak zabawkowy samochodzik, który spada na podłogę.

Ogarnął go żal i rozpacz. Smutek chwycił go za serce. Osunął się na podłogę, niemal upadając na nią tak bezwładnie, jak szmaciana lalka.

… Katastrofa samolotu w Ney Jersey. Wszyscy pasażerowie i załoga samolotu to ofiary śmiertelne, kilkoro z nich w stanie krytycznym trafiło do miejscowych szpitali, jednak wkrótce potem zmarli. To był feralny lot w piękny lipcowy dzień…

Głos w radiu był nieczuły, wolny od wszelkich emocji. Po prostu ponownie oświadczył, co stało się dwa dni wcześniej. Wilson siedział w swoim gabinecie z twarzą schowaną w dłoniach. Po chwili rozległo się pukanie do drzwi. Wzdrygnął się.

- Przecież to nie House… On nigdy nie pukał. - Pomyślał. Brakowało mu tego.
- Proszę - jęknął.
- Dzień dobry - powiedział młody mężczyzna.
- Witam - odpowiedział James. Nie był zadowolony z tego, że ktokolwiek go nachodzi. Chciał być sam.
- Jestem sanitariuszem… z karetki, która zajmowała się ofiarami na lotnisku…
- Tak? - Wilsona zdziwiła jego wizyta.
- Pani, którą znaleźliśmy w objęciach mężczyzny, ściskała w dłoni tę kartkę.
- Czy oni wtedy jeszcze… - zapytał cicho.
- Nie. Bardzo mi przykro - odpowiedział mężczyzna, podając onkologowi pognieciony świstek papieru.
- Dziękuję.
- Zostawię pana samego - szepnął i wyszedł.

Wilson wyszedł na balkon i zajrzał przez szybę do gabinetu House'a. Wszystko było na swoim miejscu. Tylko jego brakowało. I Lisy… która zawsze była, sprzeczając się z nim, żartując. Tablica była pusta, jego zespół stracił pracę. Wszystko wyglądało tak, jak gdyby za chwilę miał wejść tu spóźniony.

Na papierze widniało nazwisko onkologa i nazwa szpitala. James rozwinął karteczkę i zobaczył słowa napisane przez Lisę:

Wilson, pochowaj mnie przy Housie. W ostatniej chwili zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo się kochamy. Błagam, wychowaj Rachel jak własną córkę. Będziemy tęsknić. Lisa.

- Wiedzieli - jęknął cicho, siadając w kącie balkonu.

The end[fick][/fick]



Autor postu otrzymał pochwałę.

_________________
Yes, we can.
-----------------------------
'As Jimmy suggested that I'm on heroin, I decided to admit I'm on Methadone. In return I got a bunch of very "friendly" words and a warning about side effects. One of them was already done to me, that was apnea occurs. Ceased to circulate air through my airway, and the pulse was almost imperceptible, but Foreman decided to return it to me stimulating my sensory receptors.' - I looked at him significantly, expected some questions, at the end my story was interesting. I looked more closely, raising single eyebrow slightly. Then Lucas said. 'How?' 'Excellent question. He twisted my nipples! '

PostWysłany: Pon 3:00, 01 Lut 2010
NiEtYkAlNa
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 03 Sty 2010
Pochwał: 5

Posty: 106

Miasto: Houseland
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To chyba nie było na moje siły, bo właśnie siedzę ze łzami w oczach [a ja nigdy nie płaczę!]. Wzbudziłaś we mnie tak silne emocje, jakich nie doznałam już od długiego czasu.
To było takie... piękne. Smutne, ale piękne.
No i Jimmy, który na nich czekał. Który nie chciał uwierzyć, że to koniec. Nie wiem czemu on mnie najbardziej poruszył. No i ten świstek papieru od Cuddy...
Kobieto, cała się trzęsę!
Tak, zdecydowanie mi się podobało.

Pozdrawiam

Schevo



_________________

Osoba, która doprowadza mnie do największego szału to ja sama. (J.C.)
Moje [nie]najnowsze dziecko Wink -> Komentarze karmią Wena Very Happy
Huddy w starym stylu -> Wen[ta] jest głodny Very Happy

PostWysłany: Pon 7:25, 01 Lut 2010
Schevo
Fikopisarz Miesiąca
Fikopisarz Miesiąca



Dołączył: 22 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 368

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

NiEtYkAlNa naprawdę nie wiem co powiedzieć.
Po przeczytaniu tego fika przez dobre dziesięć minut nie mogłam dojść do siebie. Teraz po przeczytaniu tego po raz drugi wrażenia ani trochę nie osłabły.
Piszesz naprawdę genialnie (może już w poprzednich fikach Ci to pisałam, ale nie jestem pewna więc pisze znów)! Wszystkie emocje, całą powagę sytuacji i siłę prawdziwego Huddy ujęłaś w tak króciutkim, a zarazem chwytającym za serce, tekście.
Mam nadzieję ,że w najbliższej przyszłości na forum pojawi się więcej Twoich dzieł!



_________________

Woman in BLACK!
''Words can hurt, you know?''
Ubranko by Me

PostWysłany: Pon 20:57, 01 Lut 2010
Annabell__
Rezydent
Rezydent



Dołączył: 17 Paź 2009
Pochwał: 1

Posty: 294

Miasto: Reda
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ok...grafomania to dośc powszechna choroba...ale te komenty - wy tak na serio??
Ja nie dotrwałem do 10 akapitu Smile



_________________
www.speedup.cal24.pl

PostWysłany: Pon 21:04, 01 Lut 2010
Thombike
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 01 Lut 2010
Pochwał: 2
Ostrzeżeń: 2

Posty: 365

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O matko ! Chce mi się płakać.
Wiesz co ?! Jesteś niesamowita !


NiEtYkAlNa napisał:
Wilson, pochowaj mnie przy Housie. W ostatniej chwili zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo się kochamy. Błagam, wychowaj Rachel jak własną córkę. Będziemy tęsknić. Lisa.

To jest słodziutkie ! <3
Wzruszyłam się.

I taki opiekuńczy House.
Szczerze mówiąc czytałam tą miniaturkę z zapartym tchem i cały czas miałam nadzieję, że im się uda. Niestety.

Pomysł przeuroczy, cudownie napisane i wywołuje ogroooomne emocje, przynajmniej u mnie.

Ps. Cały ten komentarz jest pewnie napisany na poziomie przedszkola, ale tak strasznie mi się podobało, że musiałam napisać coś więcej.

Cuuuuuudo ! serducho



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Wto 15:41, 02 Lut 2010
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Słodziutkie, milutkie, cudowne, to nie są synonimy od okropnie cukierkowe i mdlące. Bo taki właśnie jest ten tekst. Nie wzruszyłam się, co więcej chwilami byłam zniesmaczona. Ja rozumiem, że samolot może spaść i się rozbić. Mogę zrozumieć też, że człowiek jest przerażony. Nawet House. Ale gdzie w tym, na Boga, subtelność? Gdzie złość na pilotów i ogólnie, cały świat?

Cytat:
Wilson, pochowaj mnie przy Housie. W ostatniej chwili zdaliśmy sobie sprawę z tego, jak bardzo się kochamy. Błagam, wychowaj Rachel jak własną córkę. Będziemy tęsknić. Lisa.

O ile cały tekst mogę jakoś przetrawić i nie uważam go za w stu procentach koszmarny, o tyle ten fragment... Jest okropny. I to całe wyznanie wielkiej, skrywanej miłości, tulenie... Fuj, fuj, ble. Nie wspominając już o niezwykłym instynkcie Lisy. Ludzie, bez przesady, ona nie jest wróżką. Ja też mam problem z patosem, ale żeby tak przecukrzyć...?
Pozostaje Ci tylko ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć.
Pozdrawiam, Jaszczur.



_________________

"Everybody lies."
Huddy, Hilson, Hameron - yep!

PostWysłany: Wto 17:05, 02 Lut 2010
JaSzczurek
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 29 Gru 2009
Pochwał: 1

Posty: 123

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JaSzczurek, ja nie chcę być złośliwa, ale Twój komentarz średnio dotyczy tekstu. To, że fik Ci się nie spodobał nie znaczy, że możesz oceniać zdolności literackie NiEtYkAlNej. Przeczytałaś jedno jej dzieło a mówisz, że musi "poćwiczyć". Ponadto twierdzisz, że nie podobał Ci się, bo był "cukierkowy", a to nie dotyczy jej wszystkich opowiadań, więc nie uważam, żebyś mogła ją źle oceniać, żebyś w ogóle mogła ją oceniać... Poza tym, jednym podobają się "okropnie cukierkowe" fiki, innym nie. I ja uważam, że ta miniaturka była świetna i że nie ma powodu, żeby miała "ćwiczyć".
Pozdrawiam.
Magda



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Wto 19:20, 02 Lut 2010
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No teraz to juz tylko łze pozostaje uronic...dejta spokój.



_________________
www.speedup.cal24.pl

PostWysłany: Wto 19:34, 02 Lut 2010
Thombike
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 01 Lut 2010
Pochwał: 2
Ostrzeżeń: 2

Posty: 365

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

OMG!wykrzyknik! Ja się popłakałam. Już sobie to wydrukowałam. Jutro na niemieckim szybciutko napiszę sprawdzian i będę się tym zachwycać. Dziękować za fik Very Happy



_________________

"- Tęskniłem naleśniczku!
- Ja też tęskniłam, jajeczko z ziemniaczkami!" <33

PostWysłany: Wto 19:39, 02 Lut 2010
Chancex3
Okulista
Okulista



Dołączył: 24 Gru 2009
Pochwał: 6

Posty: 2161

Miasto: Stalowa Wola
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

maagdaa napisał:
JaSzczurek, ja nie chcę być złośliwa, ale Twój komentarz średnio dotyczy tekstu. To, że fik Ci się nie spodobał nie znaczy, że możesz oceniać zdolności literackie NiEtYkAlNej. Przeczytałaś jedno jej dzieło a mówisz, że musi "poćwiczyć". Ponadto twierdzisz, że nie podobał Ci się, bo był "cukierkowy", a to nie dotyczy jej wszystkich opowiadań, więc nie uważam, żebyś mogła ją źle oceniać, żebyś w ogóle mogła ją oceniać... Poza tym, jednym podobają się "okropnie cukierkowe" fiki, innym nie. I ja uważam, że ta miniaturka była świetna i że nie ma powodu, żeby miała "ćwiczyć".
Pozdrawiam.
Magda


Komentarz średnio dotyczy tekstu? A czego innego? To w tym patos zalewa okolice, nie w innym. Poza tym czy to nie właśnie ficki świadczą o mniejszej lub większej zdolności literackiej? Po czym mam to ocenić? Po opisie? I w którym momencie napisałam, że Autorka, nie ma talentu albo umiejętności? Chyba ślepa jestem, ale nie widzę. Ćwicz... Hm, nie sądzę, aby powinno to ugodzić w czyjąś dumę. Będąc dobrym i ćwicząc, można stać się tylko lepszym. Autorka Mickiewiczem nie jest i z pewnością wiele jej do niego brakuje, jak każdemu z nas, więc może jeszcze podszkolić swój warsztat literacki. To, że tobie się podobało, nie znaczy, że musisz komentować mój post. Każdy ma inny gust, ja wyraziłam swoje zdanie, a Ty swoje. Toteż bardzo uprzejmie sugeruję czytać ze zrozumieniem. A komentarz wcale nie dotyczył autorki, ale tekstu, więc czuję się lekko skonsternowana.

Cytat:
Pozostaje Ci tylko ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć.

Zastanawia mnie dlaczego to zdanie ubodło Cię najbardziej. Ale masz rację, niech Autorka w ogóle nie ćwiczy. Ba, niech najlepiej nikt nie ćwiczy. Bo po co? Czyż nie każdy pisze cudownie, bo 'od serca'? Twisted Evil

Dziwi mnie, że nie spodobała Ci się, bądź co bądź, konstruktywna krytyka, a bez słowa przeszłaś obok komentarza, kolegi Thombike'a.

Krytyka ma pomóc, nie zniechęcić.
Ukłony, Jaszczur. Smile

[Edit] Zapewniam Cię, że nie uraziłaś mnie tym postem. Tylko nieco oszołomiłaś. Very Happy


Ostatnio zmieniony przez JaSzczurek dnia Wto 20:43, 02 Lut 2010, w całości zmieniany 3 razy



_________________

"Everybody lies."
Huddy, Hilson, Hameron - yep!

PostWysłany: Wto 20:29, 02 Lut 2010
JaSzczurek
Stażysta
Stażysta



Dołączył: 29 Gru 2009
Pochwał: 1

Posty: 123

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JaSzczurek, nie do końca mnie zrozumiałaś, no ale trudno.
Jeżeli Cię uraziłam to przepraszam, ale na początku zaznaczyłam, że nie miała to być jakaś obelga. Ja tylko mówię, co na ten temat uważam (widać nie potrzebnie... ) i nie mam zamiaru się z nikim kłócić.



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Wto 20:38, 02 Lut 2010
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JaSzczurek napisał:
Autorka Mickiewiczem nie jest i z pewnością wiele jej do niego brakuje, jak każdemu z nas,

No nie jest Mickiewiczem. I całe szczęście xP

Mi sie tekst podobał. Zawsze trudno mi jest sobie wyobrazić Housa który wyznaje na serio komuś miłość. Nie widze wtedy jego wyrazu twarzy i wydaje mi sie to okropnie sztuczne. Ale zakładam, że to dlatego że nigdy go w takiej sytuacji nie widziałam a wyobrażenie postacii opieramy przecież na serialu.
Może i przez to fik jest przesłodzony, ale ja tam lubie cukierki Mr. Green Uważam, że cała historia jest piękna i tekst wcale nie musi być całkiem realistyczny we wszystkim co sie w nim dzieje, żeby był dobry.
Wink



_________________
Wyznaję Chaseronizm totalny Very Happy
Każda Hambarr chaseronowa na pizzę zawsze gotowa
Ależ owszem, zgadza się – ona w schowku kryje się!
- by Chasper:*
Sinaj - my sweet soulmate :*:*
Moja zÓa maagdaa umilająca mi chwile w schowku Twisted Evil złota lista
Johnny, johnny, john--> http://johnnydepp.blox.pl/html

PostWysłany: Wto 20:41, 02 Lut 2010
Hambarr
Psychiatra
Psychiatra



Dołączył: 30 Lip 2009
Pochwał: 30

Posty: 3852

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hambarr napisał:
tekst wcale nie musi być całkiem realistyczny we wszystkim co sie w nim dzieje, żeby był dobry.

Zgadzam się.

Dobra, kończę dyskusję.
Nie chcę się z Tobą kłócić.
Dobranoc.



_________________
Avek od anoli !
Córek mapeto ogórek - Nemezis, córunia jędzunia - nimfka & Sevir, brat bliźniak - whatever. / zÓy partner ze schowka, mraÓ, mraÓ - Hambarr / Rozczochowy właściciel - maybe ! /druga połówka mojego mózgu - lusiek /maaamusia - kretowa / mruczący pożeracz przecinków -Guśka
'Każdy z nas ma cztery twarze; tę, którą pokazuje innym; tę, którą widzą inni; tę, która myśli, że jest prawdziwa i tę, która jest prawdziwa. Wybierając jedną z nich, nie rezygnujmy z pozostałych.'

PostWysłany: Wto 20:46, 02 Lut 2010
Lady M
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 18 Lip 2009
Pochwał: 14

Posty: 6835

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

JaSzczurek napisał:
Dziwi mnie, że nie spodobała Ci się, bądź co bądź, konstruktywna krytyka, a bez słowa przeszłaś obok komentarza, kolegi Thombike'a.

Mmm - odwrócenie uwagi - swietna taktyka jednak...jak widac nieskuteczna.
Nie krytykowałem tylko skomentowałem - na krytyke tez trzeba zasłużyć.
To powyżej...i tak zostało powiedziane już zbyt wiele.



_________________
www.speedup.cal24.pl

PostWysłany: Wto 21:31, 02 Lut 2010
Thombike
Lekarz rodzinny
Lekarz rodzinny



Dołączył: 01 Lut 2010
Pochwał: 2
Ostrzeżeń: 2

Posty: 365

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No i widzicie? Samolot z Housem i Cuddy się rozbił i od razu wszyscy się nerwowi zrobili hahaha
Czyli jednak cos w tym jest xP



_________________
Wyznaję Chaseronizm totalny Very Happy
Każda Hambarr chaseronowa na pizzę zawsze gotowa
Ależ owszem, zgadza się – ona w schowku kryje się!
- by Chasper:*
Sinaj - my sweet soulmate :*:*
Moja zÓa maagdaa umilająca mi chwile w schowku Twisted Evil złota lista
Johnny, johnny, john--> http://johnnydepp.blox.pl/html

PostWysłany: Wto 21:42, 02 Lut 2010
Hambarr
Psychiatra
Psychiatra



Dołączył: 30 Lip 2009
Pochwał: 30

Posty: 3852

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.16271 sekund, Zapytań SQL: 14