Test [M]

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Test [M]

Cytat:
A tak, żeby nie było, że tylko tłumaczę. Wink
Mam nadzieję, że da się to czytać. Ocenę - jak zawsze - pozostawiam Wam.








House siedział w swoim gabinecie pochylony nad kartą pacjenta. Objawy kompletnie do siebie nie pasowały - od kilkunastu dni próbowali rozgryźć na co choruje, jednak wciąż bezskutecznie. A czas, który mu pozostał, nieubłaganie się kończył. Nagle drzwi się otwarły i stanęła w nich Cuddy.
Wyglądała, jakby się nad czymś zastanawiała, jakby nie była pewna tego, co robi. Przekroczyła próg, ale nie zbliżyła się do biurka. House obserwował ją, ale nie komentował.
W końcu Lisa wzięła głęboki oddech i podeszła do niego.
- Zrobisz coś dla mnie? - wypaliła prosto z mostu.
- Ależ oczywiście. Co tylko zechcesz - uśmiechnął się do niej prawie serdecznie.
- Poważnie?
- Dobrze wiesz, że nie. Po co głupio pytasz?
- Och... w porządku.
Odwróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając House'a kompletnie osłupiałego. Co to, do ciężkiej cholery, było? Najpierw ta prośba, kompletnie od czapy, a potem tak po prostu przyjęła jego odmowę? Zamiast wkurzać się i kłócić tak długo, aż by uległ, ona po prostu wyszła? Musiało jej nie zależeć. Tylko po co w takim razie w ogóle do niego przychodziła?
No i co, na litość boską, miał znaczyć ten żal w jej oczach, zanim się odwróciła? Ta rezygnacja? Chyba nie sądziła, że odpowie inaczej? Nie mogła tak sądzić, prawda? Przecież go znała...

Dwa tygodnie diagnozowania i najróżniejszych terapii. Pół godziny reanimacji. I wszystko na nic. Pacjent zmarł, a oni wciąż nie wiedzieli co było przyczyną.
House odesłał kaczuszki do domu, sam zaś siedział w gabinecie i uparcie wpatrywał się w białą tablicę, zapisaną objawami.
- Trzymaj - usłyszał głos Cuddy. Wyciągała ku niemu kubek z kawą. Nawet nie zauważył kiedy weszła. - Nie jesteś wszechwiedzący, nie wszystkich uda ci się uratować - dodała, siadając obok niego.
- Wiem.
- Co wykazała sekcja?
- Nic. Była nierozstrzygająca. Glejakowatość mózgu pasuje najlepiej, ale Wilson badał go pod kątem nowotworu i nic nie znalazł.
- Idź do domu. Odpocznij. Pomyślisz o tym jutro, na spokojnie.
House nie do końca rozumiał zachowanie swojej szefowej. Nie pierwszy to i nie ostatni pacjent, którego nie udało się wyleczyć. Nie miał z tego powodu depresji, chciał tylko poznać prawdę. Dlaczego więc ona próbuje go... pocieszać?! Dlaczego kładzie mu rękę na ramię, dlaczego patrzy tak ciepło?
- Dzięki, poradzę sobie - warknął i wstał, przerywając tę ckliwą scenę.
Lisa skrzywiła się lekko, jakby coś ją zabolało, ale nic nie powiedziała. Odezwała się dopiero po chwili, wstając z krzesła i wychodząc na korytarz:
- Dobranoc, House.
Drzwi zamknęły się za nią bezszelestnie, pozostawiając House'a z mętlikiem w głowie.

Kolejne dni mijały, a House wciąż próbował rozgryźć zachowanie Lisy. Coś się zmieniło, a on nie miał pojęcia co. Częściej do niego przychodziła, pytała o samopoczucie i sprawy zawodowe. Dalej się z nim kłóciła kiedy robił głupstwa, albo kiedy nie robił nic, ale i kłótnie się zmieniły. Niby krzyczała, ale bez złości. Reagował na to wszystko jeszcze większym niż zwykle sarkazmem, ironią, niewybrednymi komentarzami. Czasem tylko widział ten smutek w jej oczach, kiedy kolejny raz ją obraził.

W poniedziałkową noc, około drugiej, obudził go dzwięk telefonu. Próbował nie reagować, ale dzwoniący był wytrwały. Spojrzał na wyświetlacz. Cuddy.
- Czego? - jęknął do słuchawki.
- House, musisz natychmiast do mnie przyjechać!
- Nie mam ochoty na seks.
- Nie wydurniaj się, nie pora na to. Uwierz mi, że robię to niechętnie, ale musisz zaopiekować się Rachel. W szpitalu był pożar, prawdopodobnie podpalenie. Muszę tam pojechać, a nie znajdę o tej porze opiekunki. Naprawdę nie wymagam od ciebie śpiewania jej kołysanek, tylko bądź w domu gdyby się obudziła.
- Zwariowałaś? - powiedział już całkiem przytomny. - Nie nadaję się do opieki nad dziećmi. A poza tym, nie odpuszczę sobie takiego widowiska. Jadę do szpitala. Zostaw ją u Wilsona.
- House! - krzyknęła błagalnie. - Wilson jest w szpitalu. Jak i cała reszta. Wszyscy biegają jak w ukropie, udzielają pierwszej pomocy rannym. Naprawdę się tam teraz nie przydasz.
- Do zobaczenia w szpitalu, Cuddy - odpowiedział i rozłączył się.

Kiedy sytuacja w PPTH została ustabilizowana, ogień ugaszony, a ranni otrzymali niezbędną pomoc, nadeszła pora na refleksję i ocenianie zniszczeń. House i Wilson szli korytarzem, rozglądając się po salach.
- Nie mogę uwierzyć, że Lisa nie przyjechała - mruknął James.
House stanął jak wryty. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nigdzie jej nie widział. W obliczu zagrożenia nie miał czasu się za nią rozglądać.
- Nie było jej? - upewnił się. Przyjaciel pokręcił przecząco głową. - Muszę lecieć.
Bez słowa wyjaśnienia odwrócił się i ruszył do windy.
Jeśli Cuddy nie przyjechała do szpitala w tak krytycznym momencie, coś musiało się stać. A on zamierzał się dowiedzieć co.

Otworzyła mu po kilku minutach, w szlafroku i z potarganymi włosami.
- Zdejmij rękę z dzwonka - warknęła wściekła. - Rachel śpi.
- Nie przyjechałaś.
- Miałam zostawić dziecko samo w domu? Mój zastępca powinien sobie poradzić. Wejdź.
- Zastępca?! - powtórzył zaskoczony. Podążał za nią do salonu. Po drodze zauważył, że dom był dziwnie pusty. Zniknęły wszystkie osobiste rzeczy - zdjęcia, książki, bibeloty. Na korytarzu stało kilka dużych pudeł. - Co to, do cholery, ma znaczyć?
- Wyprowadzam się - gniew się ulotnił, Lisa znowu była dziwnie smutna.
- Kupiłaś nowe mieszkanie?
- Uhum. W Nowym Jorku.
- Żartujesz?
- Bynajmniej. Próbowałam ci o tym powiedzieć, ale mnie nie słuchałeś. Przestałeś też przychodzić do mojego gabinetu, więc nie mogłeś zauważyć, że zmienił się wystrój. Nowego szefa miałeś poznać jutro.
Popatrzył na nią zbyt zszokowany, żeby się odezwać. Widząc to, Lisa kontynuowała:
- Zapropoowano mi członkostwo w zarządzie kilku szpitali. Krótsze i stabilne godziny pracy oraz lepsze zarobki. Będę mogła więcej czasu poświęcić Rachel i przy okazji zapewić jej wszystko, co niezbędne.
- A ja? - wyrwało mi się, zanim zdążył pomyśleć. Zaczął się w myślach wyzywać od najgorszych, jednocześnie obserwując reakcję Cuddy. Wyglądała, jakby biła się z samą sobą - odpowiadać, czy nie? W końcu podjęła decyzję. Postawiła na szczerość.
- Miałeś swoją szansę, House. Nie zauważyłeś, że minione dni były inne? Starałam się poprawić nasze relacje i jednocześnie sprawdzić, czy możemy być dla siebie kimś wiecej, niż wiecznie przekomarzającymi się współpracownikami. Coś a'la test.
Wszystko zaczęło mu się układać w logiczną całość. Faktycznie, coś tam wspominała o "poważnej rozmowie", "ważnej sprawie" i innych tego typu, ale myślał, że chodzi o to, co zwykle - klinika, pacjenci, pozwy...
Poza tym był zbyt zajęty rowiązywaniem zagadni, żeby zwracać uwagę na coś innego. Idiota! I jeszcze te wszystkie przycinki, których sobie nie szczędził, podczas gdy ona... Miał ochotę strzelić sobie w łeb.
- Zdałem? - zapytał cicho, choć był boleśnie świadom odpowiedzi.
- Na szczęście nie - odpowiedziała, uśmiechając się lekko. I znów go zaskoczyła.
- Na szczęście?
- Ułatwiłeś mi tym decyzję o wyjeździe. Gdyby okazało się, że w jakiś sposób ci na mnie zależy, wahałabym się. Pewnie zostałabym. Ale mam już dość zabawy w kotka i myszkę - tłumaczyła, odprowadzając go do drzwi. - Nie mogłeś nawet przyjść tutaj dziś w nocy, żeby mi pomóc. Ważniejsze było dla ciebie oglądanie pożaru. Tu już nawet nie chodzi o mnie, to zwykły humanitaryzm. Ale nie byłeś do tego zdolny - urwała na chwilę. Łamiącym się głosem dokończyła:
- Naprawdę próbowałam. Nie raz. Ale nie chciałeś z tego skorzystać - pochyliła głowę, by ukryć napływające łzy. Nie dostrzegła przez to bólu w oczach House'a. Usłyszała tylko jak zamknęły się za nim drzwi.
- Żegnaj, House.



PostWysłany: Pon 16:25, 19 Paź 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

to nie jest miniaturka? będzie ciąg dalszy?
Wspaniale wciągającego fika napisałaś



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Pon 16:44, 19 Paź 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ojacie to jest boskie ... Razz
Będzie następna częśćzapytajnik Laughing

- miło się czyta
- i jest takie ... inne WSPANIAŁE



_________________
I WATCH FOR CUDDY ! serducho
my sweet daughter - maagdaa
Dumnie należę do NBA -> Nimfkowa Brygada ANTYspaniowa x D

PostWysłany: Pon 18:31, 19 Paź 2009
kretowa
Gastrolog
Gastrolog



Dołączył: 12 Wrz 2009
Pochwał: 3

Posty: 1406

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Obawiam się, że Was rozczaruję - to jest miniaturka, choć co prawda pierwotnie nią miała nie być.
Dziękuję :*



PostWysłany: Pon 19:28, 19 Paź 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To nie może być miniaturka xD. Sarusia może napisz ciąg dalszy? Zbyt ciekawe to jest żeby przestać w tym momencie Mr. Green



_________________

PostWysłany: Pon 19:32, 19 Paź 2009
Alextasha
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 08 Wrz 2009

Posty: 86

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

wow nie wiem co ci napisać po prostu czekam z utęsknieniem na dalsza cześć jestem pod wielkim wrażeniem:)



_________________

PostWysłany: Pon 19:42, 19 Paź 2009
janeczka85
Stomatolog
Stomatolog



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1
Ostrzeżeń: 1

Posty: 576

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sarusia napisał:
Obawiam się, że Was rozczaruję - to jest miniaturka, choć co prawda pierwotnie nią miała nie być.
Dziękuję :*


Może jednak powrócisz do pierwotnej wersji... No wiesz zazwyczaj 1 pomysł jest najlepszy Very Happy Pisz dalej xD



_________________

PostWysłany: Pon 19:51, 19 Paź 2009
Alextasha
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 08 Wrz 2009

Posty: 86

Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.05092 sekund, Zapytań SQL: 14