Unplugged

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Unplugged



ciąg dalszy dzielenia się starą "twórczością"



1.

Chodzenie na wysokich obcasach jest naprawdę wielką sztuką. Lisa Cuddy przeszła już na szpilkach setki kilometrów. Były one nieodzownym składnikiem jej uniformu, składającego się z idealnie dopasowanego, eleganckiego kostiumu oraz wydekoltowanej bluzki. Niektórzy sądzili, że to dzięki takiemu strojowi pani administrator zjednuje sympatię i pieniądze kolejnych sponsorów, ale ci, którzy dobrze ją znali, wiedzieli, że robiła to przede wszystkim dzięki swoim dyplomatycznym zdolnościom. Co nie znaczyło oczywiście, że żaden ze sponsorów nigdy ukradkiem nie zerkał na jej długie nogi czy duży dekolt.

Lisa Cuddy stała właśnie przed drzwiami windy i po raz trzeci wciskała guzik przywołujący kabinę. Wyglądała tak, jakby całkowicie zapomniała znaczenia słowa kompromis i dyplomacja. Z założonymi rękami, stukając czubkiem eleganckiego buta o lśniącą posadzkę szpitala, coraz bardziej niecierpliwie czekała na ni nadjeżdzającą windę. W końcu znudziło jej się czekanie. Podeszła do drzwi prowadzących na schody i po chwili w całej klatce schodowej echem odbijało się stukanie obcasów, szybko zbiegającej w dół po schodach pani administrator. Celem jej "wycieczki" po szpitalu, było odnalezienie głównego diagnosty, który pomimo swojego geniuszu w rozwiązywaniu medycznych zagadek, był również mistrzem w wykręcaniu się przeróżnymi sposobami od pracy w przychodni, gdzie teoretycznie powinien się zjawiać przez cały tydzień w godzinach 10:00 - 16:00, a praktycznie cudem było zastanie go tam, co drugi dzień, na kwadrans przez 16:00. Gregory House był nie tylko mistrzem w wymigiwaniu się od pracy w przychodni, ale także w chowaniu się w najróżniejszych miejscach szpitala przed administratorką, bezlitośnie zaganiającą go do nielubianej pracy.

Cuddy przeszukała już dach, oddział onkologiczny, salę, w której leżał ulubiony pacjent House'a, 70-letni staruszek w śpiączce, pokój lekarski na położnictwie (był tam duży telewizor odbierający kablówkę i wygodne fotele), wszystkie możliwe damskie i męskie toalety i inne dziwaczne miejsca w szpitalu, a obecnie biegła po schodach do podziemi, gdzie znajdowało się dosłownie ostatnie miejsce, w którym jeszcze nie szukała - kostnica.

Kiedy wyszła z klatki schodowej, stanęła w jednym końcu ciemnego, pustego korytarza. Na drugim końcu, widać było cienką strużkę światła wydobywającą się spod drzwi, co było o tyle dziwne, że kostnica powinna być całkowicie pusta. Po ostatnie ciało, które należało do pacjenta zmarłego podczas operacji, rodzina przyjechała wczesnym przedpołudniem. Według jej wiedzy, powinno być tu teraz całkowicie pusto. Jej kroki rozległy się w ciemnym korytarzu dudniącym echem. Nie była wcale zaskoczona, kiedy po wpisaniu kodu w elektrycznym zamku i otwarciu ciężkich metalowych drzwi, ujrzała swojego najlepszego diagnostę, siedzącego na blaszanym stole do sekcji, jedzącego chipsy i oglądającego jakiś hałaśliwy program w małym telewizorku na baterie. Wgapiony w malutki ekran, zdawał się jej nie zauważać. Odwrócił wzrok, dopiero, kiedy z całych sił trzasnęła ciężkimi drzwiami, robiąc przy tym ogromny hałas.

-House! - Wrzasnęła. - Zdajesz sobie sprawę, która godzina!? Wiesz gdzie powinieneś teraz być!?

- Dochodzi czwarta, zaraz zacznie się mój serial.

- House! Przychodnia... Mówi Ci to coś? Podpowiem Ci - to miejsce, w którym powinieneś być od sześciu godzin...

- Eeee... Takie z rzędem umywalek i wielkimi lustrami? Nie, to chyba łazienka... A, wiem! Takie z mnóstwem chorych ludzi, którzy zamęczają mnie kretyńskimi pytaniami?

- House... Wbrew pozorom, moja praca nie polega na bieganiu po całym szpitalu i szukaniu Cię, kiedy wymigujesz się od pracy w przychodni. Nie jestem poganiaczem niewolników, tylko administratorką. Gdyby było inaczej, przychodziłabym do pracy w butach do joggingu.

Cuddy wzięła głęboki oddech, żeby rozpocząć koleją serię pretensji, kiedy zdarzyło się niespodziewane. Wisząca nad ich głowami zamrugała złowieszczo, po czym zgasła. W jednaj chwili, zapadły całkowite ciemności. Jedynym źródłem światła stał się malutki ekran przenośnego telewizora. Cuddy u ułamku sekundy złapała za klamkę i dokonała okropnego odkrycia.

-House...- Powiedziała cicho słabym głosem - Jesteśmy zamknięci...

2.

Widząc jedynie zarys jego postaci, wystawiając przed siebie ręce, podeszła do stołu, na którym siedział i chwyciła go za rękaw marynarki.

-Cuddy, ty napalona kobieto, rozumiem, że to raczej niecodzienne okoliczności, ale nie musisz tak od razu wykorzystywać sytuacji. Może najpierw o tym porozmawiajmy... - House zdawał się nie być w ogóle przejęty.

- Jestem zamknięta z tobą w ciemnej, zimnej kostnicy... W miejscu, gdzie przechowują martwe ludzkie ciała... Myślisz, że pierwsze, o czym bym pomyślała to seks z Tobą? - Powiedziała, wypuszczając jego rękę.

- Ja na Twoim miejscu tak bym zrobił.

- Daj telefon, zadzwonimy po jakąś pomoc. Ktoś przyjdzie i po prostu otworzy nam te drzwi.

- Nie masz własnego?

- Został w gabinecie...

House sięgnął do kieszeni, po czym wyciągnął z niej wyłączony telefon.

- Ups... Chyba się rozładował.

Cuddy westchnęła. - Dobrze, w takim razie daj pager. -Uprzedzając jego kolejne pytanie dodała- Tak, mój został w gabinecie...

-Pager? Takie małe, elektroniczne urządzenie? Miałem kiedyś taki, pozbyłem się go. Chyba był zepsuty, ciągle piszczał.

- O Boże... - Cuddy stawała się coraz bardziej zdenerwowana. -Czyli zostaniemy tu, aż ktoś nie zauważy, że nie ma nas, tam gdzie powinniśmy być i nie zacznie nas szukać?

- Ciiicho... - Uciszył ją House. Od kilku minut przestał jej słuchać i znów wpatrywał się z swój mały telewizorek.

- House, nie uważasz, że nie powinieneś mnie w tym momencie uciszać? Pragnę Ci przypomnieć, że to przez Ciebie siedzimy ty teraz zamknięci i w ciemnościach.

- Nie wydaje mi się, słuchaj - Odpowiedział, po czym podkręcił głośność w telewizorku.


...Burze przechodzące nad New Yersey, niespodziewanie przybrały na sile. Niecałe pół godziny temu, prędkość wiatru wynosiła niecałe 180 km/h i nadal rośnie. Z godziny na godzinę straty są coraz większe. Wiatr zrywa dachy, niszczy samochody. Przewracające się drzewa poważnie uszkodziły linię elektryczną. Według naszych najnowszych informacji, od prądu odcięte jest pół miasta, w tym kilka dużych oddziałów banków i szpital - Princetone Plainsborough Teaching Hospital. Szpital rozpoczął już akcję ratunkową, najciężej chorzy pacjenci się przewożeni od innych szpitali. Straż pożarna zajmie się usuwaniem szkód, kiedy tylko siła wiatru zmaleje. Apelujemy o nie opuszczanie domów. Z powodu awarii prądu został uruchomiony nowy numer alarmowy, widoczny teraz na ekranie...

Prezenterka mówiła dalej, ale oboje już nie słuchali. Cuddy chwyciła House'a za rękaw marynarki i popatrzyła na niego ze strachem w oczach.

3.


Po chwili spuściła wzrok i puściła jego rękaw. Usiadła na stole do sekcji. Założyła nogę na nogę. Przeszukała kieszenie żakietu i znalazła w nich gumkę do włosów. Związała niesforne kosmyki w koński ogon. Oparła łokcie na kolanach. Podniosła się. Rozpuściła włosy. Zaczęła bawić się gumką, obracając ją między kciukami. Wstała. Podeszła do ściany. Odwróciła się na pięcie, po czym podeszła do przeciwległej ściany. Zawróciła i zrobiła to znowu. Znowu znowu. I znowu. Po dziesiątym razie, House, który przez cały czas przypatrywał się jej z zaciekawieniem, wstał, po czym chwycił ją za łokieć i zatrzymał w miejscu.

- Hej, hej... Kobieto, zatrzymaj się na chwilę, bo zaraz pomyślę, że masz jakiegoś pasożyta.

- Nie mogę. Boże, strasznie się denerwuję. Zdajesz sobie sprawę, co się dzieje tam na górze? Powinnam być teraz tam i nadzorować akcję ratunkową a nie siedzieć bezczynnie tutaj... -Wyrwała mu łokieć z dłoni, po czym znów zaczęła iść w stronę ściany. Kiedy wracała, House Stanął jej na drodze. Kiedy chciała go wyminąć, zagrodził jej drogę rękami. Chwycił ją za ramiona i popatrzył w oczy.

- Uspokój się. Twój pracoholizm jest, co najmniej chorobliwy. Niczego nie zdziałasz, chodząc bez sensu w tę i spowrotem. Tam na górze wszystko jest w jak najlepszym porządku. Nie jesteś aż tak niezastąpiona. Zamiast tak chodzić, usiądź sobie, zjedz chipsa i ciesz się moim towarzystwem.

Chcąc nie chcąc, Cuddy uśmiechnęła się i skinęła głową.

- Tak, wiem... Po prostu strasznie się denerwuje. Boje się po prostu, co może się tam dziać, kto tym wszystkim kieruje...

- Hej, nie przyznałaś mi właśnie racji, że nie powinnaś uważać się tam za niezastąpioną i odpuścić?

- Tak... Cóż... Mówiłeś coś o jakichś chipsach?


Przez następne piętnaście minut siedzieli na stole, jedząc na zmianę chipsy z foliowego opakowania i zerkając na wyjątkowo głupi talk-show lecący w telewizorku. Żadne z nich nie zwracało najmniejszej uwagi na treść programu. Oboje pochłonięci byli swoimi myślami. Bardzo by się zdziwili, gdyby dowiedzieli się, że w tym samym czasie myśleli prawie o tym samym. Kiedy chipsy się skończyły, popatrzyli na siebie, po czym, szybko odwracając wzrok, wbili spojrzenie spowrotem w mały ekranik. Po chwili Cuddy znów odwróciła głowę, wpatrując się w zarys profilu House'a oświetlany słabym, błękitnym światłem. Otworzyła usta, żeby o coś spytać, po czym je zamknęła. Odwróciła głowę. Po chwili znów spojrzała na niego i tym razem odważyła się zadać pytanie.

-Co pomyślałeś, kiedy zgasło światło?


4.


Odwrócił głowę i popatrzył na nią z zaciekawieniem.

- Pytasz, bo naprawdę chcesz wiedzieć, czy po prostu się nudzisz?- Spytał, żeby zyskać na czasie. Niespecjalnie miał ochotę szczerze odpowiadać na to pytanie.

- Jedno i drugie.

Naprawdę wydaje Ci się, że powiem prawdę? -- Pomyślał - Poza tym, nawet jeśli, to czy coś by to zmieniło?

- Pomyślałem, że bycie uwięzionym z Tobą, to zawsze lepsze niż bycie uwięzionym z Wilsonem... - Na twarzy Cuddy zagościł lekki uśmiech, który szybko zniknął, kiedy tylko House dokończył zdanie. -... ale gorsze, od bycia uwięzionym tu z grupą napalonych dwudziestek.

- Dlaczego właściwie spodziewałam się czegoś innego niż odpowiedzi na poziomie czternastolatka? -Spytała samą siebie.

-Nie mam pojęcia. A co Ty pomyślałaś? - Dodał po chwili.

- Dlaczego musiałam zatrzasnąć się z Tobą akurat tutaj...

- Rozumiem, że wolałbyś być ze mną zamknięta w hotelowym apartamencie dla nowożeńców, ale jeśli nadal będziesz mi się tak narzucać, niezaspokojona kobieto, uznam to za molestowanie!

- Spróbuj mi uwierzyć na słowo, że nie mam specjalnej ochoty na seks, kiedy jestem zamknięta w pomieszczeniu do przechowywaniu martwych ciał.

- Hej, mówisz o nich, jakby to były mrożone kurczaki! To kiedyś byli ludzie, wiesz? - Zawołał House, szczerze oburzonym tonem.

Cuddy uśmiechnęła się lekko. Podniosła głowę i przez chwilę wpatrywała się w sufit.

-Ciekawe, co się dzieje tam na górze... - Powiedziała cicho.

- Wow! Jesteś niesamowita. Potrafisz wytrzymać ponad pół godziny nie myśląc o ratowaniu świata.

- Przestań... Jak myślisz, kiedy ktoś nas uwolni?

- Tak Ci tu źle ze mną? - House zrobił minę zbitego pieska i zamrugał oczami. Przestał, dopiero, kiedy Cuddy wybuchnęła śmiechem. Pomasował sobie bolące udo, po czym sięgnął do kieszeni marynarki, po czym wyciągnął z niej plastikowe opakowanie leków i połknął wyciągniętą z niego pigułkę.

- A co, jeśli będziemy tu uwięzienie tak długo, że skończy Ci się zapas Vicodinu? -Spytała Cuddy złośliwie.

- Hej, nie strasz mnie tak! Co za szczęście, że to nowo-otwarte, pełne opakowanie...

Cuddy popatrzyła na niego uważnie przez chwilę, i powiedziała ze złośliwym uśmieszkiem- Wiesz, prawdopodobnie spędzimy tutaj sporo czasu, może powinniśmy wykorzystać go jakoś konstruktywnie...


5.

- A mówiłaś, że nie masz ochoty na seks... Jesteś strasznie niezdecydowana. Ale rozumiem, ciężko Ci się mi oprzeć.

Cudy uśmiechnęła się lekko

- House, nie chcę uprawiać z Tobą seksu. Myślałam raczej, że moglibyśmy porozmawiać.

- Kłamiesz. Ale dobrze, porozmawiajmy, mogę potraktować to jako pewien rodzaj gry wstępnej. O czym masz zamiar rozmawiać?

- O nas...

- Nas? Nie chcesz uprawiać ze mną seksu a mówisz o nas "My"? To chyba nieprawidłowa kolejność...

- O, Boże... Nie o nas w takim znaczeniu. O nas...o naszych relacjach... Zawodowych - Dodała, kiedy zobaczyła spojrzenie House'a.

- Po co? Wszystko z nimi w porządku.

- Jesteś pewien? Nie są specjalnie... normalne. To znaczy, Ty nigdy nie traktowałeś mnie jak szefową. Ja nigdy nie traktowałam Cię jak zwykłego pracownika. Nigdy nie zastanawiałeś się, dlaczego tak jest?

- Nie, po co?

Zapadła cisza. Po chwili Cuddy zadała pytanie, co do którego nie była pewna, czy zadanie go jest na pewno dobrym pomysłem.

- To dlatego, że kiedyś się ze sobą przespaliśmy?

- Czemu uważasz, że to akurat dlatego? To ciekawe, że akurat jako pierwszy podałaś właśnie ten powód...

- Po prostu to jest rzecz, która wyróżnia Cię spośród moich innych pracowników...

- Oprócz tego, że jestem nieziemsko pociągający. - Przerwał jej House

-... z żadnym z nich nigdy nie łączyło mnie nic w przeszłości.

- Łączyło? To był tylko... Jednorazowy seks. Nic więcej. -Powiedział, wątpiąc w ogóle, czy sam w to wierzy.

- Tak... Masz racje... - Przytaknęła mu Cuddy cicho.- To nic nie znaczyło...

6.



Przez chwilę panowała niezręczna cisza. Przerwało ją stukanie białych pastylek, w plastikowym, pomarańczowym opakowaniu, które House wyjął z kieszeni, żeby połknąć kolejny Vicodin.
Cuddy popatrzyła na niego spojrzeniem, w którym malowała się rezygnacja, smutek... ból? Nie, po prostu to lekkie światło włączonego nadal telewizorka odbijało się tak w jej oczach. To niemożliwe, żeby myślała, że to wtedy nie było tylko jedną z wielu innych nocy spędzonych z wieloma innymi dziewczynami... Przecież on tak uważał. Gdyby tak nie było, czy rozstaliby się wtedy tak szybko? Gdyby mu zależało, nie odszedłby i nie pozwoliłby jej odejść. Gdyby mu zależało... Dawno mu ma nikim nie zależało. Nie zależało mu na nikim już od ponad sześciu lat... Stacy odeszła od niego, kiedy zaczął walić mu się świat, przyspieszając proces jego walenia się. Od tamtej pory, był nieszczęśliwy. Nie był tylko pewien, czy już wcześniej nie zaczynał być nieszczęśliwy. Sam już nie wiedział, czy to zaczęło się wraz z odejściem Stacy czy ponad dwadzieścia lat wcześniej, kiedy odeszła Cuddy.

- A znaczyło? - Spytał po dłuższej chwili.

- Wtedy tak.

- A teraz?

- Teraz... Teraz to nie ma znaczenia...

Przez chwilę siedzieli, nic nie mówiąc. House udawał, że wpatruje się w ekran przenośnego telewizorka. Cuddy patrzyła na lśniące uchwyty szuflad, w których przechowywane zazwyczaj były zwłoki.

Nagle, blask na krawędziach uchwytów, pochodzący od słabego światła ekranu zniknął. Zniknął zarys postaci House'a. Zniknął stół, na którym siedzieli. Zapanowały całkowite ciemności.

- Cholera, chyba wyczerpały się baterie. - Zaklął House, kiedy poczuł, że jego dłoni dotykają szczupłe, ciepłe palce.

-House... - Powiedziała cicho Cuddy. Brzmiała, jakby była naprawdę przerażona. House uśmiechnął się kącikiem ust.

- Nie uwierzę w to, dopóki nie powiesz tego na głos...- Powiedział rozbawionym tonem. - Boisz się ciemności, Cuddy?


7.

Cuddy zacisnęła palce wokół dłoni House'a. Zaczęła zastanawiać się, czy lepiej zacząć rozmawiać o tylko trochę upokarzającym strachu przed ciemnością, czy bardzo upokarzającym odsłonieniem swoich uczuć i słabości. Czuła się upokorzona tym, co się przed chwilą wydarzyło. Sama nie wiedziała, dlaczego wydawało jej się, że dla House'a ta noc z przez 20 lat miałaby cokolwiek znaczyć. Bo kilka razy był dla niej miły? Bo parę razy popatrzył jej głęboko w oczy, nieodgadnionym spojrzeniem? Bo kila razy skomentował dwuznacznie jej ubiór? Boże, jaka była naiwna... Pomimo wszelkich przesłanek, które wskazywały na to, że mało co i kto go obchodzi, przez cały czas gdzieś w środku wierzyła, że to było dla niego coś więcej niż tylko seks. Okazało się, że noc, która było dla niej wszystkim, dla niego była niczym...
Długo nie chciała się przed sobą przyznać, ale to waśnie przez tą jedną noc, dawno na studiach, przez całe dorosłe życie nie umiała ułożyć sobie życia osobistego. Wszystkich mężczyzn porównywała do niego, każdą noc, to tej jednej, ale żaden nie był wystarczająco inteligentny, błyskotliwy i przystojny, żaden seks nie był tak cudowny i namiętny.
Miała nadzieję, że jeśli teraz spowrotem zajmą się dowcipną, złośliwą rozmową, House zajmie się wymyślaniem celnych ripost i zapomni o tych kilku słowach za dużo, które powiedziała przed chwilą.
Posiedzą tu przez jeszcze kilka godzin, przez tyle czasu mogą gadać o czymkolwiek, byleby nie poruszać tego tematu. Albo po prostu mogą siedzieć i się do siebie nie odzywać. Wszystko, byleby tylko bardziej się nie upokorzyć. Wiedziała, że gdyby się dowiedział co myśli, co czuje... Zgniótłby ją swoim sarkazmem i złośliwością jak małą muszkę, siedzącą na stole, gazetą. Może nie było to zbyt eleganckie porównanie, ale niezwykle trafne. Będzie, więc udawała, że nic się nie stało...

- Nie, nie boje się, House, nie bądź śmieszny...

- Jesteś tego całkowicie pewna? W takim razie, szuflady nie były całkiem puste, bo czuję czyjeś palce na mojej dłońmi. Są zadziwiająco ciepłe jak na nieboszczyka.

- Może trochę... Ty niczego się nie boisz?

- Psychopatów i kolejek w monopolowym jak wszyscy.

Cuddy puściła uścisk i dotykała teraz dłoni House'a tylko czubkami palców.

- Hej, nie chcę, żebyś zaczęła tu wpadać w panikę. - Powiedział, znów chwytając ją za rękę.

- Pozwalam Ci się trzymać za rękę, ale nie wyobrażaj sobie za wiele..

- W tym momencie wyobrażam sobie, jaki okropny uraz z dzieciństwa spowodował u Ciebie strach przed ciemnością.

- Mój starszy brat.

- Nigdy nie mówiłaś, że masz starszego brata. Nigdy nie mówiłaś, że masz jakiegokolwiek brata.

- Nie przypominam sobie, żebyśmy kiedykolwiek rozmawiali o rodzeństwie, rodzicach, ulubionym cieście idealnym partnerze i najpiękniejszych świętach Bożego Narodzenia..

- Możemy porozmawiać teraz... Skoro i tak nic więcej ni możemy robić.

- Taaak...

- Serio. Rodzeństwo... Nie mam rodzeństwa. Mam za to rodziców, nazywają się mama i tata. Ulubione ciasto... Boże, co za głupie pytanie... Szarlotka albo takie z mnóstwem kremu na górze. Idealny partner? Wysoki, z niebieskimi oczami, niesamowicie inteligentny, błyskotliwy, bardzo seksowny... Hej, to ja! Najpiękniejsze święta? W zeszłym roku, z butelką brandy i dziewiętnastolatką przebraną za Śnieżynkę.

- Właściwie, mogłam przewidzieć Twoje odpowiedzi. Chociaż... Nie wiedziałam, że lubisz ciastka z kremem.

- Lubię. Zwłaszcza jak mają taką śmieszną wisienkę na górze. No, teraz Twoja kolej...

- Co?

- Rodzeństwo, rodzice... Co dalej? Idealny partner... Aha, no i ciastko.

- Mówisz serio?

- Jak najbardziej.

- Ok, jak chcesz... Mam starszego brata, Danny'ego, jest informatykiem w dużej firmie komputerowej i młodsza siostrę Tess, jest architektem. Rodzice... Tata Jack, był dentystą...

- "Był”, dlatego, że już nie żyje?

- Nie. Był, dlatego, że od dawna jest na emeryturze. Mama, Ellen, uczyła matematyki w liceum.

- Jest na emeryturze?

- Nie. Umarła trzy lata temu. Rak mózgu.

Przez chwilę panowała cisza. Cuddy, bojąc się, że rozmowa zejdzie na niechciany przez nią temat, postanowiła kontynuować.

- Co było dalej... Święta? Ostatnie, które spędziłam z mamą. Trzy lata temu. Ulubione ciastko... Z czekoladowe. Z dużą ilością kremu i śmieszną wisienką na środku.

- Hej, nie odgapiaj odpowiedzi! - Zawołał tonem urażonego pięciolatka. - Jeszcze nie skoczyłaś odpowiadać...

- Nie? A co mi zostało?

- Idealny partner...

8.

Przez chwilę panowała cisza. Wreszcie, odezwała się Cuddy, zniecierpliwionym głosem.

- Dobrze, House, skończmy już tą farsę...

- Farsę?- House brzmiał, jakby naprawdę był zdziwiony.

- Dobrze wiesz, że nie pytasz po to, żeby sprawdzić, czy pasujesz do mojego ideału faceta. Pytasz, bo jeśli Ci szczerze odpowiem, będziesz miał kolejny powód do kpin. Zawsze tak robisz. Wyciągasz z ludzi najgłębiej schowane sekrety a potem z nich kpisz. A to, jak wtedy się czują... Kogo to obchodzi? Na pewno nie Ciebie. Ciebie obchodzisz tylko Ty sam. - Z każdym zdaniem jej ton był coraz bardziej agresywny.

- Naprawdę tak myślisz?

- Nie. Chociaż chciałabym... - Oparła cicho.

- Dlaczego?

Przez chwilę znów zapanowała cisza. Cuddy nie wiedziała, czy mu odpowiedzieć. Jeśli by odpowiedziała, zrobiłaby to, czego cały czas chciała uniknąć - odsłoniłaby swoje uczucia.
House przesunął dłoń po jej palcach. Wzdrygnęła się, jakby się przestraszyła, po czym chwyciła go mocniej za rękę.

- Boisz się - Odezwał się po chwili.

- Nie.

- Kłamiesz. Boisz się, że jeśli jakkolwiek się odsłonisz, przestaniesz wydawać się taka silna, na jaką chcesz wyglądać. Boisz się pokazać słabość.

- Ty nie?

- Moją ciężko jest ukryć... - Odparł, grzechocząc plastikowym opakowaniem Vicodinu.

Znów oboje zamilkli. Cisza, która zapanowała była wręcz przerażająca. Słychać było tylko ciche oddechy. Po chwili ciszę przerwał dźwięk otwieranego opakowania Vicodinu. House puścił rękę Cuddy, po czym wysypał sobie dwie tabletki na dłoń. Połknął je, schował Vicodin do kieszeni marynarki i z powrotem chwycił w dłoń szczupłe palce Cuddy.

- Dokończysz? - Spytał cicho.

- Naprawdę chcesz?

- Tak.


9.

- Ty pierwszy...

- Co? Ja powiedziałem już wszystko.

- Wiesz, o czym mówię.

- Wiem. Wiem, ale... -Powiedział tonem, który u każdej innej osoby, Cuddy nazwałaby zakłopotanym.

- Ok, niech Ci będzie... Ale proszę Cię, cokolwiek teraz powie któreś z nas... Zapomnimy o tym, kiedy tylko zapali się światło. -Ciemność i jego bliskość sprawiły, że bała się, że przestanie kontrolować to, co mówi. Musiała się jakoś zabezpieczyć, gdyby powiedziała o słowo za dużo.

- To zależy do tego, co to będzie...

- Co?

- Nigdy, jeśli powiesz, że dożywotnio zwalniasz mnie z dyżurów w klinice. - Wyjaśnił stanowczym tonem. Cuddy roześmiała się cicho.

- O nie... Może potrafisz manipulować ludźmi, ale nigdy nie skłonisz mnie do powiedzenia czegoś takiego, o to możesz być spokojny.

- Nie zmieniaj tematu, miałaś mówić o czymś innym...

- Naprawdę nie mam pojęcia, czemu Ci tak na tym zależy. Ale dobrze... Idealny partner, tak? Ktoś, kto nie będzie chciał mnie zmieniać. Ktoś, kto nie przestraszy się zobowiązań i wspólnej codzienności. Ktoś, kto będzie umiał się ze mną kłócić. Uśmiechnęła się mając przed oczami jej liczne sprzeczki z House'm w jej gabinecie. W tym akurat był mistrzem. Oczywiście cholernie inteligentny, błyskotliwy... I bardzo przystojny.


- Hej, wychodzi na to, że jestem idealnym partnerem dla nas obojga! To będzie trudne do pogodzenia...

- Nie przypominam sobie, żebym w moim opisie zawarła słowa: arogancki, bezczelny, egoistyczny dupek.

- Ranisz mnie, wiesz? Ja też mam uczucia. - Odpowiedział tonem urażonego pięciolatka

- Teraz Twoja kolej...

- Albo mi się wydawało, albo to samo powiedziałem przed chwilą.

- Nie zmieniaj tematu.

- To na pewno powiedziałem przed chwilą.

- Więc?

- Bardzo seksowna, z długimi nogami, wysoka... Około metra siedemdziesiąt, wymiary... Mniej więcej 95x60x90...

- Miałam na myśli raczej cechy charakteru...

- Co? - House udał szczere oburzenie, lecz po chwili jego ton stał się bardziej poważny - Musi umieć być ze mną... Jeśli będzie to potrafiła, to znaczy, że będzie miała wszystkie cechy, jakich szukam...

- Stacy nie potrafiła? -Spytała po chwili cicho.

10.


- Stacy... Cóż, jej wymiary, nie były...

- Wiesz, o co pytam. - Przerwała mu cicho, poważnym i zarazem nieśmiałym tonem. Przez chwilę bała się, że mogło być to zbyt osobiste pytanie, jednak zaryzykowała zadanie go. Zauważyła, że House powoli, zaczął otwierać malutką furtkę, w grubym murze oddzielającym go od reszty ludzi. Szczere mówiąc była tym zdziwiona. Nie faktem istnienia furtki, bo zawsze wiedziała, że istnieje, ale tym, że tak łatwo udało się jej odnaleźć klucz. Ale wystarczył jeden fałszywy krok, jedno słowo za dużo i furtka mogła zatrzasnąć jej się przed nosem i nigdy już nie otworzyć.

- Skoro odeszła, to najwyraźniej nie potrafiła. - Odpowiedział poważnie.

- Myślałam, że rozstaliście się, bo obwiniałeś ją za to, co zdecydowała... Z Twoją nogą...

- To był tylko ostateczny powód. Nie potrafiła być z Housem takim, jakim był. Chciała być z Housem, takim, jakim według niej mógłby być.

- House, który był, nie mógł się stać House'm takim, jakiego chciała?

- Ludzie się nie zmieniają.

- Ludzie się zmieniają... Trochę.

- Podważasz podstawy mojego światopoglądu? Mam nadzieję, że masz jakiś mocny argument. - Powiedział, uśmiechając się lekko.

- Nie jesteśmy takimi samym ludźmi, jakimi byliśmy dwadzieścia lat temu...

- Na pewno? - Spytał takim tonem, jakby pytał zupełnie, o co innego.


11.


Cuddy milczała. Nie była pewna, jak miałaby odpowiedzieć. Może była to wina tej dziwnej sytuacji -zamknięcia, całkowitych ciemności, dotyku jego dłoni i unoszącego się w powietrzu zapachu jego wody kolońskiej, może tego, że wraz z poruszeniem tematu przeszłości powróciły ukrywane długo emocje, ale najwyraźniej jej wyobraźnia pracowała na wyższych niż zwykle obrotach. Wydawało jej się, że pytając „ Na pewno?” chciał zapytać „Na pewno nie czujesz już tego co wtedy?”
Co czuła wtedy? Gdyby ktoś zapytał ją dwadzieścia lat temu, bez wahania odpowiedziałaby, że go kocha. Ale teraz, o dwadzieścia lat starsza, ze sporym bagażem doświadczeń, sukcesów i porażek, nie była tego taka pewna. Z jednej strony, bała się uczucia, które wywróciłoby do góry nogami jej pedantycznie uporządkowane życie. Z drugiej strony, marzyła właśnie o takim uczuciu. Miała nadzieję, że właśnie ono wypełniłoby tę pustkę w jej życiu, którą nieskutecznie usiłowała zapełnić papierkową robotą.
Ciemność. Zimny, metalowy stół do sekcji, na którym siedzieli. Ciepło jego ręki, w której ściskał jej dłoń. Jego zapach. Wszystko to sprawiło, że Cuddy poczuła się, jak nastolatka, którą posadzono w szkolnej ławce obok pierwszej miłości. Wiedziała, że nie może sobie na zbyt wiele pozwolić, ale każde jego poruszenie się, przesunięcie się w jej stronę, delikatny dotyk jego uda obok niej przyprawiał ją o dreszcz. Poczuła chęć oparcia głowy a jego ramieniu. Przechyliła delikatnie kark, dopóki kosmyki jej włosów nie dotknęły jego marynarki. Po kilku sekundach przestraszyła się, że mógł to poczuć, więc szybko poderwała głowę do pionu. Uśmiechnęła się sama do siebie. Nie wiedziała czy uśmiecha się, bo rozśmieszyła ją własna głupota i dziecinne zachowanie, czy dlatego, że zawstydziła się obrazów, co przez chwilę pojawiły się w jej wyobraźni...

12.

- Jesteś pewna, że nie czujesz już tego, co wtedy? - Miał zamiar dodać, ale nagle zabrakło mu odwagi.
Może to wina tej dziwnej sytuacji, tego, że siedzieli w całkowitych ciemnościach, albo tego, że wciąż trzymała go za rękę. Może dlatego, że w powietrzu wyczuwał lekki zapach jej perfum, a jej niesforne kosmyki włosów, delikatnie muskały jego szyję, ale przez chwile znów poczuł to, co wtedy, dwadzieścia lat temu. Jeśli miałby zrobić w tym momencie to, co dyktowały mu uczucia, puściłby jej rękę, wstał ze stołu, po czym wziął jej twarz w obie dłonie i pocałował.
Ale po pierwsze obawiał się, że wyśmiałaby go. Po drugie, obawiał się, że dostałby po twarzy. A jeśli te obie rzeczy by się nie stały, obawiał się, że prawdopodobnie nie skończyłoby się tylko na pocałunku. Świadomość, że siedzi obok niego niesamowicie seksowna, piękna kobieta, działała na niego jak na każdego normalnego faceta. Jeśliby dodać, że była to kobieta, z którą spędził najpiękniejszą noc w swoim życiu i że właśnie zorientował się, że to, co czuł dwadzieścia lat temu, wcale się nie zmieniło, nic dziwnego, że świadomość, że jest tak blisko działała na niego podwójnie. Może nie był romantykiem, ale stół do sekcji nawet jemu wydawał się dosyć makabryczną scenerią. Zamiast tego ograniczył się, do lekkiego przysunięcia się w jej kierunku. Kiedy dotknął nogą jej uda, poczuł, że zadrżała. Postanowił jednak nie nadinterpretowywać tego za bardzo, w końcu siedzieli na metalowym stole, a ogrzewanie, tak jak wszystko inne, z wiadomych względów od dłuższego czasu nie działało. Poza tym, nawet gdyby działało, kostnica nie byłaby raczej najcieplejszym miejscem w szpitalu. Zaczął żałować, że nie zostali zamknięci gdzieś indziej, może w innej scenerii byłoby mu łatwiej... Jego rozmyślania przerwał mu cichy szmer. Po chwili poczuł coś lekkiego na ramieniu i przyjemne łaskotanie w szyję. Zanim zdążył się zastanowić co to, uczucie zniknęło. Nie był pewien, ale wydawało mu się, że Cuddy położyła mu lekko głowę na ramieniu. Uśmiechnął się sam do siebie. Czy dlatego, że przez chwilę zaczął żałować, że zabrała głowę, czy dlatego, że przez chwilę naprawdę miał szczery zamiar puścić jej rękę, wstać ze stołu i zrobić to, co podpowiadała mu wyobraźnia? Sam nie był pewien...


13.

Przez chwile oboje milczeli. Każde było zajęte swoimi myślami. Gdyby nie fakt, że byli zamknięci sam na sam w kostnicy i istnienie bocznego obserwatora było niemożliwe, obserwator ten stwierdziłby, że zachowują się co najmniej dziwnie. Cuddy przechyliła głowę i po chwili poderwała ją do góry, kiedy tylko jej włosy dotknęły delikatnie jego marynarki. House przysunął się do niej tak blisko, że dotykali się ramionami. Wzdłuż lewej nogi czuł dotyk jej uda, tak wyraźnie, że był w stanie określić, w którym miejscu kończy się jej krótka, obcisła spódnica.

Przez chwilę, w całkowitych ciemnościach, oboje odwrócili głowy, jak gdyby chcieli popatrzeć się na siebie nawzajem. Gdyby nie ciemność, zauważyliby, że ich twarze dzieliły zaledwie centymetry. Po chwili spuścili głowy, znów zanurzając się we własnych myślach.


-O co pytałeś? - Spytała po dłuższej chwili Cuddy, kiedy ocknęła się ze stanu zamyślenia.

- Czy jesteś pewna, że... nie jesteśmy już tacy sami jak dwadzieścia lat temu...

- Nie wiem...

- Myślisz, że naprawdę się zmieniliśmy? Tylko dlatego, że mamy o kilka zmarszczek więcej i o kilka włosów mniej? Bo mamy za sobą więcej porażek niż wtedy? Zmieniłaś jeansy i trampki na kostium i szpilki, zabałaganiony pokój w akademiku na pedantycznie uporządkowany domek na przedmieściach a wieczory spędzone na plotkach z koleżankami w pubie i zarwane na naukę do kolokwium noce na wieczory, spędzane nad papierkową robotą, z kieliszkiem czerwonego wina w ręce, ale czy tak naprawdę się zmieniłaś? Może jesteś tylko bardziej nieszczęśliwa.


Cuddy milczała. Co mogła odpowiedzieć? Czuła, jakby czytał w jej myślach. To było przerażające uczucie. Wiedziała, że House ma talent, dar do obserwowania ludzi, ale nigdy nie sądziła, że on widzi tak wiele. Czy przypatrywał jej się tak uważnie, czy po prostu to było tak widoczne? Skoro wiedział tak dużo, czy wiedział jeszcze więcej?


- Miałem rację. - Stwierdził po chwili, z nutką satysfakcji w glosie. - Gdybym nie miał, nie milczałabyś tak długo. Zaraz wyskoczyłabyś z jakąś mniej lub bardziej celną ripostą, jak zwykle, kiedy się bronisz i próbujesz mi i sobie udowodnić, że się mylę. Ale Ty też masz rację. Zmieniłaś się. Kiedyś się nie bałaś.

- Czego?

- Uczuć.

- Nie boję się. - Odpowiedziała. Usiłowała powiedzieć to jak najbardziej stanowczo, ale najwyraźniej jej nie wyszło.

- Znowu kłamiesz. Boisz się. Boisz się, że coś przewróciłoby Twoje życie do góry nogami. Boisz się, bo wydaje Ci się, że już na to za późno, że nie wypada, że nie masz na to czasu. Wmawiasz sobie, że już tego nie potrzebujesz. -Mówił, coraz bardziej pewny siebie.

- Co ty możesz wiedzieć...

- Wiem. - Przerwał jej stanowczym i smutnym tonem.

- Ty też się boisz... - Powiedziała tonem odkrycia, sama zaskoczona tym co mówi. Wydawało się jej, że jest sam, bo nikogo nie potrzebuje. Nigdy nie sądziła, że on też się boi.


14.

Nie odpowiedział.

- Boisz się, że uczucie przewróciłoby Twoje życie do góry nogami. Boisz się, że otworzyłbyś się przed kimś i znów tego kogoś byś stracił. Boisz się, że nie jesteś nikomu potrzebny, taki jaki jesteś - arogancki, egoistyczny, bezczelny. Boisz się, że kolejna porażka Cię złamie, dlatego wolisz jej w ten sposób uniknąć. Więc wmawiasz sobie, że już tego nie potrzebujesz... Nie sądziłam, że jesteśmy do siebie tak podobni...

- Zawsze wiedziałem, że jesteśmy do siebie tak podobni...

- Niektóre rzeczy jednak nas nie łączą... - Odpowiedziała, myśląc, sama nie wiedząc który raz tego wieczoru, o tamtej nocy.

- Na przykład? - Spytał poważnie.

Przez chwilę miała ochotę powiedzieć mu, co myśli. Gorzkim tonem wyrzucić mu, że przez te wszystkie lata ceniła go bardziej niż na to zasługiwał. Że zawsze myślała, że tamta cudowna noc, dla nich obojga znaczyła bardzo dużo, i że dopiero dziś zorientowała się, że dla niego to nie miało znaczenia. Że gdzieś w środku cały czas czuła do niego to, co tamtej nocy. Chciała mu to powiedzieć i sprawdzić ja zareaguje Zaprzeczy? Wyzna, że dla niego to też wiele znaczyło? Wyśmieje ją? Chciała spytać, ale w ostatnim momencie zabrakło jej odwagi.

- Na przykład podejście do służbowych obowiązków -Odpowiedziała, nienawidząc siebie za to, że stchórzyła.

- Chciałaś powiedzieć zupełnie coś innego, prawda?

- Tak... - Odpowiedziała. Sama nie wiedziała czemu, ale zdecydowała się zaryzykować. Pragnienie dowiedzenia się, co myśli było silniejsze, niż strach przed upokorzeniem.

- Tamta noc... - Odpowiedziała cicho. - Zawsze myślałam... Uważałam, że to było coś więcej. Że wtedy... To nie był tylko seks. Że coś do siebie czuliśmy.

Przez chwilę panowała cisza. Cuddy zaczęła nienawidzić siebie za to, że to powiedziała.

- Jesteśmy do siebie podobni bardziej, niż sądziłem - Odezwał się cicho po chwili...

15.


Cuddy siedziała, wpatrując się w ciemność. Uczucia kłębiły się w niej i przez chwilę sama nie była pewna, co czuje...

Najpierw zażenowanie, wstyd, kiedy rzucił jej prosto w oczy prawdę, której sama wolała nie zauważać. Uświadomił jej, że jest nieszczęśliwa, że boi się uczuć... Nigdy nie sądziła, że tak dobrze ją znał...
Po chwili, olśnienie, zdziwienie. Tego nigdy by się nie spodziewała... Okazał się być do niej tak podobny... Zawsze myślała, że był sam, bo gardził innymi ludźmi. Że uważał, że uczucia są dla mięczaków. Że wolał być sam, bo nie chciał być od nikogo zależny i nie chciał się nikomu podporządkowywać. Nigdy nie sądziła, że on po prostu bał się otworzyć, bał się stracić ukochaną osobę... Nie wiedziała, że rozstanie ze Stacy tak go zraniło...
Chwilę później, znów obrót o 180 stopni... Złość, gorycz... Pytania zadawane samej sobie przez tyle lat... Odpowiedzi udzielane samej sobie, które w żadnym stopniu jej nie satysfakcjonowały... Chęć wykrzyczenia mu ich w twarz...
Ucieczka, wykręt... Nienawiść do siebie, że aż tak się boi... Że po raz kolejny ucieka... Ale on zauważył, że kłamała... Z dobrze ją znał...
Szybka decyzja. Z trudem wypowiedziane zdanie, które wiele razy i na wiele sposobów układała w myślach...

I w końcu zaskoczenie. Wiele razy zaskoczył ją już tego dnia, ale to przebijało wszystko. Jego odpowiedź, której tak bardzo pragnęła i zarazem tak bardzo się bała. Jego odpowiedź, którą uważała za tak nieprawdopodobną, że w pierwszej chwili wmówiła sobie, że się przesłyszała, że nie to miał na myśli.
Strach, zaskoczenie, wstyd... A teraz niesamowita... Ulga? Radość? Nie była pewna jak nazwać to, co czuje... Chciała, żeby pomógł jej to nazwać...

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, sama jeszcze dobrze nie wiedząc co. Wiedziała tylko, że nie może stracić kolejnej szansy, żeby od początku do końca wyjaśnić, co tak naprawdę było i jest między nimi. Jeśli coś miało się wyjaśnić, zacząć lub skoczyć, musiało się stać w tej chwili. Wiedziała, że ta chwila jest niepowtarzalna i kolejny raz już się przed sobą nie otworzą.

Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć i w tym momencie poczuła na swojej ręce zimno metalowego stołu, zamiast ciepłego uścisku jego dłoni.

Strach, pretensje do siebie, że dała ponieść się wyobraźni i zinterpretowała jego słowa tak, jak chciała je zrozumieć, nie tak jak on miał na myśli. Ogromny żal od niego, do siebie...

-House... Gdzie jesteś?- Zawołała cicho w ciemność...

- Tutaj. - Odpowiedział jej ledwo słyszalny szept, wprost do prawego ucha.


16.


Zapanowała grobowa cisza. Nic nie odpowiedziała. On sam, również nie wiedział, co mógłby powiedzieć. Gdyby nie te cholerne ciemności, mógłby wyczytać reakcję na jego słowa z jej twarzy. Teraz, musiał czekać na jej odpowiedź. Niespodziewanie dla siebie, odkrył, że strasznie niecierpliwie na nią czeka. Nie sądził, że kiedykolwiek jeszcze będzie mógł siebie jeszcze bardziej zaskoczyć, niż tak, jak zrobił to dziś.

Kiedy zgasły światła, nie przypuszczał, że sprawy przybiorą taki obrót. Nie sądził, że będą ze sobą tak rozmawiać... O łączącym ich kiedyś uczuciu, o którym każde z nich starało się zapomnieć... O tym, co dwadzieścia lat temu zrobili sobie nawzajem... Żadne z nich nie sądziło, że dla drugiego, ta jedna noc była tak samo ważna.


- Tamta noc... -Zawsze myślałam... Uważałam, że to było coś więcej. Że wtedy... To nie był tylko seks. Że coś do siebie czuliśmy.
Kiedy to powiedziała... Zdziwienie, szok... Nie umiał znaleźć słów, które oddałyby to, co poczuł w tym momencie...
- Jesteśmy do siebie podobni bardziej, niż sądziłem - Odezwał się cicho po chwili... Nie wiedział, co mógłby jeszcze powiedzieć. Chciał po prostu, żeby wiedziała, że on uważa tak samo.

Nigdy nie sądził, że dla niej to było takie ważne. Myślał, że był dla niej po prostu jednym z wielu. Przelotną znajomością na studiach. Wydawało mu się, że kiedy pracowali ze sobą, te kilkanaście lat później, to, co widział w jej oczach, to zwykły sentyment. Teraz nie był już tego pewien. Jeśli było coś jeszcze, jeśli coś do niego czuła...

Przez chwilę chciał coś powiedzieć. Sam jeszcze nie był pewien co, ale poczuł, że musi teraz coś zrobić. Wiedział, że taka chwila już nigdy się nie powtórzy... Jeśli cokolwiek mogłoby się wyjaśnić, jeśli mógłby się dowiedzieć, co czuła wtedy i co czuje teraz, mógł się tego dowiedzieć tylko wtedy. Kiedy z stąd wyjdą... Straci jedyną szansę.

Wiedział, że musi coś zrobić, ale jak na ironię, nie miał pojęcia, co mógłby powiedzieć. Nigdy się tak nie czuł. Może raz, jakieś trzydzieści cztery lata temu, w szkole podstawowej. Kompletnie nie mógł znaleźć słów, które nie brzmiałby by głupio i śmiesznie.

Nie wiedział, co mógłby powiedzieć, postanowił więc nie mówić. To, co zrobi będzie wystraszającym egzaminem. Za jednym razem, dowie się wszystkiego, czego chce wiedzieć. Najwyżej dostanie po twarzy.

Puścił jej rękę. Chwycił opartą o stół laskę i wstał. Chyba niczego nie usłyszała. Powoli podszedł do niej i stanął naprzeciwko. Oparł laskę o kant stołu i delikatnie musnął koniuszkami palców kosmyk jej włosów.

-House... Gdzie jesteś? - Zawołała cicho w ciemność...

Pochylił się nad nią i wyszeptał jej prosto do ucha. - Tutaj.


17.

-Greg... Co Ty... - Zaczęła cicho.

-Ciii...- Powiedział tylko, kładąc jej palec na ustach.

Po chwili miejsce, na którym znajdował się jego palec, zajęły jego wargi. Delikatnie, jakby nieśmiało zaczął ją całować. Ku jego zdziwieniu, szybko oddała pocałunek, który z chwili na chwilę stawał się coraz bardziej namiętny. Zupełnie tak, jakby chcieli zdążyć się sobą nasycić, zanim coś im przerwie. Zupełnie tak, jakby to była ostatnia szansa na ostatni pocałunek. Po chwili, House odsunął się od niej. Gdyby nie ciemność, mogłaby zobaczyć, że wpatruje się w nią, spojrzeniem jednocześnie rozbawionym i śmiertelnie poważnym. Teraz wpatrywał się tym spojrzeniem w miejsce, gdzie teoretycznie powinna się znajdować.

- Co?- Spytała z lękiem w głosie. Znowu to robił Sprawiał, że nie wiedziała, co ma myśleć. Najpierw jego... Właśnie, co? Wyznanie? Potem pocałunek... Pocałunek dokładnie taki, jak dwadzieścia lat temu. Taki, po którym była gotowa na wszystko, po którym nie zastanawiała się nad niczym innym, byleby nie przestał trwać... A teraz...

- Nie sądziłem, że tak szybko...- Zaczął rozbawionym tonem.

- Och, zamknij się.- Przerwała mu szybko, po czym wyciągnęła rękę w kompletną ciemność.

Tak jak się spodziewała, natrafiła na klapę marynarki i przyciągnęła go do siebie. Nadal siedziała na metalowym stole, który był na tyle wysoki, że jej twarz była tylko nieco niżej od jego. Rozchyliła nogi i przyciągnęła do siebie tak mocno, że czuła każdy guzik jego koszuli wbijający się jej w ciało. Powoli odnalazła w ciemnościach jego twarz. Musnęła dłonią jego nieogolony policzek, miękkie usta, zmarszczone czoło, po czym zanurzyła palce w rozczochranych włosach. Drugą ręką jeszcze mocniej przycisnęła do siebie i pocałowała go. Dokładnie tak jak wtedy. Oczywiście, szybko oddał pocałunek. Jego dłonie, zaczęły powoli błądzić po jej ciele. Najpierw na plecach, ramionach, potem powędrowały pod jej żakiet. Zdjął jej ręce ze swojej głowy, po czym powoli, wciąż nie przerywając pocałunku zdjął z niej idealnie dopasowaną górę od kostiumu.

Czuła jego dłonie, delikatnie wędrujące po jej ciele, po szyi, ramionach, plecach, talii, brzuchu... Poczuła się dokładnie jak te dwadzieścia lat temu. Poczuła w sobie ten ogień, który nie płonął w niej od tak dawna... Prawdopodobnie był jedynym mężczyzną, który mógł go w niej rozpalić... Wiedziała, że to jedyna szansa, żeby powtórzyć to, co zrobili dwadzieścia lat temu, nie popełniając przy tym tych samych błędów.

Po chwili walki samej z sobą, przerwała namiętny pocałunek i wyszeptała mu do ucha -Wiesz, do czego to poprowadzi...

- Wiem - Odpowiedział cicho, nie przestając zbliżać się dłońmi do guzików jej wydekoltowanej bluzeczki.

Złapała do za rękę i zatrzymała ją w momencie, kiedy już prawie rozpięła pierwszy guzik.

-Nie chcę, żeby to się skończyło tak, jak wtedy.- Powiedziała stanowczo.

- Ja też nie.

- Nie wiem, czy wiesz, co mam na myśli...

- Wiem.

Nie musiała mu nic tłumaczyć ani wyjaśniać. Tego dnia zdążyła się już przekonać, że zna ją wystarczająco dobrze. Czasami nawet lepiej, niż ona znała samą siebie.
Szybkim ruchem, ściągnęła z niego marynarkę, która cicho spadła na podłogę.
Jego dłonie, kontynuowały to, co zaczęły, rozpinając po kolei guziczki jej bluzki. Z każdym kolejnym ruchem, jego oczom ukazywał się jej najpierw brzuch, później czarny, koronkowy biustonosz, zakrywający jej piersi. Ostatni guzik, nie chciał najwyraźniej zostać rozpięty, więc House musiał poradzić sobie w inny sposób. Ciszę, w której słychać było tylko ich przyspieszone oddechy przerwał odgłos guzika, odbijającego się od metalowej ściany i upadającego na podłogę.

Cuddy w międzyczasie zajęta była rozpinaniem guzików jego wymiętej koszuli, zdejmowaniem jej z niego i rzucaniem jej na podłogę.
Ich usta znów połączyły się w namiętnym pocałunku, co nie przeszkadzało im, w ściąganiu z siebie nawzajem kolejnych części garderoby. Podczas, gdy Cuddy usiłowała rozpiąć jego pasek od spodni, House zajęty był rozpinaniem jej stanika. Oderwał jej usta od swoich, zdjął jej ręce ze swoich bioder i ściągnął z niej górną koronkową część bielizny.
W tym momencie, cholernie żałował, że jest tak ciemno. Po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat znalazł się z nią w takiej sytuacji a nawet nie mógł zobaczyć jak wygląda. Nie chodziło nawet tylko o to, że właśnie ściągnął z niej stanik i wreszcie mógłby zobaczyć w pełnej okazałości jej biust, który zazwyczaj mógł sobie tylko wyobrażać, patrząc się w jej duże dekolty. Chciał popatrzyć w jej oczy. Chciał się przekonać, czy patrzy na niego takim samym spojrzeniem jak wtedy, pełnym namiętności z uwodzicielskim błyskiem i czymś jeszcze, co ciężko było mu zdefiniować, ale było cholernie podniecające.
Delikatnie odłożył jej stanik na stół, na którym siedziała. Kiedy musnął wierzchem dłoni jej dekolt, zadrżała. Był dziwnie pewien, że nie dlatego, że miał zimne dłonie. Powoli, chcąc przeciągnąć tą chwilę jak najdłużej, dotykał jej piesi. Mimo, że nie mógł tego zobaczyć, był pewien, że wyglądają dokładnie tak, jak dwadzieścia lat temu. Delikatnie pocałował ją w usta, potem pochylił się, schodząc w dół jej szyi i dekoltu.

Gdyby potrafiła myśleć w tym momencie o czymkolwiek innym niż o jego ustach całujących delikatnie jej szyję, dekolt i piersi, Cuddy pomyślałaby właśnie, że kiedy schodziła po schodach w pustej klatce schodowej, szukając House'a, nigdy w życiu nie przypuszczałaby, że kilka godzin później będzie chciała uprawiać z nim seks na stole do sekcji i będzie na najlepszej drodze do zrobienia tego…


18.


Prawdopodobnie House, myślałby mniej więcej to samo, gdyby jego myśli nie pochłaniało całkowicie to, czym zajęty był w tym momencie...

Po chwili, oderwał wargi od smukłej szyi Cuddy i znów pocałował ją w usta. Jedyną rzeczą, o której pomyślał, zanim jego uwagi nie skupiły inne części jej ciała, było błaganie, do Boga, lub jakiejś innej istoty wyższej, która bezczelnie podglądała ich teraz z góry, żeby za żadne skarby nie dopuściła teraz do naprawienia prądu.
Po chwili jego myśli skupiły już całkowicie długie nogi Cuddy oplatające go, zwłaszcza jej szczupłe uda, schowane pod krótką spódniczką. Przez chwilę jeszcze, oderwał się od nich myślami, żeby pomóc Cuddy, w zdejmowaniu przez nią z niego, jego podkoszulka. Sądząc po odgłosie, zanim znalazła się na podłodze, rzucona koszulka odbiła się od ściany i przez chwilę zawisnęła na uchwycie jednej z szuflad w ścianie. Po wyrzuceniu kolejnej zbędnej części garderoby za siebie, House mógł wznowić przerwaną czynność, czyli delikatnie gładzić oplatające go nogi, coraz bardziej podciągając krępującą je spódniczkę.

Każdy jego ruch, przyprawiał ją o drżenie. Kiedy delikatnie przesuwał dłonie wzdłuż jej ud, miała ochotę zerwać z niego i siebie resztę ubrań, i... Chyba jeszcze nigdy w życiu nie pragnęła żadnego mężczyzny, tak jak w tym momencie. Nawet te dwadzieścia lat temu, nie chciała tego tak bardzo jak teraz. Zresztą, nie mogła tego chcieć tak jak teraz, nie była świadoma, co ją czeka. Teraz to wiedziała - najwspanialszy seks w jej życiu. Świadomość tego, tylko potęgowała pragnienie urzeczywistnienia tej wizji. Nagle, jego dłonie, zamiast kontynuować to, co zaczęły, zatrzymały się. Wyciągnął je, spod jej spódniczki i oparł je na jej ramionach.

- O co chodzi tym razem? - Spytała jednocześnie rozbawionym, zniecierpliwionym i zdenerwowanym tonem.

- Jesteś pewna?

- Słucham? - Spytała, a właściwie krzyknęła tonem, wyrażającym niedowierzanie i pretensję.

- Spytałem, czy jesteś pewna...

- Wiem, co powiedziałeś, nie mogę tylko uwierzyć, że to powiedziałeś. - Odpowiedziała. Przestraszyła się, że pyta, bo sam nie jest pewien. Nie rozumiała tego, bo wydawało się jej, że przed chwilą wyjaśnili sobie wszystko. Po raz kolejny tego wieczoru, nie wiedziała, co ma myśleć.

- Nie chcę... Nie chcę, żebyś miała potem moralnego kaca... Nie chcę, żebyś robiła to pod wpływem chwili, a potem żałowała... Żebyś źle się czuła, będąc ze mną... - Odpowiedział poważnie.

- Żartujesz? - Powiedziała, czułym tonem gładząc go po szorstkim policzku. Nie była w tym momencie w stanie powiedzieć nic innego. Gdyby można było cokolwiek zobaczyć, House zobaczyłby na jej twarzy, uśmiech, a w oczach czułość, która szybko ustąpiłaby miejsca diabelskim ognikom - Czy gdybym nie była pewna zrobiłabym to? - Spytała, powoli gładząc jego zdrową nogę, zmierzając dłonią w górę uda. Usłyszała, że wstrzymał przez chwilę oddech. Ich usta znów połączyły się w namiętnym pocałunku, a ręce Cuddy znalazły się przy zapięciu spodni House'a i sprawnie je rozpięły...

I w tym momencie stało się to, czego oboje nie chcieli najbardziej na świecie. Powoli, jedna po drugiej, najpierw delikatnie mrugając, później rozbłyskując coraz mocniejszym światłem, zaczęły zapalać się lampy nad ich głowami. Oboje przerwali namiętny pocałunek i zasłonili rękami oczy, które oślepił nagły blask światła. Po dłuższej chwili, kiedy już przyzwyczaili się do nagłej zmiany oświetlenia, popatrzyli na siebie.

House, chcąc nie chcąc, stwierdził, że oświetlenie nie ma jedynie samych minusów. Powoli, jakby chciał zeskanować i zapamiętać a zawsze to, co widzi, oglądał każdy centymetr jej ciała, doskonale widoczny w mocnym oświetleniu sali. Patrzył na nią tak lubieżnym wzrokiem, że na twarzy Cuddy, która zazwyczaj nie czerwieniła się pod śmiałymi spojrzeniami mężczyzn, wybuchł rumieniec. Spuściła wzrok na dół i zajęła poprawianiem sobie spódniczki. Nadal nie patrząc w górę, sięgnęła po biustonosz, kiedy męska ręka wydarła go jej z dłoni i rzuciła daleko na nią.

- Możemy to dokończyć... -Zaczęła, czując, że z chwili na chwilę, coraz bardziej jej poczucie obowiązku i poczucie przyzwoitości maleją, a umiejętność oparcia się mu znikła już całkiem. -Ale nie tutaj... - Dokończyła. Jej poczucie przyzwoitości jakby odżyło. - Pojedziemy do mnie. Obiecuję, że jeszcze do tego wrócimy.

- Obiecujesz?

- Słowo dyrektorki.

Po raz kolejny, pocałowali się namiętnie.

Kiedy skończyli, Cuddy zarządziła - Ubieraj się. I podaj mi mój stanik.

Po chwili, przed jej oczami, ukazała się drewniana laska, z przewieszonymi przez nią wszystkimi częściami garderoby, których obecnie nie miała na sobie. Szybko założyła je na siebie. Właśnie zapinała przedostatni guzik bluzki, i zastanawiała się, co stało się z ostatnim, brakującym guzikiem, kiedy usłyszała House'a, mówiącego głosem przedszkolaka - Mamoooo... Nie mogę znaleźć mojej koszulki...

Podniosła wzrok i popatrzyła na niego z rozbawieniem połączonym z politowaniem. Niestety, nie zareagował tak, jakby tego chciała, nadal stojąc bez ruchu, wpatrując się w nią z miną skarconego szczeniaka.

Westchnęła, po czym zeszła ze stołu, rejestrując nagle pojawienie się w jego spojrzeniu błysku zainteresowania, kiedy podwinęła jej się spódniczka. Koszulka leżała oczywiście pod ścianą, dosłownie kilka kroków od miejsca, w którym stał. Kiedy schylała się, żeby podnieść podkoszulek, poczuła jego spojrzenie. Od początku wiedziała, że zrobił to dlatego, żeby móc popatrzeć się na jej tyłek, co, ku jej zdziwieniu, właściwie sprawiło jej przyjemność. Podeszła do niego z podkoszulkiem w ręce, kołysząc biodrami. Przez chwilę, zawahał się, czy ubierać podkoszulek, czy raczej zedrzeć z niej jej ubranie i kontynuować to, co zaczęli. Po chwili zdecydował się na to pierwsze. Wolał uprawiać seks na łóżku w jej domu niż na stole w kostnicy. Przez chwilę stali na przeciwko siebie, patrząc sobie w oczy, jakby chcieli się pojedynkować, kto popatrzy na drugie bardziej lubieżnie. Po chwili, kiedy całkowicie jasne było, że wygrał House, Cuddy opuściła wzrok, patrząc się na czubki swoich butów. Kiedy podniosła wzrok, House miał już na sobie wreszcie podkoszulek i właśnie zakładał koszulę. Podeszła bliżej i zaczęła zapinać mu guziki.

-Nigdy nie wiedziałem, że ubieranie może być tak samo podniecające jak rozbieranie.

- Nie wiesz jeszcze wielu rzeczy... - Odparła kuszącym tonem.

- Masz zamiar nauczyć mnie jakichś sztuczek?

- Przekonasz się u mnie...

- Zadzwonię tylko do Wilsona, żeby nas nie szukał, bo pewnie obgryza swoje wypielęgnowane paznokcie, nie mogąc nas znaleźć w całym szpitalu. - Odpowiedział, sięgając do kieszeni trzymanej w ręce marynarki.

- Zadzwonię? Czy kilka godzin temu nie miałeś rozładowanego telefonu?

- Ups...

- House! Ukartowałeś to wszystko?

- Tak. Zanim przyszłaś, odpoczywałem po wykonaniu rytuału tańca deszczu.

Chcąc, nie chcąc, musiała się roześmiać. Po chwili, jej śmiech został brutalnie stłumiony, pocałunkiem, jaki został złożony na jej ustach.

- I tak bylibyśmy zamknięci. Gdybym miał naładowany telefon, cały czas dzwoniłabyś wszędzie z rozporządzeniami, dyktując pracownikom regulamin bhp. Tak chyba było ciekawiej, prawda?

Cuddy nie wypowiedziała tego na głos, ale w głębi serca przyznała mu rację.

House jeszcze raz omiótł wzrokiem pomieszczenie, w którym spędzili ostatnie kilka godzin, po czym przeniósł wzrok na kobietę, która kilka godzin temu była jedynie jego szefową. Teraz była jego niedoszłą kochanką i partnerką. Niedoszłą... Najwyższy czas pozbyć się tego niezgrabnego słowa.

- Mówiłaś coś o jakichś sztuczkach? - Spytał uwodzicielsko, otwierając przed nią drzwi do ciemnego korytarza.
19.


Im wyżej wchodzili po schodach, tym głośniej słychać było odgłosy dochodzące z góry. Chodzenie, bieganie, stukot obcasów i szuranie butami. Kółka wózków inwalidzkich, dzwonki telefonów, odgłos pisania na komputerze, skrzypienie otwieranych i zamykanych drzwi. Mnóstwo głosów - wołanie, krzyki, szepty, spokojne głosy lekarzy, zaniepokojone głosy pacjentów, zniecierpliwione głosy pielęgniarek i sanitariuszy.
Kiedy zaledwie kilka schodów dzieliło ich od drzwi prowadzących na szpitalny korytarz, Cuddy przystanęła i odwróciła się.

- Na pewno musimy tam wchodzić?

- Przed chwilą chciałem zostać, Ty kazałaś mi iść do góry. Jesteśmy już prawie na górze, Ty chcesz wracać. Mama mówiła mi, że kobiety są zmienne, ale zawsze wydawało mi się, że troszkę przesadza...

- Boję się, że nie będę mogła teraz spokojnie wrócić do domu. Zwali się na mnie mnóstwo roboty związanej z tym przenoszeniem pacjentów do innych szpitali...

- Chwila... Nie jesteś tu przypadkiem dyrektorką? Wiesz... Taką, która wszystkimi rządzi i mówi i im, co mają robić?

- To nie jest takie proste, House...

- Cuddy... To jest bardzo proste. Nie zatrudniasz tu tych wszystkich długonogich sekretarek, żeby parzyły Ci kawę. Od tego w tym szpitalu jest Foreman.

Cuddy uśmiechnęła się. Może to było dziwne, ale jego słowa dodały jej pewności siebie. Zeszła o stopień niżej, żeby zrównać się z nim wzrostem, po czym objęła go i pocałowała.

- Masz rację. Wezmę tylko torebkę z gabinetu i jedziemy do mnie. Musimy dokończyć to, co zaczęliśmy... - Odpowiedziała kuszącym tonem.

Uśmiechnął się kącikiem ust. Po raz pierwszy ta jej skrupulatność miała mu wyjść na dobre.
Po chwili znaleźli się na tłocznym korytarzu. Teraz należało tylko przemknąć się do wyjścia i pozostać niezauważonymi.
Udało im się, dopóki nie znaleźli się pod drzwiami gabinetu administratorki.
Kiedy zauważyła kto się zbliża, Cuddy szybko weszła do gabinetu. House został przed drzwiami i musiał zmierzyć się z nadchodzącym szybko Wilsonem, którego twarz wyrażała wściekłość i zdziwienie w jednym.

- Gdzieś Ty był? Zdajesz sobie sprawę, co się tu działo przez ostatnie cztery godziny? Szukałem Cię w całym szpitalu...

- Zostałem zamknięty... - Zaczął poważnym tonem, z rozbawieniem patrząc jak brwi przyjaciela podnoszą się z ciekawości- W przedsionku piekieł.

- Sprawdzałem w przychodni. Trzy razy. Nie było Cię tam.

- To było o wiele straszniejsze niż przychodnia... Zatrzasnąłem się w kostnicy. - Powiedział ostatnie słowo, jakby opowiadał historię o duchach i waśnie dotarł do kulminacyjnego momentu. - Z diablicą. - Dokończył prawie szeptem.

- Ciekawe, widziałem siostrę Brendę na górze, jakaś godzinę temu...

W tym momencie, drzwi gabinetu administratorki otworzyły się i wyszła z niego Cuddy. Popatrzyła na Wilsona zdziwionym wzrokiem. On odwdzięczył się jej tym samym, po czym jego spojrzenie powędrowało na jej dekolt, z powodu brakującego guzika koszuli, znacznie większego niż zazwyczaj.

- Chwila... Czy wy... - Zaczął marszcząc brwi i wskazując palcem na rozbawioną parę.

- Tak. - Przytaknął od razu House. Miał nadzieję, jak najszybciej skończyć tą rozmowę i jeszcze szybciej stąd zniknąć.

- To znaczy, że...

- Tak. - Odpowiedziała Cuddy stanowczo.

Wilson popatrzył na nią ze zdziwieniem i znów powędrował wzrokiem na jej dekolt.

- Co się stało z Twoim... guzikiem? - Spytał i po chwili tego pożałował. Jego wyobraźnia podsunęła mu wizję, którą bezskutecznie usiłował zignorować. - Nie, nie odpowiadajcie

- Nie mieliśmy zamiaru. Nie chciałbym, żebyś jeszcze bardziej się zaczerwienił, to mogłoby być groźne dla zdrowia.

- Czyli Wy...

- Tak. - Odpowiedzieli chórem.

- Nie dzwoń przed południem... - Pożegnał się z przyjacielem House z szatańskim uśmieszkiem na twarzy.


Koniec.



Autor postu otrzymał pochwałę.

_________________

avek i banner mojej roboty

TuSinka No. 16
Bo oboje nie lubimy poniedziałków... - Raz3r's sister ;*

PostWysłany: Czw 10:37, 21 Maj 2009
kremówka
Chirurg ogólny
Chirurg ogólny



Dołączył: 06 Maj 2009
Pochwał: 11

Posty: 2786

Miasto: Kraków
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O tak Mr. Green Świetne, śmieszne opowiadanie z jeszcze lepszym zakończeniem Laughing



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Czw 14:58, 21 Maj 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Boskie opowiadanie....zakochalam się w nim od razu. Brak mi słów które oddałyby mój zachwyt Smile
Tak wspaniale opisałaś ich przemyslenia, odczucia a dialogi są poprostu cudne... pomysł wspaniały i w ogóle mogłabym tutaj pisać same ochy i achy. Poprostu cud, miód i orzeszki serducho



_________________

avek by moniia2311 banner by Ewel Smile

Anything boys can do...girls can do better Smile

PostWysłany: Czw 14:59, 21 Maj 2009
kineczka90
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 23 Kwi 2009

Posty: 52

Miasto: Poznań/ Świnoujście
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kremóweczko, ten fick jest naprawdę świetny!! Na serio, bardzo mi się podoba. Lekko się go czyta i wciąga. Wink



_________________

"Rise and rise again until lambs become lions"

PostWysłany: Czw 17:25, 21 Maj 2009
matrixa1
Dermatolog
Dermatolog



Dołączył: 21 Lut 2009
Pochwał: 6

Posty: 942

Miasto: Legionowo
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

kremówka napisał:
ciąg dalszy dzielenia się starą "twórczością"


z Twojej "starej twórczosci" właśnie ten fik zapadł mi najbardziej w pamięć, chyba dzieki atmosferze, ktorą wytwoarzyłas w zimnej, ciemnej i starsznej kostnicy.
Pamiętam, jak bylam strasznie wściekla, ze przerywalas tę opowieść zawsze w najciekawszych momentach. A teraz, coż za przyjemność.
Czekam na stare i nowe Twoje opowiadnia



_________________
ikonka od woźnego rocket queen

FUS - Frakcja Uaktywnionych Seksoholików

PostWysłany: Sob 18:47, 23 Maj 2009
Lupus
Kot Domowy



Dołączył: 23 Gru 2008
Pochwał: 5

Posty: 3179

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

świtne i zakończenie bardzo dobre super fik



_________________

PostWysłany: Wto 14:58, 26 Maj 2009
janeczka85
Stomatolog
Stomatolog



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1
Ostrzeżeń: 1

Posty: 576

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

O jak ja kocham tego fika!
Najczystszą, najszczerszą miłością Wink

Fabuła jest rewelacyjna, świetny styl i cudowne Huddy Wink



PostWysłany: Czw 18:28, 04 Cze 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

super Smile

kremówka napisał:
- Nie dzwoń przed południem... - Pożegnał się z przyjacielem House z szatańskim uśmieszkiem na twarzy.


to mnie powaliło hehe hahaha



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pią 8:21, 05 Cze 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Aaaa! Świetne Very HappyVery Happy
POmysł z kostnica- szatański Twisted Evil Chciałabym zobaczyć taką scenę w serialu Smile



PostWysłany: Czw 11:01, 09 Lip 2009
handzia
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 01 Lip 2009

Posty: 41

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ten pomysł z kostnicą....cudowny
gdybym zobaczyła by to w serialu to była by moja wymarzona scena dla serca Huddy- maniaczki



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Pią 13:57, 07 Sie 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Jako zagorzała Huddystka Very Happy nie mogłam ocenić twojego opowiadana inaczej niż Świetne! Życzę weny(która ma tą specyficzną właściwość, że kiedy chcesz coś napisać, nie ma jej, a przychodzi w najbardziej niespodziewanym momencie - w czasie snu, podczas przeglądania forum:), gdy słucha się muzyki) i nowych, ciekawych pomysłów na następne fiki!



PostWysłany: Pią 18:56, 07 Sie 2009
BluePoliceBox
Kardiochirurg
Kardiochirurg



Dołączył: 14 Lip 2009
Pochwał: 6

Posty: 3274

Miasto: Wieliczka
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.11122 sekund, Zapytań SQL: 14