Wakacje Cuddy [5/5][T]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Wakacje Cuddy [5/5][T]

Cytat:
Znów ja... i znów tłumaczenie. Tym razem zakończone, więc na kolejną część nie trzeba będzie oczekiwać tygodniami.
Ograniczenie wiekowe dodane na podstawie pierwszej części, w razie czego później zmienię.
Dajcie znać, jeśli macie mnie już dosyć! Wink

Cytat:
Autor: missaleatoire
Tytuł oryginalny: Cuddy's Vacation







Cuddy westchnęła, patrząc na spływajace po szybach krople deszczu. Miała przed sobą ogromny stos papierów do wypełnienia i absolutnie żadnej motywacji, aby rozpocząć pracę.
- Kiedy tylko skończę tę stertę, pojawi się jeszcze większa. Jaki to ma sens?
Była rozkojarzona i otumaniona. Na dodatek łapało ją przeziębienie, co tylko pogarszało sytuację. Sięgnęła po chusteczkę i wytarła nos, po czym celnie wrzuciła ją do kosza.
Z głośnym jęknięciem oparła głowę na stoliku.

- Dzień dobry, Słonko - usłyszała znajomy, acz dziwnie wesoły głos. Cudownie. Wisienka na czubku jej idealnego dnia.
- Czego chcesz, House? - warknęła, podnosząc się.
- Musisz to podpisać - powiedział, podsuwając jej notatnik. - Wyglądasz okropnie - dodał, mrużąc oczy.
- Och, dzięki - odpowiedziała znużona. - Każda kobieta chciałaby to usłyszeć. - Od niechcenia podpisała kartkę, nawet na nią nie patrząc.
- Nie przeczytałaś tego! - popatrzył na nią podejrzliwie.
- Naprawdę nie mam siły się z tobą dzisiaj kłócić, poza tym średnio mnie to interesuje. Więc idź i rób co tam chcesz, tylko zostaw mnie w spokoju.
- Dzięki! - wykrzyknął niemal promieniejąc i ruszył w kierunku wyjścia. - Mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się lepiej.
Spojrzała na niego nieco zszokowana.
- Co powiedziałeś?
- Powiedziałem: mam nadzieję, że wkrótce poczujesz się lepiej - powiedział zupełnie szczerze. - Przez to przeziębienie nosisz golfy i długie spodnie. Potrzebuję z powrotem tych wydekoltowanych koszulek i krótkich spódnic, albo nie wiem, co zrobię.
- Jak miło. Dziękuję, House - mruknęła.
- Nie, to ja tobie dziękuję - powiedział, wychodząc za drzwi - za zezwolenie mi na przerwanie ośrodkowego układu nerwowego mojego pacjenta.
- CO?! - wrzasnęła, ale już go nie było.
"A zresztą... Wie, co robi. Mam nadzieję" - pomyślała, ponownie kładąc głowę na stoliku.

- Doktot Cuddy?
- Co?! - warknęła, tracąc nad sobą panowanie.
- Naprawdę przepraszam, pani doktor - nieśmiało powiedziała jej asystentka - ale ma pani spotkanie zarządu za pięć minut.
- Och... W porządku, dziękuję.

Po trzydziestu minutach spotkania, w czasie których Cuddy miała ochotę się zastrzelić, szczęśliwie nadszedł koniec.
- Jeszcze jedno, doktor Cuddy - powiedział prezes zarządu, przecierając okulary.
Lisa była już gotowa by wstać i pobiec do bufetu po gorącą herbatę.
- Tak? - zapytała, przyklejając uśmiech do twarzy.
- Nasze rejestry wskazują, że ma pani zaległy urlop, nie miała pani wakacji od osiemnastu miesięcy.
- Och, niekoniecznie muszę - powiedziała, nawet nie chcąc sobie wyobrażać, że będzie miała wolne, kiedy jest tyle do zrobienia.
- Proszę wziąć choć tydzień, czy dwa. Pojechać w jakieś słoneczne miejsce. Szpital przetrwa, nawet bez pani - prezes uśmiechnął się do niej serdecznie.
- Pomyślę o tym, dziękuję - odpowiedziała. W żadnym wypadku nie zamierzała pójść na urlop.

- Pojedź gdzieś, Cuddy! - przekonywał Wilson. - Potrzebujesz tego.
- Nieprawda - ledwo to powiedziała, dostała ataku kaszlu.
Onkolog poczekał aż kaszel ustapi, po czym znacząco uniósł brwi.
- Myślę, że to mówi za ciebie.
- Mam tyle pracy... - powiedziała, sięgając po herbatę. - Poza tym, nie mogę sobie wyobrazić jak siedzę w samolocie przez Bóg wie ile godzin, kaszląc i zarażając wszystkich innych pasażerów.
Wilson zamyślił się na moment.
- Więc spędź tydzień w domu. Możesz tam pracować, będziesz na miejscu gdyby coś się stało, a dobrze ci to zrobi.
Lisa odruchowo chciała się nie zgodzić, ale kiedy przypomniała sobie swój brak sił i złe samopoczucie, uległa.
- Cóż, dobrze. Być może.

Następnego dnia House postanowił wpaść do biura Cuddy z właściwym sobie dramatyzmem. Kiedy jednak tam dotarł, drzwi były zamknięte, a żaluzje zasłonięte.
- Gdzie Cuddy? - zapytał jej asystentki.
- Wzięła wolne - odpowiedziała. Niechlujny kuternoga wyraźnie ją przerażał.
- Tak! - rozpogodził się. - Koniec rygoru złośliwej wiedźmy! Żegnaj, kliniko!
Asystentka spojrzała na niego oburzona, kiedy odchodził sprężystym krokiem.

- Ding-dong, wiedźma jest martwa! - zanucił House, wpadajac do gabinetu Wilsona.
- Nie jest martwa, House - odpowiedział onkolog, nie przerywając pracy.
- Och, wolałbym, żeby była. Widziałeś ją? - usiadł na krześle przy biurku i wyciągnął nogi. - Zoombie mogą wyglądać na pełne życia.
Wilson westchnął i podniósł wzrok.
- Kuruje się w domu, więc może raz w życiu zechciałbyś nie robić czegoś głupiego, żeby jej nie kłopotać.
- Co niby miałbym zrobić? - zapytał niewinnie.
- Podpalić szpital? Narazić ją na wydatki związane z procesem sądowym? Wszystko to, co robisz codziennie.
House zastanawiał się nad czymś.
- Kto zajął jej miejsce? Cameron? - diabelski uśmiech zagościł na jego twarzy.
- Nie. Doktor Richardson.
Uśmiech House'a zniknął równie szybko jak się pojawił. Richardson był rygorystycznym, starym zgredem, kompletnie pozbawionym poczucia humoru. Zostając szefem szpitala, miał prawo zwolnić House'a gdyby tylko ten przekroczył granice. Tacy ludzie nie byli głupi - mógł zablokować wszystko, czego tylko House chciałby spróbować.
- Ojej, nie będzie frajdy? - zakpił Wilson, domyślając się o czym myśli przyjaciel.
- Daj spokój, Jimmi - powiedział diagnosta wstając. - Jest House, jest impreza! Jeszcze tego nie wiesz?

W gruncie rzeczy, ostatnie wypowiedziane przez House'a zdanie było kłamstwem. Zrobił to tylko dla zachowania twarzy. Nie miał pojęcia co robić. Okropnie się nudził. Kaczuszki przeprowadzały testy, Wilson był zajęty i wyraźnie oznajmił, że nie życzy sobie aby mu przeszkadzano. Normalnie House zlekceważyłby Richardsona i mimo wszystko odstawił cyrk. Ale nawet House wiedział, że byłoby okrucieństwem zawracać Cuddy głowę, kiedy była tak poważnie chora.
"Dobrze wiesz, że wymyślasz te wszystkie gierki tylko po to, by zwrócić jej uwagę" - usłyszał gdzieś wewnątrz swojej głowy. Głos podejrzanie przypominał ten należący do Wilsona.

House odbijał piłkę od biurka. Miał kilka pomysłów dotyczących diagnozy, ale i tak musiał poczekać na wyniki testów. Richardson miał swój gabinet gdzieś w szpitalu i House jeszcze go nie widział, więc wywnioskował, że jak długo będzie unikał jego, tak długo uniknie też pracy w przychodni.

"Cóż, pozostało mi tylko jedno..." - złośliwy uśmiech ponownie wstąpił na jego twarzy, gdy sięgał po laskę. Czas złożyć Cuddy domową wizytę.


Ostatnio zmieniony przez Sarusia dnia Czw 15:38, 03 Wrz 2009, w całości zmieniany 4 razy



PostWysłany: Nie 22:08, 02 Sie 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Świetne! Nie wiem skąd bierzesz te fiki, ale są naprawdę dobre. I to również Twoja zasługa. Genialne tłumaczenie! Czekam na kolejną część Smile



_________________

Banner od Jeanne

PostWysłany: Nie 23:49, 02 Sie 2009
bozenka21
Urolog
Urolog



Dołączył: 12 Lut 2009
Pochwał: 10

Posty: 2404

Miasto: Gdańsk
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cuddy na urlopie? Dobre... Będą jaja! Wink



PostWysłany: Pon 7:50, 03 Sie 2009
BluePoliceBox
Kardiochirurg
Kardiochirurg



Dołączył: 14 Lip 2009
Pochwał: 6

Posty: 3274

Miasto: Wieliczka
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Jest House, jest impreza!

Oh yeah Laughing

Cytat:
Czas złożyć Cuddy domową wizytę.

Teraz się dopiero będzie działo Mr. Green



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pon 11:12, 03 Sie 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ojojoj bardzo ciekawe i z humorem czekam a dalsze czesci:0



_________________

PostWysłany: Pon 14:16, 03 Sie 2009
janeczka85
Stomatolog
Stomatolog



Dołączył: 19 Gru 2008
Pochwał: 1
Ostrzeżeń: 1

Posty: 576

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cieszę się, że Wam się podoba Wink Dzięki temu tłumaczenie sprawia mi jeszcze większą frajdę.
Dziękuję za wszytskie komentarze :*

I przepraszam, ale nie wyrobiłam się z kolejną częścią, a zaraz wyjeżdżam... odcinek drugi zaraz po moim powrocie, ok 15 sierpnia Wink



PostWysłany: Wto 17:28, 04 Sie 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

ten fick zaczyna się super, czekam na cd Smile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pon 10:02, 10 Sie 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Przepraszam, że tak późno. Dzięuję raz jeszcze za komentarze.
Enjoy!

:*



Cuddy, ubrana w dresowe spodnie, szlafrok i kapcie, z dużym kubkiem imbirowej herbaty w ręku, zaczęła wypełniać dokumenty. Po dziesięciu minutach dała sobie spokój, bo zatkane zatoki i ból głowy nie pozwalały jej się skupić.
- Och, chrzanić to - mruknęła, porzucając pracę i sadowiąc się przed telewizorem. Zaczynał się maraton "Przyjaciół".
- To nawet całkiem fajne - pomyślała. Mimo, że wciąż była chora, spędzanie czasu w domu czyniło przeziębienie łatwiejszym do zniesienia.
Na erkanie Joey, Rachel i Phoebe ostro się sprzeczali, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Zastanawiając się kto może ją nachodzić, poszła otworzyć. Gdy zobaczyła House'a ogarnęły ją sprzeczne uczucia - z jednej strony była zaskoczona, z drugiej zupełnie nie.

- House - powiedziała, pocierając skronie. - Wzięłam wolne, żeby się od ciebie uwolnić.
- Kupiłem zupę - wyciągnął w jej stronę karton z jedzeniem. Zauważyła, że zupa wyciekła do plastikowej torebki, prawdopodobnie na skutek przewożenia jej motorem. Pomimo tego gest był uroczy i... zupełnie niehouse'owy.
Musiał wyczytać z jej oczu tę ostatnią myśl, bo powiedział:
- Nie przelewaj na mnie swoich infantylnych fantazji. Przywiozłem ją tylko dlatego, żebyś nie mogła zatrzasnąć mi drzwi przed nosem.
Ucieszył go fakt, że Cuddy - przejęta jego dobrym uczynkiem - nie zauważyła, że powinien być teraz w pracy.
- Dzięki - uśmiechnęła się do niego, ostrożnie biorąc cieknący karton.

Poszła do kuchni, wlała zupę do miski i wyjęła łyżkę. Kiedy wróciłą do salonu, zobaczyła House'a siedzącego przed telewizorem.
- Co to za bzdety? - wzkazał na "Przyjaciół", gdy zajęła miejsce obok niego.
- Cóż, to raczej popularny serial komediowy.
Cuddy zauważyła, że odkąd House u niej był, poprawiło jej się samopoczucie.
- Cóż, to raczej bzdety - odpowiedział i sięgnął po pilota zanim zdążyła zareagować. Włączył wyścigi NASCAR.
- House! - rzuciła mu gniewne spojrzenie. - Nie możesz wpadać do mnie i zmieniać sobie kanałów w telewizji! Nie powinieneś być w pracy, swoją drogą?
Cholera. Zauważyła.
Przyłapał się na tym, że Cuddy nawet chora, nieumalowana i ubrana w stare ciuchy była dla niego atrakcyjna.
- Nudzi mi się - odpowiedział. - Wyniki badań jeszcze nie przyszły, więc nie mam co robić. I wiem, że byś chciała, ale nie możemy uprawiać seksu, bo jesteś chora i mogłabyś mnie zarazić.
- House! - wrzasnęła.
- Więc równie dobrze możesz pozwolić mi pooglądać NASCAR - dokończył i wrócił do oglądania.
- Wracaj do pracy - zarządziła jednak Cuddy, sięgając po pilota.
- Zmuś mnie - mówiąc to, skrzyżował ręce na piersi. Wyglądał jak duże dziecko. Nie mogła się nie uśmiechnąć. - Nie potrafisz, prawda? Nie potrafisz, bo jesteś chora - zakpił.
- Chyba nie będę musiała - powiedziała, kiedy odezwał się jego pager.
- Pa, Cuddles. I dla własnego bezpieczeństwa pamiętaj, że to nie był ostatni raz kiedy Gregory House złożył ci wizytę - dodał dramatycznym tonem, zanim zatrzasnęły się za nim drzwi.
- No ja myślę - mruknęła z uśmiechem. Przełączając z powrotem na "Przyjaciół" uznała, że oglądanie z nim wyścigów nie było takie złe.

"Ostra toksyczność" zapisał House na tablicy z objawami.
- Obumierają komórki nerwowe. Nasza pacjentka zamawiała za dużo chińskich dań na wynos.
- Ostra toksyczność wiąże się ze stwardnieniem rozsianym, stwardnieniem zanikowym bocznym, parkinsonem, alzhimerem... - wyliczał Foreman.
- Pacjentka ma dwadzieścia pięć lat! - zaprotestował Taub.
- Uraz mózgu albo udar też mogą dawać takie objawy - powiedział Kutner.
- Nie przydarzyło jej się nic z tych rzeczy.
- Alkoholizm? - rzuciła Trzynastka.
- Toksykologia ujemna.
- Huntington - powiedział cicho Kutner, patrząc na Remy. Lekarka przygryzła wargę. - Niewiele wiemy o jej rodzicach, nie możemy tego wykluczyć.
- Testy na pląsawicę i na wszystko, co wymienił Foreman - zarządził House. - Nie możemy dyskryminować niektórych chorób ze względu na wiek pacjentki, nieprawdaż?

Kiedy Kaczuszki wyszły, do gabinetu zajrzał Wilson.
- House?
- I kto tu komu przeszkadza?
- Byłem u Cuddy w przerwie na lunch.
- Udając rycerze w lśniącej zbori - dokończył i skinął na niego.
- Przyniosłem jej zupę - ciągnął Wilson, ignorując przyjaciela. - Ale ona powiedziała, że ty już to zrobiłeś. Kupiłeś zupę chorej osobie? - dodał, mrużąc oczy.
- W twoich ustach brzmi to jak największa zbrodnia - odowiedział diagnosta, podążając do swojego biurka.
- Co będzie następne? Pomożesz babci staruszeczce przechodzić przez ulicę? - niedowierzanie w głosie Wilsona było wyczuwalne na odległość.
House teatralnie westchnął i usiadł przy biurku.
- Przepytywanie mnie za każdym razem, kiedy zrobię coś dobrego, nie jest dobrą motywacją do kontynuowania tych działań.
- Nie, nie - James podniósł dłonie w obronnym geście. - Jeśli o mnie chodzi, życzę ci samych rycerskich czynów. Ale wydaje mi się, że gdybym to ja był chory, czy ktokolwiek inny, nie spieszyłbyś się tak bardzo z tą zupą.
- Zaczyna się - warknął House.
- Lubisz Cuddy. I nie tylko z powodu jej tyłka.
- Nie, są jeszcze piersi.
- Gdyby chodziło ci tylko o seks, nie poszedłbyś do niej kiedy jest chora.
House uznał, że to już mu wystarczy.
- Dobra, dobra, przyznaję się! Powodem, dla którego do niej poszedłem było to, że chciałem uniknąć pracy. A zupę kupiłem, żeby nie mogła mnie wyrzucić. Tyle. Przepraszam, że w tej historii nie było ukrytych romantycznych motywów, które mógłbyś analizować i którymi mógłbyś żyć.
Wilson pokiwał głową.
- W porządku. Zrozumiałem - odwrócił się do wyjścia. - Przy okazji. Myślałem, żeby wpaść do Cuddy również po pracy.
- Kim ty jesteś, jej matką?! - zawołał za nim House. Wydawał się być wściekły. Wilson uśmiechnął się do siebie.


House został w pracy do późna. Musieli zdiagnozować pacjenta. Dotarł do domu kiedy na dworze zrobiło się już ciemno. Podgrzał w mikrofalówce jakieś mrożonki. Był zbyt głodny, by czekać na dostawcę pizzy. Uderzyła go bolesna świadomość, że od tygodni nie jadł przyzwoitego obiadu. Taki był urok jego pracy. Przynajmniej miał towarzystwo: nikt z jego zespołu nie jadał pięciodaniowych posiłków. Poza Taubem, któremu gotowała żona. Wilson był kolejny w ich klubie. No i jeszcze Cuddy. Ale ona przynajmniej nie miałaby apetytu na porządny posiłek w tym stanie.

Wyrzucił kawałek mdłego mięsa i warzywa, po czym ustadowił się na kanapie z butelką szkociej. Dźwięk rozpoczynającego się w telewizji programu próbował przeciwstawić się ponurej samotności w mieszkaniu. House zakończył jego cierpienia, wyłączając odbiornik.

Łyknął kilka Vicodinów i rozcierając nogę szykował się do snu. Nagle coś mu się przypomniało. Sięgnął po telefon i wybrał numer Cuddy.
- Taak..? - odezwał się jej zaspany głos.
- Cześć. Czy Wilson przyszedł do ciebie po pracy?
- Nie, dlaczego? - zapytała zaskoczona.
- Po prostu byłem ciekaw. Dobranoc, Cuddles.
Rozłączył się. Cień uśmiechu przemknął po jego twarzy kiedy kładł się do łóżka.



PostWysłany: Pon 12:07, 17 Sie 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
- Lubisz Cuddy. I nie tylko z powodu jej tyłka.
- Nie, są jeszcze piersi.

hahaha

House zazdrosny o Jimmy'ego! Kto by pomyślał Wink



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Pon 12:49, 17 Sie 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Very Happy Very Happy
jestem zachwycona tym fikiem proszę dalej pisaćwykrzyknik to rozkaz wykrzyknik



_________________
avek mój
"Jestem nieuczciwy i uczciwie możesz liczyć na moją nieuczciwość.To uczciwi są nieprzewidywalni ,zawsze mogą zrobić coś niewiarygodnie głupiego..."- Kapitan Jack Sparrow
Zazdrość to chyba najstarszy motyw morderstw na świecie.-Seeley Booth
houselove kliknij, jeśli jesteś fanem serialu Bones

PostWysłany: Pon 13:04, 17 Sie 2009
poprostuxzjawa
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 20 Maj 2009
Pochwał: 39

Posty: 2061

Miasto: Młodocin
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sarusia napisał:
Sięgnął po telefon i wybrał numer Cuddy.
- Taak..? - odezwał się jej zaspany głos.
- Cześć. Czy Wilson przyszedł do ciebie po pracy?
- Nie, dlaczego? - zapytała zaskoczona.
- Po prostu byłem ciekaw. Dobranoc, Cuddles.


oj czuje zazdoszke ;p;p
super czekam na cd.



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Pon 21:54, 17 Sie 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
Cieszę się, że się Wam podoba Wink Miłej lektury!



- Wyniki na Huntingtona ujemne - zakomunikował Kutner. Spojrzał w kierunku Trzynastki, ale jej twarz nie drgnęła. Nie wiedziała, czy cieszyć się, że pacjentka nie cierpi na tę samą chorobę co ona, czy po raz kolejny poczuć rozczarowanie faktem, że jest sama w chorobie, która powoli ją zabija.
- Na stwardnienie rozsiane i zanikowe boczne też - powiedział Foreman, a Taub dodał:
- I na Altzhimera.
Trzynastka próbowała się skupić na swoich testach. Westchnęła, kiedy otrzymała wyniki.
- To Parkinson.
- Wow. Naprawdę?
- Wczesne stadium. Zdarza się - Foreman wzruszył ramionami. - Sprawa rozwiązana. Zacznę podawać lewodopę. Chyba powinniśmy powiadomić House'a.

House opuścił szpital. Zatrzymał się na czerwonym świetle. Normalnie pojechałby prosto, do domu. Skręcając w lewo, dotarłby do domu Cuddy.
- Skręć - usłyszał napominający głos Wilsona. - Zobacz, jak się miewa.
- Nie ma mowy - odciął się. - Jestem zmęczony i chcę pójść do domu. Jadę prosto.
- W lewo.
- Prosto.
Zapaliło się zielone światło i House, wiedziony impulsem, skręcił w lewo.

Zaparkował motor przy krawężniku. Przypomniało mu to noc szaleństwa, kiedy prawie zapukał do drzwi i zaprosił Cuddy na randkę. Wszystko przez Wilsona. Szczęśliwie, House opanował się w ostatniej sekundzie.
Wszedł po schodach i zapukał. Nie było odpowiedzi.
- Cuddles! - wrzasnął. - Otwieraj!
Kiedy wytężył słuch, dosłyszał słabe jęknięcie a po nim atak kaszlu. Zaniepokojony sprawdził krawędź doniczki stojącej na ganku i znalazł zapasowy klucz. Otworzył drzwi.
- Tu jestem! - zawołała słabym głosem.
Podążył za nim i znalazł się w sypialni Lisy Cuddy. Cóż za ironia! Był tutaj pierwszy raz od dawna, a ona była na tyle chora, że nie mogło być mowy o nieprzyzwoitościach.
Cuddy była owinięta kocami i kołdrami, a mimo to wciąż przeszywały ją dreszcze.
- Cześć - powiedziała, szczękając zębami. House podszedł do łóżka i dotknął jej czoła. Niemal parzyło.
- Jak wysoką masz gorączkę? - zapytał, zauważając na stoliku termometr, szklankę z wodą i otwarte opakowania środków przeciwbólowych.
- Cz...czterdzieści i pół - odpowiedziała.
- I brałaś to? - wskazał na leki. Pokiwała głową i dodała:
- Nie działają.
Rany! Miała wysoką gorączkę, fakt, ale nikt jeszcze na to nie umarł! Zwykła grypa. House nie miał co diagnozować i wszystkim, co powinien zrobić było wyjść i poczekać, aż jej system odpornościowy rozprawi się z wirusem.
- Przepisać ci antybiotyki? - zapytał. Wiedział równie dobrze jak ona, że antybiotykami nie leczy się wirusów, ale istniała znikoma szansa, że jej objawy były spowodowane przez bakterie.
- N...nie. Nie zadziałają, a ja nie chcę się uodpornić. Czuję się d...dobrze.
Zamknęła oczy, a jej ciałem wstrząsnął kolejny dreszcz.
Nie potrzebowała go. Mógł iść. Grypa była niczym w jego diagnostycznym świecie, nie musiał się nią przejmować. Otworzyła oczy spodziewajac się, że już go nie będzie.
Nadal był i spoglądał na nią z mieszaniną troski i wahania na twarzy. Uznała, że zastanawia się czy zostawić ją samą, czy nie.
- Idź, House - powiedziała, ale on wciąż się wahał. Co, jeśli jej gorączka wzrośnie? Bez wątpienia Cuddy potrzebowała kogoś, kto się nią zajmie, ale nie był pewny, czy jest właściwą osobą na tym stanowisku.
"Powiedziała, żebym poszedł" - odezwała się mizantopijna część jego osobowości. "Gdyby to w przychodni był pacjent z gorączką, nakrzyczałbym na niego, kazał pić dużo płynów i bez namysłu odesłał do domu."
"Ta..."[i] - odezwał się znów głos Wilsona. [i]"Ale ten pacjent miałby w domu kogoś, kto się nim zajmie. Ona nie ma."
"Ależ ma. Zadzwonię do Wilsona, a on będzie więcej niż szczęśliwy, mogąc siedzieć przy jej łóżku i przykładać zimne ręczniki do jej czoła."
"Oczywiście, możesz to zrobić. Ale kiedy wyzdrowieje, chciałbyś, żeby przypomniała ci, że zostawiłeś ją podczas choroby i że zajmował się nią Wilson?"
To ostatnie zabolało. "Na litość boską, to tylko grypa!" - próbował jeszcze oponować, ale to były ostatnie słowa, jakie wypowiedziała gorsza część jego. Usiadł na krześle obok jej łóżka.
- Nie - odpowiedział nonszalanckim tonem. - Kiedy wreszcie wdarłem się do miłosnej jaskini Lisy Cuddy stwierdziłem, że równie dobrze mogę zostać i przechwalać się tym jutro w szpitalu. Słaby uśmiech pojawił się na jej błyszczącej od potu twarzy.
- Dziękuję, House - powiedziała tak cicho, że nie był pewien, czy faktycznie to usłyszał.

Martwiło ją, że nie wystarczająco dotrzymuje House'owi towarzystwa, co chwila zapadając w sen. Miała problem z odróżnieniem omamów od rzeczywistości. W jednej chwili House był tuż obok, by w następnej zniknąć. Kiedy go widziała, bała się, że to tylko sen, że za moment już go nie będzie.
- House - westchnęła.
- Cudownie, jęczysz moje imię - mruknął. - Szkoda, że nie we właściwych okolicznościach.
Jej dłoń była zaciśnięta w pięść. Nie do końca wiedząc czemu to robi, pochylił się i lekko ją uścisnął. Powoli rozluźniła rękę. Był niemal jak zahipnotyzowany. Kiedy zorientował się co robi, cofnął dłoń, jakby się sparzył.

Kiedy w końcu się obudziła, czuła się o wiele lepiej. House czytał jeden z jej magazynów, którego okładka głosiła: Makijaż dla Jesieni.
- Myślę, że jesteś Zimą - zażartowała słabo. Odłożył czasopismo.
- To niezwykle inspirujące - powiedział, stukając w połyskującą okładkę. - Czuję się jak pionier w świecie pokręconych babskich umysłów. Na przykład: wiedziałaś, że zieleń to nowy róż?
- To było w zeszłym sezonie, House. Teraz czerń jest nową zielenią.
- Widzisz jakie to głupie? Jak się czujesz?
- Lepiej.
House sięgnął po termomentr.
- Otwórz szeroko - powiedział z uśmiechem sugerującym seksualny podtekst. Wywróciła oczami, ale posłusznie otworzyła usta. Czekając, aż termomentr wskaże temperaturę, Cuddy doskonale zdawała sobie sprawę, że House bacznie się jej przygląda. Czuła się nieco niekomfortowo, skupiała więc wzrok na suficie, dłoniach, ścianach... wszędzie, byle nie na nim. Ale kiedy ich oczy w końcu się spotkały, wstrząsnęła nią intensywność jego spojrzenia. Jakby była częścią tego, czego chciał... nie, czego potrzebował do rozwiązania zagadki.
W końcu przerwał tę grę spojrzeń, sięgając po termometr.
- Trochę spadła. Chcesz coś zjeść? Zamówiłem.
Obawiając się, że może go uznać za zbyt miłego, dodał szybko:
- Użyłem twojej karty kredytowej. I wypożyczyłem też kilka pornosów, do czasu, aż wyzdrowiejesz na tyle, by pomyśleć o seksie.
- Dobrze wiedzieć - odpowiedziała. Powoli podniosła się i usiadła. House wyszedł odgrzać jedzenie.
"Dlaczego on to robi?" - zastanawiała się. Ostatnią osobą, dla której był tak miły była... Stacy.
Och...

Cuddy zdołała dokończyć posiłek, mimo iż kilkakrotnie czuła mdłości i nieodpartą chęć wyrzucenia go do śmieci.
Po upewnieniu się, że zjadła i wypiła więcej wody, House wstał, sięgnął po laskę i ruszył do drzwi.
- Wychodzisz? - zapytała. Zaskoczyło ją, że jej głos zabrzmiał nieco rozpaczliwie. Co miała zrobić? Poprosić go, by został? Spał na kanapie, mimo swojej nogi?
House również to usłyszał. Zatrzymał się na moment.
- Tak - odpowiedział.
- Och... - za wszelką cenę starała się odzyskać godność. - W porządku.
- Jutro muszę iść do pracy. No wiesz, w przeciwieństwie do ciebie.
- Tak, załapałam - uśmiechnęła się. Chciała poprosić, by przyszedł po pracy, ale wszystkim, co powiedziała, było tylko "cześć".
- Cześć - odpowiedział i wyszedł.



PostWysłany: Wto 23:01, 18 Sie 2009
Sarusia
Patomorfolog
Patomorfolog



Dołączył: 08 Kwi 2009
Pochwał: 14

Posty: 846

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

czekamy na cd, i jak możesz postaraj się jak najszybciej:d

pozdro



_________________
ble ble ble do rzeczy

oszukałeś mnie raz, wstydź sięwykrzyknik!, ale jak oszukałeś mnie 2 razy to ja się powinienem wstydzić

PostWysłany: Wto 23:32, 18 Sie 2009
P.Eysmont
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 16 Lip 2009
Ostrzeżeń: 1

Posty: 30

Miasto: warszawa
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Sarusia w takim momencie przerwac? co bedzie dalej?
czekam na cd. Smile



_________________


Znalazłam siostrę- sylrich my sis forever :*

"When the land slides and when the planet dies, that's when I come back to you"

PostWysłany: Sro 10:58, 19 Sie 2009
kasia2820
Reumatolog
Reumatolog



Dołączył: 21 Sty 2009
Pochwał: 3

Posty: 1087

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
- House - westchnęła.
- Cudownie, jęczysz moje imię - mruknął. - Szkoda, że nie we właściwych okolicznościach.

hahaha

Uwielbiam, jak House zwraca się do Cuddy per "Cuddles" Mr. Green

Wstawiaj szybko kolejną część Very Happy



_________________

Następny sezon będzie nasz! Nawet "Marian" nam nie przeszkodzi! Mr. Green
Gusia - moja Bratnia Dusza Wink Danielek18 - mój młodszy, zÓy i ironiczny brat Mr. Green

PostWysłany: Sro 11:19, 19 Sie 2009
zaneta94
Grzanka
Grzanka



Dołączył: 16 Lut 2009
Pochwał: 30

Posty: 11695

Miasto: Dziura zabita dechami :P
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Huddy Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.22701 sekund, Zapytań SQL: 14