Zazdrość [4/4]
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Hameron
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Wiadomość Autor

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Zazdrość [4/4]





Nienawidził wspomnień. Tych złych, bo jakoś przykro. Tych dobrych..bo to już tylko bezpowrotne wspomnienia. Duża zdolność adaptacji bólu nie pozwalała mu na nostalgię. Jednak zdarzało się, że czasem jakiś dźwięk, zapach..pobudzał jego pamięć, sprawiał, że chciał odczuwać minioną chwilę wszystkimi zmysłami.
'Czasem wydaję się, że wszystkie nasze działania podejmujemy po to, żeby czuć, po to żeby później wracać i tęsknić. Płacimy zbyt wysoką cenę za nieodpartą chęć odczuwania'.
Ona miała do tego szufladę. Tak, wszystko uporządkowane. Trzymała tam album, stare bilety z koncertów i podróży, zaproszenia, krótkie refleksje zapisywane pospiesznie na skrawkach papieru. To miejsce pozwalało odpływać jej w sentymentach. Jednak jego tam nie było, nie schowała go do swojej szuflady.

Bo kiedy właściwie skończyła się ta gra? Kiedy się zaczęła. Gdy odsłaniała karty spotykało ją odtrącenie albo niejasne zapytania. Podteksty, wymiany spojrzeń i odwracanie wzroku, milczenie i skryty dotyk. Na tym wszystko się opierało. Wystarczało, żeby podtrzymywać między nimi płomień. Nie wystarczyło, żeby w tym trwać. Życie potoczyło się swoją drogą. Nie wracała do tamtych czasów, bo to nie był sentyment tylko ból. Tego bólu się bała. Bała się, że znów wskrzesi się w niej głupia nadzieja na prawdziwe szczęście. Mechanizm wyparcia. Dla niej ta droga była jaśniejsza i prostsza, dla niego pusta. Wiedział, że nic już nie będzie tak jak kiedyś. Godził się na to, nie chciał jej już krzywdzić.

***

Wszystko było takie codzienne. Ani słoneczne, ani pochmurne. Powszednie wczesnoporanne.
House ledwo co przyszedł do pracy, czekał na windę, kiedy jego uwagę skupiła wchodząca do szpitala Cam. „Dziwne..o tej, godzinie, nigdy się nie spóźnia". Gdy przyjrzał jej się bardziej, nie spóźnienie go zdziwiło. Wyglądała strasznie. Miała oczy spuchnięte od płaczu, minę pobitego psa. Sprawiała wrażenie nieobecnej, szła z wzrokiem wbitym w podłogę, jakby trochę skulona. Mała dziewczynka, taka, jaką ją poznał. Poruszyło go to; winda przyjechała, ona poszła na swój oddział.
Wchodząc do swojego gabinetu od progu zaczął:
- Piątka dla tego, kto powie...
- Niewydolność wątroby wywołało zatrucie metalem ciężkim - przerwał Taub.
- Stawiam na infekcje! - wtrąciła Trzynastka.
- Kto powie dlaczego Cameron przyszła do pracy smutna – dokończył.
Asystenci z lekka oniemieli.
- Trzynastka, nie wiesz? Przecież to twoja koleżanka.
- [zdziwiona] Chciałam z nią porozmawiać, ale..
- Wystarczy. Zróbcie badanie na podstawową obecność metali ciężkich - przerwał jej.

- Więc...od kiedy Housa interesuje nastrój Alison? - zaczęła pogawędkę Trzynastka podczas badania.
- Od kiedy zaczęła z nim pracować - odparł Forman.
- ...Hm? - trochę zdziwiona, z pytającą miną, proszącą o rozwinięcie wypowiedzi.
- W zasadzie zaczął to okazywać, kiedy ona zaczęła udawać, że on już jej nie interesuje.
- Trochę zamieszałeś.
- Bo to wszystko było takie zamieszane. Fascynował się nią, ale nie chciał z nią być, bo uważał że nie potrzebuje jej litości, myślał że taka osoba jak Cameron nigdy go naprawde nie pokocha. Potem pojawiła się Stacy, jego była, trochę namieszała...Cameron się oddaliła, za to z Cuddy stosunki trochę się zacisnęły, dużo rozmawiali, bo House miał proces i mu pomagała...i takie tam.
Widzisz, House musi wszystko o wszystkich wiedzieć, pewno po to, by móc manipulować. Interesował się każdą z nich. Każdą musiał rozszyfrować, każda poniekąd go intrygowała.
- Hm...rozumiem. A którą naprawdę kochał?
Forman uśmiechnął się ironicznie:
- House kocha tylko siebie.
- Tak myślisz?
- A masz inne zdanie?
- Myślę, że osoby jak on władają ogromną skalą uczuć i emocji. Jego cynizm, złośliwość..zapewniają ochronę przed bólem. Cierpienie nie bierze się z nikąd.
Zrobił swój denerwujący, cyniczny uśmieszek i rzucił Trzynastce ironiczne spojrzenie.
- Czyżby? To cholernie głupie co mówisz. Uwierz nie znasz Housa tak długo jak ja.
- To widać, jesteś tak miluśki jak on- wtrącił się Toub.
- Przekonamy się - szepnęła Trzynastka, prawie w myślach.
- A tak w ogóle naprawdę nie wiesz co z Alison? Faktycznie dziś nie wyglądała za dobrze – zapytał Taub.
- Nie wiem, dzisiaj już chyba nie dam rady, ale jutro może wyrwę ją na lunch i porozmawiamy.


Dzień dobiegał już końca. Trzynastka, Toub i Forman jakiś czas temu poszli do domu. Zatrucie metalem ciężkim okazało się niewłaściwą diagnozą, oddano bakterie na posiew i trzeba było czekać na wynik. Szpital był jakiś pusty, kilku lekarzy dyżurujących krzątało się tu i ówdzie, lecz na korytarzach pogaszone były światła. House też zbierał się do domu, szedł z apteki do swojego gabinetu po rzeczy, kiedy zza rogu, w prostopadłym korytarzu usłyszał powolne stukanie obcasów. Wyjrzał skrycie zobaczyć kto idzie. To była Cameron.
Jej krok był niepewny jakby stąpała po kruchym lodzie. Miała zaciśnięte mocno wargi i szkliste oczy, próbowała powstrzymać łzy. To było dla niej takie trudne.
Z pokoju obok wyszedł Wilson, na jego widok Cam pękła, ryknęła płaczem, rzuciła mu się w ramiona - jak tonąca, która zobaczyła nagle kawałek tratwy.
James odwzajemnił uścisk; jej nogi były jak z waty, usiedli na podłodze.
- Cameron, co się stało..? - pytał zaskoczony.
- Chase - ciągnęła przez łzy - zdradził mnie.. - zaniosła się płaczem.
- Omg..Cameron, tak mi przykro... - przytulił ją mocniej
- Ale Wilson...dlaczego? Dlaczego ja tak cierpie...ja, ja go nie kocham, nie kochałam go wcale..Byłam z nim, żeby czuć się bezpiecznie, żeby już nie cierpieć...boli..
- Moja droga, czasem tak bywa, boli...musisz się wypłakać - pocieszał ją
- Bezpieczeństwo jakie sobie stworzyłam rozpłynęło się...co ja mam teraz zrobić, jak teraz będzie...
- Jakoś się ułoży...na pewno, spokojnie, Cameron - szeptał
House bacznie obserwował całą tę sytuacje zza rogu. Zraniona Cameron - coś ukuło go w sercu. Zraniona Cameron w objęciach tego wybawcy księżniczek z opresji Wilsona... – to też go ukuło...
Zraniona Cameron, i to przez tego bałwana. To już go nie kuło, wyzwalało w nim wściekłość. Zawrócił i "wybiegł" ze szpitala.
Rozejrzał się po parkingu. „Dzisiaj miał na drugą zmianę, powinien późno kończyć...cholera!”. Było już tochę ciemno, ale dostrzegł. „Jest! Sukinsyn”. Czym prędzej podszedł do wsiadającego do samochodu Chasa i uderzył go nie oszczędzając sił. Najpierw pięścią prosto w pysk, potem laską w brzuch i po łbie.
- Jak mogłeś ją skrzywdzić! - krzyknął wrzucając go do samochodu i odchodząc.


Ostatnio zmieniony przez sinaj dnia Pią 19:48, 11 Wrz 2009, w całości zmieniany 5 razy



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Sob 9:50, 22 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry




Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Yyyy...
Pobił Chase'a!
Ale fajnie. Należało mu się Razz
Czekam na C.D.



_________________


Hameron and Hilson forever...

PostWysłany: Sob 13:05, 22 Sie 2009
allison23
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 21 Lip 2009

Posty: 90

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cudo! Smile Pisz, pisz jak najszybciej!wykrzyknik Very Happy



_________________
House & Cameron <3

PostWysłany: Nie 11:59, 23 Sie 2009
Cynamonka
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 29 Mar 2009

Posty: 38

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Druga część :)

(ciesze się ze się spodobało Smile wklejam już następną część, troche mało Housową ale to ma być w końcu fik, dlatego niektóre opisy/rozmyślania już sobie odpuściłam ;p )

***


Następnego dnia Cameron czuła się już trochę lepiej. Wczorajsza rozmowa z Wilsonem nieco ją uspokoiła. Uwagę personelu w Princeton Plainsboro zwrócił natomiast Chase, który przyszedł do pracy z wielkim limem pod okiem, rozbitą wargą, raną na czole. Na jego widok wzbudzały się szepty, gdy ktoś próbował zapytać, co się stało spotykał się tylko z gniewnym spojrzeniem i rezygnował.
Alison też była ciekawa kto go tak urządził, ale po ostatniej awanturze ich stosunki były tak chłodne, że tym bardziej nie miała odwagi.

- House! Z tego co wiem, na razie nic nie macie do roboty? - dorwała diagnostę na wejściu do szpitala Cuddy.
- Czekamy na wyniki posiewu.
- A więc jeszcze ponad dobę nic nie robicie!
- Bakterie lubią jak się do nich czule przemawia.
- Oho...do przychodni, już! - powiedziała stanowczo i poszła do siebie.
Greg posłuchał „mamusi” bez grymasów. Przychodnia, miejsce gęstej krzątaniny, dzisiaj mu odpowiadała. Stąd mógł monitorować co się dzieje w szpitalu. Widział, że Cam ma się już lepiej, że nie rozmawia z Chasem, i generalnie obmyślał jakiś plan działania. Chociaż sam nie wiedział, co właścieie chce osiągnąć. Cała sytuacja, o której dowiedział się wczoraj, gryzła go a on nie wiedział co zrobić, nie wiedział dlaczego, nie wiedział, czego chce. Czekał na rozwój wydarzeń, podświadomie chciał porozmawiać z Alison. Czuł się tak mętnie.

- Mam katar i ból zatok... myślę, że to może być przeziębienie - powiedział kolejny pacjent w przychodni.
- Aleś domyślny... - warknął pod nosem.
- Ból jest bardziej piekący czy kujący?
- ...chyba taki, no..piekący.
- Omg..masz zaczerwienione wargi...to może być niebezpieczne.
- Co pan mówi, to coś poważnego?
- Trzeba sprawdzić. Wystarczy wykonać proste badanie neurologiczne. Proszę złożyć palce w kopułkę...dokładnie, o tak...i patrzeć na swoje kciuki.
- Długo mam tak patrzeć?
- Aż nie wrócę. Idę zaczerpnąć konsultacji.
Wychodząc zbadał wzrokiem teren, czy przypadkiem gdzieś nie czai się Cuddy. Czysty. Udał się do Wilsona.
- Masz chwilkę? zapytał w progu.
- A coś ty dzisiaj taki grzeczny? - zapytał Wilson, spojrzeniem komunikując, aby wszedł.
- Pociupciałem sobie wczoraj.
- Jeśli ci to tak dobrze robi, chyba zacznę stawiać ci dziwki.
- Będę miał to na uwadze. Ale dzisiaj zamiast dziwki wole ciebie.
- O co chodzi?
- Wieczorem jest mecz, skrzynka piwa już się u mnie chłodzi, wpadniesz?
Zaskoczony James szybko zaczął szukać wymówki.
- Tak mi przykro, ale nie mogę dzisiaj, mam...
- Nie szkodzi - przerwał House.
- Obiecałem jednej pacjentce szczegółową konsultacje - dokończył.
- Przecież mówię, że w porządku. Innym razem. Muszę wracać do przychodni zanim Cuddy mnie złapie. Na razie.
- Na razie.
„Nie chciał słuchać wyjaśnienia, obawia się Cuddy.. dziwne” pomyślał Wilson i wrócił do swoich zajęć.
„Ta.. szczegółowa konsultacja z pacjentką. Świetnie. Nic lepszego nie mógł wymyślić”.

W tym czasie Trzynastka pomagała Cameron na ostrym dyżurze. Chciała z nią w końcu porozmawiać. A że zbyt wiele pacjentów tego dnia nie było, znalazły chwilę, aby ta zwierzyła się jej z problemów.
Trzynastka pocieszyła ją serdecznie, poczym powtórzyła wszystko Formanowi i Taubowi.
- Myślę, że powinniśmy być dla niej szczególnie dobrzy. Może zrobić coś miłego...ma doła, straciła faceta, powinna mieć pewność, ze przyjaciół ma dobrych.
- Biedna Alison...masz racje - podchwycił Taub.
- Mhm. Mogę się zgodzić, lubię ją - przytaknął po zastanowieniu Forman, z jakąś jakby łaską. Cały on.
- Myślisz, że co możemy dla niej zrobić? Ona wie, że nam powtórzyłaś? - spytał Toub.
- Na pewno się domyśla. Nie wiem, chodzi o drobiazgi, miłe słowa, gesty, jakieś kwiaty, pomoc w pracy..
- Jasne...może jeszcze dziś na lunchu ją złapiemy? Co myślisz?
- Czemu nie.
- To ja polece do kwiaciarni po jakieś stokrotki, i tak nic nie mamy do roboty. Chodź ze mną Forman. - Ten trochę od niechcenia podniósł siedzenie i wyszli. Trzynastka uśmiechnęła się sympatycznie, że chłopcy podchwycili jej pomysł.

W porze lunchu Cam przyszła do bufetu, wzięła stek z sałatką, usiadła pod oknem i zaczęła medytować nad talerzem. Nie zauważyła siedzącego w kącie Housa, który od dłuższej chwili wypatrywał jej, a gdy przyszła zaczął ją obserwować.
„Przecież to moja mała Alison, jak to możliwe, że teraz stała mi się taka obca. Nawet nie obca, niedostępna. Każdemu innemu w jej sytuacji jakoś mógłbym coś powiedzieć; jakoś gdy wychodziła za mąż mogłem ją dręczyć... Czy ona w ogóle mnie zauważa?...Mój boże, nad czym ja w ogóle rozmyślam, przecież naprawdę mnie to nie obchodzi, to tylko głupia ciekawość, jak moja wychowanka się czuje..” - pomyślał i już chciał wstać pójść z nią pogadać, kiedy zatrzymał go widok dosiadającego się do jej stolika Tauba ze skromnym, kolorowym bukietem wesołych kwiatków. Cam była tak mile zaskoczona:
- Dziękuję, są takie śliczne!
- Śliczna kobieta, to kwiatki też.
Zawstydziła się kobiecy sposób, z wdzięczności za kwiaty i komplement pocałowała Tauba w policzek i uśmiechnęła się nieśmiało.
- Z jakiej to okazji?
- Z takiej, że jesteś fajna.
- Oho...Trzynastka pewnie powiedziała ci o wszystkim.
- [uśmiechnął się ciepło] Przyjmij je jako wyraz mojej sympatii i tego, ze zawsze możesz na nas liczyć.
- Dziękuje, naprawde bardzo miło mi to słyszeć, jesteście kochani.
Uścisnęli się przyjacielsko. Ich rozmowa z boku wyglądała tak milusio i słodziutko. Uśmiechy, uściski, kwiatki... House nie mógł już na to patrzeć. W środku trochę się w nim gotowało. Nerwowym krokiem, znów niezauważony, opuścił jadalnie i poszedł do siebie. Od stolika wstał też obecny od początku Chase, który widział całą sytuacje, łącznie z przyglądającym się Housem.

Wieczorem, po skończeniu pracy, Alison miała zajść jeszcze do gabinetu Wilsona, na kawę i rozmowę, jak się wczoraj umówili. Gdy wychodziła już z pokoju lekarskiego, gdzie zdjęła fartuch i poprawiła makijaż, zatrzymał ją Chase. Spojrzeli na siebie wrogo; jego limo miało już wszystkie kolorki tęczy.
- Porządna pani immunolog skacze sobie z kwiatka na kwiatek
- Jak śmiesz...! - ze zdziwioną miną
- Taka jesteś dobra.. chyba ostrzegłaś Tauba, jeśli nie chcesz żeby wyglądał tak jak ja dzisiaj?
- [patrząc z niezrozumieniem] Ostrzegłam przed czym?
- Nie udawaj głupiej, przed swoim pokićkanym kochankiem, a przed czym? Naprawde, zajebistego rycerza se znalazłaś... - warknął.
Cam w ogóle nie wiedziała o co chodzi, przez co zabrakło jej słów żeby jakoś odbić piłeczke. Zresztą Wilson już czekał, odwróciła się więc tylko napięcie i poszła.
„Co on miał na myśli? Jakiego rycerza? Dostał po pysku za mnie? To przecież nie możliwe, Trzynastka dowiedziała się o tym co mi zrobił późnym przedpołudnie, a wcześniej przecież nikt nie wiedział...
...tylko Wilson!” Powiedziała jego nazwisko na głos, olśnionym głosem. Wyrwana zza myślenia spostrzegła, że właśnie przed nią stanął.
- Cameron! - lustrzanym tonem odpowiedział na to James. Zaśmiali się lekko oboje.
- Właśnie szedłem po ciebie, bo nie przychodziłaś, pomyślałem że jeszcze pracujesz i nie masz jak mi powiedzieć...
- Nie.. zatrzymała mnie krótka rozmowa w pokoju lekarskim, już udało mi się wyrwać - uśmiechnęła się.
- To dobrze. Więc...chodźmy już do mojego gabinetu.
- Jasne - Cam patrzyła na niego przenikliwie.
„To możliwe, żeby to on stał za tym pobiciem, przecież on.. nie ma w sobie tyle agresji” myślała.
Wilson także jej się przyglądał, gdy weszli delikatne światło gasnącego słońca padło na jej twarz. Spostrzegł, że wygląda pięknie. Zawsze wyglądała pięknie, ale teraz, pierwszy raz ujrzał w niej kobietę. Nie dziewczynkę, szarą myszkę, asystentke-zabawkę Housa, tylko piękną kobietę. Aż dziwnie się poczuł.
- I jak się dzisiaj czujesz? - zapytał po chwili patrzenia, która zaczynała robić się już niezręczna.
- Trochę lepiej, Trzynaska i Taub dziś byli bardzo mili, humor mi się trochę poprawił
- To dobrze.... Tęsknisz za Chasem?
Usiedli na kanapie, mina Cam posmutniała
- Ja.. nie wiem. Chyba tak. Tęsknie za tym ciepłem, które mi dawał.. dobrze czułam się wiedząc, że nie będę już sama..
- Musisz być silna – objął ją, ona oparła głowę na jego ramieniu.
- Boje się tego, że moja głowa napełni się wspomnieniami o nim, znów będę tęsknić, wracać do tego sama.. sentymenty. Pamiętam jak zaczęłam tu pracować, jak od tamtej pory kolosalnie zmieniło się moje życie... wszystko było mocne i szybkie, a ja nie cieszyłam się życiem, pędziłam..
- Wiem o czym mówisz. Refleksji o uciekaniu czasu nie oddadzą chyba żadne słowa..
Nie zauważył, kiedy jego ręka zsunęła się na biodro Cam, a jego wzrok utkwił na jej dekolcie. Zorientował się, przeszedł go zimny dreszcz, zawstydził się. Zerknął ostrożnie na twarz Alison, lecz ona miała już przymknięte oczy. Lekko przysypiała, była zmęczona po wczorajszej przepłakanej nocy.
W między czasie House zakradł się od tyłu gabinetu Wilsona i zerknął przez okno do środka. Domyśli się, że cała tak szczegółowa konsultacja z pacjentką to spotkanie z Cameron, jednak... chciał się upewnić. Jakby podświadomie łudził się, że może przyjaciel go nie okłamał, że może ona się z nim nie spotka. Gdy zobaczył, że jego domysły były słuszne, gdy zobaczyła ich przytulonych mało szlag go nie trafił. Poczuł jednocześnie złość i żal, ból odtrącenia. Usiłował opanować emocje, wyszedł ze szpitala i wsiadł na motor. „Czy ona w ogóle o mnie pomyślała? W ogóle mnie jeszcze pamięta? Dlaczego do mnie nie przyszła po wsparcie? Jasne, dlaczego taka kobieta miałaby szukać wsparcia u takiego cynicznego dupka jak ja. Chociaż jej uczucie do mnie powinno się właśnie teraz obudzić...co ja pierdole, ona nigdy nic do mnie naprawde nie czuła. To fizjologicznie niemożliwe, żeby mnie kochała”. Burbon i vicodin, jedyne czego teraz chciał. Czuł rozgoryczenie, i nie mógł dopuścić do świadomości dlaczego. „Jeszcze ten kurdupel Taub się do niej dostawia...jest żałosny, żeby wykorzystywać taką sytuacje...” Ściskało go wewnątrz gdy o tym myślał. Nie chciał o tym myśleć...wypijał szklankę za szklanką, łykał tabletke za tabletką.



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Nie 17:46, 23 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Mmm...ciekawe, co z tego będzie? Very Happy Czekam z niecierpliwością Wink



_________________
House & Cameron <3

PostWysłany: Nie 18:06, 23 Sie 2009
Cynamonka
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 29 Mar 2009

Posty: 38

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

awwww... House jest zazdrosny! naprawdę się wciągnęłam i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy (ciekawe kogo tym razem pobije House)
fajnie opisałaś 'uścisk' Wilsona i Cam,bardzo obrazowo Wink

i tak btw. na Twoim banerze jest tak fota, gdzie Cam wtula się w Grega (ma już blond włosy). Kiedy toto się odbyło? Question



_________________
co cię nie zabije, osłabi cię...

PostWysłany: Nie 19:05, 23 Sie 2009
drombel
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 11 Sie 2009

Posty: 17

Miasto: Warsaw
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Cytat:
- Bakterie lubią jak się do nich czule przemawia.

głupek

Cytat:
„Przecież to moja mała Alison, jak to możliwe, że teraz stała mi się taka obca.

Moja?! No bez takich!

Cytat:
- [uśmiechnął się ciepło] Przyjmij je jako wyraz mojej sympatii i tego, ze zawsze możesz na nas liczyć.


Wiesz, co nie pisz tak. To nie pasuję do fika. Napisz to np. tak:
"Uśmiechnął się ciepło i powiedział:
- Przyjmij je jako wyraz mojej sympatii i tego, ze zawsze możesz na nas liczyć."


Część ogólnie jest bardzo dobra. Czekam na następną.



_________________


Hameron and Hilson forever...

PostWysłany: Nie 19:30, 23 Sie 2009
allison23
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 21 Lip 2009

Posty: 90

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

drombel, niestety sama nie wiem kiedy to się odbyło, a więc może się dopiero odbędzie Very Happy Fotke znalazłam na kilku stronach, na tej są ładne zdjęcia, myśle ze sie spodobają hameronkom Smile
http://www.fanpop.com/spots/housecam/images/2585638/title/hameron-manip
jeszcze co do tej fotki to być może jest gdzieś tam jakiś opis, ale ja nie patrzyłam bo zbytnio nie znam angielskiego

allison23, faktycznie z tym "moja" troche nie tak wyszło. myślałam bardziej o "moja wychowanka" jak ją później nazwalam, ale nie chce mi sie juz zmieniac tego ;p



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Nie 20:24, 23 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Rzeczywiście, trochę nie Housowo i było kilka literówek ale dla mnie jest ok.

sinaj napisał:
Nie udawaj głupiej, przed swoim pokićkanym kochankiem, a przed czym? Naprawde, zajebistego rycerza se znalazłaś... - warknął.


To jest boskie Very Happy

Pozdrawiam i życze weny.



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Pon 10:36, 24 Sie 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Postanowiłam przedłużyć trochę tego fika, zamiast trzech będą cztery części...mam nadzieje ze nie stanie sie przez to zbyt nudny, ale na jedna czesc wszystko byłoby za długie Wink



Rano Housa obudził ciężki kac. Podniesienie powiek i sięgnięcie po mineralną było nielada wyzwaniem. Wypił duszkiem butelkę wody, od razu zebrało mu się na torsje. Ziemia kręciła się jakby szybciej, wisząc na kiblem i patrząc na swoje wymiociny zaczął powoli uświadamiać sobie stan teraźniejszy. Uderzenie trzeźwości wywołało jeszcze gorsze mdłości niż kac. To nie sen. Cameron zapomniała o jego istnieniu i kręci z Wilsonem, którego nie sposób nawet za to zgnoić. Czyżby naprawde powód jego wczorajszego i dzisiejszego stanu zamykał się w tym prostym zdaniu? „Niemożliwe. Chyba wychodzę z siebie, tracę zmysły". Wyciągnął z szafy pierwsze z brzegu pogniecione ubrania, opłukał twarz zimną wodą i poszedł do pracy.
Wchodząc do szpitala, ujrzał stojącą przy recepcji Cameron. Zatrzymał się i zawiesił na niej spojrzenie. Tyle osób kręciło się tam o tej porze w te i wewte; ona odwróciła wzrok od pielęgniarki, z którą rozmawiała i również go dostrzegła. Skinął głową na przywitanie. Odpowiedziała tym samym. Zamyśliła się na jego widok, serce zabiło jej mocniej. Tak dawno go nie widziała, aż dziwnie się poczuła. Odkąd zauważyła, że już go nie interesuje, starała się wyprzeć wszystko co kiedyś między nimi było. Tym bardziej teraz, gdy jest jej ciężko, nie chciała dokładać sobie przykrości myśląc o nim. Trwało to jakąś chwile, Cam oderwała od niego wzrok, opamiętała się, wyrzuciła go ze swojej głowy i poszła na oddział. House poszedł do windy. „Jak pięknie dziś wygląda, mogłem podejść i coś powiedzieć...” myślał, kiedy w ostatniej chwili windę zatrzymał Wilson.
Jechali na górę. James miał na sobie ciemno bordowy krawat, staranie wyprasowaną koszulę. Wyglądał naprawde dobrze.
- Wyglądasz jak kretyn - powiedział House.
- Dziękuję – odparł (nie spodziewał się przecież komplementu).
- Wystroiłeś się jak dla Amber.
Wilson aż pobladł.
- ...Dlaczego o niej wspominasz?
- Wybacz. To już tylko wspomnienie? Czas zacząć szukać sobie nowej cierpiącej królewny..
- House... - jęknął nie rozumiejąc, dlaczego przyjaciel zaczął od rana rzucać sarkazmy, i to w tak bolesnej dla niego kwestii jak związek z Amber.
Greg nic już nie mówił, pospiesznym krokiem opuścił windę i poszedł do swojego gabinetu.

- To nie infekcja. Są wyniki posiewu, nic nie wykazał - przywitał go Forman.
House zmarszczył brwi, lekko się zdziwił, był pewny swojej diagnozy.
- Zróbcie biopsje wątroby. Forman, załatw na to zgodę. Trzynaście, powtórzysz morfologie. To może być też jakaś wada genetyczna... Ty Taub, przeprowadzisz szczegółowy wywiad rodzinny, zbierzesz historię chorób wszystkich krewnych pacjentki i dokładnie przestudiujesz.
- Wszystkich krewnych? To zajmie mi całą noc... - powiedział oburzony
- A co, spieszysz się do żony?.... A może do kogoś innego? - ironizował
Toub patrzył na szefa z wyrzutem i zdziwieniem, że obarczył go takim zadaniem.
- Radziłbym ci zabrać się do roboty, im dłużej będziesz się tak gapił tym później skończysz.
Asystenci opuścili gabinet, by wykonać zlecone zadania.
- To nie sprawiedliwe - mruknął na odchodne Taub.
Na twarz Housa cisnął się satysfakcjonujący uśmiech.
Chwilę po tym sięgnął do kieszeni po vicodni, w słoiczku były już tylko dwie tabletki. Połknął je i poszedł do apteki po więcej.
Ot tak rozglądnął się dookoła, czekając aż farmaceuta wyda lek, gdy zobaczył obok Formana rozmawiającego z Cameron, na którą ten natknął się przypadkiem.
- Z tego co wiem, ostatnio u Ciebie nie najlepiej..
- Taak..
- Tak mi przykro, naprawde. Może czasem bywam niemiły, ale wiesz chyba, że jakbyś chciała pogadać zawsze możesz...
- Wiem Forman - przerwała z miłym uśmiechem widząc, że te słowa niełatwo mu idą.
Uścisneli się przyjacielsko. Forman lekko pogłaskał przy tym Cam po włosach.
Ten widok tak cholernie ugryzł diagnostę, nerwy puściły.
- Miałeś zdobyć zgodę na biopsje a nie obściskiwać się z laleczkami! - wrzasnął surowym głosem podchodząc do nich.
- ...Ale..House, zatrzymałem się tylko na chwile..
- Jestem twoim szefem i masz się mnie słuchać czarnuchu ze slamsów! Do pracy, już!
Cam patrzyła na swojego byłego przełożonego w szoku, nigdy aż tak się nie zachowywał. Erik niemal w popłochu poszedł, widać było że zrobiło mu się bardzo przykro, House wbił szpile w jego czuły punkt.
- A ty co? Na złość Chasowi masz zamiar poderwać całą kadrę lekarską? Na ostrym dyżurze nie macie nic do roboty?
- ...House ty oszalałeś? - wydukała
Spojrzał na nią z wrogą miną, ale rozgoryczonym i proszącym o zrozumienie spojrzeniem - jak dziecko, które rozbiło wszystkie talerze chcąc zwrócić na siebie uwage i rozgniewana mama, która dopiero po chwili zaczyna rozumieć dlaczego; ona patrzyła na niego ze złością, jak można było tak potraktować Formana, za chwilę jednak przez jej głowę przeszła ta myśl, że...
Odwróciła się i poszła. House został sam na środku korytarza. Spuścił głowę, wstyd mu było za swoje zachowanie. Zrobiło mu się smutno, ona poszła. Kolejny raz zraził ją do siebie. Przed chwilą stała tak blisko niego, to go tak.. elektryzowało, przez chwile nawet poczuł i chciał powiedzieć jej że... „Że nic. Nieważne. To wszystko jest przecież nieważne” pomyślał.

Zachowanie Housa wyprowadziło Cam z równowagi, szła na ostry dyżur by zamienić z Chasem kilka słów. Jej myśli były tak niepoukładane. Na korytarzu zatrzymał ją Wilson. Że w ogóle go nie zauważyła musiał szarpnąć ją za ramie.
- Cameron, hej - zawołał entuzjastycznym głosem.
- Cześć Wilson.
- Coś taka dziś roztargniona, stało się coś?
- Ye.. wiesz, House zachował się dzisiaj bardzo chamsko. Bardziej niż zwykle.
- Też zauważyłem, że coś go dziś ugryzło... Słuchaj, Cameron, co robisz dziś wieczorem?
- Dziś wieczorem?
- Pomyślałem, że może zjemy razem kolacje.
„Randka?! O boże, interesuje się mną..! Więc to on jednak pobił Chasa?! Jak to możliwe... ” pomyślała.
- ...W sumie, jasne, czemu nie - wykrztusiła z siebie zdziwiona.
- Świetnie, to jesteśmy umówieni. Przyjadę po ciebie o... dziewiątej?
- Jasne - uśmiechnęła się wciąż trochę zmieszana.



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Pon 16:03, 24 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

aaa!! i co się stanie? z Hameronka zrobi się Wameron? Shocked Shocked Shocked czy jakoś tak Very Happy Mam nadzieję, że nie....ale czekam na c.d. Smile



_________________
House & Cameron <3

PostWysłany: Pon 19:38, 24 Sie 2009
Cynamonka
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 29 Mar 2009

Posty: 38

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Strasznie sie wszystko komplikuję ale mam nadzieję, że ładnie to sie wszystko skończy Wink Częśc technicznie lepsza od poprzednich, tak trzymaj spoko



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Pon 21:30, 24 Sie 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Ale House'ik się w kurzył Smile

Ja nie chcę Wamerona! Sio z tym!



_________________


Hameron and Hilson forever...

PostWysłany: Wto 17:17, 25 Sie 2009
allison23
Student medycyny
Student medycyny



Dołączył: 21 Lip 2009

Posty: 90

Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

No i część czwarta i ostania


- Alison, podwieziesz mnie? - zawołała Trzynastka, która jak Cam właśnie skończyła pracę.
- Jasne, wskakuj.
- Zapnij pasy, pędzimy setką przez miasto! - dodała, gdy wyjechały z parkingu.
- Zwariowałaś?
- Spieszę się, mam dziś pewne plany na wieczór i muszę się wyszykować.
- Wow.. jakie plany? - szeroko się uśmiechnęła.
- Powiem Ci jutro, jak zobaczymy czy coś z tego wyjdzie.
- No nie...będe ciekawa!
- Trudno... - zaśmiała się.
- Ale jak nie wyjdzie, też mi powiesz?
Cam tylko skinęła głową uśmiechając się.
- Szybko dziś skończyliście - zmieniła temat.
- Ja i Forman tak, ale biedny Taub chyba pół nocy spędzi w pracy.
- Hm, dlaczego?
- House kazał mu zebrać i przeczytać dokładną historię chorób pacjentki i wszystkich jej krewnych. Później zastrzegł nawet, że mamy mu nie pomagać.
Cam uniosła ze zdziwienia brwi. Przypomniało jej się, co powiedział jej wczoraj Chase.
- ...Naprawde? Dlaczego tak obarczył Tauba? - dopytywała trochę zamyślona.
- Cholera wie. Znasz Housa, jego paranoje. Pewnie to znów jakaś gra, żeby mu się przeciwstawiał czy coś w tym stylu.
- ...Taak, racja..
Właśnie dojechały po dom Trzynastki.
- No to mykam, dzięki za podwiezienie
- Nie ma sprawy
- No i miłego wieczoru - krzyknęła uśmiechnięta do odjeżdżającej koleżanki.

„Nie... jak ja głupia mogłam pomyśleć, że House stoi za pobiciem Chasa i że jest o mnie zazdrosny. To chore. Irracjonalne. Boże... czy ja znów popadam w ten obłęd(?) Nie obchodzę Housa, nie ma się co łudzić. Nie mogę się znów łudzić, nie chcę już cierpieć. Dlaczego znów o nim myślę...? Dlaczego ten wariat zawsze pojawia się wtedy, kiedy najmniej tego chce i wszystko we mnie mąci..? Muszę wyrzucić go ze swojej głowy” - myślała stojąc przed lustrem, kończąc przygotowania do wyjścia. Za chwilę usłyszała dzwonek do drzwi. „Już jest”, poszła otworzyć.
Wilson niemal zaniemówił na jej widok. Wyglądała cudownie. Bardzo elegancko, przy tym tak naturalnie i promiennie. Miała na sobie lejącą się, czarną jedwabną bluzkę, z szerokim dekoltem odsłaniającym znacznie ramiona i obojczyk, co podkreślało jej kobiecość. Na jej twarzy prawie nie było makijażu, odrobina błyszczyku na ustach i jasny, rozświetlający puder w okolicach oczu. Urodę podkreślały srebrne kolczyki z małymi diamentami i podobny łańcuszek na szyi. Włosy miała rozpuszczone, lekko zaczesane do tyłu. Wizytowe spodnie, pantofle na nie za wysokiej szpilce. Wszystko starannie, gustownie dopasowane.
- Hej - powiedziała ze skromnym uśmiechem, widząc, że mu się podoba.
- Witaj. Gotowa do wyjścia?
- Tak, możemy już jechać.
Oboje byli speszeni i niepewni. Znali się tak długo, a nigdy przez myśl im nie przeszło, że dojdzie do takiej sytuacji. Podczas jazdy rozmowa szła dość drętwo, w restauracji na chwilę zajął ich wybór wina i kolacji, ale za chwilę znów się urwało.
- Wiesz - zaczęła Cameron - nie spodziewałam się po tobie tego, co zrobiłeś. Oczywiście nie sposób mi się gniewać, ale nie pochwalam żadnych przejawów agresji. Chyba wiesz o tym.
Wilson spojrzał wyraźnie pytającym wzrokiem.
- No wiesz, chodzi mi o Chasa.
- Yy... w sensie, że jak o Chasa?
- No o to, jak o teraz wygląda...
- Wybacz, ale nie widziałem go dość długo. Rzadko bywam na ostrym dyżurze. Zresztą nie mam ochoty na konfrontacje z kimś, kto wyrządził ci takie świństwo. A co mu się stało?
Cameron lekko otworzyła usta ze zdziwienia. Po minie Wilsona widać było, że on naprawde nic nie wie.
- Nieważne.. - mruknęła cicho i zamyśliła się.
- Cameron, wszystko w porządku?
- Taak.. Słuchaj, czy ty.. - ciągnęła niepewnie po chwili - powiedziałeś Housowi o tym, że...
„Nie no, błagam...ona jednak nie wyleczyła się z Housa!? Chyba nie zmieni się znów w naiwną dziewczynkę?!”
- Że jesteśmy na kolacji? Nie. - dokończył Wilson, któremu rozmowa zaczynała się już nie podobać.
- Nie o to chciałam zapytać. Czy powiedziałeś mu, że...
- Cameron - znów jej przerwał - nadal interesujesz się Housem?
Trochę ją zatkało to śmiałe pytanie.
-...Oczywiście, że nie (!)
Zamilkli oboje. Za chwilę Cameron:
- A właściwie, dlaczego mu nie powiedziałeś, ze jesteśmy na kolacji?
- Dlaczego miałem mu mówić?
- Takie rzeczy mówi się przyjaciołom ot tak
- Jakoś nie było okazji...
-...Tak? A może byłby zazdrosny? - rzuciła bardzo pewnie.
Wilsona w pierwszej chwili zaskoczyła ta śmiałość, potem tylko ciężko westchnął.
- Przepraszam. Jesteś świetnym facetem i dobrym przyjacielem, ale nie pasujemy do siebie. Muszę iść.
Zerwała się od stolika. Gdy wyszła z restauracji Wilson szarpnął ją za ramie.
- Nie powiedziałem Housowi, bo zaraz zacząłby ingerować, wygłaszać kazania, świrować... - westchną znów - rozumiem, że ci się podoba. Zawsze uważałem, że byłby szczęśliwy z tobą, ale musisz się pogodzić z tym że...
- Muszę iść - przerwała mu.
- Tylko żebyś nie przyszła później do mnie z płaczem - powiedział gdy już odchodziła.

Cam szybko złapała taksówkę. Wskazała adres Chasa i kazała jechać najprędzej jak się da.
- Kto cię pobił? Kogo miałeś na myśli, gdy wtedy rozmawialiśmy? - spytała wchodząc pospiesznie do jego mieszkania.
- Przecież wiesz - odparł oburzony jej wtargnięciem.
- Do cholery, nie wiem. Inaczej nie pytałabym!
- Ach, więc masz tylu facetów, że trudno ci się domyślić? Dobrze, powiem ci: House.
Cam otworzyła usta, w jej oczach pojawił się błysk „a więc jednak.. jednak to on!”.

House właśnie przygotowywał sobie kolacje, kiedy usłyszał głośnie, nerwowe pukanie do drzwi. Otworzył, na widok tak ładnie wyglądającej Cameron zagwizdał z zachwytu. Ta ignorując „komplement” odepchnęła Housa z progu i wprosiła się do środka. Była trochę zła, nastawiona na poważną rozmowę. Diagnosta domyślał się o co może chodzić, w głębi duszy czekał, aż w końcu do niego przyjdzie. Zamknął za nią drzwi, skierował się do kuchni. Zaglądając do szafki zaproponował:
- Napijesz się herbaty? Nie herbaty nie mam... Może wina? - Zajrzał do drugiej - Wina też nie mam, chyba mam tylko wodę, gdzieś tu były jakieś czyste szklanki...
- Dlaczego pobiłeś Chasa? - przerwała stanowczym tonem, stojąc z poważną miną i patrząc na niego.
House, nalewając wodę:
- Przepraszam, działałem w afekcie. Mogłem zgnoić go w jakiś bardziej bolesny dla niego sposób, ale byłem zły i nic lepszego nie przyszło mi do głowy
- House! Nie pytam dlaczego tylko go pobiłeś, tylko dlaczego w ogóle to zrobiłeś, dobrze wiesz!
House zamilkł na chwilę, odwrócił wzrok.
- Skrzywdził cię.
- ...I dlatego to zrobiłeś?!
- Nikt nie ma i nigdy nie miał prawa traktować cię źle -wycedził. Surowy wyraz twarzy Cam zniknął.
- Nikt nie miał prawa oprócz ciebie, tak? Ty je miałeś, przez te trzy lata...? - nie oczekiwała odpowiedzi. Skierowała się do wyjścia.
- Nie miałem. Przepraszam. - zatrzymał ją. Chciał ugryźć się w język, znów odwrócił wzrok.
Powiedział to ze skruchą, którą okazywał rzadko i tylko nielicznym. Wewnątrz przeszła ją fala ciepła. Serce zbiło mocniej, w oczach pojawiły się iskry. Odwróciła się. Ostrożnie do niego podeszła. Niepewnie spojrzał na nią, emocjonalnie się przed nią obnażył i strach ogarniał go mocniej z każdą sekundą milczenia. Chciał powiedzieć, żeby sobie poszła, ale nie przeszło mu to przez gardło. Bo jak nigdy chciał, aby została. Ona też się bała, że zaraz zakpi z niej i ją odtrąci. Ale zbyt długo czekała na taką chwilę, żeby teraz odejść. Zrozumiała, że nie ma nic do stracenia. Pocałowała go. Chociaż bał się, że za chwile znów wyciągnie z kieszeni jakąś cholerną strzykawkę, nie dał rady się oprzeć i odwzajemnił pocałunek.
Jej ręce zaczęły sunąć po nim w górę i w dół, oderwała wargi i zaczęła prowadzić go do sypialni. Ten krok wymagał od niej wiele odwagi. On był bardzo zestresowany, ale nie protestował.

Obudził się z Cam wtuloną w jego ramie. Oddychał spokojnie. Chyba tej właśnie chwili pragnął, odkąd ją poznał. Chciał w tym momencie zatrzymać czas. Lekarka poruszyła się lekko:
- Dzień dobry - wyszeptała przebudzając się.
- Chyba już czas na ciebie.
- Teraz już się mnie nie pozbędziesz.
- Ha.. jesteś tego pewna?
- Wczoraj powiedziałeś, że nikt, w tym ty, nie ma prawa traktować mnie źle. Jeśli mnie teraz odtrącisz, zranisz mnie.
Jeśli mnie odtrącisz, zranisz mnie” - te słowa echem odbiły się Housowi w głowie. Były głębsze niż ‘kocham cię’. Całkowicie się przed nim otworzyła, naraziła na ból tak samo jak on.
- Cwaniara! - odpowiedział.
Podnosząc się, spojrzała na niego i uśmiechnęła się zadowolona. W jego oczach zagościło ciepło.
- Pójdę pod prysznic - powiedziała wstając z łóżka.
- Zrobić ci kawy? - również wstał.
- Jeśli możesz.
Weszła do łazienki, drzwi za chwilę lekko się uchyliły.
- Alison, zapomniałem powiedzieć, ręczniki są w szafce nad pralką.
- Dziękuję,Greg.
Zrozumiała, że zwrócenie się do niej po imieniu było wyznaniem. Że chce, aby została z nim; że zgodził się na to, aby pozostała mu bliska.

***
mam nadzieje ze się podobało, dziekuje za uwage Smile


Ostatnio zmieniony przez sinaj dnia Wto 19:19, 25 Sie 2009, w całości zmieniany 1 raz



_________________
Mój Kochany małż Greg :*

my soulmate Hambarr :*:* córeczka Nemezis :*
maagdaa&sinaj spółka zóo z.o.o

- In fact, I hate you. - I've never hated anyone more. - Every nerve ending in my body is electrified by hatred. - There is a fiery pit of hate burning inside me, ready to explode. - So it's settled then? - We're settled.

PostWysłany: Wto 18:02, 25 Sie 2009
sinaj
Dziekan Medycyny
Dziekan Medycyny



Dołączył: 02 Maj 2009
Użytkownik zbanowany
Pochwał: 35
Ostrzeżeń: 1

Posty: 3975

Miasto: Legnica/Radom
Powrót do góry

Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Piękne zakończenie, trochę nierealne ale naprawdę bardzo słodkie. Liczę, że napiszesz jeszcze jakiegoś hameronka chtry



_________________

Banner pożyczony od Jeanne
Zamałżowiony kochanej Pauli :*

PostWysłany: Wto 18:41, 25 Sie 2009
lesio
Starachowicki Magnat
Starachowicki Magnat



Dołączył: 31 Sty 2009
Pochwał: 15

Posty: 5489

Miasto: Starachowice
Powrót do góry
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Strona Główna -> Hameron Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Mapa użytkowników | Mapa tematów
Powered by phpBB © 2001, 2002 phpBB Group

Czas generowania strony 0.11717 sekund, Zapytań SQL: 14